Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Goście kameralnie

poniedziałek, 28 listopada 2016 22:54

Mieszkam raczej na uboczu. Do nas "po drodze" znajomi raczej nie wpadają (chociaż zdarzało się ). O d kiedy mam dom dwuosobowy i "metraż' można do mnie wpadać, Ale pozostał mi przymus z czasów blokowych, że na gości "się sprząta". Goście przychodzą - jest okazja do "wygłaskania" wszystkiego i zrobienia "hotelu" (gdzie zawsze na wejście jest nienaganny porządek). Od lat mamy taką formułę goszczenia tylko paru osób razem: jedną parę, dwie (akurat znajomi, szczęśliwie, jeszcze w parach). Mogę wtedy spokojnie wszystko ogarnąć i serwis i menu (wyjątkiem są imprezy rodzinne, gdy goszczę moich najbliższych - wtedy mam ich co najmniej dziesięcioro i jest to coraz większe wyzwanie dla mnie) . Gdy jesteśmy w kameralnym gronie możemy spokojnie wszyscy razem porozmawiać i wymienić poglądy.

Wczoraj miałam właśnie takich miłych gości , sześcioro nas było i mile spędziliśmy wspólny czas. Ostatnio bardzo wygodna się zrobiłam i leniwa. Dopiero goście mobilizują mnie do upieczenia czegoś smacznego, do przyrządzenia równie smacznych dań na kolację. Wczoraj były dwie sałatki: brokułowa i "egzotyczna" z curry, a także krem pomidorowy z crostini, kiełbaski na ciepło i talerz wędlin. Bardzo lubię moją wersję sałatki brokułowej, bo jest niezwykle prosta, a wszystkim smakuje: gotowane różyczki brokuła+ utarty zielony ogórek+ dużo siekanego koperku, to  wymieszane z sosem jogurtowomajonezowym (trochę jogurtu dobrze wymieszanego z majonezem) z roztartym ząbkiem czosnku. Moja sałatka egzotyczna też jest prosta, to wersja sałatki na bazie ryżu, wczoraj akurat z kurczakiem (czasem z szynką), kukurydzą z puszki, ananasem z puszki, rodzynkami, oliwkami i curry. Na pewno znacie, macie swoje wersje. Ja robię sałatki na wyczucie, "na oko" i na smak :) Nawet lubię je komponować, eksperymentować, jak mówi jedna z was: bawi mnie to. Ale na co dzień nie cuduję ze składnikami i robię najwyżej zwykłą sałatkę jarzynową (jak mam nastrój).

Na część słodką upiekłam tort makowy. Dawniej tort makowy, to był rzadki luksus, wymagał sporo pracy (to mielenie maku). Teraz to dla mnie znacznie łatwiejszy tort, niż biszkoptowy. Kupuję suchy mak mielony i tort w pół godziny gotów, razem z pieczeniem nieledwie. No trzeba jeszcze  zrobić krem, taki na bazie masła: kakaowy(wczoraj) albo kawowy, czy migdałowy.  Nie umiem ozdabiać tortów

(a i czasu mi na to szkoda), ale i tak się pochwalę :)

DSCN2299.JPG

Smaczny był, jak zawsze, przełożony dwa razy kremem, na jednej warstwie dodatkowo wiśnie drylowane. Na wierzchu biała czekolada utarta.

Już zjedzony, to co zostało do dziś podzieliłam i zawiozłam tacie i dzieciom.

Był jeszcze miodownik (taki placek czeski z kremem z kaszką manną, znacie?) i sałatka owocowa. Na kalorie nie zważam. Nie ma biesiady bez smacznego jedzenia. A ja lubię i gości i dobre jedzenie:)


Podziel się
oceń
1
17

komentarze (16) | dodaj komentarz

Śmieci

piątek, 25 listopada 2016 12:01

Temat może mało elegancki, ale dla mnie aktualny. Teraz mówi się - odpady, brzmi zdecydowanie lepiej. 

Czy segregujecie śmieci? Czy faktycznie np. w bloku jest możliwość selekcji? Kto zajmuje się w domu sprawą śmieci? Każdy, kto zauważy, że jest ich za dużo, czy jest to zadanie specjalne?

U nas na wsi mamy, jak najbardziej, możliwość segregacji śmieci. Dostajemy co dwa tygodnie worki na plastiki, szkło, papier i odpady zielone. W sumie nie wiem, co to są odpady zielone, ale my mamy kompost i żadnego "zielonego" nie oddajemy. Śmieci tzw. komunalne odbierają też dwa razy w miesiącu, nasz kubeł jest zwykle wypełniony zaledwie w 1/3. Te domowe śmieci wyrzuca u nas ten, kto zauważy, że jest ich już za dużo. Natomiast "odpady selektywne", to domena A. 

Ale dzisiaj miałam nietypowy rozruch poranny - wystawianie worków przed płot. Mój A. pojechał na delegację i zapomniał o śmieciach. A ja nabyłam nową "sprawność", jak harcerz . Umiem "sobie poradzić" z tymi workami. W co A. oczywiście zwykle wątpi ("beze mnie zginiesz na tej wsi). Bo to trzeba najpierw worków poszukać gdzieś w garażu (nigdy się nimi nie interesowałam), przykleić odpowiednią nalepkę w odpowiednim miejscu i jeszcze zataszczyć te wory przed furtkę. Plastik lekki, szkła tyle, co nic, ale papier ciężki, jak kamienie (te wszystkie tygodniki opinii na kredowym papierze). Więc zamiast nosić wór z papierami nosiłam papiery w małych ilościach do wora za furtką. Niektórzy panowie lubią być tacy "niezastąpieni". I bardzo dobrze, nie będę mu tej roli odbierać. Ale jak zobaczy, że jestem taki "sobieradek", to może zechce odstąpić mi swoje zadanie? Niee, przecież ja taka "mala" jestem. A co, nie mogę być, wtedy, gdy mi tak wygodnie? 

 


Podziel się
oceń
1
19

komentarze (12) | dodaj komentarz

Bobry rozrabiają

niedziela, 20 listopada 2016 23:00

DSCN2277.JPG

Jezior mamy w okolicy kilka, wszystkie, niestety, w odległości "niespacerowej", dalej. Pogoda śliczna, po wczorajszych deszczach, więc aż mnie ciągnęło "w przyrodę". Mój A. lubi wszelką wodę, podjechaliśmy do jeziora, w którym niekiedy łowi ryby (w cieplejszych porach roku). Jesień już późna, liście z drzew opadły, ścieżki grząskie po deszczu. Ubrani ciepło, obuci w kalosze wybraliśmy się na spacer wokół jeziora, a właściwie jeziorka, bo to maleństwo jest. Na polu powyżej wiał silny zimny wiatr. W niecce jeziora i potem w lesie było całkiem zacisznie.Mimo nieciekawej pory roku widoki były przyjemne (pierwszy raz byłam nad tym jeziorkiem).DSCN2278.JPG

 

DSCN2280.JPG 

Weszliśmy w las, wszędzie mokro, podtopienia, grząsko, połamane gałęzie, przewrócone drzewa. A dalej natrafiliśmy na żerowisko bobrów. I to zupełnie świeże. W nocy padał deszcz, a te nadgryzione drzewa były suche, wióry pod drzewami także: były tu dziś!DSCN2282.JPG

 

DSCN2283.JPG

 

Grubość drzewa nie robi na nich wrażenia, jak widać. Może twardość?

 

DSCN2281.JPG

 

To jest spory dąb, który na wiosnę już się raczej nie zazieleni. Ciekawe, czy bobry same odstąpiły od pracy, czy ktoś je spłoszył i czy dokończą dzieła i powalą drzewo?DSCN2286.JPG

 

Śladów bobrzej działalności było sporo, ale żeremi nie dostrzegłam. Pas trzcin zasłaniał widok na jezioro. Przecież gdzieś te zwierzaki muszą się chować. W trzcinach?

DSCN2287.JPG

 

Wiem, że bobry rozrabiają, niszczą drzewa, ale to tutaj i tak samosiewki bez ładu i planu. Ponoć bobry bardzo się ostatnio rozmnożyły. Zapewne, jeśli zadomowiły się tuż przy sporej miejscowość, w pobliżu wielkiego miasta. Ale mnie cieszy, że dzika przyroda jest na wyciągnięcie ręki, że jeszcze nie całkiem zatruliśmy nasze środowisko, że moje wnuki  będą miały szansę być może zobaczyć bobry na własne oczy na jakimś spacerze nad jeziorem, a nie tylko w zoo lub w książce, tv czy internecie.

A mój syn, mieszkając swego czasu w Gorzowie, na ulicy równoległej do nadwarciańskich łąk widział z okna bobry przechodzące przez szosę, jakby to były psy czy koty! I był oczywiście w szoku. Takim pozytywnym.  Szczęściarz. :)

 


Podziel się
oceń
0
25

komentarze (9) | dodaj komentarz

Szmatka

wtorek, 15 listopada 2016 19:10

Od dziecka,pamiętam, miętoliłam każdego kotka, który na to pozwolił i zachwycałam się każdym. Mieszkałam z rodzicami w bloku w dwupokojowym mieszkanku i tato kategorycznie nie zgadzał się na żadnego kota ani pas (bo też bardzo lubię psy). Twierdził, że oszczędza mi bólu po stracie, bo on to przeżywał w młodości, gdy mu złodzieje zatruli psa i to było bardzo silne przeżycie. Mama pragmatycznie dodawała, że w takim małym mieszkaniu nie ma miejsca na psa. A pierwszego kota do naszego domu załatwił mi mąż. Od znajomych z pracy. To była czarna koteczka, miała 6 tygodni, jak ją wzięliśmy do domu. Ech, sagę bym mogła napisać o tamtej kotce. Była "chrakterna", sikała w papcie, do szafy, rozdrapała kanapę i urodziła 4 kociątka na łóżku syna (który został zootechnikiem). Wszystkim kotkom znaleźliśmy dom. Była odważna, niezależna i piękna. - księżniczka Tajga. Koteczka odeszła po zaledwie 4 latach, nie chorowała dramatycznie, nie sprawiała kłopotu, po prostu gasła w oczach przez tydzień, ówcześni weterynarze lat 80-tych nie umieli jej pomóc. Sporo się wtedy napłakałam. Obiecywałam sobie wtedy i mężowi, że to ostatni kot w domu. A potem przez 10 lat opiekowałam się działkową kotką,mądrą, niezwykle łagodną i ufną, która co roku kociła się w naszej drewutni, a moje dzieci rozpieszczały jej dzieci i takie bardzo łagodne kocięta wydawaliśmy dobrym ludziom. Ta stareńka szara kotka(zwana Szarą) przyszła pożegnać się z nami na dzień przed Sylwestrem 2000roku, którego z parą przyjaciół postanowiliśmy spędzić na daczy rodziców. Tam trzeba było solidnie napalić w kominku i nagrzać prądem, bo to był letni dom bez ocieplenia. Byliśmy tam w przeddzień i grzaliśmy, a stara kotka towarzyszyła nam leżąc na ławce na werandzie. Radziła sobie na działkach około 20 lat, co zimę sąsiad ją dokarmiał. Pojechaliśmy do domu, w Sylwestra się nie zjawiła. I nikt jej już nigdy więcej nie widział. Został po niej syn, cudownie ufny wielki roczny kocur (którego mąż nie pozwolił synowi wziąć do domu ). I ten kocur na następne lato przyprowadził nam do miski 4 kocięta, już podrośnięte i dzikie. Trzy dały się oswoić, jedna kotka nigdy nie pozwoliła się dotknąć. Dwie z tych kotek miały na następny rok wspólnie 7 kociąt. Kociątka były za płotem, dzikuski, ale gdy zaczęły się rozłazić kusiliśmy je ciepłym mleczkiem i przy tym mleczku można je było głaskać i dotykać, tak były zaabsorbowane jedzeniem. Kotki w pewnym momencie zaczęły znikać, chorować. Do końca października został jeden czarny kotek, który pojawiał się przy misce razem z innymi działkowymi kotami z okolicy. Zamykaliśmy dom na zimę i mój najstarszy syn stwierdził, że nie da na zmarnowanie ostatniego kotka z miotu, szczególnie, że kotek miał katar i chore oczka. Czarny kotek, to był eufemizm. To kocię miało z sześć różnych odcieni od grafitu po bure brązy, czarny też gdzie nie gdzie. Jak sprana szmata trochę. U weterynarza, gdzie postanowiliśmy kotka ratować, okazało się, że to nie kocurek - Batmanek, jak go nazwaliśmy ze względu na spore uszy, tylko koteczka. Jakie imię wpisać do książeczki zdrowia kota? Popatrzyłam na mizerotę i powiedziałam "Szmatka". I tak mieszkamy sobie razem już 14 lat. To najcudowniejszy kot, jeśli chodzi o charakter. Niezwykle łagodna, ostrożna wobec obcych mnie ufa całkowicie. Oczywiście , nie znam wielu kotów, ale moja poprzednia, pierwsza, księżniczka Tajga była w porównaniu ze Szmatką problematyczna. Szmatka nigdy nikogo nie drapnęła, nie ugryzła, niczego nie zniszczyła, nie nasikała ani w buty, ani nigdzie w domu, mogę zawsze wziąć ją na ręce i przytulić, ona też się do mnie przytula, to się czuje, mogę godzinami patrzeć jej w oczy i głaskać ją, nie pacnie łapą, nie capnie zębami, jak ta pierwsza,  najwyżej mnie poliże. Jakby cały czas byłą wdzięczna za życie, jakby pamiętała. Mąż ledwie ją toleruje, bo wprowadziliśmy kota do domu bez jego wiedzy (i zgody). No, cóż, nie dotrzymałam słowa (żadnych więcej kotów), ale podjęłabym taką sama decyzję jeszcze raz. Nazywało się, że to syn przyniósł kota do domu (za moim przyzwoleniem), ale po miesiącu syn dostał pracę w innym mieście i kot został z nami, a właściwie ze mną (i najmłodszym synem). Jak stwierdziła jedna z was – koty są takie trochę autystyczne, autonomiczne. Mnie to odpowiada, ta niezależność, ta odrobina dzikiej natury w kocie (bo psy, przy wszystkich swoich cudownych zaletach mają jednak trochę lokajski charakter). Niech się nazywa, że kot liże moje ręce, bo brakuje mu jakichś składników, że pozwala się głaskać, bo mu to sprawia przyjemność, śpi na moich kolanach, bo lubi ciepło. Że jest interesowny. Ale mnie też sprawia przyjemność głaskanie kota i inne zachowania kota, które w moim mniemaniu są oznaką kociego przywiązania. I tak jestem na jej usługi i robię to z radością, a ona nie jest wymagająca. To zupełnie zwyczajna koteczka, ale moja. A może od zawsze to ja jestem jej?

DSCN2267.JPG

 Moja 14letnia Szmateczka (którą nazywam jeszcze dziesiątkiem innych zdrobnień). :)


Podziel się
oceń
4
14

komentarze (11) | dodaj komentarz

"Swojego nie znacie" - Czerniejewo

poniedziałek, 07 listopada 2016 20:08

Jesień nas nie rozpieszcza. Pięknej Złotej Jesieni było zaledwie kilka ostatnich dni w październiku, wcześniej typowy "listopad";)

A zapowiadało się tak miło. Pierwszy dzień jesieni 23.09. był nadal pięknym, ciepłym, letnim dniem.

Nabrałam  ochoty na jakiś spacer. Gdzie by tu wyskoczyć i pospacerować? Czego jeszcze nie znam w okolicy? Może Czerniejewo? Od dawna miałam ochotę zobaczyć pałac, sprawdzić, co i jak tam jest. Kiedyś słyszałam, że jest w Czerniejewie duży, dobrze zachowany pałac, nawet raz przejeżdżaliśmy obok w drodze z Gniezna do Wrześni. Mignął mi wśród drzew okazały budynek. Niecałe 15 minut zajął nam przejazd do Czerniejewa. Po drodze piękne lasy mieszane (i informacja, że to Nadleśnictwo Czerniejewo). Gdyby nie okropna susza (5 tygodni nie padało) pewnie zatrzymałabym się na grzyby. To chyba najbliższe nas grzybne i jagodowe lasy. Warte zapamiętania na przyszłość.

DSCN2098.JPG

 

 Jak widać, w najbliższej okolicy jest jeszcze kilka pałaców i dworów do zobaczenia :)

 

Dotarliśmy do miasteczka (zdziwiłam się, że to miasto, a nie wieś). Poczytałam sobie w Wikipedii o Czerniejewie. To bardzo ciekawe miejsce, jak się okazuje. Początki osadnictwa na terenie obecnej gminy datuje się na VIII wiek naszej ery. Osada otrzymała prawa miejskie w XIV wieku. Było to jedno z najmniejszych miast Wielkopolski, na bitwę pod Grunwaldem wystawiło czterech pieszych. Także teraz jest to bardzo malutkie miasteczko, liczy nieco ponad 2,5 tys. mieszkańców. Pałac w Czerniejewie, w obecnym kształcie pochodzi z końca XVIII w.- budynek główny i oficyny, a za  bramą wjazdową symetrycznie dawne stajnia i wozownia.

 

DSCN2095.JPG

Okazała brama wjazdowa.

 

DSCN2099.JPG

Może po remoncie podjazd też będzie reprezentacyjny?

Właścicielem i twórcą pałacu był generał Lipski. Pałac otacza piękny park. Ostatni właściciele Skórzewscy rozbudowali pałac, rozszerzyli park, nadając mu formę parku krajobrazowego w stylu angielskim.

DSCN2101.JPG

 I właśnie my spacerowaliśmy sobie po tym parku, podziwiając piękne aleje lipowe, stawy, mostki na stawach i kaczki, i łabędzie, które przy pałacowych stawach wychowały swoje młode (3 duże, ale jeszcze szare łabędzięta z rodzicami).DSCN2106.JPG

Widok pałacu od strony ogrodu, tam gdzie trzciny - jest niewielki staw. Ogólnie takie nostalgiczne zaniedbanie (chociaż dachówki już nowe).

Pałac jest od pewnego czasu w remoncie. A są tu apartamenty z historycznymi meblami, gdzie w 1997 roku nocowali  prezydenci Czech, Słowacji, Węgier, Litwy, Niemiec i Polski! W dawnej stajni są pokoje hotelowe, a w wozowni urządzono restaurację.

DSCN2100.JPG

Zjedliśmy smaczny sernik z sosem malinowym i kruszonkowiec z wiśniami, wypiliśmy dobrą kawę (ceny, powiedzmy, średnie, jak na tak małe miasteczko – sernik 14 zł, kawa 6,50). Cieszę się, że stale mam co odkrywać w mojej okolicy i że są tu takie ciekawe miejsca. Wspomnę jeszcze, że oprócz Pałacu, w Czerniejewie zabytkiem jest późnogotycki kościół św. Jana Chrzciciela z XVIw. I w tym mieście- miasteczku urodził się Onufry Kopczyński, poeta, językoznawca, twórca pierwszej gramatyki języka polskiego (1817, wydana tuż po śmierci autora). 


Podziel się
oceń
1
86

komentarze (8) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 617  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl