Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 213 338 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Moje Mikołajki

środa, 07 grudnia 2016 12:20

W naszej Wielkopolsce mamy Mikołaja 6 grudnia i Gwiazdora w Wigilię. I są to, zapewne ;), dwie osobne postacie. Gdy byłam jeszcze w rodzinnym domu w ten dzień zawsze rano zastawałam jakiś mały prezencik w papciu(?) przy łóżku, zawsze trochę słodyczy i zwykle jakaś książka. Ja też starałam się coś podrzucić rodzicom, chociaż było trudno: mama najczęściej ostatnia szła spać i pierwsza wstawała. Była tradycja, był zwyczaj cieszenia się drobiazgami.  W moim dorosłym domu też podrzucałam dzieciom drobiazg na Mikołaja, żeby rano miały miłe przebudzenie. Potem, gdy dzieci już się usamodzielniły dawaliśmy sobie z A.  też jakieś upominki. Ale w tym roku nie dostałam nic "z okazji" . Ale grzech narzekać - w piątek A. namówił mnie na przymiarki w "sieciówce" odzieżowej i wzbogaciłam garderobę trzema nowymi  bluzkami. Uznałam, że to Mikołaj i gwiazdor w jednym.  Bo u nas Mikołaj trudzi się tylko raz. Ten gwiazdor, to może od Gwiazdki i niemieckiego Weihnachtsmann -"gwiazdkowy człowiek"? Nasz regionalizm, ale bardzo jesteśmy do niego przywiązani.  

Wnukom nie mogłam podrzucić podarku, bo nie mieszkamy razem.  I ,obawiam się, nawet ten sześciolatek nie wierzy już w istnienie Mikołaja (ale kto wie). Dostali więc upominki z rąk babci (w tym oczywiście także książki). A do tego wymyśliłam, że urozmaicę im ten dzień wycieczką na jarmark świąteczny. Teraz dzieciaki mieszkające dalej od centrum, uczące się w pobliżu domu nie mają wielu okazji, żeby poznać swoje wielkie miasto. Do centrum daleko. Rzadko bywają w śródmieściu (na pewno moje). Pogoda była kiepska - szaro - buro i dżdżyście. Pojechaliśmy na Stary Rynek tramwajem. To też dla wnusiów atrakcja i cała wyprawa. U nas w tym roku są dwa jarmarki. Oba to "Betlejem Poznańskie". To na Rynku o godzinie trzeciej po południu w zwykły, ale jednak Mikołajkowy, wtorek robiło nieciekawe wrażenie – smuteczek.

W kramach zziębnięci, smutni  sprzedawcy. Kupujących - na lekarstwo. Szukaliśmy żywego Żłobka, nie dotarliśmy do niego. Po drodze zgłodniałe wnuki wciągnęły oscypka z grilla z żurawiną. Zaraz humory się poprawiły. A ja kupiłam tradycyjnie świecę z wosku, która zawsze w Wigilię płonie na moim świątecznym stole , pachnie miodem i Świętami właśnie.

Potem poszliśmy na smaczną pizzę do ciekawego lokalu, w gotyckich piwnicach (po poznańsku - sklepach) jednej ze staromiejskich kamieniczek (niestety, zapomniałam, że mam ze sobą aparat i zdjęć nie mam). Po konkretach wnuki zażyczyły sobie deserku. Wiedziałam, że są najedzeni, ale "deserek zawsze był". Poszliśmy więc na drugi jarmark świąteczny w poszukiwaniu gofrów (które widzieliśmy na tym rynkowym jarmarku). W tym roku pierwszy raz zorganizowano Betlejem na Placu Wolności. Dotarliśmy tam już po zmroku. Oczywiście wszystko oświetlone, ale powiedziałabym , tak "kameralnie". Znów budki z jedzeniem na ciepło: kiełbasy, bigos, sery, a jeszcze ogródki piwne i winne z grzanym piwem i winem, karuzele dla młodszych i nieco starszych, spożywcze wyroby regionalne z gór i z Wilna, ale gofrów nie widać. Jedyne słodkie wyroby miało stoisko znanej cukierni. Chłopcy zadowolili się pączkami i bombą rumową (znacie? - niektórzy twierdzą, że to nieudane ciastka zgniecione w kulkę, z aromatem rumowym), my to lubimy :)   Po tak bogatym we wrażenia (kulinarne) dniu na pewno pozostaną moim Kotom miłe wspomnienia. I oto chodzi.   

 

DSCN2316.JPG

 A to fragment jarmarku na Starym Rynku.Tam, gdzie były kawiarniane ogródki stoją kramy. Ale i tak wszystkich zapraszam na nasz piękny Stary Rynek od późnej wiosny do wczesnej jesieni. Wtedy jest tu najpiękniej. 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Pierniczki

sobota, 03 grudnia 2016 22:50

Ciasto leżakowało 4 tygodnie i wystarczy. Upiekłam "moje" pierniczki i jestem o krok bliżej w przygotowaniach do Świąt. Już rok temu zrobiłam sobie plan działania przed Świętami, żeby zdążyć ze wszystkim, żeby nie szaleć w ostatni przedświąteczny dzień, żeby nie paść na nos. I nie udało się. Za dużo potraw trzeba zrobić na ostatnią chwilę, żeby były świeże. Nie robię pierogów, które można zamrozić. Robię kulebiaki, a właściwie drożdżowe pierogi z nadzieniem mięsnym i kapuściano - grzybowym, pieczone w piecu. Zamrażanie odpada. W Wigilie byłam tak zmęczona, że nie czułam zupełnie magii tego dnia. A może już mnie on tak nie cieszy, jak dawniej?

Natomiast pieczenie pierniczków w tym roku było dużą przyjemnością. Nie co roku ciasto tak samo się udaje. Tym razem było idealne i pierniczki łatwo się wycinało, ciasto nie przywierało, było elastyczne, plastyczne, ani za suche, ani za mokre, łatwo się wałkowało, było w sam raz. A ja miałam czas, żeby ustawić odpowiednią temperaturę pieczenia i w najlepszy moment wyjąć pierniczki z pieca. Radość dla oczu :) A smak ! Jak opisać smak? Cudowny piernikowy smak (z przyprawą piernikową, którą co roku sama komponuję) .Są takie, jakie zawsze powinny być (a nie zawsze są). Te wyglądają tak ładnie, są słodkie, więc chyba nie będę się bawiła w ozdabianie ich. No, chyba, żeby moje wnuki chciały się pobawić, wtedy pierniczki będą zdobne.

DSCN2310.JPG 

Jak widzicie, mam sporo różnych foremek. Jak się pojawiał nowy zestaw w IKEI, to kupowałam (ale nie robię przestrzennych form piernikowych, żadnych choinek ani domków). A dodatkowo kupuję foremki na moich wyjazdach - aniołki i łosia w Szwecji, domek i choinkę w Czechach, gekon jest z Australii, a autobus z Niemiec, dostaję też foremki od moich dzieci i od znajomych. Potem mam problem z decyzją, które użyć, które wykorzystać, bo jest ich już prawie 100 (i koniec, to już i tak przesada, ale akurat foremki lubię mieć). Mam swoje ulubione, te świąteczne, a dla wnuków robię zwierzątka i zabawki (autobus, sanki, dzwonki). Mam swoją zabawę :) A jak któryś pierniczek jest nie dość ładny, to go zjadam zaraz i mam jeszcze przyjemność. DSCN2309.JPG 

A tu niektóre z moich zbiorów:) 

Mój przepis ma już długi staż. Dostałam go od przyjaciółki ze 20 lat temu, a ona dostała go od swojej teściowej. Wypróbowałam kilka innych przepisów, ale żaden nie sprawdził się tak, jak ten "mój". Szukałam i znalazłam. A wy? Czy też macie swoje sprawdzone, najlepsze przepisy na pierniczki?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Goście kameralnie

poniedziałek, 28 listopada 2016 22:54

Mieszkam raczej na uboczu. Do nas "po drodze" znajomi raczej nie wpadają (chociaż zdarzało się ). O d kiedy mam dom dwuosobowy i "metraż' można do mnie wpadać, Ale pozostał mi przymus z czasów blokowych, że na gości "się sprząta". Goście przychodzą - jest okazja do "wygłaskania" wszystkiego i zrobienia "hotelu" (gdzie zawsze na wejście jest nienaganny porządek). Od lat mamy taką formułę goszczenia tylko paru osób razem: jedną parę, dwie (akurat znajomi, szczęśliwie, jeszcze w parach). Mogę wtedy spokojnie wszystko ogarnąć i serwis i menu (wyjątkiem są imprezy rodzinne, gdy goszczę moich najbliższych - wtedy mam ich co najmniej dziesięcioro i jest to coraz większe wyzwanie dla mnie) . Gdy jesteśmy w kameralnym gronie możemy spokojnie wszyscy razem porozmawiać i wymienić poglądy.

Wczoraj miałam właśnie takich miłych gości , sześcioro nas było i mile spędziliśmy wspólny czas. Ostatnio bardzo wygodna się zrobiłam i leniwa. Dopiero goście mobilizują mnie do upieczenia czegoś smacznego, do przyrządzenia równie smacznych dań na kolację. Wczoraj były dwie sałatki: brokułowa i "egzotyczna" z curry, a także krem pomidorowy z crostini, kiełbaski na ciepło i talerz wędlin. Bardzo lubię moją wersję sałatki brokułowej, bo jest niezwykle prosta, a wszystkim smakuje: gotowane różyczki brokuła+ utarty zielony ogórek+ dużo siekanego koperku, to  wymieszane z sosem jogurtowomajonezowym (trochę jogurtu dobrze wymieszanego z majonezem) z roztartym ząbkiem czosnku. Moja sałatka egzotyczna też jest prosta, to wersja sałatki na bazie ryżu, wczoraj akurat z kurczakiem (czasem z szynką), kukurydzą z puszki, ananasem z puszki, rodzynkami, oliwkami i curry. Na pewno znacie, macie swoje wersje. Ja robię sałatki na wyczucie, "na oko" i na smak :) Nawet lubię je komponować, eksperymentować, jak mówi jedna z was: bawi mnie to. Ale na co dzień nie cuduję ze składnikami i robię najwyżej zwykłą sałatkę jarzynową (jak mam nastrój).

Na część słodką upiekłam tort makowy. Dawniej tort makowy, to był rzadki luksus, wymagał sporo pracy (to mielenie maku). Teraz to dla mnie znacznie łatwiejszy tort, niż biszkoptowy. Kupuję suchy mak mielony i tort w pół godziny gotów, razem z pieczeniem nieledwie. No trzeba jeszcze  zrobić krem, taki na bazie masła: kakaowy(wczoraj) albo kawowy, czy migdałowy.  Nie umiem ozdabiać tortów

(a i czasu mi na to szkoda), ale i tak się pochwalę :)

DSCN2299.JPG

Smaczny był, jak zawsze, przełożony dwa razy kremem, na jednej warstwie dodatkowo wiśnie drylowane. Na wierzchu biała czekolada utarta.

Już zjedzony, to co zostało do dziś podzieliłam i zawiozłam tacie i dzieciom.

Był jeszcze miodownik (taki placek czeski z kremem z kaszką manną, znacie?) i sałatka owocowa. Na kalorie nie zważam. Nie ma biesiady bez smacznego jedzenia. A ja lubię i gości i dobre jedzenie:)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Śmieci

piątek, 25 listopada 2016 12:01

Temat może mało elegancki, ale dla mnie aktualny. Teraz mówi się - odpady, brzmi zdecydowanie lepiej. 

Czy segregujecie śmieci? Czy faktycznie np. w bloku jest możliwość selekcji? Kto zajmuje się w domu sprawą śmieci? Każdy, kto zauważy, że jest ich za dużo, czy jest to zadanie specjalne?

U nas na wsi mamy, jak najbardziej, możliwość segregacji śmieci. Dostajemy co dwa tygodnie worki na plastiki, szkło, papier i odpady zielone. W sumie nie wiem, co to są odpady zielone, ale my mamy kompost i żadnego "zielonego" nie oddajemy. Śmieci tzw. komunalne odbierają też dwa razy w miesiącu, nasz kubeł jest zwykle wypełniony zaledwie w 1/3. Te domowe śmieci wyrzuca u nas ten, kto zauważy, że jest ich już za dużo. Natomiast "odpady selektywne", to domena A. 

Ale dzisiaj miałam nietypowy rozruch poranny - wystawianie worków przed płot. Mój A. pojechał na delegację i zapomniał o śmieciach. A ja nabyłam nową "sprawność", jak harcerz . Umiem "sobie poradzić" z tymi workami. W co A. oczywiście zwykle wątpi ("beze mnie zginiesz na tej wsi). Bo to trzeba najpierw worków poszukać gdzieś w garażu (nigdy się nimi nie interesowałam), przykleić odpowiednią nalepkę w odpowiednim miejscu i jeszcze zataszczyć te wory przed furtkę. Plastik lekki, szkła tyle, co nic, ale papier ciężki, jak kamienie (te wszystkie tygodniki opinii na kredowym papierze). Więc zamiast nosić wór z papierami nosiłam papiery w małych ilościach do wora za furtką. Niektórzy panowie lubią być tacy "niezastąpieni". I bardzo dobrze, nie będę mu tej roli odbierać. Ale jak zobaczy, że jestem taki "sobieradek", to może zechce odstąpić mi swoje zadanie? Niee, przecież ja taka "mala" jestem. A co, nie mogę być, wtedy, gdy mi tak wygodnie? 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Bobry rozrabiają

niedziela, 20 listopada 2016 23:00

DSCN2277.JPG

Jezior mamy w okolicy kilka, wszystkie, niestety, w odległości "niespacerowej", dalej. Pogoda śliczna, po wczorajszych deszczach, więc aż mnie ciągnęło "w przyrodę". Mój A. lubi wszelką wodę, podjechaliśmy do jeziora, w którym niekiedy łowi ryby (w cieplejszych porach roku). Jesień już późna, liście z drzew opadły, ścieżki grząskie po deszczu. Ubrani ciepło, obuci w kalosze wybraliśmy się na spacer wokół jeziora, a właściwie jeziorka, bo to maleństwo jest. Na polu powyżej wiał silny zimny wiatr. W niecce jeziora i potem w lesie było całkiem zacisznie.Mimo nieciekawej pory roku widoki były przyjemne (pierwszy raz byłam nad tym jeziorkiem).DSCN2278.JPG

 

DSCN2280.JPG 

Weszliśmy w las, wszędzie mokro, podtopienia, grząsko, połamane gałęzie, przewrócone drzewa. A dalej natrafiliśmy na żerowisko bobrów. I to zupełnie świeże. W nocy padał deszcz, a te nadgryzione drzewa były suche, wióry pod drzewami także: były tu dziś!DSCN2282.JPG

 

DSCN2283.JPG

 

Grubość drzewa nie robi na nich wrażenia, jak widać. Może twardość?

 

DSCN2281.JPG

 

To jest spory dąb, który na wiosnę już się raczej nie zazieleni. Ciekawe, czy bobry same odstąpiły od pracy, czy ktoś je spłoszył i czy dokończą dzieła i powalą drzewo?DSCN2286.JPG

 

Śladów bobrzej działalności było sporo, ale żeremi nie dostrzegłam. Pas trzcin zasłaniał widok na jezioro. Przecież gdzieś te zwierzaki muszą się chować. W trzcinach?

DSCN2287.JPG

 

Wiem, że bobry rozrabiają, niszczą drzewa, ale to tutaj i tak samosiewki bez ładu i planu. Ponoć bobry bardzo się ostatnio rozmnożyły. Zapewne, jeśli zadomowiły się tuż przy sporej miejscowość, w pobliżu wielkiego miasta. Ale mnie cieszy, że dzika przyroda jest na wyciągnięcie ręki, że jeszcze nie całkiem zatruliśmy nasze środowisko, że moje wnuki  będą miały szansę być może zobaczyć bobry na własne oczy na jakimś spacerze nad jeziorem, a nie tylko w zoo lub w książce, tv czy internecie.

A mój syn, mieszkając swego czasu w Gorzowie, na ulicy równoległej do nadwarciańskich łąk widział z okna bobry przechodzące przez szosę, jakby to były psy czy koty! I był oczywiście w szoku. Takim pozytywnym.  Szczęściarz. :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

sobota, 10 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  2 192 307  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2192307

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl