Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Szmatka

wtorek, 15 listopada 2016 19:10
Skocz do komentarzy

Od dziecka,pamiętam, miętoliłam każdego kotka, który na to pozwolił i zachwycałam się każdym. Mieszkałam z rodzicami w bloku w dwupokojowym mieszkanku i tato kategorycznie nie zgadzał się na żadnego kota ani pas (bo też bardzo lubię psy). Twierdził, że oszczędza mi bólu po stracie, bo on to przeżywał w młodości, gdy mu złodzieje zatruli psa i to było bardzo silne przeżycie. Mama pragmatycznie dodawała, że w takim małym mieszkaniu nie ma miejsca na psa. A pierwszego kota do naszego domu załatwił mi mąż. Od znajomych z pracy. To była czarna koteczka, miała 6 tygodni, jak ją wzięliśmy do domu. Ech, sagę bym mogła napisać o tamtej kotce. Była "chrakterna", sikała w papcie, do szafy, rozdrapała kanapę i urodziła 4 kociątka na łóżku syna (który został zootechnikiem). Wszystkim kotkom znaleźliśmy dom. Była odważna, niezależna i piękna. - księżniczka Tajga. Koteczka odeszła po zaledwie 4 latach, nie chorowała dramatycznie, nie sprawiała kłopotu, po prostu gasła w oczach przez tydzień, ówcześni weterynarze lat 80-tych nie umieli jej pomóc. Sporo się wtedy napłakałam. Obiecywałam sobie wtedy i mężowi, że to ostatni kot w domu. A potem przez 10 lat opiekowałam się działkową kotką,mądrą, niezwykle łagodną i ufną, która co roku kociła się w naszej drewutni, a moje dzieci rozpieszczały jej dzieci i takie bardzo łagodne kocięta wydawaliśmy dobrym ludziom. Ta stareńka szara kotka(zwana Szarą) przyszła pożegnać się z nami na dzień przed Sylwestrem 2000roku, którego z parą przyjaciół postanowiliśmy spędzić na daczy rodziców. Tam trzeba było solidnie napalić w kominku i nagrzać prądem, bo to był letni dom bez ocieplenia. Byliśmy tam w przeddzień i grzaliśmy, a stara kotka towarzyszyła nam leżąc na ławce na werandzie. Radziła sobie na działkach około 20 lat, co zimę sąsiad ją dokarmiał. Pojechaliśmy do domu, w Sylwestra się nie zjawiła. I nikt jej już nigdy więcej nie widział. Został po niej syn, cudownie ufny wielki roczny kocur (którego mąż nie pozwolił synowi wziąć do domu ). I ten kocur na następne lato przyprowadził nam do miski 4 kocięta, już podrośnięte i dzikie. Trzy dały się oswoić, jedna kotka nigdy nie pozwoliła się dotknąć. Dwie z tych kotek miały na następny rok wspólnie 7 kociąt. Kociątka były za płotem, dzikuski, ale gdy zaczęły się rozłazić kusiliśmy je ciepłym mleczkiem i przy tym mleczku można je było głaskać i dotykać, tak były zaabsorbowane jedzeniem. Kotki w pewnym momencie zaczęły znikać, chorować. Do końca października został jeden czarny kotek, który pojawiał się przy misce razem z innymi działkowymi kotami z okolicy. Zamykaliśmy dom na zimę i mój najstarszy syn stwierdził, że nie da na zmarnowanie ostatniego kotka z miotu, szczególnie, że kotek miał katar i chore oczka. Czarny kotek, to był eufemizm. To kocię miało z sześć różnych odcieni od grafitu po bure brązy, czarny też gdzie nie gdzie. Jak sprana szmata trochę. U weterynarza, gdzie postanowiliśmy kotka ratować, okazało się, że to nie kocurek - Batmanek, jak go nazwaliśmy ze względu na spore uszy, tylko koteczka. Jakie imię wpisać do książeczki zdrowia kota? Popatrzyłam na mizerotę i powiedziałam "Szmatka". I tak mieszkamy sobie razem już 14 lat. To najcudowniejszy kot, jeśli chodzi o charakter. Niezwykle łagodna, ostrożna wobec obcych mnie ufa całkowicie. Oczywiście , nie znam wielu kotów, ale moja poprzednia, pierwsza, księżniczka Tajga była w porównaniu ze Szmatką problematyczna. Szmatka nigdy nikogo nie drapnęła, nie ugryzła, niczego nie zniszczyła, nie nasikała ani w buty, ani nigdzie w domu, mogę zawsze wziąć ją na ręce i przytulić, ona też się do mnie przytula, to się czuje, mogę godzinami patrzeć jej w oczy i głaskać ją, nie pacnie łapą, nie capnie zębami, jak ta pierwsza,  najwyżej mnie poliże. Jakby cały czas byłą wdzięczna za życie, jakby pamiętała. Mąż ledwie ją toleruje, bo wprowadziliśmy kota do domu bez jego wiedzy (i zgody). No, cóż, nie dotrzymałam słowa (żadnych więcej kotów), ale podjęłabym taką sama decyzję jeszcze raz. Nazywało się, że to syn przyniósł kota do domu (za moim przyzwoleniem), ale po miesiącu syn dostał pracę w innym mieście i kot został z nami, a właściwie ze mną (i najmłodszym synem). Jak stwierdziła jedna z was – koty są takie trochę autystyczne, autonomiczne. Mnie to odpowiada, ta niezależność, ta odrobina dzikiej natury w kocie (bo psy, przy wszystkich swoich cudownych zaletach mają jednak trochę lokajski charakter). Niech się nazywa, że kot liże moje ręce, bo brakuje mu jakichś składników, że pozwala się głaskać, bo mu to sprawia przyjemność, śpi na moich kolanach, bo lubi ciepło. Że jest interesowny. Ale mnie też sprawia przyjemność głaskanie kota i inne zachowania kota, które w moim mniemaniu są oznaką kociego przywiązania. I tak jestem na jej usługi i robię to z radością, a ona nie jest wymagająca. To zupełnie zwyczajna koteczka, ale moja. A może od zawsze to ja jestem jej?

DSCN2267.JPG

 Moja 14letnia Szmateczka (którą nazywam jeszcze dziesiątkiem innych zdrobnień). :)

Podziel się
oceń
4
12


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 26 kwietnia 2017 11:01

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://doncasterchoralsociety.org.uk/stud-earri-31883/very-small-silver-stud-earrings-10.html

  • dodano: 25 kwietnia 2017 14:25

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://hannahpeters.co.uk/wedding-ri-35529/mens-wedding-bands-platinum-black-9.html

  • dodano: 30 listopada 2016 21:26

    Bardzo kocham koty. Moja Misia miała 14 lat i pewnego dnia wyszła i nie wróciła do domu. Zanim odeszła była już chudziutka i taka osowiała.. Pani weterynarz powiedziała, że może kotka poszła umrzeć. Niezwykle przykro mi było, bo człowiek przyzwyczaja się do puchatej kulki, kocha, tuli i musi się z nią rozstać. Mnóstwo kociąt, kotów przewinęło się przez mój dom - Misia miała dwa razy małe, kilka razy mama z pracy przynosiła kotka, raz sam do nas przyszedł.. Koty są dostojne i wdzięczne na swój własny, wyjątkowy sposób- nie wszystkim to odpowiada. :)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie, M.

    autor Martynka

    blog: www.fonetyka-nie-gryzie.blog.pl

  • dodano: 20 listopada 2016 18:15

    Nie jestem miłosniczką kotów, ale kiedy Ślubny był w szpitalu, na mnie spadło dogladanie kota sąsiadów, którzy z letniego domku wyjechali na zime do miastowego. Córka się śmiała, że lepiej o niego dbam, niż o jej kotka Sikersa. Cos w tym jest!
    Szkoda jednak, że Ślubny kategorycznie nie chce psa!

    autor fusilla

    blog: ginka1

  • dodano: 19 listopada 2016 16:04

    Co do kocurków, to mogę zapewnić, że są też trójkolorowe. Takiego wydała na świat nasza działkowa Szara któregoś roku. Był śliczny, pierwszy znalazł nowy dom.

    autor haniamrok

  • dodano: 18 listopada 2016 19:53

    Haniu piękna historia::))A Twoja kicie urocza i bardzo piękna w tej czerni::))Nasz Rudasek też już na dobre się zadomowił i rządzi po całej ulicy z innymi kotami ,ale jak zawołamy ,to leci do domu raz dwa::)))Pozdrawiam Haniu::)))

    autor danka

    blog: meszek.blogspot.com

  • dodano: 18 listopada 2016 17:58

    Śliczna... podobno kocury sa najwyżej dwukolorowe

    autor Anna

    blog: http://annaciuchyidrobiazgi.blogspot.com

  • dodano: 16 listopada 2016 18:56

    Kiedy ktoś z takim uczuciem pisze o kotach, to czuję się jak podlec, bo ja kotów nie lubię. Tak jak i pozostałych małych futrzaków - chomików, morskich świnek czy szczurów.I nic na to nie poradzę.:(

    autor maskakropka2

  • dodano: 16 listopada 2016 6:36

    Myślę że życia bez siebie nie widzicie.
    Obydwie.

    autor Stokrotka

    blog: prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl

  • dodano: 15 listopada 2016 23:32

    śliczna ta Twoja Szmatka Futerko jej błyszczy ,widać że zadbana i dobrze karmiona!
    Fajnie ,że tak lubisz kotki i tak trzymaj. A ja uwielbiam patrzeć na malutkie kocięta.. rozkosznie zabawne, mięciutkie i słodkie. Moja wnuczka o Benku mówi: ty robaczku slodziutki A to dorosły ,wręcz stary kot ,który bierze nogi za pas ,jak tylko Hanka przekracza próg domu No i popatrz Haniu ile to można o kotach ciągnąć..
    Pozdrawiam Cię serdecznie a Szmatkę za uszkiem drapię!

    autor benka

  • dodano: 15 listopada 2016 22:32

    Haniu, pięknie i wzruszająco piszesz o swojej kotce - pogłaskaj ją ode mnie;)
    Koty mają charakter, nawet te łagodne i nie podlizują się człowiekowi tak jak psy;) Ja lubię jedne i drugie, ale tutaj nie mam... Jak wyjeżdża się na urlop, to wtedy powstaje problem.

    autor maria

    blog: jakajestesmario.blogspot.com

  • dodano: 15 listopada 2016 20:43

    Piękna opowieść, a koteczka śliczna.

    autor notaria

    blog: http://zapiskizkultury.blogspot.com

  • dodano: 15 listopada 2016 20:34

    Śliczna ta twoja Szmateczka :-)
    Moja mama też miętoliła wszelkie koty, ale w domu miała psa, natomiast zbierała gadżety z kotami, od pocztówek, poprzez kubki i ramki do zdjęć po książki i kalendarze.
    Pozdrawiam serdecznie i dodaje do ulubionych :-)

    autor jotka

    blog: paniodbibliotekiblogspot.com

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 475  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363475

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl