Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 554 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Senior-ka

środa, 26 października 2016 22:22

Złapałam w sklepie bezpłatną gazetę "Senior". Dla taty. Ale może i dla mnie - pomyślałam. No bo niby chciałabym mieć różne bonusy, zniżki, związane z wiekiem. A z drugiej strony mocno się oburzam, gdyby ktoś chciał mnie uważać za seniorkę. A w gazetce wypowiada się blogerka 50+ , o modzie. Co to w ogóle jest 50+?? To jakiś inny rodzaj człowieka? Co to za podział? Ja mając 50 i nawet 50+ ciągle byłam i czułam się pełną kobietą, równie młodą, jak w wieku 47, 48, 49 lat. Że niby co - menopauza? A to przecież nie żadna choroba, to normalka. I nie tak zaraz (no chyba, że którejś przydarzy się wcześniej). A facet  50+, to jeszcze długo całkiem niestary facet. Więc co to za rewelacja -  blogerka 50+??  Czy to trzeba specjalnie zadekretować, zadeklarować że się jest 50+? Wielkie mi halo. Trzeba nie mieć co robić albo mieć "parcie " na popularność, może kasę, żeby tworzyć nową kategorię "bloger 50+". Równie dobrze można stworzyć dowolną inną kategorię np. "bloger długowłosy" albo 'bloger w okularach" (albo i bez okularów). Bo to chwytliwy i modny temat - pisać o "seniorach" będąc w kwiecie wieku 50+. a niektórzy mężczyźni po pięćdziesiątce to dopiero dorośleją (jeśli w ogóle).

 A ta moda dla seniorów? Bez przesady, jak któraś była ciotkowata w wieku 20 lat i dłużej, to nie dziwota, że mając 50+ stale wygląda jak ciotka, czy nawet babcia. Że takie osoby są "niewidzialne". całe życie pracowały na tę niewidzialność. Może im z tym dobrze? Jak się całe młode życie patrzyło w lustro, żeby nie odstawać od średniej, to i w wieku, nie bójmy sie określenia, emerytalnym, też można jeszcze się ludziom, bez poruty (jak mówią w Poznaniu)  pokazać. Jeśli kobieta po 60 dba o siebie, to fajnie, ma dbać i nie odpuszczać. Ale jakieś metamorfozy, to przesada. Starych drzew się nie przycina, charakteru się nie zmienia (ani na stare lata, ani w średnim wieku). No chyba, że kobieta ma problem ze sobą  albo zaczyna nowy rozdział emocjonalny i chce wyglądać atrakcyjniej niż do tej pory (od siebie się i tak nie ucieknie, nawet z nowym "lookiem"). Jak się akceptuje siebie i swój wiek, nie ogląda na opinie "życzliwych" , to z uśmiechem na twarzy i życzliwością w sercu także  w dresie będzie odbierana jako fajna kobietka. Na co tyle ciuchów? Co robić z tymi z poprzednich sezonów? Przecież wyrzucanie, to grzech wobec środowiska. A wszędzie tylko "kup, kup nowe, kup dużo"! utoniemy w rzeczach, w lumpach. I myślę, że uznawanie wieku 50 za granicę starości, to grube nadużycie. Że niby ten + po pięćdziesiątce, to aż do stu lat i dłużej? Jeśli któraś w tym wieku (nawet 59 lat) czuje się już seniorką, to chyba jest poważnie chora i może nie dożyje starości. Mam 63 lata, nie twierdzę, że zawsze czuję się jak młódka, ale nazywanie mnie starą uważam za nietakt. Kto mnie zna, wie, że do tej prawdziwej starości (nawet tej mentalnej) jeszcze mi daleko. Mam dwie ciocie w tym samym wieku: 86 lat. Jedna, mimo, że ogólnie zdrowie jej dopisuje mówi: przecież ja mam już 86 lat, jestem stara, a druga, wcale nie mniej schorowana mówi: dożyję setki, pokaże wszystkim. Ma szansę - to siostra mojego taty. Tatuś skończył wczoraj 93 lata (i powolutku zaczyna być seniorem). Życzę wszystkim dużo zdrowia i żeby jak najpóźniej poczuli się seniorami.         


Podziel się
oceń
1
70

komentarze (9) | dodaj komentarz

W środku Pirenejów

czwartek, 20 października 2016 22:30

 Między Francją i Hiszpanią, wciśnięta w pirenejskie doliny, otoczona wysokimi górami leży Andora, największe z małych państw Europy. Jej powierzchnie   to 468 km kw.,(to nieco mniej niż powierzchnia Warszawy), a liczba mieszkańców to 78 tys. Stolicą jest Andora la Vella. Państwo jest jedyne w swoim rodzaju, jedyne takie na świecie. To księstwo z dwuwładzą. W XIII wieku kataloński książę z  Urgell scedował prawa do Andory na biskupa Urgell. Drugim współwładcą był wówczas francuski książę Foix z drugiej strony Pirenejów (Andora leży w środku Pirenejów). Obecnie książętami Andory są  - po połowie:  wiceksiążę - prezydent Francji i wiceksiążę - biskup z hiszpańskiej miejscowości La Seu d'Urgell. Od 1993 roku Andora ma konstytucję i jest członkiem ONZ. Językiem urzędowym jest kataloński.

 

DSCN2164.JPG 

Jak widzicie, jest gmach parlamentu, jak tu mówią.

 

Andora nie ma swojej poczty, ale korzysta z usług poczt francuskiej i hiszpańskiej. A znaczki ma swoje:) Chciałam zrobić tatusiowi frajdę i przybić na andorskim znaczku stempel z Andory. Niestety, poczta francuska działa w stolicy jedynie do 13.30, a hiszpańska ledwie godzinę dłużej. Nie zdążyłam. Ale znaczek jest!

Andora jest tłumnie odwiedzana przez obcokrajowców przede wszystkim dlatego, że nie pobiera podatku od towarów (jak w tych sklepach bezcłowych na lotniskach i promach). W małej stolicy, na wąskich uliczkach , między górami, znajdują się sklepy największych  światowych marek odzieżowych i elektronicznych, są sklepy jubilerskie i z wyrobami  skórzanymi, a przede wszystkim z alkoholem i wyrobami tytoniowymi bez akcyzy.  Wszystko "okazyjnie", bo bez podatku, sporo tańsze  niż we Francji, Hiszpanii, czy nawet w Niemczech. A i tak drożej niż w Polsce ;) Sprawdziłam salon Intimissimi. U nas w czasie wyprzedaży jest jeszcze taniej. Nie pojechałam do Andory na zakupy. Chciałam zobaczyć to niezwykłe miejsce. W Andorze- stolicy jest kameralne Stare Miasto, z wąskimi uliczkami tylko dla pieszych, z domkami stłoczonymi pod skałami, z kawiarenkami, fontannami, kwiatami w oknach i na balkonach.

DSCN2173.JPG  

W nowszej części miasta stoi pomnik - duma Andorczyków: Pływający Zegar Salvadora Dali, podarowany miastu przez tego katalońskiego artystę. Za rzeźbą widać drugą dumę miasta -  Pont de Paris, nowoczesny most (mostek) przez małą rzekę, na prawie całej długości  w mieście zabetonowaną (boki i dno wylane betonem). Tam jednak, gdzie zamiast betonu są pierwotne głazy - są ryby! Jak one sobie z tym betonem radzą, czyżby się poza te kamienie nie wypuszczały?  

 DSCN2176.JPG

 

I jeszcze foto DSCN2180.JPG z widokiem na rzekę.

 Księstwo Andory, to przede wszystkim przepiękna dzika przyroda. W Informacji Turystycznej dostałam mapę kraju i informator. W tym malutkim państwie są 3 Parki Narodowe (oczywiście wysokogórskie, ze szczytami przekraczającymi 2700m.npm), jeden z nich wpisany na Listę Dziedzictwa UNESCO. Jest też specjalny obszar przeznaczony dla osób chcących wypocząć w naturze, ale bez alpinistycznego wyczynu, ze ścieżkami spacerowymi i rowerowymi -  "naturalanda", sa też oczywiście, ośrodki sportów zimowych z wyciągami narciarskimi i trasami zjazdowymi. A także rzeki, gdzie można spływać pontonami. To wiem z informatora. Piękna kraina. I jeszcze nie zdeptana przez turystów. Ach, mieć by tak troszkę więcej czasu (i pieniędzy). Świat jest taki ciekawy.

No to korzystając z tego czasu, który mieliśmy pojechaliśmy do nieodległej (od Lloret) Girony.  To także niezwykłe miejsce. To miasto, obecnie 80 tysięczne, ma ponad tysiącletnią historię. Zawsze leżało na styku, najpierw dwóch kultur (chrześcijańskiej i maurytańskiej), a potem  dwóch  księstw, dwóch państw. Girona słynie ze swojej Dzielnicy Żydowskiej, jednej z najlepiej zachowanych  na świecie. Dzielnica ta powstała tysiąc lat temu, a Żydzi opuścili ją w końcu XV wieku, kiedy to wygnano wszystkich Żydów z ultrakatolickiej Hiszpanii.

DSCN2194.JPG

 

DSCN2189.JPG

 

Oprócz Dzielnicy Żydowskiej (El Call) podziwiać można mury obronne z okresu rzymskiego, rozbudowywane oż do XVw., pięknie zachowane, okalające Stare Miasto.

DSCN2195.JPG

 

W mieście jest sporo zabytków gotyckich .

DSCN2196.JPG

 To Katedra, ta część ma tysiąc lat!

Nad niewielką rzeką Onyar uwagę turystów przyciągają malownicze domy , jak w Wenecji (jednak znacznie młodsze z XIX i XXw).   

DSCN2206.JPG

Po południu zaświeciło słońce i miasto wypiękniało. W tle dwie wieże: bliższa, to wieża Katedry, ta dalsza, to bazylika Sant Feliu, najstarszy kościół w mieście. Zdjęcie jest zrobione z mostu Eifla, tego od paryskiej Wieży. Wygląda, jak most kolejowy z czerwonej kratownicy i jest pieszą kładką przez rzekę. Nic specjalnego. Dopiero po fakcie dowiedziałam się, że to zabytek techniki. Dlatego brak zdjęcia mostu.

Na koniec jeszcze urocze kafelki z lokalu, w którym jedliśmy hiszpańskie zapiekanki.:)

DSCN2202.JPG  


Podziel się
oceń
1
85

komentarze (4) | dodaj komentarz

Piękna Costa Brava

czwartek, 13 października 2016 14:47

Patrząc za okno na tę dżdżystą zimną szarość aż sama nie mogę uwierzyć, że jeszcze w sobotę (czyli 4 dni temu) pływałam w Morzu Śródziemny. Ale tak było, pływałam. Co prawda zanurzałam się kilka minut przyzwyczajając rozgrzaną skórę do dość chłodnej wody (na moje ok +23 st), ale jak już się zanurzyłam, to żal mi było z wody wychodzić, tak przyjemnie się pływało.

 

DSCN2233.JPG

To na tej plaży plażowałam w sobotę.

 

Mieszkaliśmy w Lloret de Mar, na katalońskim Dzikim Wybrzeżu czyli Costa Brava. Miasteczko zabytkowe z kilkusetletnią historią, obecnie oczywiście  kurort rozrzucony wzdłuż wybrzeża  i wszerz na okoliczne wzgórza na  kilkanaście kilometrów. My mieszkaliśmy blisko głównej plaży, dawniej przystani łodzi rybackich i blisko zabytkowego centrum.

DSCN2147.JPG

Ten zameczek jest znakiem rozpoznawczym Lloret de Mar, chociaż to żaden zabytek, to prywatny obiekt (bo trudno to nazwać willą) w kształcie zamku (ale udatnie imituje gotyk).

DSCN2154.JPG

A to widok na plażę i miasto  spod zameczku czyli z pewnej wysokości. 

 

DSCN2146.JPG A to Ratusz w Lloret, po lewej widać morze. 

Mieliśmy też niedaleko do kilku mniejszych plaż, położonych w uroczych zatoczkach między stromymi klifami. Na skałach wytyczono ścieżki spacerowe i można było robić długie spacery "wspinaczkowe" raz w górę, raz w dół.DSCN2159.JPG

 

 

DSCN2225.JPG

 

 

DSCN2158.JPG

 

W bliskiej okolicy Lloret były też piękne parki - ogrody. Zwiedziliśmy dwa z nich : Pinia Rosa (w Blanes) i Ogród Św. Klotyldy.

Pierwszy z nich, to ogród kaktusów, wielka kolekcja dziesiątków gatunków i odmian różnych roślin sucholubnych - kserofitów. Zapewne w porze kwitnienia jest tam rajski ogród. Przecież kaktusy mają piękne kwiaty. Teraz o pięknych kwiatach   przypominała jedna roślina. Natomiast na opuncjach było mnóstwo owoców (i nikt ich nie zbierał).

DSCN2211.JPG

 

 

DSCN2213.JPG 

Ciekawy ogród, ale nie przepadam za kaktusami (do tego wstęp był drogi, bo nie uznano nas za Seniorów, czy jak tu piszą Jubilates, a my bardzo uczciwi przyznaliśmy się, że nie mamy jeszcze 65 lat).

 

Ogród Św. Klotyldy w Lloret, to zupełnie inny styl. W 1919 roku młody 28 letni właściciel postanowił założyć ogród w stylu ogrodów renesansowych. Pomogli mu w realizacji zamierzenia równie młodzi architekt i projektant ogrodów i rzeźbiarka(nazwisk nie pamiętam, ale zapamiętałam, że wszyscy troje dożyli - panowie 83 lat, a pani - 84 lat).

DSCN2232.JPG 

 

DSCN2228.JPG

 

 

DSCN2239.JPG

 

Bardzo przyjemne miejsce. 

Robiliśmy też dalsze wycieczki: do Barcelony - pociągiem wzdłuż morza, do Andory autokarem wycieczkowym i do Girony autobusem rejsowym. W Barcelonie byłam 2 lata temu z synem i opisałam ją wtedy na blogu (4 

 

DSCN2136.JPG

 

Czyściutka po remoncie, jak nowa. 

 

DSCN2140.JPG

 

Z bliska widać fantazyjne secesyjne kute balustrady balkonów.

I jeszcze symbol Barcelony - La Rambla, szeroka aleja w samym centrum, momentami z towarem, jak na Krupówkach, ale też z kawiarenkami i kioskami kwiatowymi. samochody jeżdżą po prawej i lewej stronie tego szerokiego deptaka.DSCN2111.JPG

 

Za tymi okazałymi budynkami po lewej stronie zaczyna się Dzielnica Gotycka czyli Barri Gotic. A po prawej, nieco dalej znajduje się fantastyczna, zabytkowa hala targowa :Targ Św. Józefa - La Boqueria, czyli Brzuch Barcelony.

DSCN2123.JPG

 

A wewnątrz raj dla łakomczucha, ale także radość dla oczu:

DSCN2124.JPG

 

DSCN2125.JPG

 

Nazw niektórych owoców nie znałam. Jedliście kiedyś flaszowca? Całkiem smaczny (nazwę sprawdziłam po powrocie do domu). 

 

DSCN2125.JPG

 

DSCN2126.JPG

 

Tu różne owoce morza.  Homary żywe, jeszcze się ruszały.

 

DSCN2128.JPG

 

Pięknie wyeksponowane wędliny. Myślałby kto, że są tu tysiące smaków. To pozór. Wszystkie te ekstra wędliny smakują jednakowo, a właściwie nie specjalnie smakują. Szynki surowe solone są przede wszystkim słone, bez żadnego aromatu. Kiełbasy typu salami, czy słynne chorizo - nadal słone i tłuste, trochę jak litewski kindziuk (ale ten ma aromat). To się nawet nie umywa do naszych wędlin, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jaką smaczną mamy kuchnię. Jedyna wędlina, która mi tam smakowała, to był salceson, taki ,jak u nas, choć bez majeranku. podobnie rzecz się ma z owocami morza. Na przykład takie mule - małże w czarnych skorupach, gotowane. Skorupa wielkości podwójnego orzecha włoskiego, a wewnątrz mięsa(?) takiej gumowatej substancji jadącej rybą - jak jądro orzecha laskowego. Roboty z otwieraniem tych muszli kupa, a do jedzenia ledwie odrobinka. Podobnie z krewetkami. Wzięłam sałatkę z krewetkami, a tu duże krewetki , całe, w chitynowych pancerzach, mięsa w środku co kot napłakał, a roboty z dotarciem do tej odrobiny tyle, że odechciewa się jeść. Takie to egzotyczne smaki Hiszpanii, a właściwie Katalonii.

O potrawach serwowanych nam na kolację może jeszcze napiszę. Była to ciekawa podróż kulinarna.

W kolejnym wpisie napiszę o ciekawym Księstwie Andory i o Gironie, jednym z najstarszych miast Europy.


Podziel się
oceń
3
84

komentarze (9) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 603  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513603

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl