Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Znalezione

niedziela, 31 stycznia 2010 22:32
Dziś był niezwykle udany dzień. Czasem dobrze coś opisać, wspomnieć. Ja parę dni temu martwiłam się zapodzianymi zdjęciami. Faktycznie "diabeł ogonem przykrył", jak napisała Ulka. Wszyscy szukali, ale ja tylko pobieżnie i przy kiepskim świetle. Dziś pomagając moim panom na poddaszu zwróciłam uwagę na karton, dość duży, służący za podstawę niby stolika. Leżała na nim dość duża deska, jak blat, a na desce najróżniejsze narzędzia. Pomyślałam przelotnie, że trzeba by zajrzeć do tego kartona, stoi na środku i zupełnie nie wygląda na karton (raczej jak stolik). Ale zajęłam się pracą. Później znów spojrzałam na ów karton. Słońce pięknie świeciło przez okno dachowe i oświetliło wycięcia w kartonie - uchwyty do przenoszenia. I cóż tam ujrzałam? Fragmenty albumów!! Tu się schowały, zakamuflowały. Zdjęliśmy deskę, ale karton był porządnie zaklejony taśmą samoprzylepną. Nic to, wszyscy widzieli w wycięciu kawałki kilku albumów.  Ach, jaka byłam szczęśliwa! I to nie koniec powodów do zadowolenia. Synek zainstalował mi gadu-gadu na wsi i uruchomił komputer. Mam własny, do swojej dyspozycji. I szybszy kontakt ze znajomymi. A poza tym dziś był cudny, słoneczny dzień. Wybrałam się na zimowy spacer w pole. W południe było na dworze bardzo przyjemnie: słońce, czyściutki śnieg i bezwietrznie, nie więcej jak - 3, -4 stopnie. Było pięknie. Widziałam na polu dwa baraszkujące zające i bażanta. Tak sielsko. A wieczorem jeszcze jeden powód do radości. Miałam w domu razem wszystkich moich synków, jak za dawnych lat. Taki fajny, pogodny, niedzielny dzień. A od jutra jestem oficjalnie na emeryturze!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Prąd

sobota, 30 stycznia 2010 16:58

 Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo jesteśmy uzależnieni od prądu. Jesteśmy oplątani kilometrami przewodów, a bez prądu życie zamiera, zwłaszcza w zimie, kiedy wcześnie robi się ciemno. Od 30 lat rodzice mają letni dom za miastem. Spędzałam tam z dziećmi wakacje. Przez pierwsze 9 lat nie było tam prądu. Wszystko było tak przygotowane, żeby wygodni mieszkać bez prądu. Kuchenka była na gaz z butli, telewizor turystyczny na akumulator, na chłodne letnie noce - komine, woda ze studni, noszona do zbiornika na pięterku, spływająca do instalacji wodociągowej (woda „bieżąca" na mojego małżonka nogach). Na romantyczne imprezy przy świecach i kominku mieliśmy magnetofon na baterie. Nawet żelazko na duszę mieliśmy, na wszelki wypadek. Ale wiedzieliśmy, że musimy radzić sobie bez prądu. Teraz czasy się zmieniły. Wszystkie urządzenia we współczesnym domu jednorodzinnym potrzebują prądu. Jeśli jest to kuchenka gazowa, zapalana iskrą elektryczną, to jest to głupstwo. W razie braku prądu można użyć zapałki, też działa. Gorzej gdy jest to piec gazowy do ogrzewania. Bez impulsu elektrycznego nie zapali, ciepła w domu nie będzie, bo i pompa cyrkulacyjna działa na prąd. Nawet taki kominek z płaszczem wodnym musi mieć pompę na prąd, inaczej ciepła woda nie będzie krążyć w instalacji. I dlatego my mamy zwykły wkład kominkowy na zwykłe drewno. Pamiętam sytuację, kiedy koleżanka zaprosiła nas na wieś, tuż pod miastem, na spotkanie. Przez 2 godziny nie mogła nam podać nic ciepłego do picia, bo akurat wyłączono prąd, a miała tylko piękną kuchnię ceramiczną, na prąd. I dlatego ja mam piękną kuchnię gazową (Smeg, jeśli ktoś zna) i elektryczny piekarnik (no trudno, gazowych do zabudowy chyba nie robią). Ale do ogrzewania -  piec gazowy z zasilaniem elektrycznym, niestety. Na wsi. A na tej wsi wyłączenia prądu zdarzają się nader często. Dziś nie dość, że silny wiatr zawiewa śniegiem szosę i ten nawiany śnieg odcina mnie od świata, to jeszcze wysiadł prąd (wiatr zerwał przewody).  Nie było prądu przeszło 3 godziny, nic się nie stało, temperatura w domu obniżyła się zaledwie o pół stopnia. Ale...strach pomyśleć, co by się działo, gdyby awaria była poważniejsza, wieś oddalona dalej od miasta, brak prądu dotkliwszy? No, strach ma wielkie oczy, a ja wielką wyobraźnię. Na strachu się skończyło. Ulga.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zdjęcia

wtorek, 26 stycznia 2010 20:55

          Gorszą od utraty zdjęć jest chyba tylko utrata wspomnień. Ale ja straciłam zdjęcia. I nie zapodziałam ich, one po prostu zniknęły. Kamień w wodę. Przy przeprowadzce szafy z miasta na wieś trzeba było całą zawartość przepakować. Wszystkie albumy, jeszcze z czasów szkolnych, przepakowałam do dużego kartonu i poleciłam moim panom zawieźć go na wieś, na „górkę". W końcu nieczęsto zagląda się do albumów z dzieciństwa. Miałam ochotę zrobić porządek ze zdjęciami na emeryturze. Przy okazji pobytu u nas młodych małżonków (rodzina z Australii), chcieliśmy im pokazać nasze zdjęcie ślubne i...zaczęło się. Poszukiwania pobieżne nie dały rezultatu. Dokładniejsze, też nie. Na razie dałam sobie spokój i staram się nie panikować. Mam jeszcze jedno nie sprawdzone miejsce, jeszcze nie sprawdziłam wszystkich zakamarków osobiście, ale ten karton, to nie drobiazg, który może ukryć się przed wzrokiem niepostrzeżenie. Dziwna sprawa. Nie było mnie przy załadunku i wyładunku, ale przecież nie zostawiliby kartonu na parkingu, a nawet jeśli, to za taką zgubę dałabym niemałe znaleźne. Na razie pocieszam się, że w razie fiaska poszukiwań mam w domu (mam nadzieje, że nie w tamtym kartonie, ale to muszę sprawdzić) wywołane filmy z co najmniej 20 ostatnich lat, można dorobić odbitki, także jakieś rozproszone zdjęcia w ramkach, zdjęcia przekazane dorosłym synkom i zdjęcia zbierane przez moich rodziców. Nie jest tragicznie. Mam też zdjęcia w albumach z ostatnich 6 lat, a także już zdjęcia na nośnikach elektronicznych, bo od 2004 roku mieliśmy aparat cyfrowy.  Musiałam to sobie napisać, żeby się trochę uspokoić, bo siedzę tu na wsi i obmyślam działania na przyszłe długie zimowe wieczory. A na razie pięknie świeci słońce, śnieg się skrzy, jest bajecznie (póki jest prąd) i oby tylko nie wychodzić na dwór, bo mróz siarczysty (w południe -14 stopni). Ciepło pozdrawiam!              



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Dryf

wtorek, 19 stycznia 2010 22:19
Pamiętacie "Sposób na Alcybiadesa" Niziurskiego? Uczniowie wciągali starego nauczyciela w dryf. Żeby rozproszyć "goga", żeby zboczyć z tamatyki lekcyjnej. Dokładnie wiem, kiedy studenci "dryfują". Czasem może z tego być coś pożytecznego albo ciekawego. Dla nich albo dla mnie. Dziś "przy okazji" padło pytanie: a jakie miejsce na świecie najbardziej się pani spodobało? I "złapali " mnie. Powiedziałam co prawda, że takie miejsce jeszcze na mnie czeka, ale zaczęłam sie sama dla siebie zastanawiać nad odpowiedzią. Może jeszcze za mało widziałam? Tyle jest pięknych miejsc, są nawet różne książki, albumy, pokazujące 100 najpiękniejszych miejsc w Polsce, na świecie, 100 miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć  itd. A ja byłam na razie tylko w Eurazji (i za Uralem i za Kaukazem), ale nie tracę nadziei, że zobaczę coś więcej. Pamiętam artykuł w "Polityce", w którym opisywano Gorce - góry między Dunajcem, a szosą Zakopianką (skrótowo ujmując). Góry moich dziecięcych wakacji, najmilszych wspomnień. Napisano też o "moim" sentymentalnym szlaku z przełeczy Przesłop przez Kudłoń na Turbacz. We wrześniu. kiedy buki zaczynają się czerwienić, a klony złocić, zbocza Gorców mienią sie kolorami jesieni, na szlaku nie spotyka się nikogo, jest cicho, czysto, ja czuję się wolna jak ptak i szczęśliwa, mając przy boku swojego Chłopca (według piosenki Wysockiego: "chcesz poznać, co wart jest ktoś -weź go w góry") - jest to emocjonalnie moje najpiękniejsze miejsce . I napisano wtedy też, że kto nie był na tym szlaku, kto go nie przeszedł - stracił coś cennego . Dokładnie wiedziałam, co miał ten autor na myśli. Ale któż zna ten szlak, te góry?
  Na pewno wielu z was ma takie swoje najpiękniejsze, emocjonalne miejsca. Kryteria piękna są tak bardzo subiektywne. Może trafię jeszcze do zapierających dech pięknych miejsc (przepiękne były na przykład krajobrazy Szwajcarii), ale jeśli nie będę ich dzielić z kimś bliskim sercu, to uroda tych miejsc będzie bledsza. A co Wam się spodobało, jakie miejsca zachwyciły, zapadły w pamięć i serce?

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

"Ten" syn

niedziela, 17 stycznia 2010 14:05
Ponoć dzień urodzin mojego dziecka to także moje święto. 31 lat temu urodziłam pierworodnego. Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Urodziłam szybko, bez problemów i praktycznie bez bólu (tych dwóch kolejnych tak samo - 4 godziny i byli na świecie). Gdybym miała warunki, pieniądze, dom duży, służące, to mogłam mieć dzieci jeszcze więcej (ale ponoć ludzi na świecie jest i tak za dużo). Jak to się czasy zmieniły. Jeszcze podczas mojej ostatniej ciąży ustalenie płci dziecka przed jego urodzeniem nie było takie proste. Lekarz na USG w ostatnich tygodniach ciąży nie był w stanie dojrzeć płci mojego dziecka. Miała to być na 50% dziewczynka. Rewelacja! Tyle to i ja wiedziałam bez niego: na dwoje babka wróżyła. Pamiętam jak po urodzeniu drugiego dziecka musiałam sie dopytywać, "co" się urodziło, bo nikt mi nie powiedział zaraz po porodzie (był syn, a ja spodziewałam się, w głębi duszy, córki). Teraz dziewczyny mają czas, żeby przywyknąć do myśli o synku lub córce, wtedy płeć dziecka była raczej niewiadomą.  Chociaż ja czułam, że to są chłopcy, ale przecież aż do porodu nie było to pewne. Nie wiem jak inne, ale dla mnie pierworodny, to ten "pierwszy'. I nic na to nie poradzę, uczuciami nie można sterować. Kocham ich wszystkich bardzo, bardzo, ale ten pierwszy był spełnieniem moich marzeń, zaraz jak sie urodził i potem.To nie jest zapewne sprawiedliwe, ale gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? Życzę wszystkim paniom - mamom obecnym i przyszłym, nie-mamom, a także panom - dzieci do kochania. Bo dzieciom nic innego nie jest potrzebne tak bardzo, jak miłość najbliższych.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 545 856  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2545856

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl