Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 552 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jeszcze trochę Londynu "w pigułce".

piątek, 16 czerwca 2017 14:48

 

 Być w Londynie i nie widzieć zmiany warty przed Pałacem Królewskim - nie ma mowy. Tylko pomyliłam godzinę i trafiliśmy na zmianę warty w toku (ta uroczysta jest chyba o 11.00, my byliśmy o 11.20).To była niedziela, tłum taki, że terrorysta miałby używanie (brr). Zwykle unikam tłumów, ale byłam ciekawa, w sumie nie za dużo widziałam spoza głów i ramion innych, ale te fantazyjne czapy z niedźwiedzia kanadyjskiego i czerwone mundury widziałam, słyszałam też i widziałam orkiestrę gwardzistów.

 

20170611_113130[1].jpg

 

20170611_113218[1].jpg20170611_114727[1].jpg

 

A oto i sam Pałac Buckingham z alei The Mall, z widokiem na złocisty pomnik Królowej Wiktorii.

Należało zobaczyć Opactwo Westminsterskie (Westminster Abbey), miejsce koronacji prawie wszystkich władców Wielkiej Brytanii, jedne z najstarszych zabytków Londynu. Zobaczyłam To najładniejszy i największy gotycki kościół Londynu. Nie zwiedzałam go wewnątrz, bilety są "śmiesznie" drogie , jak na nasze polskie warunki (zapłacilibyście 100 zł za wstęp do kościoła?). Ale obejrzałam co się dało z zewnątrz - gmach Parlamentu z wieżą Big Ben także, to Pałac Westminsterski, jednak znacznie młodszy. Po pożarze w początku XIX wieku starego pałacu zbudowano na jego miejscu obecny gmach, na potrzeby parlamentu.

20170612_135526[1].jpg  

Najwyższe wieże gotyckie na Wyspach Brytyjskich (jednak z XVII w.).

 

20170611_150207[1].jpg

 

Widok z południowego brzegu Tamizy na budynki Parlamentu i Big Ben.

 

20170611_150152[1].jpg

 

Tu panorama z kładki na Tamizie, z atrakcja turystyczną - diabelskim młynem, a właściwie ruchomym punktem widokowym - London Eye. To koło porusza sie tak wolno, że trudno to nawet zaobserwować. Nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, czasu mało i drogo.

 

20170611_193159[1].jpg

 

Tu najstarszy zamek i twierdza w Londynie - Tower (i kawałek piętrowego autobusu). To tez trzeba było zobaczyć.

 

20170611_194435[1].jpg

 

Tower z innej strony - i łan lawendy (to już było przed wieczorem).

 

A jak Tower, to i Tower Bridge. Nie wiem czemu wydawało mi się, ze to stary most, a to "młodziak", oddany do użytku pod koniec XIX wieku ;)

 

 

20170611_194350[1].jpg

   

 

I koniecznie chciałam też zobaczyć Katedrę Św. Pawła - miejsce ostatnich książęcych ślubów.

I to miejsce też sobie inaczej wyobrażałam - na placu, wśród zieleni. A tu, jak w całym Londynie, wszystko "upchane", przy wąskiej ulicy, w City. To ogromy kościół, z dwoma wejściami i ogromną kopułą, nieco tylko mniejsza niż ta w Watykanie.  Bardzo ładny (wstęp - 24 funty! nie skorzystałam). Zaprojektował go sławny architekt Christopher Wren, po wielkim pożarze Londynu w 1666 roku (Wren zaprojektował wtedy 52 kościoły).

 

 

 20170612_153522[1].jpg

 

I to tyle Londynu "w pigułce".

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Czas na Londyn :) cz.1

środa, 14 czerwca 2017 14:35

I w końcu przyszedł ten czas - zobaczyłam Londyn! Miałam go w planach od chwili, gdy wyjazdy "na Zachód" stały się łatwiejsze, gdy granice otwarły się dla Polaków szeroko (kto pamięta czasy, gdy nasze paszporty spoczywały w depozycie w komendach milicji?). Do Paryża dotarłam już 25 lat temu, a na Londyn czekałam aż do zeszłego tygodnia ;)

 Warto było czekać:) Każde miasto jest inne, wiadomo. Ale dla mnie miasta współczesne  nie maja tyle uroku, co miasta z historią, najlepiej z bardzo długą historią ;)

A Londyn, to dla wielu - stolica świata. jest tu i historia, i nowoczesność. Różnorodność, elegancja i totalny luz, ludzkie mrowisko. W takim "młynie" jeszcze nie byłam :);)

A zaczęłam moją londyńską przygodę bardzo przyjemnie - od spaceru z dworca do hotelu przez Hyde Park. Ach, jakie przestrzenie, ile kwiatów! A teraz właśnie wszystko kwitnie. Kwiaty bujne, ale takie same, jak u nas. Natomiast jezioro (staw?) Serpentine w środku Hyde Parku - niezwykłe. Po pierwsze nie ma w nim ryb (nie widać żadnych, jak stwierdził Mój, zapalony wędkarz), a po drugie takiego rozpasania ptactwa wodnego nie widziałam nigdzie indziej ;)

 

20170610_114707[1].jpg

 

Oczywiście byłam zachwycona! Tylu różnych gęsi, z tak bliska nie widziałam jeszcze. Były gęgawy (te szare) i bernikle kanadyjskie (z czarnymi szyjami) były nawet gęsi egipska (jakby miały czarne okulary). Teraz jestem taka mądra, jak sprawdziłam w atlasie ptaków ;)

Widziałam też czaple, dosłownie bliskie spotkania drugiego stopnia ;)

 

DSCN2699.JPG

 

 

Po drugiej stronie jeziora stoi rzeźba najwybitniejszego współczesnego rzeźbiarza .

DSCN2693.JPG 

 

To "Łuk" Henry Moora.

Mieszkaliśmy w ładnym hotelu przy Parku Kensington (który jest jakby drugą połową Hyde Parku). Ten kształt budynku często powtarza się na sąsiednich ulicach - identyczne ozdobne wyjścia (lub tylko niby wejścia), biały kolor, kolumienki, można się pomylić ;)

 

20170610_151733[1].jpg

 

Jeśli sądzicie, że wnętrze jest równie symetryczne i powtarzalne, to mylicie się. To nie jest monolit, to kilka budynków połączonych jednolitą fasadą. W środku jest galimatias krętych wąskich korytarzyków, schodków w górę i w dół, sufitów obniżających się i wznoszących. Oto, jak pani recepcjonistka opisała nam drogę do naszego pokoju na III pietrze: z windy na lewo, przez pierwsze drzwi i prosto, potem na prawo i zaraz na lewo przez drugie drzwi, jeszcze raz na prawo i zaraz za trzecimi drzwiami drzwi po lewej stronie.Powtórzyła to dwa razy. Nie wspomniała jeszcze, że po drodze były 4 schodki w dół, zaraz potem 5 w górę i jeszcze kilka w dól. Istny labirynt ;) Ale czysto i przytulnie:)

Londyn jest wielki, to wszyscy wiedzą. Ale chodzenie po Londynie spacerem wymaga sporej kondycji fizycznej. Po pierwszym dniu spacerów mój kręgosłup powiedział "stop" i zainwestowaliśmy w bilety londyńskiego "MPK". To jest fantastyczna sprawa, bo czerwonym autobusem piętrowym można zobaczyć miasto, a metrem przemieścić się przez 15 minut z jednego końca centrum na drugi (piszę "centrum", bo dotarcie z krańców miasta na kraniec przeciwległy mogłoby zająć pewnie znacznie więcej czasu, Londyn jest rozciągnięty wzdłuż i jest rozległy, metro jeździ ze średnią prędkością 90 km/godz.). Mając te bilety sieciowe śmigaliśmy do wszystkich atrakcji, które "każdy turysta musi zobaczyć".Ten cudzysłów dlatego, że przecież każdy może sobie wybrać, co chce zobaczyć. My wybraliśmy opcję bezpłatną . Wszystkie muzea królewskie (royal) są bezpłatne . I to też jest wspaniałe w Wielkiej Brytanii.  Skorzystaliśmy z tego dobrodziejstwa i zahaczyliśmy o Muzeum Historii Naturalnej, gdzie są oczywiście wypreparowane zwierzęta (także te, których już nie ma w puli genowej świata) - np. niesamowity płetwal błękitny (ale raczej jakiś niedorostek, bo mający najwyżej z 15 m długości, a dorastają do 33m!) i największa atrakcja (dla dzieci) - dinozaury! Nie tylko szkielety, nie tylko rekonstrukcje, także roboty - jak żywe, z planu filmowego "Parku Jurajskiego". Nie tylko się poruszają, jeszcze ryczą! ;)

DSCN2707.JPG

 

Jeden z "aktorów" - tytanozaurus.

Byliśmy jeszcze w Muzeum Nauki i Przemysłu (połączenie muzeum techniki z Centrum Kopernika) i w Galerii Narodowej. Ta mnie nieco zawiodała, bo akurat zamknięto sale z Impresjonistami :( Na pocieszenie w jednej z sal pokazano kilka prac Van Gogha i Gauguina. Galeria jest ogromna. Widzieliśmy mistrzów flamandzkich i hiszpańskich, ale do włoskich (Rafael, Botticelli, Da Vinci, Tycjan), jakoś nie dotarliśmy. Mały zawód spotkał mnie też w związku z Trafalgar Square. Mały! Nie wiem czemu wyobrażałam sobie ten plac, jako znacznie rozleglejszy, a to ledwie placyk.Ogólnie place w Londynie są ciasne, a parki rozległe.

 

20170611_124017[1].jpg

 

To widok z wejścia do National Gallery. Na środku kolumna Nelsona, na horyzoncie Big Ben.

 

20170611_122928[1].jpg

 

A tu Galeria Narodowa i w rogu placu Kościół St. Martin in the Fields.

 

Wspomnę jeszcze, że w Muzeum Nauki widziałam autentyczną pierwszą lokomotywę  - parowóz Stephenshona The Rocket, a także kapsułę księżycową  Apollo 10.

Z Muzeum Nauki mam jeszcze jedno niecodzienne wspomnienie :)

Jak jeździłam dawniej do Warszawy, to zawsze natknęłam się na jakąś znaną postać, można powiedzieć, że "kolekcjonowałam" znane osoby spotkane na ulicach Warszawy. Po prostu jestem z natury obserwatorem i patrze na ludzi mijanych po drodze. Nie spodziewałam się, że w Londynie znani ludzie chodzą w publiczne miejsca, pełne turystów.  A właśnie w Muzeum Nauki, gdy wychodziliśmy bocznym wyjściem, zupełnie pustym, natknęłam się na kilku mężczyzn pochłoniętych rozmową. Musieliśmy przejść między nimi. Ach, ach - otarłam się (nieledwie);) o Hugh Grant'a. !! A Mój nawet nie zauważył. Dopiero na zewnątrz, gdy spojrzeliśmy przez szklane drzwi, Mój przytaknął, faktycznie to on. Nie, żebym była jakąś fanką Hugh'a, ale fajnie zobaczyć gwiazdę z bliska (nawet bardzo bliska). On jest mojego wzrostu zaledwie!. (a ja mam tylko 163cm). Kurdupel. I jeszcze stał taki trochę zgarbiony. Nie chciałam robić "wioski" i nie wróciłam, żeby poprosić o wspólne zdjęcie. Może gdybym była długonogą młodą blondyną ...? No ale wspomnienie mam:)

O innych "zwyczajnych" turystycznych atrakcjach napiszę niedługo. I wstawię te widokówkowe fotki. Wspomnę jeszcze, że pogodę mieliśmy całkiem ładną, ani razu nie padało przez 3 dni! Było też przyjemnie ciepło w dzień, pod wieczór zaczynało mocno wiać i wtedy robiło się niemiło w krótkim rękawku. No i chmury wielokrotnie zasłaniały słońce, zmieniając nastrój dnia z chwili na chwilę, ale słońca było więcej:)

A na koniec dzisiejszej relacji symbol (jeden z symboli) brytyjskiej stolicy:

 

20170612_154608[1].jpg  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Arbatax - Sardynia, Włochy

niedziela, 04 czerwca 2017 23:22

Wróciłam z pięknych króciutkich wakacji na kolejnej z wysp Morza Śródziemnego - Sardynii. Jak zazwyczaj skorzystałam z ofert pośrednika turystycznego. Mogę już głośno napisać jego nazwę. To był Voyage Prive, francuska firma z filia w Polsce. Okazuje się, że nasz wyjazd, to był "rzut na taśmę". Od 15 maja firma zakończyła działalność w Polsce. Jaka szkoda. To były zawsze świetne noclegi, luksusowe hotele, dopasowane przeloty i dużo dodatkowych  bonusów - za przyzwoitą cenę. Przykra wiadomość dla mnie - szaraczka.

A wracając do Sardynii, to zaskoczyła mnie całkowicie. Poczytałam sobie trochę o kraju i ludziach (bo Sardynia, mimo, że włoska od prawie dwustu lat, to jednak odrębna).  Jako urodzona Wielkopolanka widzę świat, jako równinę, to pierwsze skojarzenie. I zawsze się dziwię, jak ludzie żyją w górzystych krainach. A ostatnio trafiam na wyspy niebywale górzyste (płaskie pewnie w ogóle by z morza nie wystawały). Sycylia była górzysta i Kreta, Teneryfa, a teraz Sardynia. Same góry! Tysiące serpentyn dróg, zakrętów, podjazdów, zjazdów i tuneli i przejechanych przeszło 700 km. A wszystkie góry groźne, poszarpane, skaliste, strome, niedostępne, często schodzące pionowo w morze. Trudny teren, ale dobre drogi :). Tak, widoki zapierające dech w piersiach, mnie przyprawiające momentami o zawrót głowy (lęk wysokości). Na szczęście nie ja byłam kierowcą.

 

20170531_123825[1].jpg   

DSCN2656.JPG

 

 

DSCN2658.JPG

 

A obok takich widoków cudowna przyroda, ciepło (ponoć wyjątkowe w maju - przeszło 30 st.), przepiękne morze (na razie dla mocno zdeterminowanych, dla mnie zbyt chłodne ok +20 st), wyśmienita kuchnia, życzliwi ludzie i cudowne włoskie latte :)

Mieszkaliśmy w pięknym ośrodku - Arbatax Park Resort, na półwyspie Arbatax , na wschodnim wybrzeżu Sardynii, mniej więcej na środku tego wybrzeża, koło miasteczka Tortoli. Ów Resort, to jakby kilka osobnych skupisk domków letnich, od malutkich (w takim mieszkaliśmy), po spore wille, a także coś na kształt "szeregowców" z kilkoma apartamentami. Wszystko w cudownych "okolicznościach przyrody". Domy stały porozrzucane wśród drzew,krzewów, o tej porze, w końcu maja był to cudowny kwitnący ogród. A otaczało ten ogród Morze Śródziemne, z kilku stron łatwo dostępne, a z paru stron, skalistych, zupełnie niedostępne (półwysep). 

 

DSCN2589.JPG

 

W takim domku mieszkaliśmy, tuż nad morskim brzegiem, z szumem fal każdej nocy. 

 

20170601_105033[1].jpg

 

Wejście do restauracji w której jedliśmy kolacje :) To bugenwilia 

 

DSCN2622.JPG

 

W tym basenie pływałam (cały basen dla mnie) :)

 

DSCN2649.JPG

 

A to lantany i bugenwilia na skwerze w miasteczku Muravera  daleko na południowym wschodzie (specjalnie dla Ani) :).

Dwa kilometry od tego miasteczka były płaskie tereny, piaszczyste plaże (drobny żwirek, gorący jak rozgrzana patelnia) i nawet rzeka nizinna, bogata w ryby tam była :)

 

DSCN2643.JPG

 

DSCN2642.JPG

 

DSCN2674.JPG

 

Dorgoli w porze sjesty.

 

DSCN2677.JPG

 

Brama w Dorgoli.

 

DSCN2692.JPG

Panorama zamku i miasta Posada.

 

Byliśmy też w otoczonej skałami zatoce i na plaży Cala Gonone , na

wschodzie.

DSCN2665.JPG

 

 

DSCN2669.JPG

 

Porfirowy piasek, ze skały porfirowej (magmowej koloru różowego) na plaży w Cala Gonone - dla bosej stopy nie dość, że gorący(tam gdzie woda nie sięga, oczywiście), to jeszcze ostry, uwierający. 

 

Nasz ośrodek też miał piękne i niezwykłe plaże.

20170530_102418[1].jpg

 

Najpiękniejsza, skalista, ale z cudownym widokiem na zatokę Arbatax.

 

20170530_122508[1].jpg

 

Niezwykła - na metalowym pomoście, z leżakami, parasolami i barem, do morza schodziło się po wielkiej płaskiej skale, widocznej na pierwszym planie. A na sam pomost prowadziło chyba ze sto schodów, uff. Ale zatoczka była cudna, kameralna i widoki przepiękne

20170530_113341[1].jpg.

A to widok z góry na tę zatoczkę. :)

I jeszcze trochę przyrody - ożywionej.

DSCN2633.JPG

 

To mewa z pisklakiem. 

 

DSCN2632.JPG

 

A siedzą na tej poszarpanej skale.

A na koniec jeszcze jeden ze stołów z sałatkami  w naszej restauracji, podczas kolacji 

20170530_200424[1].jpg

 

Te wszystkie widoki, smaki, zapachy zostaną ze mną, wywołując uśmiech 

w szare jesienne i zimowe dni.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

"Dwie Drogi"- śpiewająco w teatrze :)

sobota, 27 maja 2017 23:48

Święto, doprawdy - byłam w teatrze! A zostałam do tego prawie przymuszona ;) Na pytanie dzieci, co chcę na Gwiazdkę, powiedziałam, że nic materialnego mi nie potrzeba. No to dostałam prezent duchowy - 2 karnety do naszego Teatru Nowego, ważne pól roku. W sumie nie pociaga mnie teatr, nie czuję potrzeby bezpośredniego kontaktu z aktorem (z resztą do kina też chodzę zupełnie sporadycznie i żeby się rozerwać, dramaty, tragedie nie interesują mnie, nie znoszę płakać publicznie, a tak reaguję często, więc nie).  Mój jest racjonalny do bólu mąż od razu stwierdził, że mam sobie iść do teatru z koleżanką albo sam dwa razy. To już mi się całkiem odechciało. Przejrzałam repertuar i  nic mnie nie zachęciło aż do kwietnia. Od kwietnia są "Dwie drogi" - recital pieśni i ballad rosyjskich w wykonaniu Andrzeja Lajborka, poznańskiego aktora mojego pokolenia. Rosyjskich pieśni, ballad, romansów i piosenek mogę słuchać zawsze, łaskawie nawet po polsku. I Mój też. Więc zamieniłam karnety na bilety i wczoraj poszliśmy na ów spektakl, który odbywał  się na Trzeciej Scenie (oprócz Sceny Głównej jest jeszcze Scena Nova). Sala jest niewielka, nie ma proscenium,nie ma podwyższonej sceny, nic nie oddziela aktora od widza. Poprzednim razem bardzo mi ten brakcałę owało tego pewnego dystansu, czułam się skrępowana zbyt bliską obecnością aktorów. Tym razem samotny aktor z gitarą pasował w tym miejscu idealnie. Pan Lajborek śpiewał, akompaniując sobie na gitarze -  1,5 godziny, przerywając śpiewanie jedynie krótkimi opowiastkami o autorach wykonywanych utworów i o ich środowisku.. A były to utwory nieśmiertelnego Włodzimierza Wysockiego, Bułata Okudżawy i kilku innych autorów, których nie znałam (choć akurat ich piosenki tak), a także kilka piosenek odesskich, do których zaśpiewania aktor zaprosił widownię. Dowiedziałam się, że Wysocki napisał około 2 tysięcy piosenek (raczej nie sposób znać je wszystkie), a Okudżawa ok 800. Aktor sam przetłumaczył większość wykonywanych utworów, zaledwie dwa z kilkunastu  zaśpiewał po rosyjsku ("Modlitwę "Okudżawy), bo stwierdził, że żadne ze znanych tłumaczeń nie oddaje ducha tej pieśni, a nie chciał jej przeinaczyć swoim tłumaczeniem). Te piosenki były popisami piosenki aktorskiej, świetnie zaśpiewane, odegrane. No i widzowie wciągnięci do wspólnego śpiewania i klaskania tez się dobrze bawili. Nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegła małego "ale". No cóż, u mnie pan Lajborek musiałby zaliczać piosenki po rosyjsku jeszcze raz.Bo można je zaśpiewać z bardziej rosyjską wymową. Ale to moje skrzywienie zawodowe i czepiam się ;) Ogólnie Mój skomplementował występ - wyszło lepiej niż się spodziewał. Ho,ho, duży sukces. Miło spędziłam wieczór. Ale mimo wszystko teatr, to nie moje klimaty.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Solanki i czas dla siebie

sobota, 20 maja 2017 0:47

 Wybrałam się sama (no, w końcu się zdecydowałam być samodzielna) na krótki wypad rekreacyjny do Inowrocławia. Znałam miasto wcześniej, byłam tu naście lat temu w sanatorium  i wiedziałam czego się spodziewać. W każdym razie wydawało mi się, że wiem. A jednak te naście lat w istotny sposób zmieniło miasto i uzdrowisko. Bo Inowrocław, miasto przeszło 70-tysięczne ma prawie w centrum uzdrowisko - zwane Solankami. I głównie z myślą o spacerach  po parku zdrojowym wybrałam Inowrocław. No i z wygody, bo to nieco tylko ponad godzina drogi ode mnie ze wsi. 

Jakoś nie umiałam sobie poszukać noclegu blisko Solanek. Chciałam mieć trochę luksusu i wybrałam Apartamenty Platinum w samym środku miasta, jednak okazało się, że dość daleko od Solanek. Te apartamenty, to było coś zupełnie innego niż we Wrocławiu. W pięknie odnowionej przedwojennej kamienicy pokój był zachwycający, bardzo elegancki, w tonacjach bieli i szarości. A piętro wyżej do dyspozycji gości wielka kuchnia z jadalnią. Była też  sauna, ale to nie dla mnie. I nie czułam się stale pod nadzorem kamer i ochroniarzy. Niczego takiego nie było, tylko życzliwe i pomocne dziewczyny z recepcji.

 

20170517_102754[1].jpg

 

To właśnie te apartamenty.

Inowrocław zaskoczył mnie mile swoją troska o turystów (i kuracjuszy). W hotelu dostałam plan miasta i informator o mieście z dziesięciu najciekawszymi miejscami do zobaczenia. Skorzystałam skwapliwie.  

 

20170516_165057[1].jpg

 

Przede wszystkim tężnie. Powstały w 2001 roku, znałam je i chciałam sobie znów  trochę powdychać powietrza przesyconego solą. Niestety, miałam pecha - tężnie są w remoncie, czyli są suche, żadna solanka się nie rozpyla. Trudno, jedna atrakcja mniej. 

20170516_165202[1].jpg

 

To charakterystyczne wieże - wejście główne do tężni. W jednej z wież jest wejście na koronę tężni, można je obejść dookoła i z wysokości 9 metrów podziwiać park i okolicę.

20170517_113847[1].jpg

 

Paw - zegar słoneczny - na wejściu do Parku Solankowego.

 

20170516_163645[1].jpg

 

Dekoracji z żywych kwiatów było mniej, niż przed laty, ale ten dywan z bratków spodobał mi się.

 

20170516_164447[1].jpg

 

Inowrocławski Park Solankowy ma 85 hektarów i prawie 150 lat.

 

20170516_164726[1].jpg

 

W parku jest wiele ładnych miejsc:)

 

Kolejną atrakcją , oddaną do użytku w 2013 roku, jest pijalnia wód "Inowrocławianka", gdzie w dużej sali - kawiarni można wypić mineralna wodę "Inowrocławiankę" oraz wodę leczniczą "Jadwiga" (szklanka - jednorazowy kubeczek - kosztuje 2 zł!! , zdzierstwo!).

W budynku pijalni jest też mała palmiarnia z oczkiem wodnym, w którym pływają piękne czerwone złote(?) rybki oraz "Chata Kujawska" - izba regionalna,  w miejscu byłego budynku mieszkalnego.

20170516_171004[1].jpg 

Kuchnia, jak u mojej babci :)

 

Swego czasu obiecałam sobie nie wyjeżdżać nigdzie bez kostiumu kąpielowego. Nigdy nie wiadomo, czy nie będzie okazji z niego skorzystać. No tak, ale tym razem nie jechałam do sanatorium  i nie spodziewałam się żadnych atrakcji wodnych. A okazuje się, że w 2013 roku otwarto Inowrocławską Termę - basen z solankowa wodą termalną, tuż przy parku zdrojowym. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności skorzystania z tej kolejnej atrakcji miasta. Ale musiałam sobie kupić kostium kąpielowy (co nie było żadnym problemem, w centrum co drugi sklep sprzedaje bieliznę).

20170517_135220[1].jpg

 

Terma jest niewielka, ale bardzo sympatyczna - z rozsuwanym dachem, mogłam sie opalać leżąc w basenie :) Miała też różne wodne bicze i wirówki.

A ja skorzystałam z kolejnej reklamowanej atrakcji Inowrocławia - z gabinetu odnowy czyli SPA. Tych eleganckich SPA jest tutaj wyjątkowo dużo.  

Żeby wykorzystać do maksimum atrakcje turystyczne poszłam zobaczyć wystawę solnictwa. To stała ekspozycja mieszcząca się w gmachu Teatru Miejskiego. Inowrocław od czasów prehistorycznych miał tradycje warzenia soli. Solanka wypływała tu z ziemi i uzyskiwano na tym terenie sól. Od XIX wieku istniała pod miastem kopalnia soli. Niestety kopalnia powodowała szkody górnicze, domy się  zapadały  i w latach osiemdziesiątych kopalnię zamknięto, a wyrobiska zalano betonem. Pozostała pamięć o soli i solanka, wydobywana w niedalekim sąsiedztwie.20170517_102736[1].jpg 

Tu mieści się wystawa solnictwa.

 

Inowrocławski Rynek nie zachwyca (poznanianki), ale widać starania, żeby był jak najładniejszy . Na środku stoi bardzo ciekawa i ładna fontanna, a na dłuższych bokach Rynku są letnie ogródki kawiarniane.

20170516_192400[1].jpg.

 

Co mnie niezwykle zadziwiło i zaskoczyło, to pustka przedwieczorna w centrum.

20170516_193236[1].jpg

 

To deptak, centralna ulica miasta Św.Jadwigi o godzinie 19.15 we wtorek, widok od strony Rynku. Wszyscy śpią? ;)

 

I jeszcze ciekawostka na Rynku. 

20170516_193057[1].jpg

 

Zwróćcie uwagę na napis na tej mozaice przy Rynku. Mam nadzieję, że nikt nie zechce tego "dekomunizować', Byłoby szkoda.

Ogólnie świetnie spędziłam czas, pogoda byłą piękna, a jeszcze zaszalałam i kupiłam sobie bluzkę i sukienkę na lato. A co tam, raz się żyje :)   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 440 401  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2440401

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl