Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A miało być podsumowanie

piątek, 30 grudnia 2011 23:53

Przeczytałam wczoraj swoje podsumowanie roku 2008. To był niezły rok. Dla naszej rodziny także poprzedni 2010 rok był udany. Rok 2011 był taki sobie. Zaczął się dramatycznie, od złamania nogi mojej mamy. Potem na skutek stresu tato stracił ostrość widzenia. Przestał prowadzić auto, został pozbawiony swobody ruchu. Wydaje mi się niezwykle istotne, żeby starszym ludziom, sprawnym intelektualnie i w miarę sprawnym fizycznie nie odbierać praw decydowania o sobie. Jakże często dorosłe dzieci , nie dbając o wolę rodziców, tych nie zdziecinniałych jeszcze, dla własnej wygody, często dla spokoju swego sumienia pozbawiają starych ludzi ich miejsca na ziemi, nawet jesli przeprowadzają ich do swojego domu. Dla mnie niezależność jest niezwykle cenna. Jej utrata z powodu choroby czy starości, to byłby dla mnie dramat. W mijającym roku zmarła mama naszej sąsiadki,  "pani Starsza", o której kiedyś pisałam. Została przez córkę przeniesiona w wieku 75 lat ze swojego otoczenia, ze swojego miasta, w którym spędziła całe życie, w którym miała resztę rodziny i znajomych, przeniesiona do domu na wsi , w środku "niczego"( bo jej córka i wnuczka z rodziną się przeprowadziły). Jej bunt był buntem pasywnym, nie ruszyła się poza próg swojego ganku, przez 8 lat nigdy nie była we wsi, nie wyszła dalej niż na ganek. Nie robiła też nic. Pozwalała się obsługiwać córce. A potem ciężko zachorowała, była w szpitalach. A zmarła w domu w czasie rekonwalescencji. To było w marcu, a wydaje się, że dawno temu.

 Tak, miałam zrobić swoje podsumowanie, a tak jakoś myśli pobiegły w innym kierunku.

Żeby nieco zmienić nastrój, to powiem, że mój tato odzyskał ostrość widzenia i nie czuje się uzależniony od innych. Ale mama nadal cierpi, noga niby zrośnięta, ale stale boli i utrudnia chodzenie.

 Nasza mała rodzinka przeprowadziła się tej jesieni na stałe na wieś. Jest przestronnie, jest "indywidualnie"( w porównaniu z mieszkaniem w bloku), póki możemy prowadzić auto, mamy je i stać nas na paliwo, jest dobrze. Jak tego by zabrakło, to jesteśmy uwięzieni co najmniej 3 kilometry od "cywilizacji". Ale latem jest tu pięknie. I śnieżną zimą też. Także wiosną, gdy zakwitną  wszystkie moje tulipany. No i złotą jesienią. A jeszcze jest miło, gdy odwiedzają nas krewni i przyjaciele. A tych spotkań mieliśmy sporo w tym roku.

Ach, nastepny 2012 rok będzie udany,musi być! Jeśli nie będziemy tak zaklinać losu, to po co w ogóle witać Nowy Rok? Więc życzmy sobie, a ja życzę wszystkim

Wspaniałego Nowego Roku !!

Przesyłam widok z mojego okna, z bażantem w tle, ze środy 21.12. kiedy spadł jedyny tej zimy (na razie) śnieg.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Wymiana przepisów (kulinarnych)

niedziela, 18 grudnia 2011 20:16

Upiekłam dziś pierwszą partię pierniczków, ciasto na nie leżakowało prawie miesiąc. Kupiłam znów nowe foremki (także z Czech , z wakacji sobie przywiozłam). Mam 55 róznych wzorów (specjalnie policzyłam:-)) i jeszcze kilka podwójnych. I dziś co najmniej dwa razy uzyłam każdej z foremek, więc wykroiłam  przeszło 100 pierników! Ale jeszcze ręka mnie nie boli. Przyjaciółka dała mi przepis na te pierniki przeszło 30 lat lemu, ona dostałą go od swojej teściowej. I tak co roku robię swoje pierniczki, ona swoje i tylko sie informujemy, która ile zrobiła. Przyjaciółka jest fanką pierniczków i kolekcjonerką foremek z całego świata (jako zapalona podróżniczka sama je sobie przywozi). W tym roku wiem, że robi pierniki z 6kg!!  mąki. Ją na pewno będzie ręka boleć od wykrawania, tak jak rok temu.

 Mam przepis od zaprzyjaźnionej osoby, a i tak moje pierniczki są całkiem inne niż jej. Tak to jest, mimo identycznego przepisu: używamy innej mąki, innych przypraw, wałkujemy na inną grubość, mamy inne piekarniki. I tak ma być.  Każdy wypiek jest zindywidualizowany. Nigdy nie odmówiłam nikomu swoich przepisów. I wymianę przepisów uważam za coś oczywistego. Każdy przecież zrobi swój własny wypiek.  Dziś poprosiłam (telefonicznie) bliską, zaprzyjaźnioną osobę o przepis na jej efektowne ciasto z kremem toffi. Usłyszałam, że to jej firmowe ciasto, jej pomysłu i przepisu nie da. Doznałam szoku, zaniemówiłam z wrażenia. A pierwsza myśl: "nie lubią mnie". Żeby pokryć jakoś konsternację zaczęłam pytać o dowolne gazetowe przepisy na podobne ciasta (typu np. snickers), może zna, może da. Z mojego jąkania się moja dobra znajoma  chyba się zorientowała, że przesadziła z kategorycznością i spytała , czy mocno przejęłam się odmową. Wiem, ona w takiej sytuacji ujęłaby się honorem i powiedziała, że wcale jej nie zależy. Ja powiedziałam, że dosyć się przejęłam."Dam Ci ten przepis, oczywiście, że dam" - usłyszałam. I fajnie. Ona miała swoją małą chwilę triumfu, a ja zrobię coś smakowitego, co pewnie kiedyś wspólnie zjemy. I zapewne będzie to całkiem inne, choć podobne ciasto.

Mam ulubiony dowcip na temat przepisów:

Biedny Żyd został poczęstowany smacznym plackiem u bogatego Żyda. Poprosił o przepis. W domu żona postanowiła przepis wypróbować. Ale ... " nie mamy białej mąki, damy żytnią, nie mamy mleka, damy wody, nie mamy cukru ani jajek, obejdzie się bez". Upiekli. Dziwią się -  wyszedł zwykły chleb, biednych zawsze oszukają.

Życzę wszystkim owocnych przygotowań!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Nie mam czasu

niedziela, 11 grudnia 2011 23:38

Tak po prostu - czasu brak. Przeprowadzki ciąg dalszy. Jakoś się na tej wsi ułożyłam, ogarnęlam jako tako (zostawiajac sobie uporządkowanie "górki" na czas dalszy), a tu okazuje się, że jeszcze bardzo dużo "towaru" muszę na tej wsi pomieścić. Syn zrobił remont w naszym domu w bloku i się wprowadził. I potrzebuje szafy. A w tych szafach ściennych, wbudowanych, zostało jeszcze bardzo dużo naszych rzeczy (szczególnie książek), bez których spokojnie możemy sie obyć, ale które trzeba zabrać i jakoś zagospodarować.  Ostatnio załamuję się przy porządkowaniu książek. Nie mam ich gdzie ulokować. Odstąpię kryminały po niemiecku i rosyjsku. Mam ich sporo. O ile po rosyjsku są to oryginalne rosyjskie kryminały i mogę je zanieść powiedzmy do biblioteki rusycystyki (żeby je tam sobie chętni zabrali), o tyle po niemiecku są to w większości tłumaczenia z angielskiego (ale też z włoskiego, o komisarzu Montalbano). Jakoś te kryminały czytane nie po polsku zapadają mi bardziej w pamięci i pamiętam zwykle "kto zabił", nie ma przyjemności czytać tego jeszcze raz. Ogólnie nie mam miejsca. To znaczy miejsca i przestrzeni mam sporo, ale nie mam szaf ani pólek. Takie było założenie. Tylko nie potrafię zamknąć oczu i wyrzucać. Rzeczy mnie krępują, pętają. Rzeczy osaczają , mamią i wiążą. Jak te tony książek, których już nie przeczytam, bo życia nie starczy. Komu książki, komu?   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 939 912  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2939912

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl