Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lepiej nie czytać gazet

piątek, 30 listopada 2007 19:31
Sprowokowana przez moją znajomą z bloxa przeczytałam fragment wywiadu z niejakim J. Pulikowski (w gazecie.pl w cyklu "powrót taty") Nie mogę, aż mnie trzęsie. Ja co prawda zawsze uważałam się w głębi duszy za feministkę, ale raczej "ukrytą" i zupełnie nieaktywną. Ale jak mi ktoś , nigdy nie noszący spódnicy, wciska , że kobieta i mężczyzna nie mogą być partnerami, bo mają inne role do spełnienia (?), że mężczyzna nie jest od zajmowania sie małymi dziećmi, a kobieta ma się wycofać z wychowywania starszych dzieci, od tego jest mężczyzna - przewodnik po świecie, to staję się bardzo nietolerancyjna, agresywna wręcz i myślę o tym panu :facet i to jeszcze z XIX wieku!! W jakim to zapyziałym klerykalnym kącie uchował sie taki "edukator". Ponoć jeździ z prelekcjami i naucza. Zgroza. To miód na uszy wielu facetów. "Słyszysz moja duszko, co mądry pan prelegent mówi? Masz siedzieć w kuchni, spełniać obowiązek małżeński, rodzić duużo dzieci, nie kłopocz swojej główki żadną nauką, przecież i tak nic nie zrozumiesz, to za mądre dla ciebie, słuchaj męża, on ci powie, co jest dla ciebie najlepsze". Wrr. I wściekam sie tak, bo podobne odpryski takiego myślenia pokutują w głowach całkiem normalnych , na ogół, mężczyzn. Na przykład Mojego. Jak mi wyjeżdża, że ja tego nie zrozumiem albo, że po co chcę się z tymi koleżankami tak stale spotykać, albo że kobiety nie powinny brać się za politykę, technikę czy co tam jeszcze, to mam ochotę wyjść z domu trzaskając drzwiami. Ale tego nie robię. Starałam się już wielokrotnie porozmawiać spokojnie z nim o równouprawnieniu, o traktowaniu kobiety jak "człowieka" , jak osoby, nie jak płeć, ale to syzyfowa praca. Oczywiście kobiety też są sobie winne. I ja też nie jestem bez winy. Jak mi wygodnie, to jestem "taka mala" i " nie umiem", i "ty to zrobisz lepiej". Ale znam małżeństwa, gdzie nie ma podziału na prace "moje" i "twoje", jesli była potrzeba, to mąż zmywał, prał i piekł (co mój robi od wielkiego dzwonu), a żona jeździła w delegacje, malowała mieszkanie i umawiała różnych fachowców (co ja robię ekstremalnie rzadko).
Ale jak sie teraz spokojniej zastanowiłam, to nie powinnam narzekać. Mój tylko czasem tak głupio gada jak jaki LPRowiec ( i niepotrzebnie mnie denerwuje), a przecież każde z nas robi to co umie lepiej i co lubi robić ( ja to nawet dosyć lubię zmywać, a nie lubię prasować i nie prasuję). W końcu gdybym nie miała poczucia wolności w moim związku to zapewne nie przeżyłabym w nim udanych przeszło trzydziestu lat. Ale się wygadałam, ten temat "chodził" za mną już dłuższy czas. A Wy jaki macie "przepis" na zgodny związek?

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Chandra

piątek, 23 listopada 2007 19:31
Taki nieciekawy stan. Smutek. Ciężar nieokreślony, jakaś tęsknota, ciągłe wzdychanie, ospałość i rozdrażnienie. Bez szczególnego powodu. Tak mnie dziś to dusiło od rana. Nie lubię radia, paplaniny i "muzyczki" jako tła, jako zastępczego towarzystwa, a tym mnie cały dzień "atakuje" najstarszy syn, bo właśnie ma zwolnienie lekarskie i kuruje się w domu, u mamy.
Szczęśliwie najmłodszy zaczął dziś jeść, po tygodniu głodówki jest chudy jak patyk. I bladziutki. U lekarki rodzinnej tłok, też się naczekaliśmy, bo był spory "poślizg". Jeszcze nie jest dobrze, jeszcze trzeba brać antybiotyk, ale przynajmniej apetyt wraca i możliwość przełykania .
A ja na poprawę nastroju zamówiłam sobie i rodzinie książki w internecie. I cieszę się, że nie muszę płacić porto.
Sprzątnęłam też dwie półki z bielizną i wcale mi to nastroju nie poprawiło. Przeciwnie. Tyle tych lumpów, dawno nie noszonych, a dlaczego żal się ich pozbyć? Bo bym komuś wydała, bo "grzech" dobre rzeczy wyrzucić, a nowe by się chciało, a miejsca brak.
Może jak uprzątnę jeszcze dwie szuflady, to mi sie humor poprawi.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Anty jedynaczka

środa, 21 listopada 2007 12:08
Przeczytałam ostatnio o "jedynactwie". Jestem jedynaczką. Od świadomego dzieciństwa czyli od około dziesiątego roku życia bardzo mi się podobało być jedynaczką. Kiedyś , pewnie po urodzeniu mojego trzeciego dziecka zapytalam mamę, dlaczego nie mieli więcej dzieci, tak z ciekawości. Najpierw nie było warunków, potem mama chorowała, miała operację (pamietam jak przez mgłę), a potem kiedy już mogła starać się o drugie dziecko podobno zapytała mnie czy chcę braciszka albo siostrzyczkę. I ja miałam odpowiedzieć, że nie, nie chcę się dzielić z maluchem miłością rodziców, zabawkami i pokojem. Coś takiego. Ja tego nie pamiętam. No i kto bierze słowa dziecka do serca? Bardzo kochający rodzice. Pamiętam, że jako nastolatka często wypominałam mamie, że za bardzo się nade mna "trzęsie", że gdyby miała więcej dzieci, to jej miłość by się rozłożyła i ja nie czułabym się taka ubezwłasnowolniona. Wtedy mówiła, że gdyby miała jeszcze inne dzieci, to tak samo intensywnie by się o nie troszczyła, ale byłoby biedniej, nie jeździłabym z nimi za granicę i ogólnie wszystko trzeba by dzielić (instynkt opiekuńczy mojej mamy jest naprawdę ogromny, swoich trzech wnuków kocha równie mocno jak mnie i żadnego nie wyróżnia).
W przedszkolu czułam się świetnie, wreszcie moglam nabawić sie do woli z rówieśnikami. Jeśli chodzi o jedzenie przedszkolne, to pamiętam tylko jedną rzecz i to przyjemną: bułki. Dostawaliśmy talerz przekrojonych poprzecznie bułek z drzemem. Nie wiem dlaczego, ale wszyscy chcieli złapać tę dolną, płaską część bułki. Do dziś mi to zostało, zawsze wybiaram spód. Mleko lubiłam i lubię do dziś (jeśli tatuś zawsze rano pił mleko, to i ja pilam ze smakiem, a mama dziwna taka, nie piła). Zawsze wydawało mi się, że jedzenie u nas było smaczne i nigdy nikt nie zmuszał mnie do jedzenia. Lubię smacznie zjeść i lubię przygotowywać smaczne potrawy, zwłaszcza potrawy oryginalne. Nigdy nie czułam się gorsza z powodu swego jedynactwa. Raczej lepsza. Zapewne jestem egoistką, ale ponoć umiarkowany egoizm jest podstawą przetrwania. Zawsze miałam dużą potrzebę opiekowania się innymi. Od zawsze bawiłam się w szkołę i byłam panią nauczycielką, a także w zabawie w dom byłam mamą (no i zrealizowałam to w doroslym życiu). Głaskałam też każdego napotkanego psa czy kota. Zwierzątka jednak nie miałam, żeby nie narażać mnie na stres związany z utratą przyjaciela, bo wiadomo, że zwierzęta żyją krótko (nie nauczyłam się przeżywać straty, ale czy tego można się w ogóle nauczyć?). teraz mam kotkę i wcale nie wiem, która z nas która przeżyje.
Tak sobie pomyślałam, że dostajemy od losu takich a nie innych rodziców. Nie mamy jako dzieci na to wplywu. A rodzice, i my jako rodzice, często nie zdają sobie sprawy jak wielka odpowiedzialność za przyszłe szczęśliwe życie ich dzieci na nich spoczywa. Bo czy dziecko bedzie dobrze wykarmione, wykształcone czy nie, to jeszcze nie najważniejsze. Najważniejsze, żeby czuć się rozumianym, akceptowanym, chcianym, szczęśliwym. Podobno, stwierdził jakiś filozof, jedyne co możemy rzwczywiście dzieciom dać to szczęśliwe dzieciństwo, wyposażenie na dalsze trudy dorosłego życia. Pamiętajmy o tym obecni i przyszli rodzice.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Mononukleoza

niedziela, 18 listopada 2007 21:01
  Jak mnie widzicie? Piszę czcionką Time New Roman, jak zawsze. Nie wiem co tam się działo poprzednio, u mnie na podgladzie normalnie.
   A mój synek ten "mały" ma właśnie mononukleozę. Choroba wirusowa, mylona z bakteryjną anginą. Męczy się biedak bardzo, jeszcze nigdy , jak pamietam, nie był taki chory. Nie może spać ani jeść z bólu (dziś nie zjadł nic poza paroma łyzeczkami galaretki owocowej od babuni). Do wirusa przyplatało się też wtórne zakażenie bakteryjne, więc antybiotyk też bierze, ale na gardło to nie pomaga, gorączka wysoka i migdały obrzęknięte tak, że przez nos oddychać się nie da. Jak mi go żal. I jaka ja jestem umordowana ciagłym spełnianiem potrzeb chorego synka, który z bólu miejsca sobie nie potrafi znaleźć. Ponoc angina trwa tydzień, a ta mononukleoza dwa tygodnie. Czuję jak mnie gardło zaczyna boleć i aż nie chcę myśleć, że ja też mogę być chora. Nie mogę i nie chcę!! Myślę, że teraz wreszcie syn zrozumie co to znaczy prawdziwa choroba i nie zechce już "chorować" jak dotychczas. Oby szybko ten czas minął i uleczył moje dziecko.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mysz

środa, 14 listopada 2007 23:51
Byłam dziś na wsi w nowym domu. Całkiem przyjemnie ciepło +15 stopni. Ale taki zapaszek, znany mi z dawnych lat, z drugiej dzialki, z czasów "przed kotami". Mysi zapach. Gdzie? Gdzie urzędują te gadziny? Okazało się, że w otwartej od tyłu szafce pod zlewem. Ja zawsze deklaruję, ze sie myszy nie boję. To teoria. Nie czuję strachu ani obrzydzenia. Ale jak otworzyłam szafkę, najpierw dopadł mnie intensywny zapach mysiego moczu, a moment później myksnęła mi w głąb szafki mycha, maluśka z resztą. Wrzasnęłam głośno, klasycznie, pewnie sąsiedzi mogliby mnie usłyszeć. No i czego było wrzeszczeć? Myszka maluśka i jeszcze spanikowana. Ale jednak wredna. Miałam przez nią sporo sprzątania, teraz nie będzie miała czego gryźć nawet, bo wszystkie papiery i plastiki sprzątnęłam. Ze szkód, które zauważyłam wydaje się, że to robota jednej myszy. Mąż nastawił jedną jedyną łapkę (koszmar dla mnie zabicie nawet takiej myszy), a ja na wszelki wypadek przywiozę w sobote do domu na wsi naszą kotkę. Niech ma trochę rozrywki. W końcu po to są koty, żeby łowić myszy. I myślę, że wspólnymi siłami rozwiążemy problem myszy. No, bo jak prosić gości do "zamyszonego" domu?

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 939 898  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2939898

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl