Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Teneryfa - wycieczki ciąg dalszy :)

czwartek, 29 grudnia 2016 19:20

Na dworze szaro - buro, nawet, jak zaświeci słońce, to niestety nie grzeje.

A ja mam już ma przenośnej pamięci dalsze zdjęcia z Teneryfy. Takie miłe wspomnienia. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie dwa tygodnie upłynęły od tych letnich krajobrazów.

Obiecałam wam zdjęcia wulkanu i okolic. Wulkan El Teide, ten najwyższy szczyt Hiszpanii, góruje nad wyspą, widać go z każdej strony (tej niewielkiej w sumie) wyspy. Leży prawie w jej środku, więc to nic dziwnego.  Już dolatując do wyspy widać czapę z chmur, a z tej masy wyłania się olbrzym - Teide.

20161212_161625.jpg

 

Chcieliśmy dotrzeć jak najbliżej (jak najwyżej) szczytu. Pięknie utrzymane szosy prowadzą przez park narodowy wulkanu Teide, Wspinają się na wysokość prawie 2300m.n.p.m. Jeszcze tam śnieg nie leżał (a bywa), ale było już zimno - +6st.C zaledwie. Nie wychodziliśmy z auta. Po dawnych prehistorycznych wybuchach pozostała szeroka kaldera, widoczna z szosy.

20161213_172707.jpg

 

Krajobraz, trochę jak po odkrywce węgla brunatnego. Ale są bardziej księżycowe widoki:

20161213_172807.jpg

 

I szczyt wulkanu jest blisko i zasnuwają go chmury.

 

20161213_173905.jpg

 

Ale żeby nie chłodzić widokami pokażę wam piękne miasto na północnym wybrzeżu, miasto z tradycją - Orotava (powyżej słynnego kurortu Puerto de la Cruz , a na mapie poniżej)  Nie leży nad morzem, tylko na zboczu nadmorskim (na Teneryfie jest niewiele miejsc, z których nie widać morza), więc nie ma tłumów, a miejsce jest klimatyczne, z licznymi parkami i zabytkami.

20161213_152957.jpg

Miasto położone jest tarasowo.

 

20161213_160018.jpg 

To widok z położonych tarasowo ogrodów Królowej Sofii.

20161213_155318.jpg

 A Gwiazdy Betlejemskie czyli poinsetie rosną tu jako wieloletnie krzewy :)

 

20161213_152612.jpg

Zachwycił mnie drewniany rzeźbiony ołtarz w jednym z zabytkowych kościołów Orotavy.

20161213_155040.jpg

Jedna z ulic w centrum, jak widać tłoku nie ma.

Miasto zachowam w pamięci jeszcze z jednego powodu. Podróżowaliśmy wynajętym autem. Bardzo się obawiałam kłopotów z parkowaniem, brakiem miejsc i wysokich cen na parkingach. Faktycznie, w Orotavie na ulicachnie było gdzie szpilki wetknąć, auto przy aucie. Pojechaliśmy za znakami na parking P. Szlaban się elegancko podniósł przed maską wozu. Potem zamknął. Ale parkomatu brak. Niby coś jest, ale tylko klawiatura, na jakiś kod. Pytamy młodych ludzi, którzy wjechali tuż za nami, gdzie się płaci za ten parking. Okazało się, że sie nie płaci (?) A jak z niego wyjechać? Ach, wystarczy wpisać kod (łatwy do zapamiętania) :69 :). Okazało się, że to parking dla użytkowników pobliskiego fitness klubu. Ale bez stresu (sknerus ze mnie), spokojnie zwiedzilismy sobie urocze miasto Orotava. Oczywiście nie odmówiłam sobie smacznej wyjątkowo kawy, tradycyjnej cafe con leche ( z także tradycyjnym dużym, jak nasz podwójny, cukrem).  

Po powrocie do hotelu mogliśmy jeszcze popływać w basenie.

20161212_182311.jpg

;)

 

 I jeszcze na zakończenie dzisiejszej wycieczki nasz hotelowy westybul, który zrobił na mnie duże wrażenie :)

20161213_213511.jpg

 

Szklany sufit rozświetla wnętrze w dzień. Tu - widok z piętra.

CDN.:)

 


Podziel się
oceń
1
4

komentarze (8) | dodaj komentarz

Koncert

wtorek, 20 grudnia 2016 18:32

W niedzielę byłam na pięknym koncercie kolęd w operze poznańskiej - Teatrze Wielkim. Był to półtoragodzinny występ chóru Opery z towarzyszeniem orkiestry. Napiszę o tym jak laik, żadna tam recenzja, małe sprawozdanko dla znajomych. Profesjonalny chór, ach, od takiego chóru można i wręcz należy wymagać. Śpiewali pięknie :) Usłyszeliśmy na początku polskie kolędy, nasze historyczne świąteczne "hity", m.in. Wśród Nocnej Ciszy, Dzisiaj w Betlejem, Przybieżeli do Betlejem, a także Gdy Śliczna Panna syna kołysała, Lulajże Jezuniu w ciekawych, nie znanych mi opracowaniach. Nasz chór śpiewał ostatnie dwie kolędy z solistką, chór w niedzielę nie miał solistów. Śpiewali z orkiestrą, z towarzyszeniem organów lub fortepianu, a także a capella. Zachwyciło mnie wykonanie ukraińskiej pastorałki Szczedryk. To bardziej ludowa piosenka niż kolęda, mówi o pomyślności w rodzinie i zagrodzie ;) Zupełnie nie wiem, dlaczego ta pioseneczka, zupełnie świecka jest symbolem Świąt dla naszych wschodnich sąsiadów? Ale tradycja, to siła.  Wiem, że jest bardzo popularnym motywem muzycznym w USA, śpiewają ten utwór w okolicach Świąt po angielsku. Ja też go śpiewałam z chórem. Niezbyt mi się podobał. A tu usłyszałam bardzo przyjemną pastorałkę, radosną i miłą dla ucha :) (nie wstawię wam żadnego linka, bo nie umiem, wpiszcie Szczedryk w YouTube - znajdziecie najróżniejsze wykonania).

  W drugiej części koncertu były kolędy i pieśni świąteczne z różnych krajów, oczywiście moja ukochana, łacińska, bardzo popularna w krajach anglosaskich (po angielsku) i w Niemczech (po łacinie) - Adeste Fideles- Przybądźcie wierni , chwalcie Pana. Też ją śpiewałam z chórem i jako sopran i jako alt, bardzo lubię ją śpiewać i jej słuchać. Była też pieśń niemiecka (kolędy, śpiewane w kościele, to polska specjalność), kolęda hiszpańska i francuska, te dwie ostatnie w formie kołysanek, bardzo nastrojowe. Koncert prowadził bardzo ciekawie poznański śpiewak - baryton Jaromir Trafankowski, przeplatał występy chóru recytacją wierszy o tematyce świątecznej, zaprezentował też swoje rymowane humoreski na temat Świąt, zgrabne i zabawne. Dowiedziałam się też, w jaki sposób obchodzą Święta Bożego Narodzenia ludzie w różnych zakątkach świata, jakie mają tradycyjne potrawy, kiedy i kto przynosi prezenty (np. w Hiszpanii prezenty przynoszą  Trzej Królowie). Ciekawe i pouczające.

W trzeciej części koncertu chór zaśpiewał piosenki popularne tradycyjnie śpiewane w okresie okołoświątecznym. Nie zabrakło polskiego "evergreena" Seweryna Krajewskiego "Jest taki dzień" i oczywiście "Białej Gwiazdki" Binga Crosby. I tu nasz konferansjer, jedyny solista Opery na scenie podczas tego koncertu, zaprezentował swój  piękny baryton :)

Na zakończenie koncertu wszyscy widzowie zostali zaproszeni do wspólnego z chórem odśpiewania naszej pięknej kolędy - poloneza "Bóg się rodzi". To był bardzo duży chór, bardzo emocjonalny :) Widzom bardzo się podobał koncert i wyklaskaliśmy jeszcze na bis "Jingle Bells. I ma rację moja przyjaciółka perkusistka (dzięki której byłam na koncercie), że strawa duchowa jest równie ważna na Święta, jak  ta dla ciała.

Ale bez zadowolonego ciała, to i duch mdły, jeszcze fotka mojego dzisiejszego wypieku:

Stollen - niemiecka tradycja, ale akurat u nas się przyjął, kiedy jeszcze naszych sklepach tych wypieków nie można było kupić. W tym roku wyrósł mi niezwykle, mam nadzieję, że i smak będzie równie niezwykły(czyli tradycyjny).

DSCN2340.JPG 


Podziel się
oceń
1
6

komentarze (7) | dodaj komentarz

Teneryfa ekspresowo :)

piątek, 16 grudnia 2016 19:10

Musiałam, no po prostu musiałam - do ciepła i słońca. Różne agencje turystyczne (już nie biura podróży, tylko pośrednicy usług turystycznych) zasypują moją skrzynkę mailową. Już się zorientowali, że trafili na "podatny grunt". Ja jestem wierna we wszystkim, więc znów skorzystałam z usług mojego ulubionego pośrednika (mimo wszystko nie będę ich bezpośrednio reklamować, a każdemu z osobna chętnie zarekomenduję). Wybierałam według mojego "klucza" - najokazyjniej (w moim, oczywiście, mniemaniu). Za tę (według mnie) okazyjną cenę polecieliśmy na 4 dni na Teneryfę, największą z Wysp Kanaryjskich. Mieszkaliśmy w eleganckim hotelu 4* Golf Plaza,  mieliśmy do dyspozycji "apartament" 56 m kw. z sypialnią, salonem, kuchnią i oczywiście łazienką (12 m kw. co najmniej). No i all inclusive, basen zewnętrzny i spa z basenem z  ciepłą wodą i różnymi wodnymi masażami (oczywiście skwapliwie korzystałam). Do tego hotel  znajdował się tylko kilka kilometrów od lotniska i bez problemu mogliśmy do niego dojechać autobusem publicznym i z powrotem na lotnisko w ciągu 10 minut, z małe pieniądze. Mieszkaliśmy na południowym krańcu wyspy. gdyby nie moja chęć zobaczenia "wszystkiego", to mogliśmy leżakować przy basenie, kapać się i sączyć drinki. Ale przecież przyjechałam zwiedzać, poznawać nowe. Każdy ma chyba jakieś wyobrażenie o miejscach, które zna tylko ze słyszenia. Ja też wyobrażałam sobie Kanary, Teneryfę, jako mniej lub bardziej tropikalne miejsce. W końcu te wyspy leżą na wysokości południowego Maroka. Fakt, było przyjemnie ciepło - w dzień codziennie świeciło słońce i solidnie grzało, spokojnie mogłam chodzić bez rajstop, w strojach bez rękawów, w sandałkach. W nocy też rewelacja +20 st., a zmierzch zapadał dopiero przed siódmą., czyli jeszcze dużo czasu mieliśmy do  "ciszy nocnej". Było świetnie, trochę krótko. Przydałby się jeszcze jeden dzień na odpoczynek po całodziennych wycieczkach ;).

Objechaliśmy wyspę od zachodu na północ i od wschodu na północ, przecinając ją także prawie przez środek z północy na południe, wspinając się szosą obok wulkany Teide na wysokość przeszło 2 tysięcy metrów !!  Teneryfa jest wyspą pochodzenia wulkanicznego (jak wszystkie z wysp Kanaryjskich).  Wulkan, wypiętrzający się prawie na środku wyspy jest najwyższą góra Hiszpanii - El Teide ma 3718 m.n.p.m, a od dna morza liczy  7,5 tys. metrów, a Teneryfa jest najwyższą wyspą Atlantyku i 10 najwyższą wyspa świata. Cała wyspa jest poprzecinana wysokimi pasmami górskimi pochodzenia wulkanicznego. Zbocza wulkanu Teide, uważanego za wulkan czynny (ostatni wybuch w 1909 roku) pokryte są zastygła lawą i skałami pochodzenia wulkanicznego: bazaltami pumeksami i obsydianami. Krajobraz księżycowy. Cała gleba wyspy wygląda jak "zaśmiecona", jakby ktoś wysypał tony żużlu na pobocza dróg. Roślinności na południu wyspy jest mało, wysuszone kolczaste krzaki, porosty, w "łaskawszych" miejscach opuncje i inne kaktusowate. Wrażenie nieprzytulności. Ale tam, gdzie człowiek  poświęcił  swój czas dużo pracy i dodał wodę wszystko rośnie przepięknie (hektary pól golfowych czynnych oczywiście cały rok). Na razie mam mało zdjęć, bo zapomniałam karty pamięci mojego aparatu (moja osobista karta pamięci jak widać też szwankuje). Na szczęście smartfon mojego A. ma pamięć prawie nieograniczoną i jak tylko do niej dotrę pokażę najpiękniejsze miejsca obejrzane przez nas na Teneryfie. Dziś tylko to, co mam. 

DSCN2320[1].JPG

 

Widok z naszego dużego balkonu. Z okna, jak obiecywali - widok na morze i basen :)

DSCN2322[1].JPG

To widok z trasy. Wypożyczyliśmy Seata Ibizę i śmigaliśmy po wyspie.

 

DSCN2328[1].JPG

To niezwykłe, ogromne klify na zachodzie wyspy : Los Gigantes .

DSCN2324[1].JPG

 

A to malutkie miasteczko Tamaimo wysoko na skale, podobnej do tej na zdjęciu. Tamtą skałę oddziela od miasteczka bardzo głęboki wąwóz. Ogólnie na Teneryfie stale się albo wjeżdża pod górę serpentynami, albo zjeżdża w dół . Prosta (w miarę) jest tylko główna autostrada wyspy, która jeszcze nie do końca tworzy pętlę (vuelta).

DSCN2335[1].JPG

 

A  to typowy kościółek w małym miasteczku po  zachodniej stronie wyspy.

 

DSCN2319[1].JPG

 

A tak wygląda z bliska "śmieciowa" gleba Teneryfy.

 

DSCN2337[1].JPG

 

I jeszcze widok na monumentalny wulkan Teide, widoczny z każdego (no prawie) punktu wyspy. Cdn.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

Moje Mikołajki

środa, 07 grudnia 2016 12:20

W naszej Wielkopolsce mamy Mikołaja 6 grudnia i Gwiazdora w Wigilię. I są to, zapewne ;), dwie osobne postacie. Gdy byłam jeszcze w rodzinnym domu w ten dzień zawsze rano zastawałam jakiś mały prezencik w papciu(?) przy łóżku, zawsze trochę słodyczy i zwykle jakaś książka. Ja też starałam się coś podrzucić rodzicom, chociaż było trudno: mama najczęściej ostatnia szła spać i pierwsza wstawała. Była tradycja, był zwyczaj cieszenia się drobiazgami.  W moim dorosłym domu też podrzucałam dzieciom drobiazg na Mikołaja, żeby rano miały miłe przebudzenie. Potem, gdy dzieci już się usamodzielniły dawaliśmy sobie z A.  też jakieś upominki. Ale w tym roku nie dostałam nic "z okazji" . Ale grzech narzekać - w piątek A. namówił mnie na przymiarki w "sieciówce" odzieżowej i wzbogaciłam garderobę trzema nowymi  bluzkami. Uznałam, że to Mikołaj i gwiazdor w jednym.  Bo u nas Mikołaj trudzi się tylko raz. Ten gwiazdor, to może od Gwiazdki i niemieckiego Weihnachtsmann -"gwiazdkowy człowiek"? Nasz regionalizm, ale bardzo jesteśmy do niego przywiązani.  

Wnukom nie mogłam podrzucić podarku, bo nie mieszkamy razem.  I ,obawiam się, nawet ten sześciolatek nie wierzy już w istnienie Mikołaja (ale kto wie). Dostali więc upominki z rąk babci (w tym oczywiście także książki). A do tego wymyśliłam, że urozmaicę im ten dzień wycieczką na jarmark świąteczny. Teraz dzieciaki mieszkające dalej od centrum, uczące się w pobliżu domu nie mają wielu okazji, żeby poznać swoje wielkie miasto. Do centrum daleko. Rzadko bywają w śródmieściu (na pewno moje). Pogoda była kiepska - szaro - buro i dżdżyście. Pojechaliśmy na Stary Rynek tramwajem. To też dla wnusiów atrakcja i cała wyprawa. U nas w tym roku są dwa jarmarki. Oba to "Betlejem Poznańskie". To na Rynku o godzinie trzeciej po południu w zwykły, ale jednak Mikołajkowy, wtorek robiło nieciekawe wrażenie – smuteczek.

W kramach zziębnięci, smutni  sprzedawcy. Kupujących - na lekarstwo. Szukaliśmy żywego Żłobka, nie dotarliśmy do niego. Po drodze zgłodniałe wnuki wciągnęły oscypka z grilla z żurawiną. Zaraz humory się poprawiły. A ja kupiłam tradycyjnie świecę z wosku, która zawsze w Wigilię płonie na moim świątecznym stole , pachnie miodem i Świętami właśnie.

Potem poszliśmy na smaczną pizzę do ciekawego lokalu, w gotyckich piwnicach (po poznańsku - sklepach) jednej ze staromiejskich kamieniczek (niestety, zapomniałam, że mam ze sobą aparat i zdjęć nie mam). Po konkretach wnuki zażyczyły sobie deserku. Wiedziałam, że są najedzeni, ale "deserek zawsze był". Poszliśmy więc na drugi jarmark świąteczny w poszukiwaniu gofrów (które widzieliśmy na tym rynkowym jarmarku). W tym roku pierwszy raz zorganizowano Betlejem na Placu Wolności. Dotarliśmy tam już po zmroku. Oczywiście wszystko oświetlone, ale powiedziałabym , tak "kameralnie". Znów budki z jedzeniem na ciepło: kiełbasy, bigos, sery, a jeszcze ogródki piwne i winne z grzanym piwem i winem, karuzele dla młodszych i nieco starszych, spożywcze wyroby regionalne z gór i z Wilna, ale gofrów nie widać. Jedyne słodkie wyroby miało stoisko znanej cukierni. Chłopcy zadowolili się pączkami i bombą rumową (znacie? - niektórzy twierdzą, że to nieudane ciastka zgniecione w kulkę, z aromatem rumowym), my to lubimy :)   Po tak bogatym we wrażenia (kulinarne) dniu na pewno pozostaną moim Kotom miłe wspomnienia. I oto chodzi.   

 

DSCN2316.JPG

 A to fragment jarmarku na Starym Rynku.Tam, gdzie były kawiarniane ogródki stoją kramy. Ale i tak wszystkich zapraszam na nasz piękny Stary Rynek od późnej wiosny do wczesnej jesieni. Wtedy jest tu najpiękniej. 


Podziel się
oceń
3
6

komentarze (9) | dodaj komentarz

Pierniczki

sobota, 03 grudnia 2016 22:50

Ciasto leżakowało 4 tygodnie i wystarczy. Upiekłam "moje" pierniczki i jestem o krok bliżej w przygotowaniach do Świąt. Już rok temu zrobiłam sobie plan działania przed Świętami, żeby zdążyć ze wszystkim, żeby nie szaleć w ostatni przedświąteczny dzień, żeby nie paść na nos. I nie udało się. Za dużo potraw trzeba zrobić na ostatnią chwilę, żeby były świeże. Nie robię pierogów, które można zamrozić. Robię kulebiaki, a właściwie drożdżowe pierogi z nadzieniem mięsnym i kapuściano - grzybowym, pieczone w piecu. Zamrażanie odpada. W Wigilie byłam tak zmęczona, że nie czułam zupełnie magii tego dnia. A może już mnie on tak nie cieszy, jak dawniej?

Natomiast pieczenie pierniczków w tym roku było dużą przyjemnością. Nie co roku ciasto tak samo się udaje. Tym razem było idealne i pierniczki łatwo się wycinało, ciasto nie przywierało, było elastyczne, plastyczne, ani za suche, ani za mokre, łatwo się wałkowało, było w sam raz. A ja miałam czas, żeby ustawić odpowiednią temperaturę pieczenia i w najlepszy moment wyjąć pierniczki z pieca. Radość dla oczu :) A smak ! Jak opisać smak? Cudowny piernikowy smak (z przyprawą piernikową, którą co roku sama komponuję) .Są takie, jakie zawsze powinny być (a nie zawsze są). Te wyglądają tak ładnie, są słodkie, więc chyba nie będę się bawiła w ozdabianie ich. No, chyba, żeby moje wnuki chciały się pobawić, wtedy pierniczki będą zdobne.

DSCN2310.JPG 

Jak widzicie, mam sporo różnych foremek. Jak się pojawiał nowy zestaw w IKEI, to kupowałam (ale nie robię przestrzennych form piernikowych, żadnych choinek ani domków). A dodatkowo kupuję foremki na moich wyjazdach - aniołki i łosia w Szwecji, domek i choinkę w Czechach, gekon jest z Australii, a autobus z Niemiec, dostaję też foremki od moich dzieci i od znajomych. Potem mam problem z decyzją, które użyć, które wykorzystać, bo jest ich już prawie 100 (i koniec, to już i tak przesada, ale akurat foremki lubię mieć). Mam swoje ulubione, te świąteczne, a dla wnuków robię zwierzątka i zabawki (autobus, sanki, dzwonki). Mam swoją zabawę :) A jak któryś pierniczek jest nie dość ładny, to go zjadam zaraz i mam jeszcze przyjemność. DSCN2309.JPG 

A tu niektóre z moich zbiorów:) 

Mój przepis ma już długi staż. Dostałam go od przyjaciółki ze 20 lat temu, a ona dostała go od swojej teściowej. Wypróbowałam kilka innych przepisów, ale żaden nie sprawdził się tak, jak ten "mój". Szukałam i znalazłam. A wy? Czy też macie swoje sprawdzone, najlepsze przepisy na pierniczki?


Podziel się
oceń
1
3

komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 341  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288341

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl