Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Poimprezowo

niedziela, 28 października 2007 22:28
Kolejny raz zbieram się do napisania wpisu, wreszcie mam wolną chwilkę.
    W tym roku taty urodziny bardzo mnie zmęczyły, jakoś niespecjalnie się czułam. Ta impreza jest zapewne nietypowa imprezą, ale ma już swoją dwudziestoletnią tradycję. Co roku w ostatni piątek pażdziernika, wypadajacy na tydzień  przed 1.11. mój tatuś obchodzi urodziny w gronioe swoich byłych współpracownikow i doktorantów. Co roku jest na imprezie około 30 osób zjeżdżajacych się sukcesywnie od 15.00 (albo wcześniej) do wieczora, przyjeżdżających z różnych stron Polski i z zagranicy. tatuś skończył 84 lata, mama też już 80 (i do tego jest miesiąc po operacji), ale impreza musiała być, przecież wszyscy na nią cały rok czekają. Musiałam pomóc, chociaż mama jest bardzo ambitna. W tym roku pomagały w kuchni też inne panie. Przywiozły placki i ciastka swojego wypieku, sałatkę, i pomagały w zmywaniu. A tatus przygotował tradycyjna "swoją" fasolkę po bretonsku i swoją sałatkę jarzynową, drobniutko pokrojoną. Mama zrobiła tradycyjny barszcz i bigos, a ja śledzie "w kożuszku", czyli warstwową sałatkę ze śledziami, cebulką buraczkami, ziemniakami , pod kożuszkiem majonezu i utartych jajek. Znacie? Potem stale kelnerowałam, podgrzewałam i donosiłam jedzenie nowym gościom,znosiłam brudne naczynia, zmywałam i donosiłam czyste. Trochę pogadałam ze znajomymi, ale nawet czasem usiąść nie było na czym, przysiadałam na schodach i łykałam coś w przelocie. I wieczorem czułam się wypompowana. A w sobotę sprzątałam jeszcze domek po imprezie, bo impreza odbywa się na daczy rodziców i kończy sezon ogródkowy. Co roku pojawiają sie nowi młodzi ludzie, którzy zaczynają pracę w katedrze i mają okazję być na imprezie Profesora (bo mój tato jest emerytowanym profesorem i stale, codziennie chodzi do "pracy", bo takie ma prawo, i kocha swoją pracę). I wszyscy zawsze umawiają się na spotkanie za rok.  Trzeba wierzyć i być optymistką.
   A teściowa jeszcze w szpitalu. Wychodzi we wtorek.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Na bieżąco

środa, 24 października 2007 23:05
Byłam dzisiaj u hm, konsultantki. Pani, młodziutka jeszcze zaproponowała mi telefonicznie zabieg kosmetyczny . Dzwoniła z polecenia.Jestem zawsze ciekawa nowości, więc chetnie poszłam oczyścić , odżywić i nawilżyć skórę. Pani jest konsultantka Harbalife, dobrze przygotowaną, ale nie fanatyczką. Ze mnie nie będzie miała specjalnego pożytku, bo ja sceptyk jestem i pieniedzy nie mam. Ale pytania ankiety dały mi do myślenia. Uważam, że odżywiam sie zdrowo. Wszystkiego po trochu, nietłusto , z dużą ilością warzyw i owoców (co prawda raczej w lecie, ale jednak). A firma owa ma takie pytania, że normalny człowiek , jeśli nie zmyśla, musi odpowiedzieć przecząco na wiekszość. Czy pijecie przez caly rok 1,5 litr czystej wody dziennie? Dla mnie zbyt duże ilości płynów są niewskazane, na przykład. Czy jecie ryby dwa razy w tygodniu? Powiedziałam "nie', ale w zasadzie, jak wezmę pod uwagę ryby wędzone, to jadam. Czy jadam 5 porcji owoców i warzyw dziennie? 5 czyli ile? Pół kilo? 30 dag? Działanie psychologiczne. Mam zdać sobie sprawę, że nie odzywiam się prawidłowo. I mam koniecznie "dożywić się" suplementami diety, czyli sztucznidłami, za bajońskie sumy. Taka jest filozofia firmy. Ta pani była kulturalna i normalna, nic mi nie chciała wcisnąć, ani wmówić. Przedstawiła tylko zalety produków, zareklamowała i opowiedziała jak jej pomogły na kłopoty z cerą. Uczciwie przedstawiła sytuację z dystrybucją produktów. I dobrze . Żadnych rewelacji na twarzy nie zauważyłam. Wierzę, że kosmetyki są naturalne, ziołowe i świetnej jakości. Ale bez przesady: jakość za rozsądną cenę (czyżbym to już gdzieś słyszała?) Można by stwierdzić, że kobiece marzenia o pięknym wyglądzie warte są każdej ceny. Ale nie lubię kiedy ktoś wie lepiej co jest dla mnie dobre, traktuje jak nierozgarniętą ignorantkę ,"traktuje" szantażykiem albo stara sie wywołać poczucie winy i wciska swój towar, bo przeciez już powinnam chcieć , i to bardzo , go kupić , po tych wszystkich zabiegach socjotechnicznych. A mnie tylko wtedy ogarnia irytacja albo pusty śmiech, bo i tak mnie na to coś nie stać. Dziś było w porządku. Pani jest młoda i na pewno jeszcze trafi na jakieś bogate, łatwe do zmanipulowania klientki. Czego jej szczerze życzę.
A moja teściowa czuje się nieźle,ze szpitala ma wyjść we wtorek, według najnowszych danych, i zamieszkać z wnukiem w domu swojej córki, nieobecnej jeszcze miesiąc. A to już jakby nie mój problem. Tak zadecydowano. Dla mnie lepiej. A o taty urodzinach napiszę może jutro. Albo po imprezie, która odbedzie się w piątek, na daczy. I będę tam w charakterze obsługi. Dobranoc wszystkim.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wypadek

piątek, 19 października 2007 10:59
 Moja biedna teściowa została potrącona wczoraj przez pirata drogowego na przejściu dla pieszych. Leży w szpitalu, ze złamaniami i potłuczeniami. Nie było w tym żadnej jej winy. A wiecie: i tak policja przyjechała do szpitale i badała ją alkomatem!! Poszkodowaną staruszkę. Którą dwa auta na pasach przepuściły, a trzecie zajechało drogę, tuż przy chodniku , od strony chodnika.  Takie mamy kretyńskie przepisy, że "po spożyciu" jest się winnym, nawet jeśli ktoś nam zrobi krzywdę (wiadomo, że mama nie "spożywała").  Każdego z nas może czekać takie potrącenie, ludzie pędzą, łamią przepisy, gonią, spieszą się po śmierć swoją lub kalectwo (ich wybór) i innych  (ciężkie przestępstwo) . Chciałabym tak umieć uporządkować swój świat, żeby spokojnie żyć tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim. Nigdy nie wiadomo czy będzie jutro. To nie pesymizm, w żadnym razie.To sposób, żeby cieszyć się, każdym nowym dniem. A teraz z uśmiechem do pracy. A kłopotami zajmę się po powrocie. Pozdrawiam wszystkich.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Padnięta

niedziela, 14 października 2007 22:05
 Wróciliśmy wczoraj (dziś) o 2.30. Nie natanczyłam się ( mój A. tańczy bez entuzjazmu), widocznie mój zwarzony humor przebijał przez powłokę cielesną. Taka jakaś byłam marudna od południa, jakbym chciała mieć nieudany wieczór. Jeśli coś może się nie udać, to zapewne się nie uda. Znana prawda psychologiczna. Pogadałam z moją licealną koleżanką, żoną byłego polityka (b.wysokiego szczebla). Oboje są niezwykle skromni i sympatyczni. Porozmawiałam z jeszcze paroma osobami, zjadłam co organizatorzy przygotowali, wypiłam symboliczne 3 czy 4 kieliszki wina i potem z pelnym żołądkiem miałam złe sny. I wstałam wcześnie i zaraz idę spać, bo na oczy już nie widzę. Ech, nie było wyboru, musiałam iść z A. Sam nie chciał iść, a iść chciał iść bardzo, bo to w końcu jego rocznica ukonczenia studiów. Poobserwowałam trochę ludzi. Niektórzy panowie tak się pozmieniali, że trudno ich było poznać. A panie też , choć wygladały młodziej niż panowie ( i w większości zapewne były młodsze). Na kolejny zjazd za 5 lat już się nie dam namowić.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rocznica

wtorek, 09 października 2007 20:07
 Wydaje się, że to nie było tak dawno, 31 lat temu. Wszystko pamiętam (albo przynajmniej tak mi się wydaje). Moje długie do pasa, brązowe włosy spięte lekko z tyłu klamerką z kamelią z materiału (kremową) spływały lokami po sukni. Suknia była koloru morelowego ze sporym dekoltem, ale z dlugimi rękawami (w koncu to październik) dopasowana w pasie, długa do ziemi. A bukiet był z jedenastu ciemnoczerwonych róż, długich, podtrzymywanych przeze mnie na przedramieniu, ze szparagusem, zwieszającym się prawie do ziemi, bardzo piękny bukiet. Na szyi miałam złoty łańcuszek ze złotym motylkiem emaliowanym na zielono i czerwono, prezent od tatusia. Moj A. miał garnitur z jasnobrązowej wełny z jaśniejszym prążkiem i muszkę w kolorze mojej sukni. Miał jasnoblond włosy, jasną niedużą bródkę i wąsy. Byliśmy bardzo młodzi, piękni i szczęśliwi. Od ciągłego uśmiechu bolały nas wprost szczęki. Po  prawie pięciu latach znajomości mieliśmy być już zawsze razem. I jesteśmy. I tak jest dobrze!! Pogodę mieliśmy średnią. Było ciepło, dość pogodnie, ale nie bylo słońca. Ale jak widać to nie zaszkodziło naszemu związkowi.
  A dziś nie było żadnych fajerwerków. Uściskaliśmy sie rano, pędziłam na ósmą do  pracy. I wróciłam dopiero po piątej. Kupiłam maly torcik i trochę garmażerki, bo wiedziałam, że na żadne wyjście nie będę mieć sił i ochoty. A w domu wszystko pozmywane, umyte, obiad czekajacy na mnie i róża od A.Super.A ja miałam dla niego czekoladki Mon Cheri.  Teraz biegnę podać kolację, ze świeczką na środku stołu.  Po tym torciku wcale mi sie nie chce jeść, ale moi panowie dwaj zawsze mogą coś przekąsić.
 A sukni na bal  nie kupię. Dziś rano sobie to przemyślałam. Kupować na siłę, jeśli nic mnie nie zachwyciło, nie warto. A pieniędzy stale nie ma w nadmiarze. Ale wiem na pewno: nie w pieniądzach szczęście.
serce@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 415  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363415

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl