Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wzdycham i

piątek, 29 lutego 2008 22:00
Nie jest może tak tragicznie, ale co chwilę głośno wzdycham, jakbym miała za chwile paść, a z oczami coś mi się porobiło. Czuję się, jakby ktoś przywiesił mi do powiek spore ciężarki. Unoszenie onych sprawia mi wielki kłopot, powieki same opadają, a ja mam wrażenie, że zasnę tu za chwilę. A nie mogłam się zdrzemnąć, bo było tyle spraw do zrobienia: obiad, pranie, zmywanie, kolacja, wieszanie prania, obiad na jutro (a teraz muszę pilnować, żeby mięsa nie przypalić). A poza tym mąż się krząta, synowie jeszcze do domu nie wrócili, nie daliby pospać. Czasem chciałabym być choć na krótko sama, autonomiczna, odpowiedzialna za siebie tylko. Gotowałabym dla siebie (albo i nie), sprzątała po sobie i zmywała, na bieżąco. Nie na długo, ale jednak, czasami. Czuję się niekiedy zmęczona rolą gosposi. Jak dziś. W pracy (tej zawodowej) też byłam.
A potem poszłam do galerii, żeby sobie kupić kostium. Nachodziłam się, naprzymierzałam i nadziwiłam się też troszkę. W "Taranko" nie było żakietu w moim rozmiarze, a liczyłam, że tam kupię ( ok 450 zł za spódnicę i żakiet), w "Monnari" jakoś nie pasowało (za ok 500zł), w "Solarze" wszystko pięknie pasowało, ale jakoś nie mogłam się zdecydować bez akceptacji mojego wygladu przez A., kostium był czarny z takiej jakiejś błyszczącej prawie skóry (za 600zł). Prosiłam o zarezerwowanie do wieczora. Potem wstąpilam do Pabii. Był kostium w moim rozmiarze i w poszukiwanym stalowym kolorze, ale nawet nie przymierzałam - 800zł, tyle nie przewiduję wydać. W "Garry Weber" żakiet był za 750zł, za spodnicą się już nie rozglądałam. Kupiłam w "Camaieu" dwie bluzki i zmarnowana wrociłam do domu. Miałam szczery zamiar pokazać mężowi ten czarny kostium, on nawet chciał jechać go oglądać, ale tak jakoś... marazm i skąpstwo z czasów, kiedy nie stać mnie było na taką rozrzutność, wzięły górę i nie mam kostiumu.
A jeszcze teściowa zrobiła nam w nocy pobudkę, wezwała A. do siebie, bo się bardzo źle poczuła i nie chciała "umierać w samotności". Byłam przed południem u niej, źle wyglada, na szczęście nic jej nie bolało, był jasny dzień i się nie bała. Muszę później napisać o starości. Jeśli dożyjemy, to i nas to czeka. A nie jest łatwo. I żeby tak przygnębiająco nie kończyć życzę wszystkim miłego weekendu .
@)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kto nas lubi?

poniedziałek, 25 lutego 2008 16:49
Poznajemy wielu ludzi. Niektórych znamy "całe życie". Są wśród znajomych osoby, które lubimy, zazwyczaj uważamy, że one też lubią nas. Z boku patrząc na dwie koleżanki czy przyjaciółki czasem widzę, że jedna znajoma jest bardziej serdeczna, bardziej zaangażowana, a ta druga bardziej zdystansowana lub wręcz obojętna, nieszczególnie się tą pierwszą przejmuje. Ja bardziej wyczuwam intuicyjnie, kto mnie lubi, akceptuje, a kto ma do mnie chłodny stosunek albo stwarza pozory. Czasem mi przykro, że ja lubię kogoś bardziej, że mi bardziej zależy na czyjejś akceptacji, że nie jest to wzajemne. Ale tak jest, czuję to i wycofuję się. Nie narzucam się z towarzystwem.
Byłam na babskiej imprezie urodzinowej. 10 kobitek, wszystkie już "półwieczne", ale dopiero co. Większość pań z jednej klasy, znają solenizantkę od lat z współnych z mężami imprez. Miałam takie wrażenie, jako obserwatorka "z zewnątrz", że te koleżanki klasowe zrobiły sobie imprezę niespecjalnie przejmując się solenizantką (która do ich klasy nie chodziła), ale może to tylko takie moje odczucie. Chociaż zwykłam ufać mojej intuicji (i długoletniej obserwacji ludzi), nie mylę się zwykle w ocenie osób i ich stosunku do mnie. Może dlatego uniknęłam zawodów, rozczarowań, naciągaczy. Ach, cóż, wszyscy chyba lubimy jak nas lubią .
A z aktualności: wnusio idzie do przedszkola. Synowa się cieszy, bo pójdzie wreszcie do pracy, bedzie im finansowo lepiej, a jeszcze wreszcie trochę odetchnie od synka, który bardzo sie już rozbrykał i może w przedszkolu troszkę się utemperuje. Poza tym Wituś bardzo lubi dzieci i już mu brakowało takich kontaktów z rówiesnikami. Mam nadzieję, że będzie dobrze.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Znow to samo

piątek, 22 lutego 2008 10:37
  Dostałam grupę (zastępstwo) na jeden semestr. Bardzo przeżywałam, co ja z nimi będę robić, bo to grupa teoretycznie bardzo zaawansowana. Wymyśliłam sobie temat i z drżeniem serca poszłam na zajęcia. Podeszłam do "dzieci" z uśmiechem i dobrą wolą, jak zawsze, i z konkretnymi zadaniami. Zajęcia minęły w miłej atmosferze wzajemnego zrozumienia, z pożytkiem, mam nadzieje dla studentów. Ustaliliśmy ramowy plan  i tematy na kolejne zajęcia. Wyga jestem, ale stale wątpiąca w swoje umiejętności (i talenty pedagogiczne). Tak  mi przemknęła myśl, że może trochę szkoda, ze idę na emeryturę, nie pomyślałam wcześniej, że mogłam odmówić nadgodzin i pracować raz lub dwa w tygodniu. Ale klamka zapadła. A mam zasadę nie żałować. "Cokolwiek robię, nie żałuję"- była kiedyś taka piosenka.  Jeszcze dwa lata przede mną. Zdążę przywyknąć do tej myśli i zmeczyć się pracą. A teraz znów na zajęcia. Pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

P.S Kocham Cię i P.S. kursu szybkiego czytania

wtorek, 19 lutego 2008 19:24
 Byłam na tym filmie wczoraj. Oczywiście, wylałam sporo łez. Można powiedzieć przepłukałam oczy. Jest to z pewnością film o miłości. Jedna z Was pytała o "połówki" serca, które gdzieś na nas w świecie czekają. Czasem ludzie spotkają swoją połówkę, a czasem stracą życie na pogoni za ową połówką. Ci młodzi byli chyba dla siebie stworzeni. Ale... byli 9 lat po ślubie i kobieta nie mogła się zdecydować na dziecko (mąż chciał dziecko). Wymyślała różne powody, a najpoważniejszymi było to, że mieszkają na 5 pietrze bez windy i mają małe mieszkanie (he,he bez pokoju dla dziecka). Ponoć z jednym mężczyzną kobieta nie chce mieć dziecka, a z innym chce i to bez względu na okoliczności (vide choćby Angelina Jolie). Tak czy inaczej film był fajny, 'babski' , w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
   I jeszcze pare słów o kursie szybkiego czytania. Zapisało się  chyba 6 osób, z tego jeden dorosły. I nie można było ustalić żadnego rozsądnego terminu zajęć. Pracujący chciał mieć zajęcia w tygodniu, pozostali w sobotę lub (i) niedzielę.  Bo "w tygodniu są tacy zajęci, że nie zdążą przyjść na dodatkowe zajęcia". Porąbało ich, za przeproszeniem, czy co? Wyscig szczurów?  Szkoła, a potem cały tydzień dodatkowe zajęcia pozaszkolne? Paranoja (tacy tępi, ze muszą się ciagle dokształcać?) I wymyslili. Eureka! Kurs będzie w soboty od 11.45 przez 4!! godziny. Pogratulować kondycji psychicznej i umysłowej na ostatniej godzinie. O rodzinnym obiedzie już nie wspomnę.  A niech się kształcą, niech pokonują innych kandydatów do miejsca w super prestiżowych szkołach, niech zdobywają swoje Everesty.  Mojego Maraska to nie pociągało, chodził by na kurs, gdyby zrobili go 2 razy w tygodniu, jak zapowiadali,  ale stanowczo odmówił udziału w kursie w sobotę. Do wysiłku umysłowego nikogo nie można zmusić.  Jedynie przekonać. Ale ja go nie przekonam, bo sama przekonana nie jestem, a własciwie przestałam być. Może innym razem (wiem, wiem - brak konsekwencji, jednak za moje pieniądze chciałabym być w pełni zadowolona z produktu, czyli kursu).

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wczoraj imprezka - jutro praca

niedziela, 17 lutego 2008 18:41
 Wczoraj bardzo sympatycznie spędziłam wieczór, na imieninach przyjaciela rodziny. Spotykamy się na takich imprezach mniej więcej dwa razy do roku od lat, stale w niezmienym (prawie) składzie. Znamy się świetnie i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie. Czego potrzeba więcej , żeby miło spędzić czas, poczuć się jak "u siebie" w gronie osób życzliwych : smaczne jedzonko, świetna muzyka, ciekawe i wesołe rozmowy, miłe towarzystwo.  Wczoraj miałam akurat właściwy nastrój i nastawienie, żeby przyjemnie spędzić czas i żeby innym ze mną też było przyjemnie (mam nadzieję). Dziękuje miłej gospodyni i miłemu Solenizantowi za uroczy wieczór.@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--
  A jutro proza życia - początek zajęć w nowym semestrze. I czekanie na wiosnę, a potem na lato i wakacje. Ale jeszcze dziś muszę przygotować się na jutro (bo minęły 3 tygodnie powiedzmy "wolnego", a ja nie przymusiłam się do uporządkowania zawodowych papierów, ja już naprawdę potrzebuję emerytury, bardzo mi się podoba "nicnierobienie"). A teraz z konieczności idę działać.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 939 925  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2939925

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl