Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Przed Wszystkimi Świętymi

czwartek, 30 października 2008 20:50
 Powspominam trochę. Na Wszystkich Świętych chodziłam z moją mamą od najmłodszych lat na Junikowo, jeden z dwóch wielkich cmentarzy naszego miasta. Był tam pochowany mój kuzyn Pawełek, mój równolatek, który zmarł w wieku 4 miesiecy. Grobu nie ma już ,po 30 latach ciocia przestała placić dzierżawę. Nigdy Pawełka nie znałam, nie było mi smutno, a przed cmentarzem w ten dzień było pełno kwiatów, pełno ludzi i sprzedawano "rury", takie ciastka o smaku cynamonowym , pieczone jakby na rurze, na wypukło lub wklęsło, zależy jak na to spojrzeć). Nie pojmuję, czemu spotkać je można tylko u nas i zwykle przed cmentarzami (czasem przed Gwiazdką przy kościołach). Bardzo je lubię. Ale ostatnio dziewczyna syna wyraziła opinię, że to obrzydliwe handlować jedzeniem przy cmentarzu i jakoś odmówiłam sobie rury, przy wspólnym pobycie na grobach, żeby nie wyjść na "niebrzydliwą" ( i tak sobie kupię pierwszego listopada, jak co roku  od dzieciństwa). Przestałam lubić cmentarze, gdy zmarł mój ukochany dziadek, miałam wtedy 14 lat. Przy okazji kolejnego Święta Zmarłych tato pokazał mi na tamtym cmentarzu groby mojej prababci i praprababci. Moj tato dobrze pamieta swoją prababcię , na którą mowił babusia, zmarla gdy miał 15 lat, jeszcze przed wojną. Te groby moich prababć zniknęły po 90-tym roku. Rozbuchany kapitalizm dotarł też na parafialny cmentarz podpoznańskiego miasteczka, gdzie miejsce na cmentarzu ma swoją, niemałą, cenę. Byliśmy z tatą niemile zaskoczeni kroregoś roku brakiem mogił. Ciekawe, kto zadecydował o ich likwidacji (rodzina jest ogromna). Na szczęście dla mnie w innym wielkopolskim miasteczku zachowały sie groby moich krewnych ze strony mamy. Moja ciocia ma nad nimi pieczę. Z grobem na tym cmentarzu zwiazana jest tajemnica rodzinna. Był tam tajemniczy grób, skromny, wysypany bialymi kamyczkami, z zieloną funkią na środku bez napisu. Gdy chodziłam z babunią na spacery w dzieciństwie to czesto przechodziłyśmy przez cmentarz zatrzymując sie przy grobach prababci, wujka i przy tym grobie."Pomódlmy się za Marię" mówila babcia. Nie wiedziałam, kto to był, nie pytałam, czułam, że babcia nie chce nic więcej powiedzieć. Dziś moja kochana babunia spoczywa w tym samym grobie. Maria to matka mojej mamy, pierwsza żona mojego dziadka, moja babcia, o której istnieniu dowiedziałam sie oficjalnie po śmierci mojej babuni, gdy miałam 26 lat, a nieoficjalnie wiedziałam już od 18 roku życia, kiedy natrafiłam w szafie na mamy pamiętnik z młodych lat. Zresztą informacje o tajemniczej osobie docierały do mnie od różnych starszych krewnych i znajomych, ale zawsze urwane, niepełne i niepewne. Może moja mama nie chciała robić przykrości swojej macosze, nie chciała jej odbierać radości bycia jedyną babunią (dla mnie i tak zawsze była moją kochana babunią), zupełnie nie rozumiałam tej konspiracji. Pierwsza babcia zmarła w 1938 roku na gruźlicę, czy to był jakiś powód do tajemnicy? Mój dziadek ze strony mamy zginął w Auschwitz, nie miał grobu, jemu zapalamy zawsze znicz w miejscu pamięci narodowej. Na każdym polskim cmentarzu są takie krzyże lub pomniki poświęcone bohaterom powstań lub wojen. Ja też nie będę miała grobu, moje prochy rozwieje wiatr, a pamięć o mnie przetrwa  nie na kamieniu, tylko w pamięci ludzi, którzy mnie znali. Będę wolnym duchem. Ale uśmiechnijmy się: kres jest początkiem, początek kresem, a życie toczy się dalej.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zatęskniłam

wtorek, 28 października 2008 16:02
 Zatęskniłam za cieniutkimi, gładkimi rajstopkami, za wysokimi obcasami, za odrobiną adrenaliny, za rozmową na tematy najróżniejsze, za tą szczyptą szaleństwa, które gdzieś we mnie jeszcze się tli. Żeby jeszcze zdążyć, przed Zimą, przed ...no ...Akurat dziś mam nastrój do działania, ochotę do podobania się. To wszystko tylko w sferze "tęsknot", a kto mi zabroni? Nigdy nie wiadomo, co będzie jutro, potęsknić, bez żalu i z nadzieją, zawsze można.@)-->-->--@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Impreza Taty

sobota, 25 października 2008 20:06
 Siedząc z gośćmi przy stole zastanawialiśmy się, która to już z kolei impreza. Przeważał pogląd, że 23-cia. Możliwe. Ja w nich wtedy nie uczestniczyłam. Tato wtedy jeszcze pracował, to były spotkania z jego współpracownikami i "uczniami". Ja zaczęłam pomagać mamie w organizacji imprez (i uczestniczyć w nich) chyba 12 lat temu. Uznałam, że należy się mamie jakaś pomoc (mama miała wtedy prawie 70 lat). Nie protestowała. Mój najmłodszy syn co roku towarzyszył nam na tych spotkaniach , nigdy nie przeszkadzał, był maskotką imprezy. W tym roku też aktywnie uczestniczył w spotkaniu. Świętowaliśmy 85 lat mojego taty. Jedzenia oczywiście, jak zawsze było za dużo. Była tradycyjna fasolka po bretońsku, którą zawsze przygotowuje tatuś i sałatka jarzynowa tradycyjna, też krojona przez tatę na milimetrowe kosteczki , była moja sałatka śledziowa, też tradycyjna (tzw. śledź w kożuszku albo pod pierzynką) i były mamy śledziki z cebulką. Po wyjściu gości okazało się, że były też dwa kilogramy parówek i kiełbasek oraz szynka i sery, o których mama zapomniała, a ja nie wiedziałam. Oczywiscie, to była moja wina, bo nie zajrzałam do lodówki. A moi synowie stwierdzili, że gdyby był wcześniej napisany jadłospis, to  byloby wiadomo, co jest przewidziane do jedzenia. Trudno. Jutro urodziny mojego Miłego, więc przyjdzie rodzina i będziemy dojadać. Najbardziej żal słodkiego. Kupiliśmy dwa torty ( krem na bazie śmietany), towarzystwo zjadło jeden, no nie wiem, czy ten drugin jutro bedzie jeszcze "zjadliwy'. Mama upiekła też 3! jabłeczniki z kruszonką (jeden niedopieczony, jak sie okazało), cały jeden został (dopieczony), goście przyniesli też smaczne ciasta swojej roboty. Zjedzono wszystkie babeczki mamy, malutkie na jednego gryza, z kremem kakowym albo kokosowym, z konfiturą i orzechami, smaczniutkie!
 Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie tatuś często robił obiad albo jakieś specjalne dania dla gości, jak wszystko doprawiał, jak bawił się gotowaniem. A mama zawsze twierdziła, że nie lubi gotować, bo musi to robić codziennie czy chce, czy nie. Zawsze obowiązkowa do bólu, kosztem swoich przyjemności. Może to wypełnianie obowiązków było (i jest) jej największą przyjemnością, ale nie potrafi tego głośno nazwać? Ja to zupełnie inna jestem. Rozumiem co to obowiazek, jak mus , to mus. Ale bardzo rzadko robię to co muszę z przymusem. Albo robię coś co trzeba, bo chcę to zrobić i mnie od tego nie odrzuca (czasem wręcz lubię, ale przecież nie przyznam się głośno,że lubię zmywać) albo nie robię wcale. Np. nie prasuję. Rodzina przywykła, jak trzeba, każdy sam sobie coś przeprasuje, większe sztuki magluję . Mogę sobie pozwolić, w końcu inni członkowie rodziny też coś moga zrobić. Może dlatego nie możemy się często z mamą zgodzić i mama uważa mnie za leniwą, bo ona lubi "sie poświecać", nie usiądzie, nie odpocznie, nie poprosi o pomoc, tylko umorduje się. Nie powie tego, ale całą swoją postawą wyraża " tak dla was pracuję, taka jestem obowiązkowa,  jestem niezastąpiona, potrzebna". Wiadomo. Zawsze się bała (wcześnie została sierotą), że jak nie bedzie przydatna, to nie będzie kochana. No i znów zwekslowałam na temat "matki-córki, niełatwe relacje". A przecież to były urodziny mojego tatusia. Ale z tatusiem moje relacje nigdy nie były trudne. Były proste i oczywiste, jak prosta milość dziecka do ojca i ojca do dziecka. Byłam i jestem zawsze akceptowana. Tak sobie myślę, że dziecko jest szczęśliwe, kiedy wie, że nie musi "zasłużyć"na miłość rodzica, że rodzic nie chce go zmieniać , nie chce realizować poprzez dziecko swoich dawnych marzeń, niezrealizowanych ambicji, akceptuje dziecko z jego wadami i zaletami, ograniczeniami i atutami. Miałam to szczęście.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dwa lata!!

czwartek, 23 października 2008 0:43
Dziś dopiero sprawdziłam i okazało się, że piszę tu blog już trzeci rok. Pierwszy wpis jest z 2.10.06. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak mam się odszukać w tym gąszczu i pisałam dwa blogi wasylisę i wasylissę, bo nie umiałam znaleźć swojego własnego pierwszego wpisu. Cóż, samodzielne początki są trudne. Ale jestem wierna (z reguły we wszystkim) i już przeszło dwa lata się tu wywnętrzam. Na razie mi tu wygodnie i cieszą mnie wszystkie odwiedziny. Dziękuję wam mili znajomi i goście. Dziękuję za życzliwość i rady. I do następnego, bardziej konkretnego wpisu.@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Hej, mamy sieć!!

poniedziałek, 20 października 2008 19:37
Niesamowite! Po kilku próbach i błędach w przeszłości, siedzę przy drugim domowym komputerze (w zasadzie mężowskim) i mam tu także internet. Jest jeszcze notebook i on też ma dostęp do internetu. Moi panowie w końcu postanowili rozgęścić tłok , bo nie można było wejść na internet kiedy sie chciało, trzeba było poczekać na dogodną chwilę (Młody okupywał net najintensywniej). Ale trzeba Młodemu oddać, że zainteresował się sprawą, zdobył potrzebne informacje o sprzęcie i pomógł ojcu w zakupach, a potem w instalacji. I ja teraz próbnie piszę na nowym (dla mnie) sprzęcie. Z tej okazji piszę Helvetiką. Ale zupełnie nie widzę różnicy miedzy tym krojem trzcionki a Arialem (jest jakaś?) Nie istotne. Teraz piszę na czarnej klawiaturze z białymi literkami, jest wygodniejsza dla mnie niedowidza, niż ta poprzednia, biała z czarnymi literkami.
 Dziś był dzień zakupów. Poza tym rauterem, do postawienia sieci, weszłam dziś w posiadanie sweterka i dwóch spódnic(drogą kupna). Nie mam zupełnie  wyrzutów sumienia, zadłużyłam się (na moim ROR) ale to normalka. Za to pójdę do pracy z większą pewnością siebie. Bo chociaż nie szata przede wszystkim zdobi człowieka, to jednak kobietę często owa szata dowartościowuje 
i poprawia jesienny, nienajlepszy  nastrój. Przepraszam za zmiany koloru, ale coś te ustawienia trzcionki i koloru "fikają". Kiedy poprawiam braki polskich liter całe ustawienie się kasuje i jestem zmęczona wpisywaniem na nowo rodzaju trzcionki, wielkości trzcionki i koloru. Dlaczego to mi się ciągle kasuje? Ciągłe ulepszanie bloga?
 A w sobotę miałam gości,  ostatnich w październiku (wypróbowałam ciekawą sałatkę z gazety:opakowanie paluszków krabowych + puszka zielonego groszku + duży pęczęk posiekanego koperku + 3 łyżki majonezu wymieszane z 2 łyżkami jogurtu, wszystko razem połączyć). Teraz  krótka przerwa. W listopadzie, to już chyba wszystkie liście zwiędną i ostatnie kwiaty zwarzy przymrozek. Trudno, przyszli goście uruchomią wyobraźnię, przymkną oczy i może wyobrażą sobie ogród za oknem w zieleni i kwiatach. W końcu chodzi o spotkanie i miłą biesiadę, a ogród to tylko tło.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 315  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288315

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl