Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 463 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Śpiewanie

środa, 18 grudnia 2013 1:15

Przez całą sobotę i pół niedzieli intensywnie śpiewałam. Nie oszczędzałam się i niestety moje gardło czuje sie trochę zdarte. Byłam na warsztatach chóralnych w Zaniemyślu. Warsztaty chóralne, to najlepszy sposób, żeby dokładnie przećwiczyć wszystkie utwory przed ważnymi występami. Same  próby to za mało. No i jeszcze jest to świetna okazja do wzajemnego poznania się i integracji. Na próbach nie ma przerw, nie ma czasu na towarzyskie rozmowy, a na warsztatach wieczory mamy na integrację. Tym razem przygotowujemy się do koncertów z kolędami. A żeby nie było "nudno", to kolędy są z różnych okresów i z różnych krajów. Śpiewamy m.in. kolędę polskiego kompozytora z XVIIw, nadwornego muzyka Wazów Bartłomieja Pękiela, po łacinie "Magnum Nomen Domini", także po łacinie (na szczęście) kolędę  z XX w. Francisa Poulenca "Qvem Vidistis Pastores ", a także meksykańską kolędę -guarachę "Convidando esta la noche". I jeszcze "Szczedryk" - ukraińską piosenkę ludową, śpiewaną z okazji Świąt (ni słowa o narodzinach Jezusa, dlatego nie piszę, że to kolęda, ale może jako  taka funkcjonuje). Śpiewamy też polskie kolędy, ale na przykład  "Jezusa Malusieńkiego" śpiewamy w opracowaniu A. Mackiewicza z XXI w. I słychać, że to bardzo współczesna muzyka. Będziemy mieli trzy koncerty indywidualne i jeden zbiorowy, w Poznaniu i w Trzemesznie. Wszyscy śpiewają kolędy, wszystkie chóry, ale nasz dopiero w tym roku. A mnie się podoba śpiewać i podoba integrować , i poznawać ciekawych nowych chórzystów (raczej chórzystki, bo panów na lekarstwo). Moja przygoda z chórem trwa i nie mam zamiaru jej kończyć.

P.s. Nie umiem wpisywać adresów z YouTube, ale jeśli wpiszecie tytuły, to pokażą wam się linki do różnych wykonań tych utworów, my jeszcze sie nie nagraliśmy. Ciekawie posłuchać, co i jak śpiewają w Święta w różnych krajach:)


Podziel się
oceń
2
12

komentarze (11) | dodaj komentarz

W zimowej krainie

czwartek, 12 grudnia 2013 23:09

Pierwszy raz byłam w Suwałkach w 1987roku, w końcu kwietnia. W tamtym roku wiosna bardzo się spóźniała w całym kraju. W Suwałkach, jak przystało na krajowy biegun zimna, było w ostatnich dniach kwietnia +4 stopnie. I żadnych oznak wiosny. Ale też żadnego śniegu. Przedwczoraj, 10.12.  gdy przyjechałam wieczorem do Suwałk miasto powitało mnie śniegiem i mrozem. Bajkowa kraina, jak często nazywają zimową Suwalszczyznę. Jednak już wczoraj, w środę, także do Suwałk przyszła odwilż. Ale zapewne dopiero opady deszczu będą w stanie stopić tę grubą warstwę śniegu, zalegającą chodniki i place miasta. Może przez tę odwilż, przez szarugę , brudny śnieg na chodnikach i poboczach nie udało mi się dostrzec kolosalnych ponoć zmian na lepsze, jakie zaszły w ostatnich latach w mieście. A faktem jest, że od lat osiemdziesiątych do dziś  miasto powiększyło się prawie dwukrotnie (z 36 tys. w roku 80 do prawie 70 tys. obecnie). Suwałki, to stosunkowo młode miasto. Pojawiło się w XVIIIw. i otrzymało prawa miejskie w1720 roku z rąk Augusta II Mocnego. Centrum nadal jest małomiasteczkowe, ale obrosło osiedlami mieszkaniowymi , także tymi z najnowszych lat. W mieście trwa rewitalizacja dawnego rynku, obecnie Placu Konopnickiej (która urodziła sie w Suwałkach w 1842r),, na głównej, historycznej ulicy Kościuszki odnowiono wiele kamienic z XIX i początków XXw. No i wybudowano wielki kompleks handlowy, którego nie powstydziłoby się nawet wielkie miasto. Śnieżna zima na pewno ubiera miasto, ale zieleń drzew i parków ubiera je zapewne o wiele bardziej, no i okolice miasta, czysta jeziora i duże kompleksy leśne warto zobaczyć w zielonej porze roku. Tamte okolice, to dla mnie egzotyka. To inna Polska, niż ta widziana na co dzień. Ale zauważyłam, że ludzie mówią tam zupełnie normalnie po polsku. Proszę o wybaczenie, ale to mój kolejny "konik". Są w Polsce takie regiony, gdzie język polski brzmi inaczej niż u mnie , a jestem bardzo wyczulona na niuanse wymowy i słownictwa. Inaczej mówią w górach (i myślę tu o Beskidach, Gorcach, Pieninach i oczywiście Tatrach), inaczej na Śląsku, inaczej na wschodzie Podkarpacia (nawet w Tarnowie zaciągają), nawet w Białostockiem mówią śpiewniej. W Suwałkach spotkałam tylko jednego starszego pana, który cudnie z wileńska "śpiewał".

W każdym razie jadąc przez cały kraj rzuciły mi się w oczy niezwykłe, żeby nie powiedzieć dziwaczne nazwy miejscowości na mijanych drogowskazach. Toponimia mnie fascynuje, może  jeszcze kiedyś zajmę się nią  bliżej. "Toponimy są zwierciadłem postrzegania świata przez daną społeczność" (Wikipedia). Sami powiedzcie, czy to nie mało eleganckie nazwy: np. Bryzgiel, Pijawne, Kurejwa i Kurejwka , Surały, Pasichy, Cwaliny, czy Modzele (która to nazwa oznacza również  czerwone pośladki samców pawianów)?To w Suwalskiem i bliżej Narwi.  Były też nazwy zastanawiające: Juryzdyka, Netta, Solistówka, Tajno, Konopki Monety, Pęchratka.  A całkiem blisko Warszawy jeszcze Kikoły, Mochty Smok i Gzinka pod Łowiczem.  Czyżby wielkopolskie nazwy były "ładniejsze"?  Zapewne Tarnowo, Jagodno, Czerlejno, Klony, Sokolniki wydają mi się "normalne", ale spotykam je często, jadąc do domu, no i te nazwy mają już kilkaset lat tradycji (wsie lenne Kawalerów Maltańskich, nadane im w XIIw przez biskupa poznańskiego). I tak z Suwałk (też ciekawa odmiana) zwekslowałam w bliskie sercu strony.  

IMG_0562.JPG

Główna ulica Suwałk (od 1975 do 1998 miasto wojewódzkie), ul.Kościuszki.

IMG_0563.JPG

Pomnik Marii Konopnickiej na placu jej imienia. Tu odwilż jeszcze nie dotarła.IMG_0567.JPG

Budynek galerii handlowej byłby banalny, podobny do dziesiątków podobnych w kraju, gdyby nie fasada zabytkowego domku, wkomponowana w jedno z wejść. Trzeba dbać o historyczne ślady, zwłaszcza, kiedy ich niewiele.

 


Podziel się
oceń
0
8

komentarze (6) | dodaj komentarz

Profesor

sobota, 07 grudnia 2013 18:17

 

Uroczystość miała się rozpocząć o godzinie 17.00 w pięknej Auli Collegium Rungego poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. I zapewne rozpoczęłaby sie według planu, gdyby nie pogoda. Huragan Ksawery, który zdemolował Europę Północną narobił szkód także w Wielkopolsce. Po gwałtownej wichurze, która pozbawiła prądu 80% podpoznańskich gospodarstw domowych, zaczęła się śnieżyca, która całkowicie sparaliżowała ruch w Poznaniu. Wszystkie większe ulice w mieście "stanęły". Auta stały w kilometrowych korkach bez możliwości manewru. My pokonywaliśmy ok.7 km przez zaledwie 1,5 godziny. Głównemu bohaterowi wieczoru dojechanie 8km taksówką na uroczystość zajęło prawie 3 godziny! A uroczystość zorganizował Wydział Rolnictwa i Bioinżynierii oraz Katedra Chemii Rolnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu: " z okazji 90 rocznicy urodzin Prof.dr.hab. Marcelego Andrzejewskiego, wieloletniego pracownika i byłego dyrektora Instytutu Chemii Rolnej i Gleboznawstwa oraz dziekana Wydziału Rolnego AR w Poznaniu".

Spóźniliśmy się, ale okazało się, że Jubilat jeszcze nie dotarł. Spóźniali się goście, spóźniał się katering, a śnieg nadal sypał , wiatr wiał. Zmieniono kolejność programu uroczystości, odbył się wykład , w końcu ciągle czekając na Jubilata poproszono gości na poczęstunek (katering dotarł po dwóch godzinach -4km). W trakcie bankietu Jubilat dotarł i po chwili uroczystość zaczęła się "od początku".  Były życzenia od  rektora, od dziekanów.  Przedstawiono  drogę życiową i zawodową Profesora: urodził się w podpoznańskiej wsi Żabikowo (która stała się po wojnie dzielnicą Lubonia) w rodzinie robotniczej. Naukę w Gimnazjum Bergera przerwała wojna i wywóz na roboty przymusowe do Niemiec (6 lat). Maturę zrobił w 47r. w Liceum Spółdzielczym, a w 48r. rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego (tak się wtedy nazywał obecny UAM). Studia dwustopniowe, jak dziś, ukończył jako inżynier w 52roku, jako magister w 53r.(kończąc już Wyższą Szkołę Rolniczą, która wyodrębniła się z UP, jako samodzielna uczelnia). Od 54 roku zaczął pracę naukową na ówczesnej WSR i pracował na niej do przejścia na emeryturę w 94 roku. Zajmował się naukowo nawożeniem organicznym, ma w zwyczaju mówić, że jest specjalistą "od gnoju". Człowiek do tej pory nie wymyślił lepszego "pokarmu" dla gleby, jak obornik - naturalny nawóz ze ściółki słomianej i krowich (koniecznie) odchodów ("poluję" co roku na traktor z obornikiem, wywożący tenże z "naszych" wsiowych obór na pole obok nas, żeby kupić ze dwie taczki tego "złota" do mojego ogrodu, wszystko o wiele bujniej rośnie, podsypane, okopane tym naturalnym nawozem).  W podziękowaniu za życzenia Jubilat stwierdził, że zupełnym przypadkiem zajął się taką dziedziną nauki, zawsze chciał być hodowcą, wprowadzać nowe odmiany roślin, ale miejsce asystenta zaproponowano mu w Zakładzie Chemii Rolnej i ta dziedzina zafascynowała go, procesy biochemiczne w glebie zaciekawiły i tak już zostało na całe życie. Nauka była przygodą jego życia i był szczęśliwy mogąc się w niej realizować. A wszyscy zebrani na sali znają Profesora i wiedzą, że ma rozległe zainteresowania: od "gnoju" poprzez pasję hodowlaną: nowe odmiany pszenicy durum, nowe odmiany fasoli, nowe  odmiany tulipanów,  realizowanych praktycznie na ukochanym ogrodzie , także poprzez  języki obce, podróże i geografię po historię starożytną, którą się fascynuje. Po prostu człowiek renesansu. A do tego dobry człowiek, ciepły, serdeczny, uczciwy sprawiedliwy, z dużym poczuciem humoru. Najukochańszy, mój autorytet, mój idol, mój Tatuś.

IMG_0558.JPG

Z JM Rektorem UP, profesorem Skrzypczakiem, niegdyś też taty studentem.

IMG_0551.JPG

Nie mogłam sobie odmówić zdjęcia stołu bankietowego. Bardzo był apetyczny:)


Podziel się
oceń
3
9

komentarze (10) | dodaj komentarz

Przyprawy

piątek, 06 grudnia 2013 12:39

Świąteczny czas zaczyna się u mnie z chwilą przygotowywania ciasta na pierniki. bardzo lubię wszystkie ciasta korzenne, wszelkiego rodzaju pierniki, pierniczki, ciasta kruche z przyprawami. Lubię jeść i lubię piec.Wiele lat temu dostałam od przyjaciółki przepis na pierniczki, najlepsze i niezawodne, z tradycją, od jej teściowej. To pierniczki wymagające cierpliwości i siły. Przygotowane ciasto musi leżakować co najmniej 4 tygodnie, a w trakcie wyrabiania i potem wałkowania wymaga sporo fizycznej siły, bo jest bardzo zwarte. No i sporo czasu i energii (cieplnej), bo porcja z 1,5kg mąki wymaga paru godzin stania przy stolnicy, wykrawania i pieczenia kilku blach pierniczków. Ale ja to lubię. Mam kilka łatwiejszych i "krótszych" przepisów na pierniczki, ale ten pracochłonny jest moim ulubionym, a te pierniczki smakują domownikom i gościom najlepiej. Mam też kilka przepisów na piernik. Jeden z nich, mój ulubiony, znalazłam w rosyjskim internecie, a zainteresowała mnie nazwa "piernik staropolski". To cudowny miodownik, także musi leżakować miesiąc, żeby wszystkie składniki przegryzły się, a cisto dojrzało. Ciasto bez dodatku kakao ma po upieczeniu piękna barwę miodu i  jego aromat, a także zawsze nieco inną nutę przypraw. Przyprawę piernikową zawsze komponuję sama z przypraw korzennych, które sama rozdrabniam. Sprawdziłam kiedyś, że w większości gotowych "przypraw do piernika" podstawą proszku jest kakao, często mąka i cynamon. I czasem zapach jest "blady". Mam taką radość z mielenia i mieszania przypraw, że przez cały prawie grudzień  piekę pierniki i wącham przyprawy.

 

IMG_0547.JPG

Moje ulubione przyprawy, które też znacie: gała muszkatołowa (wygodna, wystarczy utrzeć na ostrej tarce), imbir - wysuszone kłącze (bardzo twardy, nawet ja ulegam i kupuje mielony). Te "ziarenka", które wyglądają trochę, jak pestki od cytryny, to kardamon, a oficjalnie "kardamon malabarski", podobno  jedna z najdroższych przypraw (po szafranie i wanilii). Pochodzi z południowych Indii i znany był w Europie już w Starożytności. Właściwa przyprawa, to te małe ciemne ziarenka, które znajdują się w zielonej "pestkopodobnej" osłonce. To ziarenka się miele. Sproszkowany kardamon ma kolor jasnobrązowy, dość ostry smak, a zapach? Jak opisać zapach? Mocny, korzenny, nieco "perfumeryjny". Ja go bardzo lubię. Ale jest problem, nigdzie w poznaniu nie trafiłam na cały kardamon, a tylko w jednych delikatesach był mielony. Mielony , w paczuszce, kardamon zgubił  połowę ze swojego aromatu, lotne olejki już w trakcie mielenia wyparowały. Dlatego wolę sama mielić przyprawy. Na zdjęciu dalej jest cynamon w laskach, czyli rulonikach, ostatnio sporo sie go u nas pojawiło. To wysuszona kora cynamonowca cejlońskiego, najpopularniejsza w Polsce przyprawa korzenna (oczywiście w stanie mielonym). Kora jest twarda, ale nawet po latach, zmielona zachowuje swój zapach. Jest jeszcze cynamonowiec chiński, zwany kasją, jedna z najstarszych znanych przypraw, o której mowa w Biblii. nigdy jej nie spotkałam, podobna w smaku do cynamonu, ale ponoć mniej aromatyczna (cokolwiek to znaczy).

Na moim zdjęciu w drugim rządku ziele angielskie, z łaciny piment, a oficjalnie korzennik lekarski po zmieleniu (bez problemu) ciemnobrązowy proszek (pochodzi z Wysp Karaibskich).  Następne są goździki, a są to suszone paki kwiatów goździkowca korzennego, wiecznie zielonego drzewa, pochodzącego z Moluków (wyspy we wschodniej Indonezji). Następne małe ziarenka, to kolendra, według mnie niezbędna do pierników (całe ziarna dodawane są do pierników toruńskiego "Kopernika"). Łatwa do zmielenia. I jeszcze anyż gwiazdkowy - badian. Gwiazdki badianu są dekoracyjne, ładnie wyglądają, jako ozdoba. mają identyczny zapach i smak, jak swojski biedrzeniec anyż, z rodziny baldaszkowatych (koper, kminek i podobne nasiona). Jak mam fantazję, to dodaje troszkę anyżu do przyprawy piernikowej.  A także czasem  i szczyptę zwykłego pieprzu czarnego, czy raczej białego (to czarny pieprz pozbawiony zewnętrznej czarnej skórki). 

IMG_0548.JPG

A mielę przyprawy w tym oto albańskim młynku do przypraw, który dostałam w prezencie ślubnym. I tak mi wiernie służy.  

Lubię eksperymentować ze smakami, choćby w skali mikro. Nie od dziś wiadomo, że przyprawy wydobywają z potraw smak. Jeść musimy codziennie, więc czemu sobie tego jedzenia nie uprzyjemnić?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziadek

środa, 04 grudnia 2013 12:41

Dziadek Andrzej, mój dziadek, ojciec mojego taty. Był moim chrzestnym, może dlatego czułam, że jestem dla niego ważna, miał jeszcze przecież 4 inne wnuczki i to zaraz przy sobie, w tym samym obejściu. Dziadek przyjeżdżał do nas, do miasta   kilka razy w miesiącu, rowerem, kilkanaście kilometrów. Był robotnikiem, elektrykiem, pracował w "Fosforach", fabryce, która od Południa zatruwała Wartę i Poznań. Dziadek przyjeżdżał do swojego jedynego syna, żeby porozmawiać i jak trzeba było, pomóc (naprawiał nam i instalował wszystkie kontakty w domu, pamiętam). Dziadek podarował mi coś bezcennego: zainteresowanie geografią i światem. Sam nie miał możliwości podróżować, nie te czasy, nie te pieniądze, ale gdy przychodził rozkładaliśmy mapy, atlasy i odbywaliśmy palcem po mapie wyprawy do najodleglejszych zakątków Ziemi. To dzięki dziadkowi mając 10 lat znałam wszystkie stolice Europy na wyrywki i położenie tych miast i granice państw. To pośrednio dzięki dziadkowi wyjeżdżaliśmy rodzinnie za granicę, bo mówił, że trzeba korzystać z okazji, bo potem może być za późno, jak dla niego. Jako młody chłopak był pod Verdun (bo musiał-z pruską armią, przestrzelił sobie stopę, wysłali go do domu, został powstańcem wielkopolskim), wtedy widział kawał świata, ale założył rodzinę i nie było już możliwości wyjazdów. Morze zobaczył dopiero tuż przed emeryturą (babcia uważała, że wyjazdy to fanaberie i niepotrzebna strata pieniędzy). Marzył, że na emeryturze pojeździ sobie, pozwiedza. Nie zdążył. Zachorował rok przed emeryturą, zmarł rok po przejściu na nią, tuż po swoich 66 urodzinach, 4 grudnia. Dziś właśnie przypada 46 już, rocznica jego śmierci. Pamiętam o Tobie, Dziadziu. I tak jak Ty nadal planuję dalekie podróże. Ale czas nie czeka, życie ucieka. Czy zdążę zrealizować marzenia?  

IMG_0543.JPG    


Podziel się
oceń
2
3

komentarze (5) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 287 853  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2287853

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl