Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 554 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jeszcze w starym roku

wtorek, 30 grudnia 2014 13:27

DSCN0420.JPGNie będę podsumowywać drobiazgowo tego roku. Dobry dla mnie nie był. Jako pesymistka nie będę też robić żadnych planów na rok nadchodzący (wszak zawsze może być gorzej). Wezmę, co da, "z dobrodziejstwem inwentarza". A na dworze zima, nocami do -8st C, to już spory mróz. Mój ogród śpi. Są ogrody tak zaprojektowane, że i zimą można je podziwiać (różne trawy, krzewy o ciekawym pokroju i barwie kory itp.). To nie u mnie. Jest szaro, pusto. I tylko czasami łaskawa szadź ozdobi rośliny srebrzystą bielą, a gdy spadnie śnieg, otuli wszystko miękką pierzynką i będzie tak czysto, cicho i przytulnie. Ale na śnieg nadal czekamy (z drugiej strony znacznie wygodniej tu na wsi bez śniegu).

DSCN0417.JPG

 

DSCN0419.JPG

 

A na ten Nowy Rok 2015 dla wszystkich blogowych przyjaciół i znajomych wszelkiej pomyślności, radości, szczęścia i znakomitego zdrowia !!

DSCN0413.JPG

Do Siego Roku!

 

 


Podziel się
oceń
4
2

komentarze (13) | dodaj komentarz

Fitness

środa, 10 grudnia 2014 0:27

Znam kilka osób, dla których zajęcia fitness, to nie tylko dbanie o kondycję , także świetna rozrywka. pożytecznie spędzony czas. Nasłuchałam się wielu pozytywnych relacji o tym rodzaju aktywności fizycznej. Byłam do fitnessu nastawiona sceptycznie. Bo ja okropnie nie lubię się męczyć. A każda aktywność fizyczna, która ma dać efekty (czyli co?) wymaga ponoć wysiłku. I są ludzie, którzy uwielbiają się zmęczyć, dać sobie w kość, wylać siódme poty. Wtedy czują, że zrobili coś pożytecznego dla swojego ciała.  U mnie to niestety nie działało. Nie tyle nie lubię się męczyć , ile nie znoszę się pocić. Przecież w ogrodzie często muszę się "narobić", żeby coś mi ładnie urosło. Ale pracuję do "pierwszych potów", do pierwszego zmęczenia. Gdy inni po wysiłku są mokrzy i czerwoni, ja jestem blada , sucha i mam wrażenie, że zaraz będzie ze mną źle (taka nieistotna wada serca, jak się okazało parę lat temu). Więc ja się ruszam do momentu, aż mi jest "za ciężko", za trudno.   Ruszam się, dopóki mi to nie sprawia przykrości. W końcu przecież pływam, jeżdżę na rowerze, tańczę (już dość rzadko) i sporo chodzę. Ale ostatnio za dużo siedzę. Więc postanowiłam trochę się poruszać, dla zdrowia, a także wyjść do ludzi , trochę wejść w najbliższe środowisko. Bo znalazłam w sąsiedniej wsi (graniczącej z naszą) zajęcia fitness. Po pierwszych zajęciach , z rozciągania z elementami jogi, (ćwiczenia statyczne) byłam pełna entuzjazmu. Ach, coś dla mnie. Bo mimo codziennej "nieruchawości" nadal jestem całkiem giętka, wcale nie odstawałam od tych młodych, wręcz byłam od paru z nich lepsza. Po tygodniu poszłam na następne zajęcia i kupiłam karnet. Tym razem były  ćwiczenia z małymi piłkami. Na różne partie mięśni. Uff. W połowie godzinnych zajęć pomyślałam sobie, że nudno tak powtarzać po wiele razy te same ruchy, po kolejnych kilku ćwiczeniach zaczęło mi być trochę za ciepło, jeszcze później zaczęłam się męczyć, tzn. zaczęłam żałować, że kupiłam karnet, myślałam, jak by tu grzecznie wyjść i po co ja w ogóle tak się wysilam, jeszcze za to płacąc, przecież nie jestem tu za karę, a tak się poczułam. W szkole musiałam wykonywać różne ćwiczenia, ale teraz? Po jakiego grzyba? No a ostatnio tak intensywnie ćwiczyłam chyba w szkole (bo musiałam) prawie pół wieku temu. Wczoraj odpuściłam sobie, leżałam na macie i patrzyłam, jak inne panie, młode dziewczyny się mordują. Zaczęłam ćwiczyć o połowę wolniej (może tak trzeba było od początku). Pani prowadząca nie oszczędzała się, bardzo solidnie ćwiczyła z nami.  A zajęcia trwały i trwały. Pod koniec było kilka ćwiczeń rozciągających i uspokajających, powiedziałabym.  One poprawiły mi nastrój na tyle, że przestałam żałować kupionego karnetu. Pójdę za tydzień znów. Może będą duże piłki albo ciężarki (już się boję, ale też jestem ciekawska). Będę mądrzejsza. Popatrzę sobie, poćwiczę wolniej, żeby nie doprowadzać do sytuacji, kiedy mam wrażenie, że zaraz umrę. Nikt mi nic nie powiedział, nie doradził, ale w końcu dorosła jestem, nawet stara, to powinnam swój rozum mieć. Ale nadal jestem sceptyczna. I nie, nigdy nie zrozumiem osób , które lubią się męczyć. Nie zrozumiem, jak to może sprawiać przyjemność. A ja solidnie ćwiczyłam, w końcu dla swojego zdrowia i chyba nie jest z moją kondycją najgorzej, bo tylko trochę bolą mnie przyczepy mięśni brzucha i ud, ale naprawdę trochę. I kręgosłup ( ale jemu już wiele nie pomoże, pokrzywiony cały). No i jak sprawić, żeby ruszać się, bo  ruch to podstawa zdrowia i mieć z tego przyjemność?  


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 617  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl