Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 486 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jak ja lubię moje roślinki !

piątek, 24 listopada 2017 15:02

DSCN2868.JPG 

Moje roślinki – moja radość. Rosną po prostu i cieszą oczy. Nie jestem systematyczna, uporządkowana, konkretna. Chciałabym, ale konstrukcji psychicznej nie zmienię. Do tego jestem w głębi duszy leniwa.  Ale lubię mieć wokół siebie kwitnące rośliny. Nie staram się jakoś szczególnie, podlewam je, kiedy sobie przypomnę. Ale, że widzę te moje kwiatki stale, to sprawdzam, czy nie trzeba nie mają sucho. Światło mają, słońce też (wtedy gdy świeci), z zasilaniem nawozami nie przesadzam, ale tak, od czasu do czasu podlewam je jakimś nawozem do pelargonii (w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, jakiego nawozu użyję, byle do kwiatów,  w każdym takim jest  NPK, czyli azot fosfor i potas, z tym, że do kwitnienia fosfor jest niezbędny i dlatego jest go więcej proporcjonalnie w stosunku do pozostałych pierwiastków). Taka "mądra" jestem, bo mam tatusia, eksperta od nawożenia. A ja tak, przez wpływ ;) Nie rozmawiam z kwiatami, nie śpiewam im (w każdym razie nie bezpośrednio;) ), ale lubię je i może one to "czują"?

DSCN2863.JPG

 

Grudnik znów się pospieszył i do grudnia pewnie zdąży już przekwitnąć (to zdjęcie sprzed tygodnia).

20171107_101456.jpg 

 A tu drugi grudnik i kalanchoe.

 

Kwitnie mi też fiołek alpejski, dostałam go miesiąc temu.

DSCN2854.JPG

 

Tegoroczny listopad, w ogóle jesień, są niezwykłe. Nie pamiętam, żeby tak długo trwała wegetacja. Rośliny rosną, bo nie ściął ich przymrozek. A przecież bywało, że już pod koniec września mieliśmy -3 st., wszystkie delikatniejsze kwiaty (dalie, lwie paszcze, kanny) przemarzały, no i liście z drzew leciały na potęgę. Teraz mam jeszcze dużo liści na lipie, no i róże nadal nie chcą "spać".

DSCN2856.JPG 

 A na ogrodzie mój zagonek warzywny nadal nieskopany. Ale jak tu kopać, kiedy pietruszka się rozrasta, zupełnie nie żółknie, marchewka nadal zielona( a w ziemi oczywiście wyrośnięta), seler rośnie, por trwa (ten nie marznie długo), czosnek niedźwiedzi na nowo wypuścił zielone liście, zapomniana cebula wyrosła na nowo i ma bujny szczypior. Poczekam do solidniejszego przymrozku.

DSCN2871.JPG 

Dym się snuje, Mój palił badyle. Pięknie dziś było, słonecznie i ciepło (+10 st.). Taki miły wyjątek w burym listopadzie.

 DSCN2873.JPG

 

 I zerwałam ostatnie jesienne kwiaty. Niech cieszą oczy :) Dla mnie kwiatów nigdy nie za dużo:).

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Czas w końcu wrócić z podróży

sobota, 18 listopada 2017 23:25

Być tak blisko Luksemburga i nie zobaczyć? Nie mogłam ominąć takiej okazji. Wręcz taką okazję stworzyłam, wybierając taką drogę powrotną do kraju :). To największe z małych państw Europy. Do tej pory widziałam tylko Andorę i już wiem, że nawet malutkie państwo nie jest tak małe, jak by się wydawało (jak wynika z mapy). Powierzchnia państwa Luksemburg to 2586 km kw. To nieco więcej niż powierzchnia czterech Warszaw. A ludność tego Wielkiego Księstwa, to zaledwie 570 tys. w tym tylko 55,5% Luksemburczyków. Miasto Luksemburg, stolica , też jest niewielkie. 

Nie wiem, czego się spodziewałam po tym mieście, ale trochę nie tego, co zobaczyłam. Nie wiem czemu wyobrażałam sobie, że to będzie miasto - cukiereczek, z zabytkowym starym centrum, śliczne, jak z obrazka. Może wpływ na odbiór tego miasta miało jeszcze to, że miałam za zadanie doprowadzenie naszego auta do parkingu, drogowskazy kierujące nas na parkingi miejskie były niejednoznaczne. Przy próbie zaparkowania w podziemnym garażu, który okazał się prywatny uszkodziliśmy hamulec i zdenerwowanie się pogłębiło. W końcu dotarliśmy do ogromnego parkingu publicznego w środku miasta, ale cały czas nie dawała nam spokoju myśl, że musimy przed nocą dojechać na nocleg do Trewiru i czy uda nam się tam dojechać bez strat, a potem jeszcze 1000 km do Polski.  Z takimi myślami z tyłu głowy nie mieliśmy szans na zwiedzanie Luksemburga na luzie. 

 Wiedziałam, że luksemburska starówka jest wpisane  na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Więc wyglądałam tych "cudów". Nie widziałam. Może dlatego, że główny plac na przeciw Pałacu Książęcego był w remoncie  i panował na nim remontowy bałagan, jakieś folie, jakieś płoty, rusztowania i kurz. Gdzie te kamieniczki "jak w Disneylandzie"?  Owszem, Pałac Książęcy jest bardzo ładny, ale  jakby wciśnięty między inne kamienice, w wąskiej uliczce. Gdyby nie wartownik w budce ( jak przed pałacami w Kopenhadze i Sztokholmie), to nie poświęciłabym  mu szczególnej uwagi. 

 

Paryż 2017 223.jpg

 

 

Paryż 2017 224.jpg

 

Ze zdjęciem katedry też miałam kłopot: z każdej strony obudowana innymi domami.

Paryż 2017 221.jpg

 

To główny portal.

 

Paryż 2017 222.jpg

A od tyłu płot (ów remont) zasłania zbyt wiele.

 

Jeszcze raz przypomnę to ujęcie. Ta głęboka dolina `ze strumieniem na dnie dzieli miasto na dwie części, a spinają je baardzo wysokie mosty. Ten na zdjęciu nazywa się Viaduc.

 

ParyĹź 2017 216.jpg

 

Luksemburg, to najmniejsze państwo UE. Tu flagi Unii i flagi Luksemburga : czerwono-biało- niebieskie (od 1890 roku niepodległe księstwo, zakończenie unii personalnej z Holandią, stąd taka sama flaga).

Paryż 2017 218.jpg

 

To jeszcze jeden widok przez dolinę - na Most Adolfa (ponoć jest to tak popularne imię w Luksemburgu, że nawet Hitler go nie zohydził tutaj i nadawane jest nadal chłopcom).(zdjęcie robione pod słońce smartfonem, stąd kiepska jakość).

Zieleni jest w mieście sporo. Ale centrum nie jest szczególnie oryginalne, liczne uliczki - deptaki, ze sklepami dla bogatych (przeszło 112 tysięcy $ PKB na osobę, 166 banków), najdroższych światowych firm, restauracje, bistra, z ogródkami na ulicy. Jak w Goeteborgu chociażby (bo np. w Bordeaux podobne sklepy i butiki były na uliczkach pamiętających gotyk) 

 

Paryż 2017 228.jpg

 

Gdyby nie nazwy firm podobne zdjęcie mogłabym zrobić na deptaku chociażby w Gnieźnie.

 

Paryż 2017 225.jpg

 

Nie mam nic do szukania w takich miejscach, za wysokie progi...finansowe ;) Dla uspokojenia wypiliśmy kawę w kawiarnianym ogródku, nawet jakieś ciasto zjadłam (niby wypiek szefa, Włocha, ale nie zachowałam w pamięci smaku, widocznie był to wypiek taki sobie).  

Mam pewien niedosyt Luksemburga, ale nie tęsknię za nim.

 Natomiast  Trewir, to zupełnie inne wspomnienia. To miasto dla mnie wymarzone: niezbyt duże, z niebywałą przeszłością (przeszło 2 tysiące lat, udokumentowane w zabytkach), ze starym miastem, przytulne i piękne. Zauroczona jestem do dziś i chętnie znów bym tam pojechała, bo widziałam stanowczo za mało. 

To była taka miła niespodzianka. Nic o mieście nie wiedziałam, gdy rezerwowałam tam nocleg (poza tym, że urodził się tam Karol Marx). Byłam pewna, że to zabytkowe miasto i że na pewno zobaczę coś ciekawego, ale że jest aż tak szacowne i bogate w zabytki najwyższej klasy, to nie sądziłam. Spełniło moje oczekiwania z nawiązką. Czytając w hotelu historię miasta co chwilę wydawałam ochy i achy, tyle było w  historii miasta zwrotów  i zmian granic, że nie jestem pewna, czy Trewir (niem.Trier, fr.Treves, luks.Treier) jest niemieckim miastem (wiem, wiem, Lwów też jest ukraińskim miastem, a Szczecin polskim). Niemcy i tak szczycą się tym, że Trewir jest bodaj najstarszym miastem w Niemczech. Już w 16 w.p.n.e.była tu rzymska osada wojskowa Augusta Treverorum, w II w.n.e miasto- twierdzę rzymską otoczono murami miejskim. Jedna z bram miejskich, nie do wiary, zachowała się do naszych dni: Porta Nigra, czyli Czarna Brama .

 Paryż 2017 237.jpg

 

 

Paryż 2017 239.jpg   

Może ona i nie jest piękna, ale to świadectwo 2 tys. lat historii!! I nadal stoi!!

Zaraz za bramą  ( w stronę fotografującej, czyli mnie) zaczyna się Stare Miasto. A miasto w III i IV w.n.e. było miastem rezydencyjnym cesarzy rzymskich, zmarła tu Św. Helena, matka cesarza Konstantyna Wielkiego, on też często tu przebywał. Z tego okresu zachował się m.in. amfiteatr (nie widziałam) . Potem władali Trewirem arcybiskupi, potem było tu Święte Cesarstwo Rzymskie (narodu niemieckiego) aż do XVII w ! (wcześniej Stara Rzesza, cokolwiek to znaczy). W XIX wieku władali miastem Francuzi, potem, po Napoleonie Prusy (i za pruskich czasów urodził się tu w 1818 roku Karol Marx (o którym się tu pamięta). Po I Wojnie Trewir do 1930 roku był w granicach Francji. Wielkopolanie (czyli ja) powinni mieć Trewir we wdzięcznej pamięci - to właśnie tu 16 lutego 1919 roku podpisano Rozejm w Trewirze, na mocy którego strona niemiecka została zmuszona do podpisania układu rozszerzającego układ o zawieszeniu broni z listopada 18 roku o natychmiastowym przerwaniu walk w Wielkopolsce, kończąc tym samym Powstanie Wielkopolskie (które to powstanie wywalczyło Wielkopolskę dla Polaków).

Może też stąd mój sentyment do pięknego  Trewiru.

 

Paryż 2017 242.jpg 

Tu zaczyna się Rynek. Słońce jeszcze nisko, a to była już godz.11.!

 

Paryż 2017 251.jpg

 

 

Paryż 2017 240.jpg

 

A to widoki Rynku.

 

Paryż 2017 246.jpg

 

W drodze na Rynek rzut oka na Katedrę Św. Piotra (wpisana na listę dziedzictwa UNESCO).

 

Paryż 2017 254.jpg

 

Ma już tysiąc lat ( nasz poznański Zamek w stylu pseudoromańskim, mający lat 100, wygląda bardzo podobnie).

 

Paryż 2017 257.jpg

 

To przepiękny gotycki portal kościoła NMP, również wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO. Ten kościół dobudowano do Katedry. I tak sobie trwają po sąsiedzku. 

I jeszcze słoniki w parkach Trwiru. Coś mi się kołacze w pamięci, o "niebywałym zjawisku", jakim było sprowadzenie do miasta, dawno temu(XVIII w.?) słonia, zwierzęcia, którego nikt do tej pory nie widział, ani nie potrafił sobie takiego cuda wyobrazić. Ale może ktoś z Was ma bardziej aktualne informacje?

 

Paryż 2017 235.jpg

 

W każdym razie ten słonik na skwerze niedaleko Porta Nigra był uroczy :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Nostalgicznie, okruchy Wielkiej Wojny

czwartek, 16 listopada 2017 12:46

Za oknem jesienna słota. Tak mnie wyrywa gdzieś w świat. Ale nic z tego. No, to sobie powspominam tamte ciepłe, wczesnojesienne dni na zachodzie Europy. 

 Z Paryża jechaliśmy prosto na wschód, w kierunku miasta Nancy, Oprócz nawigacji cały czas miałam mapę w ręce, bo po pierwsze uwielbiam mapy, a po drugie nie dowierzam nawigacji, głupia maszynka parę razy wprowadziła nas w błąd (Mojego, który skłonny jest wierzyć raczej mechanizmowi, niż mnie "kwalifikowanemu pilotowi wycieczek" i który za tę ufność musiał płacić spore pieniądze, bo zamiast drogi bezpłatnej nawigacja "wpuściła " nas na autostradę, we Francji koszmarnie drogą). Tym razem wybraliśmy skrót lokalną szosą, która miała nas doprowadzić pod luksemburską granicę. I doprowadziła :) To była piękna droga. Prawie zupełnie pusta, do tego zadrzewiona, a o tej porze roku, na początku złotej jesieni drzewa zachwycały kolorami. 

Paryż 2017 214.jpg  

I tak przez wiele kilometrów.

Po drodze mijaliśmy małe senne miejscowości. A w miejscowościach i przy drodze, co jakiś czas pomniki: obeliski z hełmami i karabinami. Przecinaliśmy też kilka razy rzekę Marnę. I wtedy do mnie dotarło, że jedziemy przez tereny działań wojennych z czasów I Wojny Światowej, że właśnie gdzieś tam stoczyły się największe bitwy tamtej wojny : bitwa nad Marną i bitwa pod Verdun. Co prawda rzeka Marna jest długa i działania wojenne miały miejsce bliżej Paryża, ale sama nazwa rzeki przywołała wspomnienia. A gdy drogowskazy zaczęły wskazywać Verdun (od naszej drogi 10 km), to czułam, że dotykam historii, że znalazłam się w miejscach, gdzie mój kochany dziadek Andrzej, wcielony do niemieckiego wojska, ogrywał kamratów Niemców w skata ("do gaci", jak wspominał), gdzie postrzelił się w łydkę, żeby wrócić do domu. A na tych polach teraz tak cicho było i pięknie. A w miejscowości Pont a Moussor  zobaczyłam z daleka na szerokim skłonie wzgórza nienaturalną biel. To były białe krzyże, setki krzyży - wielki cmentarz poległych pod Verdun (od lutego 1916 do końca roku 1916!). To już przeszło 100 lat , a pamięć wciąż trwa.

W owej Pont a Moussor wjechaliśmy na autostradę (bezpłatną tym razem) i po pół godzinie byliśmy już w Luksemburgu, w stolicy o tej samej nazwie.

 

Paryż 2017 216.jpg  

 

Paryż 2017 219.jpg

 

O Luksemburgu i Trewirze napiszę w następnym wpisie :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Święto Rogala

piątek, 10 listopada 2017 22:22

DSCN2843.JPG

 

Moje rogale na święto Marcina. Nie jest to rewelacja, chociaż zrobiłam je dokładnie według przepisu z naszej regionalnej gazety (z Głosu Wielkopolskiego). Identyczny przepis podano w Głosie 2 lata temu. Ale to "nie ten" przepis. Trzymałam ciasto w lodówce całą noc, jak podawali w przepisie, składałam, wałkowałam, smarowałam masłem i znów składałam i wałkowałam (z 16 warstw). I co? Tak sobie. Żadne tam półfrancuskie. A maku białego nie miałam, no trudno, ale do ciemnego maku dodałam jeszcze raz tyle mielonych orzechów włoskich i migdałów. I 200g masła. Tak było w przepisie. Zdecydowanie za dużo. Potem to masło wypływało strumieniem z tych rogali. Na tym, co wypłynęło (masło klarowane się zrobiło) podpiekłam na blasze pierogi ruskie i jeszcze do pieczeni  indyczej dodałam). Ale co tam, smaczne są, a że nie takie jak od cukiernika? To tylko wina nierzetelnego przepisu. A muszę wspomnieć, że moja synowa 5 lat temu upiekła wspaniałe rogale marcińskie, "jak ze sklepu". Te od cukierników wydawały się nie do podrobienia, a jednak mojej synowej się udało. I stwierdziła, że mimo pewnych trudów (biały mak kupowany przez internet) takie domowe rogale są znacznie tańsze, niż te z cukierni. W tym roku ceny za kilogram są podobne do zeszłorocznych: 35 - 36 zł. Nasz miasteczkowy cukiernik sprzedaje je za 29 zł/kg. To ok 5 rogali. Bo taki prawdziwy rogal Świętomarciński powinien ważyć 200g i więcej. Jeśli jest mniejszy, to już nie może nazywać się Świętomarciński i nie ma certyfikatu ( to nawet lepiej, bo zwykle jest tańszy). Za mojego dzieciństwa i młodości  rogale na 11 listopada nazywały się "marcińskie" i tak mówi większość z nas, tubylców. Wtedy ten dzień nie był świętem, tylko zwykłym dniem pracy. I tylko w ten jeden dzień cukiernie, piekarnie, sklepy spożywcze  sprzedawały te rogale, tradycyjnie duże, z białym makiem, rodzynkami i orzechami. To było święto łasuchów. Wszyscy kupowali rogale, bo przecież następna okazja na zjedzenie tego przysmaku miała pojawić się dopiero za rok. A teraz urok czekania na rogale zbladł. Można je kupić przez cały rok. Prawda, nie wszędzie, ale w centrum Poznania na pewno.

Jutro mam gości, rodzinkę, to i kupiłam i upiekłam, żeby tradycji stało się zadość. Ale ...sama się sobie dziwię, nie zjadłam jeszcze ani jednego rogala w tym "sezonie" (bo rogale pojawiły się w sklepach chyba już przed 1 listopada i wiem, że jeszcze tydzień po 11 listopada będą świeże w cukierniach). Jakoś tak... o wiele mniej słodkiego jem, niż rok temu ;)

 A że jutro jest Święto Narodowe? I 99 lat odzyskania państwowość i rocznica zakończenia I Wojny Światowej? Siedzę w domu, telewizji nie oglądam. To i takie to moje święto. Święto Rogala z rodzinką. I tyle. 

Ale w następnym wpisie o I Wojnie jeszcze wspomnę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kronika ogródkowa - koniec Złotej Jesieni

wtorek, 31 października 2017 19:55

Długą mieliśmy Złotą Jesień. U nas dopiero dziś w nocy był pierwszy przymrozek tej jesieni. Do końca października kwitną kwiaty, wiele drzew ma jeszcze sporo liści. Moja lipa jeszcze całkiem zielona, ani myśli gubić liście. Także bzy zielone i akacje przy ulicy. Dopiero solidny mrozik (tak ok -5 st) w nocy i w dzień zwarzy liście i opadną. Wczoraj zebraliśmy zielone winogrona (odmiana Zielona Chrupka). Urodzaj. Ale i kłopot. To bardzo smaczne winogrona, ale ile można zjeść? Wierzcie mi, jedliśmy przy każdej okazji, całę wiadra woziliśmy synom, a winogron jakby nie ubywało. Teraz część liści już opadłą, łatwiej było zrywać, widać było ile ich jeszcze zostało.

DSCN2840.JPG

 

Mamy 20 krzewów winogron, kilka bezpestkowych i 2 deserowe ciemne.

Te, co widać są już oberwane.

 

20171030_123938_resized.jpg

 

No i co z nimi zrobić? Robimy wino. Soki i przecier winogronowy już mamy. A zmarnować, całkowicie oddać ślimakom i ptakom ? Szkoda!

 

DSCN2839.JPG

 

A ciemne jeszcze na krzakach. Ale nic im nie grozi, mają cukier, nie przemarzną przy małym przymrozku.

 

20171029_125420_resized.jpg

 

Dziś,  przy małym wietrze i w słonku wykopałam nadmarznięte kanny, dalie i całkiem jeszcze zielone gladiole (na razie na centralnym klombie) i w to miejsce posadziłam tulipany i żonkile. To nie koniec wykopywania i wsadzania, ale póki mam siłę i ochotę będę tak robić. Kanny dają dużo zieleni i zawsze mi kwitną, podobnie dalie, kwitną aż do przymrozków od lipca chyba. A gladiole ścinam do wazonu, to takie eleganckie kwiaty.

Kwitną jeszcze turki - aksamitki. To niezawodne kwiaty, susza im nie straszna ani słabe przymrozki. Kwitną do mrozów. Zebrałam ostatnie letni kwiaty, bo kolejnej nocy mogą nie przetrwać (pewnie znów przymrozi).

 

DSCN2838.JPG

Jeszcze nawet jeden mak znalazłam, widać go z przodu.

 

A przed nami listopad i jesienne słoty, szary, mokry czas.

P.s

Dziś Halloween, właśnie przed chwilą odwiedziły mnie 3 dziewczynki, bardzo ładnie przebrane i nawet kolorowo. Dostały czekoladkę nadziewaną, jedyna słodkie, jakie miałam (zupełnie się nie przygotowałam, bo chyba ze 3 lata z rzędu nikt nas nie odwiedził w Halloween). Ale (nowej i nie mojej) tradycji stało się zadość.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  2 955 847  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2955847

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl