Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 876 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dzień, jeden z wielu

wtorek, 19 września 2017 23:37

Piękna słoneczna pogoda, już kolejny dzień słońce flirtuje z nami od rana, a potem zwykło sie chować za chmury. Tak od soboty. W sobotę zachmurzyło się około południa, w niedzielę w okolicach drugiej, wczoraj już po obiedzie. No, to trzeba wykorzystać dzień, póki piękny i popracować w ogrodzie. Tyle, że mój ogród " nie woła" o pomoc. Jest tu, jak jest, ale w tej chwili na bieżąco zbieram, co mi jeszcze rośnie i dojrzewa (jeszcze brzoskwinie, fasolka, trochę roszponki, na obiad gałązkę selera, dwie marchewki, liść pora, sporo natki, pod zupę). No i jakieś resztki kwiatków (sporo dalii, kanny, aksamitki, gajlardie, rudbekie, niezawodne słoneczniczki i róże kwitnące drugi raz, ale zmęczone przez deszcze) . Więc u mnie spoko. Ale na taty ogrodzie trzeba podgonić robotę. W sierpniu tato nie mógł się zająć ogrodem (chorował), chwasty rosły bujnie, jak nigdy, zagłuszyły uprawy, a jeszcze grzyby-szkodniki zniszczyły dużo upraw (orzechy, jak spalone, jabłka, szczątkowe, po wiosennych przymrozkach też zaatakowane, ogórki - liście, pomidory, ech, szkoda słów. Drugi raz (dopiero) w tym miesiącu "odgruzowujemy" ogród (a jeszcze raz byliśmy z tatą i zbieraliśmy, co było). Dziś Mój ścinał uschnięte drzewa. No niestety, nie odrodzą się, a szpecą i zajmują miejsce. Pod piłę poszła stara morela, z której przez 30 lat i tak nie było pożytku, bo zwykle zmarzła na wiosnę (miewała po kilka, kilkanaście owoców przez te wszystkie lata). Nie dało się nic zrobić, uschła cała. Potem "pod topór" poszła dość stara brzoskwinia i dwie śliwki. Teraz trzeba będzie jeszcze wykarczować korzenie, żeby zrobić miejsce na coś nowego. Ja w tym czasie zbierałam plony: buraki (nieduże, bo nieprzerywane), marchewkę ( to samo), ostatnie fasolki, cukinię (jedna jeszcze rośnie), papryki (udały się, u mnie też) i dynie (niezbyt duże w tym roku). W międzyczasie ugotowałam rosół i zrobiłam na nim zupę dyniową. I pozrywałam kwiaty, bo na tamtym ogrodzie słoneczniczki rosną wszędzie, a rudbekie sieją się same od lat i świetnie się tam czują. I zerwałam ostatnią gladiolę (akurat u taty zakwitła różowa, a u mnie same białe, chociaż to ja przecież zabrałam od siebie i posadziłam u taty "jakieś" cebulki) i przedostatnią różę. Tam jej i tak nikt nie zobaczy, a u mnie w wazonie ucieszy moje oczy. Aha, jeszcze pozbierałam orzechy (włoskie). Mizernie (u mnie jeszcze gorzej). Ostatnimi laty miałam tyle orzechów, że nie tylko nie kupowałam ich na Święta, ale rozdawałam rodzinie i znajomym. A w tym roku - garść. Przyjdzie mi kupować.

Słońce zaszło na godzinę z ciężką chmurę (ok. drugiej), ale potem znów się pojawiło i świeciło do wieczora.  To był pracowity i pożyteczny dzień. 

Jutro też taki będzie (choć tym razem w mieście). Aż zatęsknię za spokojnym leniwym dniem :) 

DSCN2816.JPG


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Południowy Śląsk

czwartek, 14 września 2017 0:45

 

Pojechałam, bo jeszcze nigdy tam nie byłam. Ja wiem, że nie było mnie jeszcze w co najmniej połowie albo 2/3 polskich miast  i nigdy może nie będzie. Ale mam póki co ochotę sprawdzać, jakie są te nieznane mi jeszcze miejsca. "Gdzie mnie nie ma, pójdę tam" - była kiedyś taka ładna piosenka ("Chciałbym umieć być jak wiatr'"). Mam okazję, to jadę.

I jadę przez Polskę, i  ja, jak te dzieci drogą, co nadziwić się nie mogą, jaki piękny świat.  Ja też. Naprawdę! 

Tym razem dotarłam do Wodzisławia Ślaskiego. Kojarzył mi się mętnie z jakimś przemysłem spożywczym, ale zupełnie nie umiałam go sobie umieścić na mapie Polski. No, tak, bo nigdy jeszcze nie byłam w tamtych stronach, w okolicach Rybnika, Jastrzębia Zdroju, Raciborza, w pobliżu czeskiej Ostravy.

Wodzisław Śląski, to ładne, prawie 50- tysięczne powiatowe miasto z 760-letnią historią. Wiecie już, że lubię stare miasta, z zabytkami i rynkami. Wodzisław ma i historię, i zabytki, i bardzo ładny duży Rynek.

 

20170913_112327.jpg

Tu widać wieżę kościoła WNMP.

 W Wodzisławiu byłam krótko, ale nocowałam w mieście, więc miasto "zaliczyłam". Pospacerowałam po wąskich uliczkach najstarszej części miasta, zabytkowy jest właśnie średniowieczny układ urbanistyczny miasta, z rynkiem i kamienicami z XVIII i XIX wieku. Najstarszym budynkiem (zabytkiem) miasta jest gotycki kościół  p.w. Św. Trójcy, obecnie ewangelicki. Widać go z Rynku. Także najbardziej okazały kościół Wniebowzięcia NMP widoczny jest w panoramie Rynku. To "tylko" neogotyk z początku XX wieku. 

 20170913_113241.jpg

Tu widać fragment Rynku z widokiem na kościół Św. Trójcy.

 

Z Wodzisławia pojechałam do Raciborza. Miałam kiedyś studentkę z Raciborza, lokalną patriotkę, której opowieści o rodzinnym mieście zapadły mi w pamięć. Chciałam odwiedzić to miasto. Nie powiem, że się rozczarowałam. Zbyt mało miałam czasu, żeby dokładniej rozejrzeć się po mieście. Zahaczyłam tylko o Rynek i okoliczne ulice. W porównaniu z Wodzisławiem ten rynek wypada mizernie. Ale też działania wojenne zniszczyły starą zabudowę miasta.A miasto liczy sobie już 800 lat!  Niby Rynek jest, są ogródki restauracyjno - piwne, ale domy otaczające plac są współczesne, z lat 60-tych 70-tych XX w. I nawet bez architektonicznego "retuszu"

Piękna jest kolumna w Rynku.To tzw. Kolumna Maryjna z XVIII wieku. Przypomina trochę czeskie "morowe" kolumny.

20170913_130158.jpg

 Widać tu kościół Św. Jakuba, gotycki z XIII wieku.

Racibórz jest jedną z dwóch, obok Opola historycznych stolic Górnego Śląska, siedzibą książąt opolsko-raciborskich.  I zachowało się tu sporo zabytków, ale ja widziałam tylko 2 kościoły przy Rynku i z daleka "perłę baroku śląskiego" - kaplicę zamkową Tomasza Kantuaryjskiego z XIII wieku.

Humor poprawiła mi uliczka deptak, z pięknymi klombami kwiatowymi, na której było kilka cukierni:) W jednej z nich zjadłam ciacho i popiłam wyjątkowo smaczną kawą. To też jeden z moich  sposobów "zaliczania" miasta. Jeśli w jakiejś miejscowości nie ma rynku, zabytków, ani miłej cukierni, to miasto "wypada" z mojej pamięci. Nie warto o nim pamiętać (to tak Goeteborg  się "nie popisał" ).

A w Raciborzu widziałam jeszcze zielone planty nad Odrą, mostki, ławeczki, przyjemne. 

Wracając do domu zatrzymaliśmy się na obiad w małej miejscowości pod Jarocinem - Witaszyce (niegdyś duża cukrownia). Przy drodze 11 znajduje się piękny  klasycystyczny pałac, obecnie hotel i restauracja. Musiałam utrwalić na zdjęciu i we wpisie to miejsce, bo tu jest elegancko, czysto i podają naprawdę smaczne jedzenie :)

 

20170912_160854.jpg

. W Pałacu jest też Muzeum Napoleońskie :) 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Gdzie te grzyby?

sobota, 09 września 2017 20:06

Po deszczowym tygodniu i po dwóch cieplejszych dniach miałam nadzieję na wysyp grzybów. w okolicznych lasach. Nie mam doświadczenia w zbieraniu grzybów w okolicy. Tutaj nigdy nie było grzybów (jakieś sowy owszem i parę podgrzybków na krzyż). Więc pojechaliśmy do dużego lasu na rekonesans. I rozczarowanie. Grzybów brak. I nie mam na myśli tylko grzybów jadalnych. Nawet psie grzybki trafiały się z rzadka.  Chodziliśmy 2 godziny po różnych częściach lasu i znaleźliśmy 3 podgrzybki, 7 kurek i jedną sowę (imponującą - 30 cm średnica kapelusza i ok 40 cm noga, istny parasol). Bardzo mnie takie bezproduktywne chodzenie po lesie znużyło. Może gdybym lepiej się znała na surojadkach (łac.russula!), to grzybów byłoby więcej, widziałam kilka żółtych (tzw. brudnożółte są jadalne) i ciemnoczerwonych (też jadalne), ale jakoś odwagi mi zabrakło  i pewności.

W końcu zaczęłam zwracać uwagę nawet na muchomory, bo i te pojawiły się w jakimś zagajniku: białoszare, zielonkawe i czerwone, oczywiście.

 

20170908_123358[1].jpg

 

Takie trawsko było w tych wszystkich lasach wczorajszych.

 

Zagotowałam wczoraj tę garstkę z myślą o sosie grzybowym na dzisiejszy obiad.

Dziś piękna pogoda "uwiodła" nas  na ogród mojego taty. I tam bez szukania znalazły się same 4 maślaki i jeden podgrzybek, na trawniku, w środku ogrodu . Taka siurpryza :) Dodałam te grzybki do tych wczorajszych i całkiem spora porcja się zrobiła. A przynajmniej nie narobiłam się przy czyszczeniu . Bo miło się zbiera (kiedy jest co), ale potem bardzo nie lubię tego oczyszczania (szczególnie wilgotnych grzybów).

Czy uważacie, że na grzyby trzeba się wybierać skoro świt? Czy to chodzi tylko o to, że "kto pierwszy, ten lepszy"? Jeśli grzyby są, to nikt nie jest w stanie wyzbierać wszystkich grzybów w szerokim lesie. A jeśli zbiera się grzyby w odludnych miejscach, to pora zbierania chyba nie gra roli? (to mówi śpioch, który nigdy nie wstaje "skoro świt").

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Kronika ogródkowa - po lecie

niedziela, 03 września 2017 19:06

Pogoda wczesnojesienna, szaro, mokro i chłodno. A w ogrodzie zbiory. Nawet lepiej, że nie ma upałów, można spokojnie pracować na dworze. Jako zadeklarowana epikurejka wysilać się nie lubię. Owszem, wysilam się, ale tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę. Ale cóż, przyroda nie poczeka na mój dobry nastrój. Trza zbierać.

W tym roku nie ma nic specjalnego u mnie. Były piękne morele, ale nadal w ilości nie wystarczającej na zaprawy. Nawet nie pamiętam, czy się najadłam. Moreli stale mi za mało (było ich w tym roku ok.80 na małym drzewku). Skończyły się też sierpniowe, żółte brzoskwinie, niezwykle soczyste i aromatyczne. W tym roku nie było ich wiele, jak większości pestkowych. Wyjątkiem jest mirabelka, jak na razie drzewo niezawodne. Zebraliśmy 4 wiadra ciemnofioletowych owoców. Nasi seniorzy rzucili się "na robotę" . I teściowa i tato chcieli je przerabiać. Każdy dostał swoje wiadro. Teściowa zrobiła powidła, dobrze wysmażone, a tato drzem deserowy bez skórek, dzięki temu znacznie mniej kwaśny. My lubimy dżemy, a że nie ma szans na inne owoce z ogródka, to zagospodarowaliśmy mirabelki. I jeszcze dostarczyliśmy zajęcia naszym seniorom (a zajęcie potrzebne im, jak powietrze). Mój z mirabelkowego soku robi wino, w zeszłym roku się takim zachwycił i chce to powtórzyć. Właśnie dziś smażymy ostatnią partię mirabelek. Skończyły się. Zapraw mam już całkiem sporo: dżemy z mirabelki, z brzoskwiń (tych niepięknych i opadłych), z truskawek, z borówki i jagód, agrest na placek, sok z czarnego bzu, z kwiatów i owoców.

 

DSCN2809.JPG     

Słoiki z odzysku,stąd taki misz masz, w starej szafce na dworze. Na zimę przeniosę je na strych.

Zrobiłam też kilka słoików z ogórkami, z sałatkami z papryką, bo ogórki obrodziły.  Wręcz "przedobrzyły", niezbierane tydzień wyglądały, jak kabaczki, tylko na sałatki. Papryka pięknie u mnie rośnie i dojrzewa. Czego nie da się powiedzieć o pomidorach. Raz, jedyny, 2 lata temu doczekałam się urodzaju pomidorów. Wszystkie inne razy  i w tym roku też, pomidory są uśmiercane przez zarazę ziemniaczaną i psują się zanim dojrzeją. Miałam w tym roku 3 krzaki, próbne. Nic z tego nie będzie (ale tak podejrzewałam, nie żal mi). Mam też dużo fasoli. Dojrzewa mi od lipca, siana jeszcze przed Zimnymi Ogrodnikami aż do połowy lipca. Do końca września powinna owocować. Mam fasolkę tyczkową i niską, wszystkie tzw. szparagowe, nie na ziarno. Chociaż, owszem, mam czerwonego jasia, na ziarno. Posiałam go tylko dlatego, że ma ładne czerwone kwiaty, a ziarno, jak będzie, to dobrze, jak nie zdąży dojrzeć, to też nie strata.

Śliwek w tym roku właściwie nie mam, bo trudno powiedzieć o policzalnej ilości śliwek, że są. Na dużym drzewie 5 śliwek, to porażka. To odmiana tolar tak nie wyszła w tym roku. Mam też młode drzewko odmiany "Dąbrowicka". W tym roku śliwki są niezwykłe, duże i soczyste, ale na młodym drzewku też nie ma ich zbyt dużo.

Na zdjęciu tak z 1/3 wszystkich owoców.

 

DSCN2808.JPG   

Ta szeroka zielona fasola tyczkowa rozpływa się wręcz w ustach, niezwykle smaczna. A ta mała zielona(też tyczkowa), niezwykle plenna,  z okrągłymi ziarnami, jak groch, nigdy nie ma łyka (no i mam ją od mojej babuni).

Z kwiatami w tym roku też u mnie kiepsko. Z jednorocznych, posianych na wiosnę wyszła tylko maciejka (już dawno przekwitła), turki i tytoń, no i groszek pachnący( z moich nasion). Te kupne lwie paszcze i inne nie wzeszły(?). Z bylin kwitną ciągle niezawodne słoneczniczki, jeżówka, rudbekia lśniąca.i gajlardie. Co roku (póki co) sadzę geltonie, gladiole, dalie i kanny, kwitną mi długo. Ale to kłopot: jesienią wykopać, odpowiednio przechować, żeby nie wyschły albo nie spleśniały, na wiosnę zasadzić, nie za wcześnie, żeby nie zmarzły. Na razie, póki mam siły i ochotę bawię się z tymi kłączami i cebulami (to z sentymentu, od "zawsze " te kwiaty były w naszych ogrodach).

 

DSCN2807.JPG

 

Taki "niedbały" klombek przed tarasem, z pelargoniami w doniczkach.

 

Mam też róże, przy ganku, ale upały, a potem ulewne deszcze nie służą różom. Zbyt szybko przekwitają. Ale muszę przyznać, że tegoroczna duża ilość opadów pozwoliła moim różom zakwitnąć bujnie drugi raz w ciągu lata. 

 

20170903_185905[1].jpg

 

Na dworze zmoknięte, w domu cieszą oko :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Piękne Ystad

wtorek, 29 sierpnia 2017 23:17

Ystad, miasto znane Polakom z przystani promowej. Stąd odchodzą promy dwóch armatorów Polferies i Unity Line do Świnoujścia. I oczywiście stamtąd przypływają one do Ystad. Teraz byłam w Ystad po raz trzeci. Poprzednie razy, to były krótkie spacery po mieście, przed przeprawą mostem do Kopenhagi.Tym razem byłam w Ystad 4 godziny. To niewielkie miasto, a mnie interesowało tylko historyczne centrum, więc mogłam je obejrzeć wzdłuż i wszerz. Trafiliśmy tam w sobotę i po godzinie 15.00, wtedy wszystkie miejsca parkingowe w mieście są już bezpłatne. Zaparkowaliśmy tuż przy Rynku. Na Rynku najokazalszą budowlą jest kościół. W całkiem niedawnych, ale już historycznych czasach z wieży kościoła, najwyższego miejsca w mieście ostrzegano mieszkańców przed pożarem.

1503150581116.jpg

 

Ystad to stare miasto, w tym roku obchodzi 750 -lecie istnienia. Najstarszym  i najcenniejszym zabytkiem Ystad jest dawny klasztor franciszkanów, którego budowę rozpoczęto w 1267 roku. 

 

1503156406195.jpg

 

Kościół św. Piotra, dawny kościół klasztorny obecnie jest kościołem ewangelicko-luterańskim.

 

1503154417197.jpg

 

 

W dawnym klasztorze mieści się muzeum historii miasta.

 

1503155207305.jpg

 

Klasztorny ogród ziołowy zachwycił mnie już za pierwszym pobytem. Teraz miałam okazję dokładnie przyjrzeć  się wszystkim posadzonym ziołom. Ach, gdybym miała miejsce zaraz bym taki ogród sobie urządziła. Ale i tak moje domowe ziółka posiałam z inspiracji tym właśnie ystadzkim ogrodem przyklasztornym :)

W klasztornym wirydarzu jest ogród różany. Ale cóż, róże kwitną najpiękniej w czerwcu. W sierpniu, po wyjątkowo częstych deszczach zostały w rozarium tylko nędzne resztki (ale pamiętam z wcześniejszych wyjazdów bujność tutejszych róż).

1503155996353.jpg.

 

W mieście, w wąskich uliczkach, przy niewielkich domach, pamiętających często XIX wiek rosną pnące róże i malwy. Wygląda to bardzo malowniczo i tak "przytulnie".1503151600192.jpg  

 

1503159511783.jpg

 

Mnie się bardzo podobało.

 

1503153943175.jpg

 

A to jeden z najstarszych budynków w mieście, tuż przy rynku.

A wam jak się podoba to miasteczko?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  2 921 489  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2921489

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl