Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 556 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z przymrużeniem oka

piątek, 15 listopada 2013 13:41

Byłam w kinie, byłam na filmie (a przecież kiedyś, w czasach młodości nie dla wszystkim było to to samo). Mój wnuś miał imieniny i w ramach prezentu wybraliśmy sie do miasta. Dla dziecka mieszkającego na odległym osiedlu wielkiego miasta wycieczka do centrum  to prawdziwa wyprawa. A że uruchomiono kolejną nitkę szybkiego tramwaju, to sprawdziliśmy, jak wygląda ta nowa trasa. Faktycznie - szybki tramwaj (zwany Pestką, od skrótu PST-Poznański Szybki Tramwaj). Wybieraliśmy film, oczywiście animowany, dla dzieci, bo wnuś jest jeszcze młodszym "szkolniakiem" (Rosjanie mają takie adekwatne określenia "szkolnik", na dzieci w wieku szkolnym, jest to określenie raczej wieku dziecka, z zasady młodszego, niż zaznaczenie, że się uczy; przez wiele lat dzieci w określonym wieku na pewno chodziły do szkoły, w obecnych czasach, w Rosji nie jest to takie pewne). Wybór filmów był mizerny - trzy. Potem okazało się, że "Turbo", o podrasowanym ślimaku, startującym w wyścigach, grają tylko przedpołudniami. Zostały dwa do wyboru: Klopsiki kontratakują i Kumba. Już głupszych tytułów nie było?

Po konsultacji z komputerem (recenzje, opinie) wybraliśmy pierwszy film. Także dlatego, że to był tzw. sequel, czyli kontynuacja, drugi z kolei film z cyklu. A ten pierwszy wnuś widział. Przed seansem poszliśmy jeszcze na ciastko (i moją kawkę) do kawiarni. Do kina wzięliśmy tylko wodę mineralną. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że na seansie będziemy tylko my we dwoje, wnuś i ja. Dawniej nie do pomyślenia, teraz ponoć zagrają nawet dla jednego widza. Obawiałam się, że wynudzę się  na tym filmie, ale czego nie robi sie dla wnuka. Widać jednak mam w sobie nadal dużo z dziecka (dzidzia-piernik?), bo całkiem sympatycznie spędziłam te 1,5 godziny. Tematem filmu jest historia wynalazcy i wynalazku, który zamienił produkty spożywcze w w żywe twory, które na Wyspie stworzyły swój własny świat i żyją, jak w raju (przepiękne kolory i fantazyjne kształty np. ożywionych hamburgerów, z "młodymi"). Jest oczywiście intryga, przebiegły cynik chce wykorzystać idealizm młodego wynalazcy , podbić wyspę i zarobić na "żywej" żywności. Jest walka o prawo do życia dla każdego. Wszystko oczywiście dobrze sie kończy, dobro i przyjaźń zwyciężają. Film nie moralizuje zanadto, jest sporo humoru, animacja nieudziwniona (SONY), sympatyczna muzyka. Podobało się nam.  A po filmie poszliśmy jeszcze na małe danko obiadowe do KFC (bez coca-coli) i pełni wrażeń (wnuś) wróciliśmy do rodziców. A tam już na solenizanta czekał piękny tort upieczony przez mamę i tato z życzeniami i kolejnym prezentem. Dla mojego wnusia wspaniały dzień. Dla jego rodziców także. Uff - usłyszałam -  dawno nie miałam tak spokojnego dnia (i podziękowania). A nie ma co dziękować. Gdyby nie ta odległość z radością wychodziłabym z wnusiem częściej. Już jesteśmy umówieni na kolejną wycieczkę, tym razem po naszym Starym Mieście. Będzie fajnie nam obojgu, wiem.      


Podziel się
oceń
0
7

komentarze (12) | dodaj komentarz

Po koncercie

czwartek, 07 listopada 2013 1:17

Czy ktoś jeszcze nie słyszał o Chórze Aleksandrowa. Swego czasu (jakieś 30-40 lat temu) ten chór Armii Radzieckiej uznawany był za jeden z najlepszych (i najliczniejszych) chórów męskich na świecie. W tej chwili "Chór Aleksandrowa" to zespół chórzystów, orkiestry i tancerzy.

  W naszym domu jakoś wszyscy lubią "ruskie" piosenki, szczególnie te stare, wojenne i ludowe śpiewane właśnie przez Chór Aleksandrowa dawno temu (zapewne troszkę przez te piosenki, troszkę dzięki nim zostałam rusycystką) . Mamusia chciała na żywo usłyszeć i zobaczyć legendarny chór, którego piosenki znała z młodości. Szczególnie, że występy miały odbyć się (i sie odbyły) bardzo blisko domu rodziców. Kupiliśmy bilety przez internet (nietanie , po 110zł i to wcale nie pierwsze miejsca, pierwsze miejsca były już dawno wykupione) i wczoraj o 19.00 poszliśmy na koncert.

 Ja od początku byłam sceptycznie nastawiona do imprezy. I w żadnym razie nie chodziło o muzykę. Po prostu wiedziałam jak takie występy wyglądają.  Chyba z 5 lat temu wybraliśmy sie z Moim na "Aleksandrowa". Chór miał trasę koncertową po Polsce. Jako pasjonatka śpiewów chóralnych i piosenek rosyjskich  cieszyłam się na znane mi "od zawsze" utwory. I nieco sie rozczarowałam. Za mało usłyszałam znanych mi piosenek (a uwierzcie, znam ich więcej niż 100). Ale twórcy trasy koncertowej wymyślili, że to ma być widowisko, a nie tylko  występ chóru.Więc soliści, tancerze i trochę chóru. Wszystko wykonane perfekcyjnie, ale nie zupełnie to, czego oczekiwałam. Wiedziałam więc czego sie teraz spodziewać. Ale tym razem było jeszcze gorzej, niż wtedy. Gorzej dla mnie, rzecz jasna. Chór był w zasadzie tylko pretekstem dla innych występów. Chór znany z potężnego brzmienia przeszło stu męskich głosów, w Poznaniu miał zaledwie 40 reprezentantów. Dwa ubogie rzędy chórzystów, którzy "potęgę" brzmienia uzyskiwali dzięki sprawnym wzmacniaczom. I jeszcze chór zaśpiewał raptem dwa (2)! utwory w pełni chóralne i jeden na powitanie, gdy ludzie jeszcze wchodzili na salę. Pozostałe utwory, to był akompaniament solistom, bardzo rosyjski, gdy były to "Słowiki" , "Kalinka" czy "Rozkwitały jabłonie i grusze", ale zupełnie zbędne przy "Grenadzie" czy "Vincero", które to utwory według mnie też były całkiem zbędne. Ale widocznie soliści mieli za zadanie się popisać. No, owszem ładne mocne głosy, ale ja przyszłam na chór, nie na solistów z akompaniamentem chóru, śpiewających "nieruskie" utwory (nawet motyw ze Skyfall został całkiem udatnie zaśpiewany).

Były też występy taneczne, tańce ludowe i "cyrkowe", trudne zapewne i doskonałe technicznie, także kolorowe, ale śpiewu za mało, chóru zdecydowanie za mało. Jedno było dobre: na te kilkanaście rosyjskich piosenek tylko jednej zupełnie nie znałam. Większość mogłam śpiewać razem z solistami i chórem. Najważniejsze, że mamusi się podobało. Ale przy okazji takiego wyjścia zauważyłam, że w tej hali widowiskowej ludzie niepełnosprawni ruchowo (jak moja mama) nie mają żadnych udogodnień (schody, żadnej windy, kilometry korytarzy). Ogólnie seniorzy mają w Polsce "pod górkę", ale o tym  już przy innej okazji.

P.s Niestety nie umiem wstawić linku z piosenkami. Myślę, że na YouTube znajdziecie  "Słowiki" (Solow'i) albo cokolwiek innego w wykonaniu Chóru Aleksandrowa.       


Podziel się
oceń
1
14

komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 639  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513639

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl