Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 276 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zawiało na bialo

czwartek, 18 stycznia 2018 21:50

W końcu mamy zimę. Dziś sypało z nieba, jakby ktoś rozpruł tysiące pierzyn. I mimo stosunkowo wysokiej temperatury powietrza (+0,5 st.C) śnieg nie topniał, spadał na ten wczorajszy i nabierał "grubości". A silny wiatr kręcił tymi płatkami śniegu na wszystkie strony. Mam spory okap nad tarasem, nic nie pomogło: szyby miałam zasypane śniegiem od południowej strony, choć zwykle deszcz nigdy do okna tarasowego nie dociera. Okna ze wszystkich stron były pomoczone, bo jednak na oknach śnieg topniał po chwili. Ciekawe, jak długo utrzyma się taka zimowa pogoda. Mnie ona wcale nie cieszy. Śnieg na szosach, to zagrożenie na drodze, a ja muszę autem dojechać do "cywilizacji". I oby jak najszybciej drogowcy zadziałali, żeby szosy w moim pobliżu były czarne (jest na tyle ciepło, że wystarczy trochę soli i parę aut, i śnieg na szosie znika).

Podobno już zaczęła się odwilż. Taka to u nas zima.

20180118_155452_resized.jpg

 

I pomyśleć, że to są kolorowe zdjęcia ;)

 

20180118_155403.jpg

  Moja "połać" o godz. 16.05 :)  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Nowy blog

środa, 17 stycznia 2018 22:54

Mam nadzieję, że założyłam blog na blogspocie. Nie jestem do końca przekonana, czy on jest widoczny także dla innych. 

Adres udał mi się ;)

wasylissa.blogspot.com      Znajomy, prawda? A tytuł bloga "W środku miczego" - tak nazywam to moje obecne miejsce na Ziemi, kiedy wkurzy mnie pustka i bezruch wkoło.

 

Blog na razie jest testowy. Póki nie muszę, nie przenoszę się tam jeszcze. Do końca marca jestem tutaj. 

No, smutno mi bardzo opuszczać to miejsce. I czuję się, jak wygnaniec. Ale cóż, siła wyższa. Nic nie poradzę.

Jeśli ktoś z Was tam trafi, to proszę, zostawcie ślad, żebym wiedziała, że ten blog naprawdę jest widoczny (bo ja sobie nie dowierzam, a do tego jestem internetową ignorantką). 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kassa

poniedziałek, 15 stycznia 2018 23:43

31 marca platforma bloog.pl przestanie istnieć. Zaczęłam robić remanenty w moich wpisach. Znalazłam taki sprzed 10 lat. Wtedy go ukryłam. Teraz publikuję. Świadectwo czasów. Ale poglądów nie zmieniłam. I tu powtarzam, to co kiedyś.

 

"Pieniądze to nie wszystko"- taki slogan. Ale jest to też maksyma moich rodziców, w takim przekonaniu zostałam wychowana. Pieniędzy nigdy nie było dużo. Zapewne, gdy byłam dzieckiem to nawet nie było ich dość. Ale nigdy mi to szczególnie nie przeszkadzało. Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo. No, ale z takim "niematerialistycznym" podejściem do życia nie nauczyłam się "robić pieniędzy". I niespecjalnie dbałam o nie. "Pieniądze" - i pogardliwe wydęcie warg. Były inne czasy. Praca była, mieszkanie było i nikt z głodu by nie umarł. Teraz wcale nie chcę narzekać, że nie umiem dorobić (no ale nie umiem). A męża też znalazłam sercem, a nie rozumem i moja "pokrewna dusza" ma dokładnie taki sam stosunek do pieniędzy, jak ja (na naszą biedę, czyli ubogość obecnie). Ale naprawdę - obyśmy tylko zdrowi byli i blisko siebie, tyle mi wystarczy.

Ja o zderzeniu z innym podejściem do życia. Niby wiem, że są ludzie, którzy świetnie umieją pomnażać pieniądze. Ale albo nie znam ich osobiście, albo traktują ten fakt, bycia bogatym, jako sprawę prywatną, wręcz intymną, o której się nie mówi. I nagle  spotykam pod swoim dachem kobietkę, dla której "robienie pieniędzy" jest ambicją życiową (mąż zaprosił znajomego z żoną, której nie znaliśmy). Zawodowo zajmuje się szkoleniem ludzi w robieniu dobrego wrażenia na przyszłych pracodawcach, szkoli innych jak mają się korzystnie "sprzedać". Mówię jej, że moja praca daje mi satysfakcję, a ona stwierdza ze smutkiem: no tak, ale jest mało płatna. No, ba. Ale mnie to akurat nie boli (ale jej tego nie powiedziałam). A ona zaczęła życzliwie mi doradzać, jak i gdzie mogłabym spróbować dorobić. Takie ma podejście do życia: przede wszystkim muszą być pieniądze. A w każdym razie ja odniosłam takie wrażenie. Pewnie! Taka osoba nie będzie tracić bezproduktywnie czasu na blogu, tylko w tym czasie zarobi trochę grosza na wygodniejsze i przyjemniejsze życie. Tylko chyba ta praca musiałaby być jej życiem, bo tak ciągle pracując i dorabiając nie ma za dużo czasu na inne przyjemności i "życie". A ja jak ci szewcy, co to wędrowali przez głęboki las : nie mam pieniędzy, ale mam czas. I wszystko byłoby O.K. gdybym była sama z A., bez zobowiązań. Ale , kurcze, uświadomiony brak pieniędzy zabolał mnie, gdy w rozmowie z ową panią o dzieciach ona zaczęła mnie namawiać i przekonywać, że mojemu synkowi (który jest dyslektykiem) bardzo by się przydały treningi koncentracji w szkole Wojakowskich. Taak, pomyślałam sobie, rodzice powinni spróbować wszystkiego, żeby pomóc dziecku, tylko za co? W tej chwili nie stać nas na taki wydatek. Ale kto wie, może kiedyś? Ja mam ten luksus, że mogę pracować dla przyjemności. A Mój musi brać taką pracę, która pozwoli utrzymać rodzinę.
Jeszcze mój dyżurny przykład, że nie wszystko można kupić. Mój najstarszy syn świetnie zarabia. I ma hobby: modelarstwo redukcyjne, każdą wolną chwilę "dziubie" swoje modele, robi to już od 20 lat (czyli od dziecka). Jest w tym świetny (a modeli do sklejania uzbierał przez lata tyle, że gdyby nagle został bez forsy, miałby roboty jeszcze na długie lata). Przyjemności dopracowywania modeli, tworzenia ich nie kupi za żadne pieniądze. Bo nie o efekt końcowy w efekcie chodzi, ale o tę przyjemność z działania. I tak jest z każdą prawdziwą pasją. Mając taką pasję z czystym sumieniem można sobie powiedzieć: pieniądze to nie wszystko.
@)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Trochę różności

niedziela, 07 stycznia 2018 15:39

Okres świąteczny za nami. Choinki teraz stoją w domach i na placach o wiele dłużej niż dawniej, kiedy to ubierało się choinkę w wigilijny poranek, a rozbierało w Trzech Króli (bo i tak już bardzo się sypała). Teraz dowolność. I dobrze.

W tym roku mieliśmy (i jeszcze mamy) choinkę własnej hodowli. Od kilku lat korzystamy z różnych "choinek" z naszego i taty ogrodu. Tato współpracując z nadleśnictwami miał do dyspozycji dziesiątki sadzonek świerków. A że nie wszystkie wykorzystał do doświadczeń, to je sadził (my też, mamy dzięki tacie długi i solidny żywopłot świerkowy, na wzór żywopłotów szwajcarskich). Oprócz świerków bywały tam też sadzonki jodeł, a nawet daglezji. Trochę trwało, a z malutkich sadzonek wyrosły zgrabne świąteczne drzewka. I tak sukcesywnie korzystaliśmy z tych wolnorosnących (czyli tych pojedynczych, nie żywopłotowych) na kolejne Święta. Niektóre drzewa rosły dalej w górę przez lata. W końcu zaczęliśmy im ścinać czubki z kilkoma gałęziami w charakterze choinki. Minęło znów trochę czasu i te większe drzewa pozbawione czubków - przewodników zaczęły prostować boczne gałęzie przekształcając je w przewodniki, czasem pojedyncze, czasem mnogie. W tym roku na naszą domową choinkę wykorzystaliśmy jeden (najokazalszy) z kilku konarów, nowych przewodników starej, wysokiej jodły (drugi, mniejszy wziął syn). W skupie może by ta choinka była przeceniona - krzywy pień, niesymetryczne gałęzie, ale w domku, ubrana w ozdoby, światełka i lametę "robi' za najprawdziwsza choinkę. I nie osypuje się tak jak zwykły świerk.   

 

DSCN2977.JPG 

 

A teraz jeszcze kilka zdjęć z Madery (specjalnie dla Ariadny). 

Grudzień, to pewnie nie jest najlepszy czas dla Madery, ale +20 st. (nawet +17 st), to i tak o wiele milej niż +5 u nas. I tam nawet rozpylona wilgoć w powietrzu i nawet silny wiatr, nadal ciepły, nie przeszkadzają. To dla mnie znacznie lepsze, niż upalne słońce i spiekota lata. Trochę szkoda pięknego oceanu, z którego nie można skorzystać (w wodzie o temp. +19 st. ja się nie zanurzam, za zimno), ale plaże są dość surowe, czasem to tylko zejście z metalowych pomostów do wody.

 

DSCN2931[1].JPG   

Ale w końcu to grudzień. Okolice St,Vicente, po północnej stronie wyspy.

 

DSCN2894[1].JPG

 

A tu naturalne baseny z płytką wodą, nagrzana nawet w grudniu. Porto. Moniz na najdalszym północno-zachodnim krańcu wyspy (w tej miejscowości znajduje się Akwarium Madery).

DSCN2901[1].JPG

 

Tu jedna z niezliczonych kotlin, dzielących górskie pasma, wypełniające szczelnie Maderę. Wyobrażam sobie, że oświetlone czerwcowym słońcem mogą zachwycać. Mnie droga pod górę stromymi serpentynami i takaż podróż w dół przyprawiała o zawrót głowy. Z boku zdjęcia widać bananowiec i drzewo avocado. Banany zaczynały dojrzewać, a avocado były w pełni dojrzałości (bardzo lubię i były to najtańsze owoce na Maderze - banany i avocado).

 

DSCN2906[1].JPG 

Tu widać dojrzałe owoce wyraźniej, rosną sobie dziko przy szosie :)

 

20171212_124930.jpg

 

A to przydrożny stragan z miejscowymi owocami, skrzynki wyładowane z "busa", ustawione na murku (kierowca siedzi w aucie). Myślę, że pomidory i ogóry u góry zdjęcia rozpoznajecie. W dolnym rzędzie kolorowe mango, a te " kartofle", to miejscowe kiwi, a obok, jak ogóreczki, to gatunek maracui, czyli passiflory, a po polsku męczennicy jadalnej, tzw. bananowej, w górnym rządku inne odmiany passiflory (pochodzącej z Ameryki Środkowej i Południowej). 

 

20171212_155529.jpg

 

A tu już handel na wskroś profesjonalny: artystyczne wręcz stoiska na starym bazarze w Funchal. Można tu dostać wszystko do jedzenia, co się uprawia, hoduje i łowi (wielka hala rybna) na Maderze i w wodach ją otaczających. Uczta dla oczu i nosa. Ale kupować nie warto - obdzierają naiwnych turystów ze skóry. Ale można popróbować, sprzedawcy sami proponują degustację rarytasów :)

Sama skusiłam się na jedną męczennicę, tzw. cytrynową, za 3 Euro !! Owszem, smaczna, ale to raptem trochę galaretkowatych pestek w twardej i niejadalnej skorupce (można długo przechowywać).  Potem, na tym przydrożnym bazarze, za 3 euro kupiłam 3 podobne, ale o innym smaku owoce.

DSCN2981[1].JPG

 

A tu maracuja w środku. Ta męczennica mnie też trochę zwykle męczyła, mój żołądek, a zwłaszcza jelita nie reagowały na nią dobrze;(

Na zakończenie jeszcze piękne kwiaty i piękne widoki, bo to bogactwo Madery.

 

20171210_141839.jpg

 

Bujne bugenwilie w rybackim miasteczku Camara de Lobos.

 

20171212_095237 (1).jpg

 

Funchal z okna naszego pokoju, po porannym deszczyku :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Szału nie było - Madera

poniedziałek, 18 grudnia 2017 21:18

Polska pogoda w końcu listopada tak mi dopiekła, że postanowiłam wzorem lat ubiegłych zmienić klimat na kilka grudniowych, przedświątecznych dni. W zeszłym roku dużo przyjemności dostarczył mi wyjazd na Teneryfę. W tym roku postanowiłam zrealizować dawne długoletnie marzenie i zobaczyć Maderę - wyspę wiecznej wiosny, jak ją nazywają. Zainspirowana pewną stroną turystyczną sama kupiłam przeloty i pobyt w 5* pensjonacie w stolicy wyspy - Funchal (czyt. Funczal).Wynajęłam jeszcze auto na sześciodniowy pobyt. Do Funchal dolecieliśmy bez problemów z Berlina (tu zostawiliśmy nasz samochód na parkingu). Do hotelu dojechaliśmy z lotniska też bez kłopotów, dzięki nawigacji w komórce. I od razu miasto Funchal (100 tys. mieszkańców) pokazało nam swoje strome oblicze. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie spotkałam i się nie spodziewałam. Do hotelu wspinaliśmy się niekończącymi sie serpentynami, a ostatni odcinek pokonaliśmy kilkadziesiąt metrów w dół, na łeb na szyję. drogą szeroką (wąską) na jedno auto (oczywiście jednokierunkową). Mam lekki lęk wysokości i mimo zaufania do mojego osobistego kierowcy  na tym stromym odcinku piszczałam ze strachu i zamykałam oczy. Bo nasz pensjonat był pięknie położony nad miastem,  w połowie wysokości Monte, czyli Góry (to nazwa jednego z wzniesień i nazwa dzielnicy). Do centru miasta mieliśmy 2 kilometry, tylko nikt nie zaznaczył w przewodnikach, że to 2 km stromo w dół. Widziałam kiedyś filmik reklamowy, jak  auto osobowe (z tych o dużej mocy) wjechało na górę zeskoku skoczni narciarskiej. Jak czułam się podobnie wjeżdżając na jedynce wynajętą Pandą w pobliże naszego hotelu (potem trzeba było jeszcze kilkadziesiąt metrów zawsze zjechać).

 DSCN2933.JPG

 To wieczorny widok na miasto z okna naszego pokoju.

 

 

DSCN2934.JPG

 

To niezbyt piękny mur oporowy przed wejściem do hotelu. Powyżej nasz parking. Zdjęcie nie oddaje dokładnie tej stromizny. Ale to jedna z najbardziej stromych uliczek tej części miasta.

To właśnie tą uliczką, Caminho do Monte, suną z samej góry Monte pojazdy na płozach, takie sanie, zwane tutaj carreiros, a po angielsku - tobogan. Tak dawniej mieszkańcy zjeżdżali z góry do centrum nad morze. Teraz ta stara tradycja żyje, jako  atrakcja turystyczna. Pewnie nie ma się czego bać, bo nawet starsze (ode mnie) panie zjeżdżały w tych toboganach, ale mnie by taka jazda stresowała, ja tchórz jestem.

 20171213_134739.jpg

 To początek trasy ślizgu.Dwaj panowie stają z tyłu na płozach i hamują butami w razie potrzeby. No a ceny też niczego sobie :30 Euro za 2 osoby.  

 

I Madera cała jest taka stroma i trudna. 

 

20171213_112105.jpg

 

To makieta Madery z Muzeum Historii Naturalnej w Funchal. Prawie na środku wybrzeża, na najbardziej płaskim miejscu  powstało miasto Funchal. Widzicie, jak bardzo górzysta, poprzecinana głębokimi kotlinami jest ta wyspa.

Robiliśmy wycieczki na zachód, na północ, północny zachód i północny wschód wyspy. Wszędzie na wybrzeżu są miejscowości turystyczne. Ale do tych miejscowości dociera się zazwyczaj krętymi serpentynami z szos położonych na bardzo wysokich klifach nadmorskich. Albo tunelami, których powstało mnóstwo i które bardzo podniosły komfort podróżowania po Wyspie (w końcu w miarę po płaskim). Trafiłam na maderę w grudniu, czyli zimową porą. Nadal jest tu zielono i kwitnie wiele kwiatów i drzew. Jednak, gdy puszczę wodze wyobraźni i w miejsce kwiatów teraz uschniętych wyobrażę sobie pełnię kwitnienia, to z pewnością będzie to kwitnący rajski ogród.

 DSCN2951.JPG

Dziko sobie rosną wszędzie i kwitną.Jakiś rodzaj kaktusowatych.

 

Madera szczyci się swoimi atrakcjami świąteczno - noworocznymi.  Ponoć niektórzy turyści specjalnie przyjeżdżają tutaj dla tych akcji. Owszem, miła była ta świąteczna atmosfera, ale bez przesady, nasze jarmarki, czy Betlejem (jak nazywamy je w Poznaniu) są równie ładne, ciekawe, może nawet ładniejsze, a oświetlenie miast  bogatsze. Z cała pewnością oświetlenie i ozdabianie prywatnych domów. Tu prywatnie nie widać zbliżających się Świat. 

DSCN2947.JPG

 

Wielki Mikołaj wita gości jarmarku.

DSCN2942.JPG

Za kramami, na ulicy kwitnie tulipanowiec.

 

Głównym akcentem świątecznym Portugalczyków są żłobki. od malutkich przy domach jednorodzinnych, po okazalsze w sklepach, aż po bardzo rozbudowany na Jarmarku.

DSCN2943.JPG

 

DSCN2886.JPG

 

A to żłobek w jednej cafe, po północnej stronie wyspy.

 Tymi świątecznymi akcentami zakończę pierwszą relację. Mam mały kłopot ze zdjęciami. Gdy się z nim uporam wrócę i pokażę różne oblicza Madery. 

 

DSCN2910.JPG

Cdn.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  3 005 561  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3005561

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

RTV-AGD