Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Od wirtuala do reala

środa, 26 listopada 2008 22:59
Ludzie piszący na blogach z reguły nie chcą poznawać innych ludzi. tworzą tu sobie swój świat, może nie całkiem wymyślony, ale pewnie polukrowany. Przypomina mi się zaraz kompozytor Piotr Czajkowski, który całe życie korespondował z Nadieżdą von Meck, bogatą wdową, która pomagała mu finansowo, a której - zgodnie z jej życzeniem - nigdy osobiście nie poznał. Czego ona się bała? Rozczarowania? Fakt. Poznając kogoś jedynie z listów stwarzamy sobie jakieś jego wyobrażenie. Czasem, poznając go osobiście okazuje się, że ten ktoś jest taki właśnie jak oczekiwaliśmy, ale często jest całkiem inny od naszych o nim wyobrażeń. Nawet nie gorszy, ale całkiem "nie ten". Mimo wszystko cenię sobie te realne znajomości ze znajomymi poznanymi dzięki internetowi. Niczego na blogu nie udaję, nie zgrywam się na kogoś, kim nie jestem. Jestem jaka jestem,  nie mam problemów z poznawaniem nowych , żywych ludzi. Zawdzięczam to zapewne rodzicom. Kolejny już raz przekonuję się, że nasze nastawienie do świata i ludzi zawdzięczamy tym, którzy nas wychowywali. Na to, na kogo trafiliśmy po urodzeniu , nie mieliśmy żadnego wpływu. My możemy jedynie zrobić co w naszej mocy, aby nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, żeby mogły się na nim oprzeć w dorosłym życiu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Takie refleksje o sławie

sobota, 22 listopada 2008 14:12
Zwykle nie oglądam telewizyjnych show. Zajrzałam kiedyś na "Fabrykę gwiazd", żeby zobaczyć córkę mojego szkolnego kolegi. Znałam dziewuszkę, gdy miała 11 lat i słyszałam ją wtedy śpiewającą. Ciekawa byłam czy poznam ją po latach. Bez kłopotów. Nie zmieniła się. Wypiękniała. Śpiewa jak anioł. I nie będzie " gwiazdą". W każdym razie nigdy nie będzie kimś w stylu Dody.  Jest skromna i normalna (u nas, żeby "zaistnieć" trzeba być mocno zakręconym). A że kocha śpiewać i umie to robić postanowiła zapewne sprawdzić się przed wielomilionową widownią. Skorzystała z możliwości. Śpiewa za siebie i za siostrę bliźniaczkę. Są (a na pewno były) identyczne. Obie zostały zakwalifikowane do udziału w "Fabryce gwiazd", ale producent stwierdził, że bliźniaczki nie pasują mu do formuły programu. Mają wybrać miedzy sobą. Trudna sprawa, nie sądzicie. Obie śpiewają równie pięknie, obie wyglądają prawie tak samo, a tylko jedna z nich zyskuje sławę i zapewne kontrakty. Żeby zyskać popularność, trzeba o to zabiegać, trzeba też mieć ten łut szczęścia. Trzeba też być odważnym. "Do odważnych świat należy"- święta prawda. A ja życzę Martynce i jej siostrze Dagmarze wielu sukcesów, bo że znajdą szczęście-w to nie wątpię.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Znów się zaczyna

czwartek, 20 listopada 2008 21:54
 Jak ja nie cierpię szkoły. A dokładniej tego, że mój najmłodszy jeszcze się uczy w szkole. Co ja piszę "uczy się"!! Gdybyż on się uczył, to ja bym była zadowoloną z siebie matką. On łaskawie chodzi do szkoły, a dziś na zebraniu okazało się, że on do tej szkoły chodzi wybiórczo.  Oj, kogo my sobie wyhodowaliśmy. Lesera i  manipulatora. Chodzi na co sam chce, a jak uważa, że " nie warto", to przychodzi do domu. Na pytanie: co tak wcześnie, zawsze ma jakąś prawdopodobną odpowiedź. Czasem wręcz mówi, że nauczyciel tak przynudzał, że on nie wytrzymuje i zasypia na lekcji. No a że zapamiętuje tylko te wiadomości, które go interesują albo które wbije mu się do głowy powtarzaniem i ćwiczeniami (ale kto ma na to dość czasu), to stopnie ma słabiutkie. Jest dyslektykiem, nieudawanym, to naprawdę ciężki zgryz dla dziecka i rodziców. Pisemnie wypada kiepsko. Wszyscy nasi znajomi, którzy go znają i z nim rozmawiają, są przekonani, że w szkole świetnie sobie radzi. Tak szerokie ma zainteresowania i tak ładnie potrafi o nich mówić. W szkole też nauczyciele nie mogą się nadziwić, że M. 'ustny", to zupełnie inny człowiek, elokwentny i inteligentny ,nie to co M."pisemny". No trudno. Za chwilę skończy 18 lat. Nie będę "urabiać" nauczycieli. Nich sam ich "zmiękcza". Nich sam zawalczy o swoje stopnie. Na razie nie wymyślono innego sposobu zapewnienia zajęcia młodym ludziom jak wysiadywanie w szkole. Dziś przeczytałam, że Beata Pawlikowska nie ma studiów. Ale realizuje swoje marzenia i czuje się szczęśliwa. Może synowi też uda się być szczęśliwym. Czy jest coś ważniejszego w tym życiu?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zwyczajna niedziela

niedziela, 16 listopada 2008 18:26
Taki spokojny, leniwy dzień. Ostatnio mama była rozgoryczona, bo uszykowała obiad dla rodziny, a rodzina "robiła łaskę" i spóźniała się, a potem mało jadła. Więc tato "zapowiedział" mamie,  żeby zrobiła dla nas obiad dopiero jak o niego poprosimy. A my dziś nie poprosiliśmy i siedzimy w domu. Zaczęłam porządkować kartony z różnymi szpargałami: pamiątkowymi widokówkami, listami, dokumentami sprzed lat, ze starymi i nowszymi rachunkami. Syzyfowa robota. Nie mam siły. Po dwóch godzinach ani jeden karton nie jest do końca pusty (makulatury trochę przybyło). Kartony stoją na korytarzu odkąd syn zmienił koncepcję umeblowania swojego pokoju. Musiałam zabrać z jego pokoju moją zabytkowa bieliźniarkę (pojechała do domu na wsi) i wyjąć z niej wszystkie dokumenty, które gromadziłam w niej od co najmniej -nastu lat. Na pewno można zredukować ilość szpargałów (i kartonów). Ale ja jestem niepoprawną maniaczką słowa pisanego. Z zacięciem muzealnym. Znalazłam tyle wspaniałych "relikwi" z przeszłości swojej i dzieci, że nie mogłam sobie odwmówić dokładnego ich przejrzenia. Znalazłam pierwsze rysunki mojego ostatniego synka. Aż podziw bierze, jak wierny jest swoim najwcześniejszym zainteresowaniom. Na rysunkach - budowy, betoniarki,  koparki, traktory i drzewa, i kwiatki dla mamy (skrzętnie przeze mnie schowane). Znalazłam też swoje wszystkie świadectwa, dyplomy, listy (no, nie byłam w stanie wszystkich przeczytać od razu). Przejrzałam też stos widokówek z wycieczek do ZSRR. Niektóre z nich mogą mi się jeszcze przydać. Szczęśliwie zabytki są ponad ideologię. W międzyczasie zrobiłam szybki obiad (bardzo nie chciało mi się odrywać od wspomnień). Zupy dziś nie było, bo nie chciało mi się robić. Na drugie (i jedyne) były bitki z polędwiczek wieprzowych, zrobione a'la Strogonov z pieczarkami, moje danie błyskawiczne, był też wielki kalafior z masełkiem i bułeczką, no i ziemniaki. Bez pyrek moi panowie nie poczuliby się najedzeni. Popiliśmy to domowym sokiem jabłowym i byliśmy po obiedzie (ziemniaki obierało dziecko). Pozmywałam w pięć minut i znów zasiadłam nad kartonami. Ale zniechęciłam się od beznadziejności roboty, końca nie widziałam. Odłożyłam porządkowanie na inną okazję. Zrobiłam podwieczorek (właśnie do syna przyszła dziewczyna), zjedliśmy moje ulubione, absolutnie świeże, rogale marcińskie (teraz można je kupić w niektórych cukierniach przez cały rok) i zasiadłam przed ekranem, żeby zobaczyc co u Was i zdać relację z takiej mojej zwykłej, leniwej domowej niedzieli w mieście, która zdarza mi się jakoś bardzo rzadko.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

"Czarny" problem

piątek, 14 listopada 2008 23:31
Tak mnie natchnął jeden z wpisów. O Obamie i jego kolorze skóry. Że co? Że to niepolitycznie mówić "czarnoskóry"? To, jaki ma kolor skóry jest mi faktycznie zupełnie obojętne. Tak samo jak mi jest obojętny czyjś kolor włosów. Czy obrażam kogoś mówiąc "ten blondyn", " ta ciemnowłosa"? Przez 30 lat pracy z ludźmi rozwinęłam w sobie sztukę obserwacji. Patrzę na ludzi mijanych na ulicy, rejestruję ich wygląd, także przyglądam się ludziom w telewizji. Czsem głośno komentuję w rodzinnym gronie czyjść wygląd, strój. Nie robię tego ze złośliwości , nie krytykuję, raczej opisuję. Takie ćwiczenia, "wprawki obserwacyjne", w towarzystwie nigdy sobie na nie nie pozwalam. Mówiąc o Obamie "czarny" robię tylko skrót myślowy, że jest on czarnoskóry. Ale i to nie brzmi dobrze w naszym wyczulonym świecie. Ale przecież nie można tego nazywać rasizmem. W Stanach jest tyle różnorodnych typów ludzkich, że tam osoby z innych grup etnicznych, innych kultur nie sa czymś wyróżniającym się, są częścią składową społeczeństwa, normą.W Polsce nadal mamy bardzo jednorodne społeczeństwo, a Polacy o innym niż pozostali kolorze skóry, albo cudzoziemcy wyraźnie się będą wyróżniać. Taty współpracownik , doktor habilitowany, pochodzi z jednego z państw afrykańskich. Jak zapyta się każdy student, nieznający go jeszcze: "czy to ten czarny gość?" Przecież to normalne. O Polaka by spytał;"czy to ten z brodą, ten wysoki w okularach "itd. Nie przesadzajmy , nie nadużywajmy słowa "rasizm".
Według Wikipedii rasizm opiera sie na przekonaniu, że różnice w wyglądzie i kolorze skóry niosą ze sobą niezbywalne różnice osobowościowe i intelektualne. Ja tak absolutnie nie uważam czyli w żadnym razie nie czuję się rasistką. Nie ma dla mnie znaczenia jakiego koloru skórę ktoś ma, ale lubię być dobrze poinformowana, o wszystkim, z ciekawości  . Czy to źle? 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 367  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288367

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl