Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 554 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zakończenie - Florencja i Werona

piątek, 07 lipca 2017 19:20
Skocz do komentarzy

Florencja, wiadomo, stolica Toskanii, największe miasto regionu i jeden wielki zabytek w tysiącach odsłon. Toskania, to historyczne centrum włoskiej państwowości. Państwo włoskie jest bardzo młode, liczy sobie nieco ponad 150 lat (zjednoczenie włoskich księstw - 1861r). Mieszkańcy Florencji szczycą się tym, że to właśnie tu mówi się naprawdę po włosku. Tu narodził się włoski język literacki, tu tworzyli twórcy tego języka Dante, Petrarka,  Boccaccio.  Dialekt toskański (florencki) stał się podstawą normatywnego języka włoskiego. Florencja jest stara, zabytkowa, bogata, niebywała, jest zatłoczona, droga, ciasna ale czy piękna? Piękne są w niej osobne budowle, niektóre ulice, rzeka Arno po deszczu, ze starymi mostami, bulwar nadrzeczny... Pokazano nam wnętrza dwóch kościołów: Santa Croce i Duomo, czyli katedry Santa Maria del Fiore. Ten pierwszy kościół jest ważny dla florentyńczyków, są tu epitafia sławnych mieszkańców tego miasta: Galileusza, Machiawellego, Dantego - doczekał się tablicy pamiątkowej dopiero w czasach najnowszych. Twórca języka włoskiego zmarł na wygnaniu i jego grób znajduje się w Rawennie (a florentyńczykom wstyd). W tym kościele znajduje sie też tablica i nagrobek polskiego kompozytora Michała Kleofasa Ogińskiego, twórcy poloneza "Pożegnanie Ojczyzny". Żył on i działał we Florencji 38 lat i tu zmarł.

W Kościele Santa Croce (Świętego Krzyża) są przy ołtarzu głównym freski Giotta, podobno genialnego i bardzo pracowitego malarza, prekursora odrodzenia w malarstwie.

DSCN2769.JPG

 

To wnętrze tego wielkiego kościoła, wydaje się być puste, a sufit jest prosty, drewniany, takie sufity, bez łuków i z drewna, bardzo wysokie widzieliśmy we wszystkich zwiedzanych kościołach.

 

DSCN2779.JPG

 

To katedra -Duomo ,Santa Maria del Fiore. Żeby ją zobaczyć w środku czekaliśmy w długiej kolejce, akurat w deszczu (nadal było ok. +30) dość długo. Na tyle długo, żeby po wejściu do środka stwierdzić, że zupełnie nie warto było. Kolejna ogromna "stodoła", nawet bez fresków, bez nagrobków, pusta w środku. W pamięci utkwiły mi tylko ogromne szare kamienne kolumny i brak jakiegokolwiek miejsca do siedzenia i tłum turystów w środku. Natomiast z zewnątrz to bardzo piękna budowla. Widziałam ją pierwszy raz 40 lat temu, gdy autobus rejsowy PKS do Rzymu zrobił godzinny postój we Florencji, parkując właśnie obok katedry. Wtedy tłum był jakby mniejszy, a katedra bielsza ;) Katedrę budowano prawie 3 stulecia. Główna bryła i fasada, to gotyk (budowano sto lat), potem na 140 lat przerwano prace i dopiero po tym czasie zwieńczono Katedrę kopułą, którą widąć u mnie tylko troszkę. Ta kopuła, bardzo duża, o niezwykłej, jak na tamte czasy konstrukcji, jest dziełem wybitnego miejscowego architekta Filippa Brunelleschiego, prekursora stylu renesansowego.

 Byliśmy teraz także na Piazza della Signoria. Plac jest dość ciasny, trudno objąć obiektywem najsławniejszy budynek placu - ratusz, czyli Palazzo Vecchio (Stary). Przed ratuszem rzeźby Michała Anioła - Dawid i Herkules (kopie z epoki), a także fontanna z posągiem Neptuna (akurat w remoncie). 

 

DSCN2773.JPG

 

Dawid taki sobie, ma za dużą głowę. 

Mnie spodobał się nieco mniejszy Perseusz, dłuta rzeźbiarza i złotnika Benvenuto Celliniego, pod arkadami obok ratusza.

 

DSCN2771.JPG

 

Potem poszliśmy nad rzekę Arno zobaczyć most złotników czyli Ponte Vecchio (stary most). Gdyby nie otwarte na rzekę arkady mostu mozna by przejść mostem i nawet tego nie zauważyć. To jest ulica, zabudowana domkami i sklepami. Bardzo stary most (XIVw.) bardzo nietypowy.

DSCN2783.JPG

 

Pięknie wygląda dopiero z daleka :) 

W krótkim czasie wolnym zdążyłam znaleźć kilka wolnych od tłumów uliczek  i wypić latte ( cappuccino ma zdecydowanie za małą pojemność, za mało płynu) i zjeść prawdziwe włoskie tiramisu' (koniecznie z akcentem na ostatnią sylabę).

Czuję wielki niedosyt Florencji. Nie widziałam tylu miejscowych "hitów"... W tłumie i biegu nie poczułam atmosfery miast. A raczej to, co odczuwałam, to nie było zbyt pozytywne. Co chwilę spoglądałam na zegarek, żeby nie spóźnić się na zbiórkę, bo... niby co? Bo "nie wypada, jak się jest z grupą". Jako była pilotka wiem to, ale nie znoszę ograniczeń zewnętrznych (jedyne, to te, które sama sobie narzucam).

Z Florencji ledwo zdążyliśmy  na kolację na 20.00 (serwowaną, z talerzem "pasty" czyli makaronu z jakimś cienkim sosem i drugim daniem - mięsem (sztuka mięs) wielkości dwóch średnio cienkich plasterków wędliny i kupką czegoś, co nie było ani frytkami, ani smażonymi ziemniakami, czymś pośrednim, nieapetycznym. No cóż, 3 dni takiej kolacji na pewno nie przekonało turystów z grupy, że włoska kuchnia jest bogata i niezwykle smaczna. Tak to jest z "masówką". A przecież jedzenie, smaczne, miejscowe, to istotna część wiedzy o danym kraju . Dla biur turystycznych liczy się tylko "zaliczanie" kolejnych miejsc na mapie. To nie dla mnie. 

Już w drodze do Polski zatrzymaliśmy się na parę godzin w Weronie (na 3?)(potem nocowaliśmy pod Weroną). Tym razem nasza pilotka zaprowadziła nas z parkingu do Starego Miasta.Po drodze szliśmy kilkaset metrów wzdłuż średniowiecznych murów miejskich.

DSCN2786.JPG

 

Przechodziliśmy też obok cennej rzymskiej Arena di Verona, amfiteatru z I w.n.e., jednego z najlepiej zachowanych we Włoszech. Każdego lata odbywają się tam spektakle operowe.20170629_121426.jpg  

 

I dostaliśmy tam 2.5 godziny czasu wolnego. Wreszcie mogłam "się urwać", uciec od grupy i robić, co chcę. Nie poszłam z tłumem, czyli grupą pod balkon Juli, tylko "zagubiłam się" w wąskich uliczkach, gdzie domy mogłyby pamiętać  ową Julię, gdyby kiedykolwiek istniała. Zobaczyłam ten symboliczny balkon później sama. Sama? Z tłumem Japończyków? Chińczyków? (mnóstwo ich) i innych ciekawskich. Balkon, jak balkon, podwóreczko małe, zabazgrane ściany, ubrudzone gumą do żucia, na którą ludziska przyklejają do ścian swoje miłosne życzenia. Na balkonie jakaś podstarzała Julia - turystka. Zniesmaczyłam się, zdjęcia nie zrobiłam i postanowiłam poszukać swojego balkonu wymyślonej Julii. A było w czym wybierać.

20170629_140627.jpg

 

Czyż nie piękny gotycki balkon? 

Domy z okresu gotyku sąsiadowały z domami z epoki renesansu, wszystko czyste, odnowione, widać, że miasto niebiedne i jego mieszkańcy takoż.

 

20170629_140700.jpg

 

Po sąsiedzku kamienica renesansowa z balkonem.:) A na ulicy pusto, żadnych turystów ani miejscowych, tuż obok Rynku.

 Że Werona "od zawsze" było bogatym miastem, świadczą o tym te zachowane do dziś okazałe zabytkowe kamienice i ulice z marmurowymi nie tylko chodnikami, ale i jezdniami (kostka granitowa też była).

 

DSCN2790.JPG

W Weronie przysiadłam przy ulicznym stoliku jednej z niezliczonych kawiarni i pijąc wolno latte przyglądałam się niezbyt licznym przechodniom (latte, to nie jest ponoć włoski pomysł, tylko amerykańskich Włochów, "przeflancowany" do Włoch i Europy).

Rynek w Weronie jest długim prostokątnym placem, na którym i dziś stoją kramy z towarami dla turystów. Przy rynku oczywiście Ratusz, ale w innym stylu niż w Toskanii, choć ratusz równie wiekowy.

 

DSCN2789.JPG

 

Werona jest elegancka, poza najstarszą częścią miasta ulice są szerokie, pełne zieleni, zielono jest też nad szeroką po deszczach górską rzeką Adygą.

 

20170629_130543.jpg

 

Jak widzicie, na chwilę się zachmurzyło. Ale ogólnie było przyjemnie, upał nie powalał ;)  Werona bardzo mi się spodobała. Piękne miasto  i jeszcze niezadeptane przez turystów . No i ten luz chodzenia swoimi ścieżkami, był mi potrzebny.   

Na koniec dla miłośników gór - rzut oka na Alpy nad Innsbruckiem.

 

20170630_120017.jpg

 

I to już koniec wycieczki :)

Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 14 lipca 2017 19:51

    Notario
    A ja własnie w przewodniku (po niewczasie) przeczytałam, że ów "balkon Julii" dobudowano do tego gotyckiego domku dopiero w XXw. przed Drugą Wojną. Dobrze czułam, ze to zmyłka "pod publiczkę" ;)

    autor haniamrok

  • dodano: 13 lipca 2017 22:51

    Może dlatego Ogińskiemu "Pożegnanie ojczyzny" takie tęskne wyszło, że tyle lat tam siedział? oczywiście, że można znaleźć balkony równie a może bardziej piękne niż ten jeden osławiony ;-) I dobrze, że znalazłaś :-) Bo ludzie nie widzą tego,c o widza, tylko to, co im się powie

    autor notaria

    blog: http://zapiskizkultury.blogspot.com

  • dodano: 13 lipca 2017 15:44

    W takim razie z niecierpliwością czekam na wieści z ogródka! Z przyjemnością pooglądam co tam u Ciebie w ogródku się dzieje!
    Buziaki, M.

    autor Martynka

    blog: www.fonetyka-nie-gryzie.blog.pl

  • dodano: 12 lipca 2017 21:50

    Martynko
    Cieszę się, że uspokajam, a nie usypiam ;)
    Na razie siedzę w domu na wsi. Następne wojaże w sierpniu. Niedługo będą wieści z ogródka, ale na razie mam gości. Pozdrawiam.

    autor haniamrok

  • dodano: 10 lipca 2017 20:11

    Nie ma zdjęć żadnych przysmaków - jestem zawiedziona! :D A tak na poważnie to dzięki Tobie znów miałam okazję przenieść się w całkiem inne miejsce. :) Lubię poczytać o takich cudach do wieczornej herbaty.. Zawsze mnie to uspokoi i ulula! :D
    Pozdrawiam serdecznie, M.

    autor Martynka

    blog: www.fonetyka-nie-gryzie.blog.pl

  • dodano: 08 lipca 2017 15:31

    Wietrzyku
    Wieczorne obiadokolacje, ale w formie szwedzkiego stołu też pozwalają spróbować specjałów miejscowej kuchni. Bardzo lubię taką formę serwowania posiłków. Tym razem tylko raz w pierwszym hotelu nam sie taka gratka trafiła. A ja też oprócz pizzy zjadłam parę ciekawych dań i oczywiście zawsze piłam wspaniałą włoską kawę.:)

    autor haniamrok

  • dodano: 08 lipca 2017 14:46

    Anno
    Oczywiście Latte, to skrót myślowy, zawsze prosiłam kawę mleczną, nie latte solo. Na Sycylii piłam najlepszą cafe latte. W Toskanii była niestety cienka, jak w Polsce. No bo co to jest 125 ml płynu? Za mało, żeby się napić. Tej mlecznej dają więcej i we Włoszech nie przesadzają ze sztuczną pianą (a ja za pianą nie przepadam). A do tego nie lubię pić w szklance (wiem, wiem, wybrzydzam). Najbardziej lubię cafe au lait, kawę zaparzaną mlekiem, na sposób francuski. Ale muszę ją sobie zrobić sama. W pobliżu takiej nie serwują ;)

    autor haniamrok

    blog: wasylissa.bloog.pl

  • dodano: 08 lipca 2017 13:27

    Jotko
    Mam nadzieję, że zdjęcia cię nie rozczarują, gdy do nich dotrzesz ;) Ja zupełnie nie znam się na wtyczkach. Zdaję się na moich mężczyzn. Twój Młody na pewno też się na tym zna znacznie lepiej, niż starsze pokolenie. :)

    autor haniamrok

  • dodano: 08 lipca 2017 9:58

    Ja podobnie - o Ogińskim nie wiedziałam.
    A co do latte - latte znaczy mleko, a to co zwykle tak nazywamy, to caffee latte czyli mocna kawa zalana dużą ilością gorącego mleka, albo latte macchiato, czyli trzy warstwy: gorące mleko, espresso, i mleczna pianka. Co nie ma żadnego znaczenia... byle było smakowite i wtedy, gdy chcemy:):):).
    A Julia i jej balkon... tez byłam zniesmaczona, dziki tłum, podstarzałe i mniej podstarzałe Julie, zero romantyzmu. A i tak pięknie...

    autor Anna

    blog: http://annaciuchyidrobiazgi.blogspot.com

  • dodano: 08 lipca 2017 7:36

    Też byłam na podobnych spędach z wieczorną obiadokolacją. Żeby spróbować trochę prawdziwej włoskiej kuchni zawsze w czasie wolnym starałam się kupować lokalne przysmaki, a mąż delektował się kawą. Do tej pory wspomina, że takiej smacznej jak we Włoszech nigdzie nie pił :)

    autor Wietrzyk

    blog: wietrzykwogrodzie.blogspot.com

  • dodano: 08 lipca 2017 7:21

    Niemal chodziłam z Tobą tymi uliczkami. Nie wiedziałam, że tam zmarł Oginski...
    Podobno ten balkon to tylko dla przyciągnięcia turystów.
    Bardzo jestem ciekawa zdjęć, po powrocie będę się rozkoszować, taki feler w laptopie to chyba brak jakiejś wtyczki...

    autor jotka

    blog: paniodbiblioteki.blogspot.com

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 543  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513543

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl