Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Stary Rok

wtorek, 30 grudnia 2008 22:05
Wszyscy robią podsumowania. To ja też. To był całkiem niezły rok. Zamontowaliśmy ogrzewanie solarne na wsi i mamy przez wiekszość roku tanią ciepłą wodę, spotkałam koleżanki i kolegów ze szkół, niewidzianych czasem od 40 lat, spędziłam piękne wakacje na Sycylii, wyprawiłam rodzicom Diamentowe gody i tatusiowi 85 urodziny. Całkiem nieźle. Ale z roku na rok obawiam się, że ten następny rok będzie gorszy. Taką już jestem panikarą, ale jak można się spodziewać czegoś lepszego będąc coraz starszą? Wiem, nie powinnam, więc myślę tylko i życzę sobie, żeby przyszły rok w ogóle był, a potem może coś zaplanuję i będę czekać na czas realizacji planów. Gdy dziś moja dawna przyjaciółka zaczęła planować przyszłorocznego Sylwestra, to pozazdrościłam jej optymizmu i zdrowia. Ja tak daleko boję się planować. Może nie należy bać się żyć? Ile jeszcze lat musiałabym żyć, żeby móc sobie powiedzieć: zrobiłam  co było trzeba, wystarczy. Moja babcia tak umiała. Gdy skończyła 87 lat , dzień po swoich urodzinach z łagodnym uśmiechem przestała prawie jeść, siadywała co dzień na fotelu, patrzyła w dal i głaskała kotkę. Zmarła dwa miesiące później, we śnie, w swoim łóżku, w domu, w którym mieszkała przeszło 60 lat, który wybudował jej mąż dla niej i rodziny, w którym mieszkała z córką i jej rodziną. I było to zaledwie 20 lat temu. Chciałabym tak. Ale dość na takie tematy. Jutro szalony Sylwester (jak dla kogo, dla mnie raczej spokojny). Jedyną atrakcją i ekstrawagancją na jaką sobie pozwolę będą "wybuchy"  czyli ognie sztuczne. Uwielbiam kolorowe pióropusze na niebie. Szkoda, że takie głośne. Lubię światła, a nie huk, ale niestety , nie ma róży bez kolców. Miły już dla mnie kupił zestaw i jutro o północy odpali (chyba z balkonu, trochę mam obawy). Radosnego spotknia z Nowym Rokiem i pomyślności na cały długi rok!!@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Powstanie Wielkopolskie -nauka patriotyzmu

sobota, 27 grudnia 2008 19:23
Jestem dumna z tego, że jestem Wielkopolanką (z dużej litery).  Zawsze, ale dziś szczególnie. Dziś przypada 90 rocznica Powstania Wielkopolskiego, jedynego udanego powstania zbrojnego. W mojej rodzinie żywe były wspomnienia i żywa pamięć walk o polskość. Obaj moi dziadkowie walczyli w powstaniu, oboje rodzice (i dziadek poki żył) opowiadali o walce z "Niemcem". Myślę, że tak się uczy patriotyzmu następne pokolenia. Cieszyły mnie te nieliczne (niestety) flagi w oknach poznańskich i podpoznańskich domów. To nasze, wielkopolskie święto. Cieszę się, że nie jestem "mniejszością" w Niemczech (a tak by było, gdyby powstanie przegrało). I chociaż cała nasza rodzina posługuje się płynnie językiem niemieckim, jest to nasz wolny wybór, a nie przymus, jak 90 lat temu. Cieszę się, że mieszkam w zjednoczonej Europie Narodów i moi synowie mogą sobie wybrać miejsce, gdzie zechcą żyć. A jako matka (i matka-Polka) cieszę się, że na razie wybierają Polskę.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Jeszcze dziś

czwartek, 18 grudnia 2008 12:05
Jeszcze tylko dwa zajęcia i mogę oddać się całkowicie przygotowaniom do Świąt (muszę jeszcze w poniedziałek wpaść do pracy, ale to bedą tylko konsultacje). Idą Święta, a na dworze plucha, szaro i brudno. Czy w Poznaniu już nigdy nie bedzie śniegu na Gwiazdkę? Już zapominam jak wyglada snieg. Ubrałam już okna świątecznie, kupiłam firanki w złote gwiazdeczki i powiesiłam okolicznościowe zasłony . Taka zmiana dekoracji. Na wsi też powiesiłam nowe firanki i ubrałam okna w czerwoną organdynę. Miałam nadzieję, że "wywiozę" rodziców na Wigilię na wieś, ale powiedzieli stanowcze NIE. Trudno, będziemy się tłoczyć w bloku. W tym roku po raz pierwszy będzie u nas na Wigilii moja tesciowa. Jak to się wszystko zmienia. I sytuacja życiowa mojej teściowej i moje nastawienie. Jeszcze 5 lat temu ja bym wolała teściowej  nie zapraszać, a ona wolałaby spędzić święta z rodziną córki. Wszystko się posypało i z piątki dzieci teściowej "dostępny" jest tylko mój A. I dla mnie te Święta nie są już takie magiczne jak kiedyś, w dzieciństwie, kiedy do wieczerzy wigilijnej zasiadały trzy najbliższe osoby. Teraz zasiądzie 10 i jestem niezmiernie wdzięczna losowi za to, że tylu moich kochanych może podzielić się ze mną opłatkiem i ogrzać serce w ten Święty Wieczór.
  Spokojnych, najmilszych Świąt Bożego Narodzenia dla Was wszystkich odwiedzających mnie tutaj
                                                          życzy                                                                       Wasylissa
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Dobroczynność

sobota, 13 grudnia 2008 13:32
Czy to nie jest tak, że dając coś osobom potrzebujacym my mamy  poprawiać własne mniemanie o sobie? "Ach, jaki jestem dobry i szlachetny"? Weszłam na stronę "szlachetnapaczka" i czuję jakiś niedosyt. Najpierw - niedoinformowanie. Strona jest oklajstrowana reklamami fundatorów, a jak się tę paczkę wysyła  to zabrakło mi cierpliwości, zeby doczytać. Wszystko jest takie niejasne, zbiurokratyzowane. a najbardziej mnie zdziwiły jakieś magazyny i fakt, ze sama mam tę paczkę doręczyć. W moim mieście, ba, województwie, nie mam już komu tej paczki doręczyć. No, niestety , dalej wybierać się nie będę, żeby (zapewne, bo nie doczytałam) w jakimś magazynie zapłacić za "płyn do naczyń, proszek do czyszczenia, pastę do zębów, szczoteczkę do zębów..." i potem to samej zawozić do wybranej osoby lub rodziny. Nie podoba mi się to. Bieda, wynikająca z bezradności, z braku umiejętności społecznych też mi się nie podoba. I też nie mam na nią wpływu. Jeśli dwie osoby, nawet chore, mają 2 tys dochodu miesięcznie, to należałoby je może nauczyć, jak gospodarować tymi pieniędzmi, żeby jeszcze coś odłożyć. Nie starczy na szczoteczkę do zębów? Tu jest coś nie tak z tą "szlachetną" paczką. Banki żywności dają mąkę, a "szlachetnapaczka" środki czystości. Czy faktycznie tylko na święta jesteśmy, jako społeczeństwo gotowi zafundować biednym  środki czystości? Rozumiem- żywność. Niech na te Święta będzie coś więcej do jedzenia. Ale pamiętam też w okresie stamu wojennego paczkę z NRD: w dobrej wierze od dalekich znajomych dostaliśmy makę, ryż makaron i olej, w plastikowej butelce, która się zgniotła i pobrudziła wiekszość produktów. Nie byliśmy biedakami, poczulismy się zażenowani, a mąka na kartki zalegała szafki, nie byliśmy w stanie przejeść przydziałów. Dlaczego ci znajomi nie popmyśleli o sprawieniu nam przyjemności, o jakichś słodyczach dla dzieci, o jakiejś puszce z egzotycznymi owocami? Ja wiem, że ludzie biedni bywają głodni , wolą zapewne chleb niż ciastko, ale i ich ucieszy czekolada ( nie tylko dla dzieci) i "odrobina luksusu" od święta. Dlatego jak zbierają żywność wmarketach ja zawsze daję czekolady i słodycze, żeby odrobinę choć osłodzić innym gorzki los.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

To nie jest świat dla starych ludzi.

poniedziałek, 08 grudnia 2008 19:31
  Czytałam niedawno artykuł o dyskryminacji starych ludzi, w każdej dziedzinie. Uważałam, że autor trochę wyolbrzymia, ale zaczęłam się baczniej rozgladać i obserwować ludzi starych. W końcu ja też jestem już bardziej stara niż młoda.
 Dziś pojechałam z moją mamą na zakupy. Na początek do IKEI. Moja mama lubi sobie tam różne drobiazgi pooglądać i chciała tam kupić coś na świąteczne prezenty. Taki wielki sklep to dla niej istny labirynt. Służyłam za "cicerone", że tak powiem, bo nie tylko mamę prowadziłam, ale także objaśniałam co do czego i za ile. Sklep jest w permanentnej przebudowie, stale się coś zmienia , zwłaszcza z wejściem i wyjściem. Natknęłyśmy się na dwoje starszych ludzi (ok.65lat),  którzy byli spoceni i wzburzeni, bo poczuli się jak w pułapce, nie mogli wyjść z tego sklepu - molocha. Ani winda, ani schody z piętra nie prowadziły do wyjścia, tylko do parterowej części sklepu. Moja mama boi się ruchomych schodów. Normalnych - brak. Na szczęście jest winda. Zajechałyśmy - po to tylko, żeby  dostać się z piętra zwykłymi schodami na parter, bo ekspozycje mebli i aranżacje wnętrz nas nie interesowały. Po kilkunastu zakrętasach  dotarłyśmy do tkanin. Przycinanie tkanin - samoobsługa. No, dobra, ale jak mam przytargać sobie belę materiału  na stół ? Ja nie mogę dźwigać, mama tym bardziej. W końcu ucięłam kawał z beli leżącej już na stole. Dotarłyśmy bez przeszkód do kas, a tu ekologia, czyli brak torebek do zapakowania (tym razem nie zauważyłam papierowych toreb , za które trzeba parę groszy zapłacić). Nie szkodzi. My też jesteśmy ekologiczne i nosimy zawsze torby "wielorazowe". Zaniosłyśmy pakunki do auta, a mama mówi:" miałyśmy jeszcze sobie wypić coś i zjeść". No, to z powrotem do głównego wejścia, do windy i do baru-restauracji. To jest dokładnie rosyjskie "kafe": samoobsługa z obiadem, a jak zechcesz to i z kawą.  Moja mama kawy nie pija. I dobrze, bo w tej "restauracji" pewnie by miała kłopot. Znów oszczędzanie na zatrudnieniu. Stoi automat i bierz sobie co chcesz. Nie umiesz? To czytaj, stój i obserwuj, nauczysz się. Nie umiesz, nie pijesz. Obsługi brak, chyba, że inni goście pomogą. Mama sama nie poradziłaby sobie na pewno. Ale i tak podziwiałam jej energię i kondycję. Po krótkim, słodkim "co nieco' pojechałyśmy jeszcze do JYSKa. Tam już normalny sklep samoobsługowy, ceny dobrze opisane, takie sklepy mama zna. A jednak te wielkie sklepy mamę przyciągają. Są jak z innego świata. Są ze świata ludzi młodych, sprawnych, bystrych. Mama nie tęskni za takimi marketami, ale raz do roku, przed Świętami lubi sobie pooglądać "coś innego" i jedziemy na duuże zakupy. Jeszcze ma w planie pojechać ze mną do Auchana. No tak, bo z tatą , niezorientowani , zagubiliby się tam. Ciekawe, co wymyślą za jakieś 20 lat, w czym moje pokolenie bedzie się gubić? Nie moje zmartwienie, mnie to już nie dotknie.
P.S. Tak się zmachałam tymi dzisiejszymi zakupami, że zostawiłam kluczyk w klapie bagażnika, na parkingu tuż pod domem. Na widoku. Skleroza. Tym razem też policjant zareagował, jak mąż poszedł przed chwilą do auta, spytał męża, czy to jego auto i pokazał kluczyk w klapie bagażnika. Mój A. nawet nie robił mi wyrzutów, tylko zauważył "dobrotliwie", że nie mamy autokasko i że nie stać nas na inne auto. No fakt. Mea culpa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 326  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288326

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl