Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 048 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nowe miejsca

niedziela, 29 stycznia 2012 0:06

Albo siedzę murem w domu, nawet na powietrze nie wyjdę, albo jadę na drugi koniec Polski, tak dla towarzystwa. A tak faktycznie, to jadę dlatego, że lubię zmianę, lubię, gdy coś się dzieje, gdy mogę się wykazać i zobaczyć coś nowego i gdy mogę towarzyszyć Mojemu (a nie tylko siedzieć w domu i spoglądać ciągle na zegarek w oczekiwaniu na jego powrót). A wykazuję się jako pilot (samochodowy). Dyskutuję z nawigacją , bo mam mapy, wyczucie kierunku i "wiem lepiej" (mamy już dość starą wersję nawigacji). Cieszy mnie odkrywanie nowych tras, spotykanie po drodze ciekawych miejsc, poznawanie nieznanych do tej pory okolic. Wczoraj wybrałam się do Kamiennej Góry. Z Poznania jechałam bardzo ciekawą trasą (tak, startowaliśmy z Poznania, nie ze wsi). Do Rawicza przejechaliśmy standartowo "piątką", od Rawicza pojechaliśmy na Lubin, a w Wińsku skręciliśmy na Wołów. Drogą na Wołów jechałam pierwszy raz, nigdy nie byłam w tamtych okolicach. Dokładnie pamiętam, w jakich miejscach już byłam, jakimi drogami kiedykolwiek jechałam, to takie rozszerzenie mojego ulubionego jechania palcem po mapie. Mąż jeździ od lat po Polsce, ale nie przywiązuje wagi do dróg, do miejscowości, załatwia sprawy, krajoznawstwo go wtedy nie interesuje. Tym razem chciał mi pokazać Lubiąż, bo zaintrygował go mijany po drodze "wielki pałac". Słyszałam o Lubiążu ciekawe rzeczy i byłam go ciekawa.

Tyle miałam zapisane, a potem widocznie za długo się grzebałam z pisaniem, bo mi przewinęło stronę, gdy nadusiłam "publikuj" i kazało sie zalogować. Popełniony wpis oczywiście diabli wzięli. Ja się chyba nigdy nie nauczę "na błędach".

Więc o Lubiążu, moim wczorajszym odkryciu. Ogromny obiekt , cysterski zespół klasztorny, najwieksze opactwo cysterskie na świecie, arcydzieło ślaskiego baroku. Do tego drugi co do wielkości obiekt sakralny na świecie, powierzchnia dwa i pól raza wieksza niż Wawel, ponad 600 okien! Długośc fasady 223 metry i jest to najdłuzsza fasad barokowa w Europie.

Zobaczcie sami, czy nie jest niezwykły:Obrazy Lubiąża




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Dzień Dziadka

niedziela, 22 stycznia 2012 20:16

Dziś wspomnienie o moim Dziadziu. Miałam jednego dziadka. To był tato mojego taty. Drugi dziadek był często obecny we wspomnieniach mojej mamy. Zginął w Auschwitz (i tak mówiło sie zawsze, że zginął w Oświęcimiu) już w 1940 roku. Dziadzio Andrzej był moim chrzestnym, a ja byłam jedynym dzieckiem jego jedynego syna. I jedyną wnuczką, której nie mógł widywać codziennie. Pozostała siódemka mieszkała na tym samym podwórku co dziadek. Może dzięki temu, że byłam chrześniaczką, że mieszkałam osobno czułam się wyróżniona (ta babcia mnie nie wyróżniała i ja jej też nie). Czułam się kochana i odwzajemniałam to uczucie. Dziadek był robotnikiem, elektrykiem, ale bardzo oczytanym, z niezwykłym hobby - geografią. Gdy przyjeżdżał do nas, co najmniej raz w miesiącu (rowerem ok12 km), to zawsze rozkładaliśmy atlas świata, ustawialiśmy globus i robiliśmy wycieczki po świecie. To dziadek rozpalił we mnie pragnienie podróży i zainteresowanie geografią. W trzeciej klasie podstawówki znałam wszystkie stolice Europy na wyrywki, w piątej - większość ówczesnych stolic świata (zostało mi do dziś, a nowych tak dobrze nie znam). Oczywiście umiałam je pokazać na mapie. A sam dziadek nie miał możliwości podróżować. Tylko jako młody chłopak znalazł się pod Verdun, wcielony do armii pruskiej (gdzie sam się postrzelił w kciuk, żeby go odesłali do domu). A w domu(pod Poznaniem) wstąpił do Powstania (Wielkopolskiego). Potem ciężko pracował , żeby utrzymać rodzinę z czwórką dzieci. Z resztą babcia uważała, że jakieś wyjazdy, to fanaberie i strata pieniędzy (których zawsze brakowało). Krótko przed emeryturą pojechał na wycieczkę nad morze. Spełnił jedno ze swych marzeń. Nazywało się, że na emeryturze może sobie pojeździć. Nie zdążył. Zachorował na raka na rok przed emeryturą, zmarł 4 dni po swoich 66-tych urodzinach. Nie, zdecydowanie nie należy swych marzeń i planów odkładać na potem. Życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Już od wielu lat nie ma dziadka (miałam 14 lat, gdy zmarł), ale w taki dzień jak dziś wspominam go szczególnie ciepło. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mapy

niedziela, 15 stycznia 2012 0:16

W końcu kupiłam półkę i zrobiłam porządek w moich mapach. Bardzo lubię wszelkie mapy, uwielbiam wędrówki palcem po mapie. Szczególnie po miejscach, które już odwiedziłam, ale też po tych rejonach, które chciałabym odwiedzić. Gdy jestem w nowym miejscu, to kupuję mapę turystyczną okolicy albo plan miasta. Uzbierało się tych map i planów dużo. Uporządkowałam te moje papiery państwami i regionami geograficznymi ((w Polsce). I policzyłam. Chociaż to trudno dokładnie policzyć. Bo czy można małą mapkę w broszurce reklamowej zaliczać do map? Jak na przykład mapę Tatr, czy mapę Kaszub? No więc broszur i przewodników nie liczyłam. Map z Polski mam 103 (w tym 42 plany miast, sporo już archiwalnych), a map z Europy i świata mam 74 (mniej więcej pół na pół map i planów miast). Może nie jest to wiele (raptem dwie dość wąskie półki), ale miałam sporo przyjemności oglądając dawno nie widziane szlaki, przypominając sobie dawne wędrówki, wyjazdy. Jest tyle miejsc, które z radością odwiedziłabym  kolejny raz.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Dzisiejszy obiad

czwartek, 12 stycznia 2012 20:20

Może się komuś przyda ten dzisiejszy mój pomysł. Obiad był na stole w mniej niż pół godziny. Ale stwierdzam, że trudno byłoby zrobić obiad (czy zupę)) na samym gwoździu.  Jakieś zapasy trzeba w domu mieć, podstawowe: makaron, jakąś kaszę, mąkę, masło, jakieś mrożonki warzywne, jakieś kiełbasy. Dziś byłam w luksusowej sytuacji, bo miałam rozmrożone "polędwiczki" z piersi kurczęcych. No i znalazłam jeden słoik leczo, zrobiony jesienią. O 14.50 przyszłam do domu. Wstawiłam wodę w garnku i w czajniku. Na wrzątek wrzuciłam mrożonkę warzywną 8-składnikową (tak sie nazywała) (połowę) na zupę, kaszę mazurską zalałam wodą z czajnika. Podsmażyłam pokrojone na małe kawałki polędwiczki, wymieszałam z leczo ze słoika, do zupy dodałam makaron nitki, dwie frankfurterki, zrobiłam zasmażkę, urwałam w ogrodzie zielona pietruszkę, dodałam do zupy. Gotowe. Leczo z mięsem zagotowałam, doprawiłam ziólkami, kasza w międzyczasie doszła. Obiad gotowy, o 15.20 jedliśmy. Ale nie jest to mój ulubiony obiad. i pewnie nie najszybszy. Będę się ćwiczyć. I kiedyś opiszę , co mi smakuje.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Obiad

środa, 11 stycznia 2012 16:38

Obiad "odhaczony", już jakis czas temu. I naszły mnie w trakcie jego szykowania takie refleksje. W głębi duszy jestem wegetarianką. Od dłuższego czasu nie lubię mięsa, ale jem je (mało, ale jednak), bo tak jest wygodnie. Po pierwsze, moi panowie są wybitnie mięsożerni, żadne kluski i warzywa im nie wystarczą (mięso jest kaloryczne), po drugie , przygotowanie mięsa nie wymaga kłopotu, jest bezproblemowe (albo się je piecze w piekarniku, albo dusi w garnku, albo smaży na patelni, najszybciej). A po trzecie nie wyobrażam sobie, żeby robić dwa oddzielne obiady, jeden mięsny dla panów, a jeden bezmięsny dla siebie. Taka pracowita to ja nie jestem . I aż tak mi nie zależy. Dość mam zachodu z jednym obiadem. Jak ja ostatnio nie lubię go szykować! Obiad - stały element rozkładu dnia, mniej więcej około trzeciej. Czy jestem głodna, czy nie, obiad musi być. Bo Pan raczej jest głodny.  A dania wegetariańskie są pracochłonne, no i wcale nie tanie, szczególnie zimą. A do tego wymagają planowania. Na przykład w przepisie "stoi" : 250g fasoli (moczonej przez noc) i każda fasola musi być moczona przez noc. Ja to rozumiem, ale nigdy nie planuję obiadu z takim wyprzedzeniem (i nie zamierzam), raczej szukam sposobu, żeby zupełnie o obiedzie nie myśleć. I żeby on się jakoś "sam' zrobił i to jak najprędzej. Mam taką książeczkę "Obiad w pół godziny", ale to jest przekłamanie. Tam przygotowanie potraw zabiera do 30 minut, ale przecież gotowanie ich, czy smażenie, duszenie też wymaga swojego czasu. No i takie składniki jak "gotowane ziemniaki' czy "ugotowaną kaszę" trzeba mieć, żeby danie zrobić w pół godziny. A ja nie dość, że nie lubię szykować obiadu, to jeszcze nie lubię robić niczego w nadmiarze (wspomnienia z dzieciństwa, kiedy po kilka dni dojadało się to samo). Chyba opracuję swoją listę "obiadów na stole w pół godziny".    Wtedy się nią z wami podzielę.

I jeszcze a propos nawyków (i możliwości) żywieniowych: Generałowie dwóch mocarstw ustalają normy żywieniowe dla żołnierzy, w czasie wspólnych ćwiczeń  na terytorium zachodniego mocarstwa. Generał z USA proponuje normę dzienną 6000kcal, na to ruski generał woła: to jakieś oszustwo! Nikt nie jest w stanie zjeść 50kg ziemniaków dziennie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

niedziela, 30 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 366 113  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2366113

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl