Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W skowronkach

czwartek, 24 października 2013 19:09

Czy zdarzyło sie Wam odnieść jakąś rzecz do naprawy i dostać ją w gorszym stanie? Popsutą? Jak się wtedy zachować, jak dochodzić swego? Jak pogodzić się ze stratą, jeśli rzecz była cenna? Ja poczułam się paskudnie, oszukana, skrzywdzona i bezradna jak dziecko. Zaniosłam pierścionek do powiększenia, bo palce, niestety, z wiekiem mi "napęczniały" i mój ulubiony pierścionek z zielonym oczkiem już mi nie pasował.  Według horoskopu Majów moim talizmanem i szczęśliwym kamieniem jest szmaragd. Byłam uradowana, gdy mama wiele już lat temu dała mi ten pierścionek "w użytkowanie", bo jej był za mały (i tak nigdy bym go nie sprzedała, nawet gdyby oficjalnie był mój). I nosiłam go przy różnych wystawniejszych okazjach, i zaglądałam do niego ciesząc oczy szmaragdową barwą kamyka. Ale co za przyjemność z pierścionka w szufladzie? Nie lubię "durnostojek" rzeczy, które do niczego nie służą. Więc poszłam z pierścionkiem do złotnika (złotniczki dokładniej), która wcześniej powiększyła mi już jeden srebrny i jeden złoty pierścionek, oba z kamieniami. Z sukcesem. Twierdziła, że jest dyplomowanym złotnikiem z 20-jetnia praktyką. Oddałam ufnie swój talizman. Gdy po tygodniu poszłam go odebrać przeżyłam szok. Moje zielone oczko nie było szmaragdowe! Był to trudny do opisania kolor brunatnofioletowozgniłozielony. Nie, to niemożliwe! Co sie stało z moim kamieniem? Przestałam być grzeczna i dobrze wychowana. Trochę się hamowałam, bo rzemieślniczki nie było w zakładzie, tylko jej stara matka, która nie potrafiła mi wyjaśnić, dlaczego kamień zmienił kolor. Ale i tak pozwoliłam sobie na oskarżenie, że kamień został jeśli nie uszkodzony, to podmieniony. Pierścionka nie odebrałam. Jakby mnie ktoś okradł, a do tego oszukał. Co się stało? Dlaczego padło na mnie, pierwszą naiwną, zawsze pełną wiary w ludzi?

 Pierścionek został w zakładzie, a ja potem miałam 3 tygodnie (wyjazdy, choroba) na przemyślenia i działania interwencyjne. Zadzwoniłam do Rzecznika Praw Konsumenta. Podniósł mnie na duchu: mam prawo dochodzić swego. Napisać zażalenie na usługę i czekać na odpowiedź rzemieślnika.

 Napisałam takie pismo i uzbrojona w nie poszłam zmierzyć się z problemem, czyli odebrać pierścionek. Na początek poprosiłam o pierścionek (szefowej znów nie było tylko jej matka). Pani Starsza nawet nie pytała o nazwisko, zaraz znalazła "usługę". Ja nie chciałam ani się mścić, ani kłócić, ja chciałam tylko mieć znów mój dawny pierścioneczek z wesołym zielonym oczkiem. I wyobraźcie sobie: dostaję !! Jestem w kolejnym szoku, tym razem niebotycznym zdziwieniu. Mój szmaragd szmaragdowy, jak zawsze. A pani tłumaczy, że córka wyczyściła pierścionek, bo był mocno zabrudzony. Zabrudzony? Dziwne. Gdy go oddawałam był zielony, po tygodniu zmienił kolor i znów jest,  taki jak przed miesiącem. Co sie tam z nim działo pewnie nigdy sie nie dowiem, najważniejsze, że znów mam swój talizman. I jestem w skowronkach, kamień z serca. Żeby nie było: nie jestem daltonistką, nie mam omamów i nie wymyśliłam sobie problemu zmiany koloru kamienia. Ale jednak człowiek zaczyna sie zastanawiać, czy to z nim jest coś nie tak, czy z tą drugą stroną?

IMG_0527.JPG

 

   


Podziel się
oceń
3
9

komentarze (8) | dodaj komentarz

Powietrzne manewry

niedziela, 20 października 2013 0:18

Nagle usłyszałam okropny świergot - skrzekot i szum. Tysiące ptaków, szpaków krążyło w czarnych falach nad moim domem i działką. A potem siadły! Widok był poruszający. Wszędzie ptaki, chodzą po mojej murawie i coś dziubią. Chwyciłam za aparat, taki zwykły, idiotoodporny i pstryknęłam co umiałam. Zawołałam mojego. Zapatrzył się, a w pewnym momencie mówi: patrz, one na tej trawie łykają nasze winogrona! O nie! Otworzyłam taras, machnęłam rękami, krzyknęłam "sio" i znów, jak dyrygentka, poderwałam czarne mrowie do lotu. Zerwały się wszystkie w jednej chwili, zbiły w wielką chmurę i zaczęły krążyć nad okolicą, coraz dalej, coraz wyżej. Po południu wróciły, tym razem z miejsca obsiadły nasze biedne, jeszcze niezerwane  winogrona i znów je przegoniłam, na dziś ostatecznie. Myślałam, że szpaki już odleciały, Już w połowie września widziałam na polu wielkie stada szpaków. A one pewnie ćwiczą , urządzają sobie manewry, przed długim i trudnym lotem do cieplejszych krajów.IMG_0522.JPGIMG_0523.JPG

A potem je spłoszyłam.

 

IMG_0524.JPG 


Podziel się
oceń
3
10

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bez prądu

czwartek, 17 października 2013 18:18

Podobno groziła nam, północnej półkuli Ziemi katastrofa "elektromagnetyczna", wywołana zmianami na Słońcu. Zakłóceniu uległaby wtedy praca wszystkich urządzeń elektronicznych i elektrycznych. Obyło się. Ale czy potraficie sobie wyobrazić sytuację, gdy globalnie nie ma prądu? W dzisiejszych czasach energia elektryczna wszelkiego napięcia i natężenia jest obecna w naszym życiu, jak powietrze. Wszystko na prąd: wszystkie pompy, dostarczające nam wodę, a także gaz, wszystkie sklepy i banki, wszystkie samochody (mają urządzenia elektroniczne) i większość pociągów, wszelkie sieci komórkowe, internetowe, także telefony przewodowe, zwykłe urządzenia domowe. Zawsze, gdy wyłączają mi prąd przypominam sobie ów czarny scenariusz totalnego upadku cywilizacji opartej na elektryce, elektronice.

Ten prąd wyłączają na wsi zdecydowanie zbyt często i na zbyt długo. Po kolejnym jakimś letnim wyłączeniu prądu na 8 godzin, kiedy nawet zamrażarka zaczęła się odmrażać, kupiliśmy agregat prądotwórczy. Akurat od tamtego czasu nie mieliśmy potrzeby go wypróbowywać. A dziś, złośliwość  losu. Znów nie było prądu kilka godzin. Mojego domowego fachowca  od agregatu też nie. Siedziałam i czekając  na prąd ponarzekałam sobie w Wordzie. Oto tekst:

     No,tak. Nie ma prądu-nie ma internetu. A prądu nie ma już 3 godziny. Pewnie znów jakieś planowe wyłączenie, o którym nic nie wiemy (ogłoszenia wiszą na słupach, ale my po wsi nie chodzimy)? A akurat dziś mój Techniczny wyjechał na calutki dzien na szkolenie. Nie dalej, jak wczoraj zastanawiał się, kiedy zrobić próbę z agregatem prądotwórczym, który czeka w garażu. Jakby wykrakał. Gdyby tu był teraz, agregat mógłby pokazać, na co go stać. A tak będę siedzieć sama w za chwilę zimnej, a za kolejną chwilę, w ciemnej chacie. Netbook działa mi jeszcze, ale to ostatnie podrygi, bo bateria rozładowana. Ano, siedzę chora w łóżku i wygodnie mi nie "wisieć na kablu". Na szczęście mam gaz, kuchenkę (wiedziałam, że na  wsi nie można ufać prądowi, zbyt często wyłączają), mam jedzenie od wczoraj, no i mam książkę, ostatnią z bibliotecznych (w końcu choruję już od tygodnia i mam dużo czasu na czytanie, "przerób" ok. dwóch dni na jedną książkę). Właśnie skończyłam ciekawą  historical fiction z zagadką kryminalna w tle:"Kryptonim Posen" Piotra Bojarskiego. Za taka fikcją nie przepadam, ale zachęcił mnie Poznań w tytule. I nie zawiodłam się. Najciekawsze są własnie opisy przedwojennego Poznania, dla miłośniczki swojego miasta, którą jestem od urodzenia, to bardzo ciekawa lektura. Ostatnio to już druga książka z Poznaniem w tle. To fajne uczucie, spacerować krok w krok za bohaterami książki, ulicami znanymi od dziecka, śledzić ich w wyobraźni. Takich książek jest w ostatnich latach coraz więcej.  Sztywny i konkretny Poznań też ma swoich piewców. Muszę się nimi zainteresować bardziej.
Ciekawe, jak długo jeszcze tego prądu nie będzie?

Prąd włączyli po pięciu godzinach. Uff.      


Podziel się
oceń
0
10

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jesienny Połczyn

środa, 09 października 2013 23:28

O Połczynie -Zdroju pisałam tutaj po odwiedzinach w czerwcu. Jesienny Połczyn przywitał mnie ciepłą, słoneczną pogodą, w sam raz na długi spacer po parku zdrojowym. Trafiłam znów do Połczyna , bo zawiozłam tam moją australijską szwagierkę, jej córkę i 10-miesięczną wnusię (też z Australii). Miały one wykupiony tygodniowy pobyt w sanatorium Gryf, w pakiecie z trzema zabiegami. Do australijskiej szwagierki dołączyła polska szwagierka wraz z teściową. To właśnie ta szwagierka wymyśliła, że w Gryfie będzie idealnie, bo ona była w Gryfie  rok temu w sanatorium 3 tygodnie i  świetnie się tam odnajdywała. No cóż. Są różne gusta  i nie powinno się o gustach dyskutować. Ale jednak nie powstrzymam się i wyrażę swoje zdanie. Sanatorium Gryf, to zabytkowy kompleks kilku wielkich gmaszysk, połączonych siecią kilometrowych korytarzy. Fakt, wszystko gustownie odnowione, czyste. Sanatorium zapełniają tłumy kuracjuszy NFZ i prywatnych, gości SPA i takich jak ja - hotelowych . Po przyjeździe trafiłyśmy akurat na wypisy jednego turnusu i zapisy kolejnego. Horror po prostu. Dwie recepcjonistki nie ogarniały tego tłumu, czekałyśmy na klucze do pokojów przeszło pół godziny w kolejce, z malutkim dzieckiem. A gdy przyszła moja kolej, to okazało sie, że mojej rezerwacji internetowej nie ma. W takim młynie, to nawet nie ma się co dziwić. Miejsc wolnych też nie było. Łaskawie znaleziono dla mnie łóżko w pokoju (raczej pokoiku) dwuosobowym, z inną panią. Jak w internacie. Samotna wdowa w starszym wieku nie mogła zasnąć, a mnie nie dała poczytać przed snem, miała potrzebę rozmowy, monologu właściwie (a na moją radę, że na sen dobrze coś monotonnego poczytać stwierdziła, ze ona nie z tych czytających). Nie jestem tak asertywna (czy raczej niegrzeczna), żeby udawać, że jej nie słyszę, więc czytać sie nie dało. Po nocy też "kusiła" i budziłam się. W końcu łóżka stały obok siebie w odległości mniejszej niż metr. Po tak nieprzespanej nocy chyba nie dziwi nikogo moja niechęć do sanatorium Gryf i tego całego zamieszania na korytarzach (stale przewalały sie tam tłumy albo mijało się kolejki ludzi na ławkach, oczekujących pokornie na jakieś zabiegi. Nie znoszę tłumów, ani zgromadzeń.  O nie,moja noga więcej tam nie postanie. A i do sanatorium, jako formy terapii, też sie zniechęciłam (moje powinowate miały zabiegi codziennie o innej porze każda z nich i nie udało nam sie wspólnie spotkać poza godzinami posiłków).  obiecywałam sobie więcej "rodzinności" po tym wyjeździe.

Natomiast miasto Połczyn i rozległy, zabytkowy park zdrojowy  są przyjazne i sympatyczne, jak wcześniej. szczególnie, że mieszka tam moja bliska koleżanka ze studiów. I oczywiście spotkałyśmy sie znów, i to dwa razy. I jak zawsze miałyśmy za mało czasu na rozmowy.

A w parku już jesienny smuteczek. Po przymrozkach 3 października większość kwiatów rabatowych zwiędła. Za to drzewa ubrały sie w złoto, żółć i czerwień i wyglądają pięknie. W ciepły, słonecznych dzień jesień ma wiele uroku.

IMG_0495.JPG

Jesienne róże, mizerne już.

 

IMG_0496.JPG

Formowane cisy, bardzo stare, podobne, jak w Szkocji.

IMG_0497.JPG

Biedny klomb, ogołocony z kwiatów (zmarznięte begonie właśnie wykopano), widać zwarzone mrozem funkie i wytrzymałe starce (te siwe).

IMG_0498.JPG

 

I jeszcze pięknie odnowiony domek, w którym jest restauracja "Borowinka" (bo Połczyn słynie z uzdrawiającej borowiny).

IMG_0499.JPG


Podziel się
oceń
1
13

komentarze (9) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 545 908  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2545908

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl