Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Prostowanie mitu

środa, 27 lutego 2013 12:17

Zmieniłam nieco poprzedni wpis, dotyczący przeczczepów szpiku. Bo faktycznie ulagłam mitom. Czy przeciętny człowiek, taki powiedzmy "z ulicy" ma jakiekolwiek pojęcie o "oddawaniu szpiku"? Nie ma bladego pojęcia. A co dziwi mnie najbardziej, to to, że nie ma o tym pojęcia także krwiodawca (czyli mój syn). Jak można propagować ideę oddawania "szpiku", jeśli to oddawanie jest wiedzą głeboko konspiracyjną, nieledwie tajemną, zarezerwowaną dla tych, co ten "szpik" już oddali? I nie bez przyczyny słowa "szpik" stale używam w cudzysłowie. Bo do przeszczepu wcale nie oddaje sie szpiku!! Gdy chcąc się dowiedzieć czegoś konkretnego weszłam na stronę Polskiego Banku Szpiku, przeczytałam relację jednego z dawców "szpiku". I nie mogłam otrząsnąć się ze zdumienia i niedowierzania. To krew? Tylko krew? Aż krew! Tak, wiem, to nie jest "bułka z masłem", ale to o wiele mniej straszne, niż wyobrażanie sobie, ze człowieka kroją i w jakiś sposób "wydobywają" z niego jego szpik (czy czegoś takiego jak szpik w ogóle nie ma, a co z tą substancją, która jest w kościach np. wołowych??). W każdym razie dlaczego nie mówi sie głośno, GŁOŚNO, że aby pomóc ludziom chorym na białaczkę potrzebne są zdrowe komórki macierzyste dawcy?? Na koncercie dla dawców "szpiku" oczywiście słowem nie wspomniano, jak sie ten "szpik" pobiera. W końcu oni- dawcy wiedzą, co i jak, już swoje oddali. Ale pozostali widzowie (jak ja), jak nieświadomi byli, tak pozostali.   Wiadomo, że pobieraniem "szpiku' zajmują się stacje krwiodawstwa. Ale jak one propagują ideę oddawania "szpiku"? Nijak, do bani. Jeśli chcemy kogoś zachęcić do działania, to chyba ten ktoś ma prawo do rzetelnej informacji. A tej informacji nie ma. Jeśli mój krwiodawca, wieloletni, nie jest zapisany do banku dawców szpiku, bo nie wie, jak wyglądają  procedury pobrania, bo z jakichś nieznanych mi przyczyn jest to temat "tabu", to co sie dziwić ogółowi społeczeństwa, które nie bardzo myśli o dzieleniu sie czymkolwiek z kimkolwiek. Faktem jest, że owo oddawanie "szpiku" wiąże się z paroma niedogodnościami, może nawet pewnym ryzykiem zdrowotnym,  trzeba poświęcić sporo czasu na kilkakrotne badania stanu zdrowia, trzeba "wycierpieć" zażywanie witamin i kilka zastrzyków krwiotwórczych, a potem czterogodzinne pobieranie, przetaczanie krwi na "separatorze" w celu "odseparowania" komórek macierzystych z krwi dawcy. Ale... dla normalnego krwiodawcy jest to najwyżej lekko uciążliwe. Nic wstrząsającego.  Wiem, że wiele razy obaj moi synowie oddawali płytki krwi na seperatorze. Więc dlaczego nie zaproponowano im zapisania się do banku dawców szpiku? Na miejscu, w centrum krwiodawstwa, gdzie dość regularnie oddają krew?(sami mieli na to wpaść?). Bo widać stacja krwiodawstwa ma inne priorytety. I pewnie, jak zwykle, za mało pieniędzy na skomplikowane i wielomiesięczne opiekowanie się dawcą. Gdyby tylko sami krwiodawcy byli zapisani w banku szpiku, to już byłaby o wiele większa baza. Chcą zbierać ludzi ze stadionów, kibiców.  Czy kibole będą zainteresowani takim "kłopotem"? A jeszcze, co z tego, że ludzie pod wpływem reklamy zapiszą się, jednym kliknięciem, do banku szpiku. Co z poczuciem odpowiedzialności ? Czy tacy ludzie zdają sobie sprawę, że ich brak gotowości, gdy nagle przyjdzie zgłoszenie, będzie potrzebujący i "zgodny" biorca, że wówczas ich rezygnacja będzie oznaczać śmierć konkretnego człowieka? Ech, trudne sprawy.

 Ale chciałam przede wszystkim wyprostować mit. Oddawanie "szpiku", to przede wszystkim dzielenie się krwią. I doskonała opieka lekarska przed i po pobraniu. Może te słowa kogoś zachęcą? Oby!!


Podziel się
oceń
25
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Szlachetna idea

niedziela, 24 lutego 2013 12:07

Wczoraj śpiewałam z chórem na koncercie honorującym dawców szpiku. Zaśpiewało nam się nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę, że jeden utwór poznaliśmy dopiero dwie próby wcześniej i nikt nie miał czasu nauczyć się go na pamięć (wersja chóralna przeboju Eltona Johna "Can you feel this love tonight"), wszyscy wpatrywali sie w nuty, zerkając tylko czasem na dyrygentkę. Gościem specjalnym była Eleni. Ale najważniejsza była idea, przyświecająca imprezie: dawstwo szpiku kostnego. W trakcie koncertu poznaliśmy dziewczynę, która zapadła na ostrą formę białaczki, a dzięki bezimiennemu dawcy żyje zdrowa po przeszczepie szpiku. Poznaliśmy też dziesięcioro dzielnych ludzi, którzy w tym roku oddali swój szpik do przeszczepu. Dziesięcioro!? Wydaje się, że to bardzo mała liczba. Chociaż uratowanie choćby jednego człowieka, to wspaniała sprawa. Przedstawicielka dawców zauważyła właśnie, że dążeniem organizacji propagujących oddawanie szpiku do przeszcepu jest sytuacja, kiedy oddawanie szpiku nie bedzie bohaterstwem, a zwyczajnym czynem obywatelskim.

W trakcie koncertu przedstawiono też nową grę edukacyjną, której premiera na facebooku miała miejsce właśnie wczoraj: "Leniwi do szpiku", zachęcającą do powszechniejszego zapisywania sie do banku dawców szpiku. Przekonywano, że dzielenie się swoim zdrowiem i czasem z potrzebującymi, świadomość, że uratowało się komuś życie jest wielką satysfakcją życiową. Niewątpliwie. 

 Jednak...Zapisując się do banku dawców szpiku musimy mieć świadomość, że być może nigdy nie zostaniemy dawcami , ale także, że gdy znajdzie się biorca, potrzebujący naszego szpiku jesteśmy zobowiazani podzielić się z nim naszym zdrowiem i czasem natychmiast. Z tego, co wiem pobranie szpiku od dawcy polega  zrobieniu podstawowych badań, szczególnie badań krwi, a potem poddaniu się róznym procedurom. Kto ma dobrą wyobraźnię na pewno potrafi sobie wyobrazić, że jest to zabieg bardziej inwazyjny, niż pobranie krwi, ale może mniej inwazyjny, niż wyrwanie zęba. Zapytałam mojego młodego domowego honorowego dawcę krwi (z 14-letnim stażem), czy też jest zapisany do banku dawców szpiku. Z niejakim zdziwieniem usłyszałam, że nie.  Stwierdził, że nie jest jeszcze gotowy na taką "rozległą" ingerencję chirurgiczną w swój organizm. No, tak, zakłada, że będąc w banku dawców za chwilę będzie musiał szpik oddawać. A on jeszcze nigdy nie był w szpitalu , nie miał narkozy, ani zęba nie wyrywał. Myślę, że dojrzeje. Ale jestem przekonana, że większość osób nawet nie wie o takiej inicjatywie, jak polski bank dawców szpiku. Poznański klub sportowy "Lech" włączył się w akcję promocyjną (o czym podczas imprezy poinformował przedstawiciel klubu) i będzie wyświetlał na stadionach spoty rklamujące akcję zapisywania się do bazy dawców szpiku (bardzo dowcipne, pokazano je nam) . Może dzięki tym działaniom uda się uratować więcej istnień ludzkich. "Bo życie cudem jest"@)-->-->--.


Podziel się
oceń
25
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

W potrzebie

sobota, 23 lutego 2013 13:24

Jak wiecie , mieszkam w małej wsi, do której prowadzi lokalna droga wśród pól. Bywały już takie śnieżne zimy, że droga była nieprzejezdna, silny wiatr nawiewał na szosę masy śniegu i pługi śnieżne nie nadążały z odśnieżaniem. Wczoraj jechałam tą drogą po południu i nie  było problemu z przejazdem. Gdzieniegdzie języki nawianego z pól śniegu. Gdy wieczorem wracałam z próby chóru szosa poznańska (główna) była czarna, jechało się zupełnie zwyczajnie.  Skręciłam w moją boczną drogę, nadal czarną i nucąc sobie chóralne utwory, w miłym nastroju już widziałam się w domu.  Za mną pojawił się autokar. Dokąd też zmierzał tymi opłotkami? Poczułam się „poganiana” na tej wąskiej szosie. I nagle warunki na drodze radykalnie się zmieniły. Czarna szosa zniknęła, pojawiła się zasypana do połowy śniegiem wąska oblodzona ścieżka. Na dodatek z naprzeciwka jechał jakiś samochód. Nie było widać, gdzie biegnie szosa, zasypana przez śnieg, nawiany z pola. Auto z naprzeciwka jechało prosto na mnie, chcąc skorzystać z widocznej, wolnej od śniegu ścieżki. Przyhamowałam lekko, nie jechałam przecież szybko, ale jak na te warunki, pewnie zbyt szybko. Koła na lodzie nie posłuchały kierownicy i lekkim ślizgiem zniosły auto na prawo. W śnieg. Stanęłam. Osobówka przejechała,  autobus też wyprzedził mnie robiąc głębokie koleiny w nawianym śniegu. A ja zrozumiałam, że znalazłam się jednym kołem w rowie. Trzy koła buksują na lodzie, nijak nie mogę się wydobyć. Koniec jazdy. A wkoło noc i pustka. Żadnego ruchu. Do domu około 3 kilometrów. Zadzwoniłam do Mojego: ratuj, utknęłam. I czekam na światłach postojowych. Po długich chwilach pojawiło się jakieś auto, przejechało, po kolejnych następne. Zatrzymało się. Para młodych ludzi próbowała mi pomóc wydobyć się. Niestety, lód , szklanka na szosie, uniemożliwiał skuteczne działanie. Po kolejnych , dłużących się w nieskończoność minutach zatrzymało się kolejne auto, tym razem transporter, i kolejne i jeszcze jedno. Przyjechał też w końcu Mój. Mój z pomoca młodych ludzi sprawnie zaczepili mojego lanosa do transportera i „wespół w zespół” wyciągnęli  auto na szosę. Byłam im prawdziwie wdzięczna. Nie wiem, kto mi pomógł. Nie znam ich. Ludzie z mojej wsi(nie znam prawie nikogo)? Czy pracownicy sezonowi, wracający na weekend do swoich domów?  Było zimno wietrznie i ciemno. Nie zapamiętałam nikogo. Tylko czerwonego transportera VW i to, że jego kierowca, nie taki już młody, mówił z cudownym wschodniosłowiańskim akcentem. Może go jeszcze spotkam? Jestem zbudowana ludzką solidarnością w trudnych zimowych warunkach. I serdecznie dziękuję.@)-->-->--

 

P.s Dziś spiewam z chórem na koncercie dla dawców szpiku kostnego.


Podziel się
oceń
18
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Okolice - Gułtowy

poniedziałek, 11 lutego 2013 14:24

Nie leżę już w łóżku, ale nadal jestem dość słaba. I z tej słabości (i wrodzonego lenistwa) zrodził sie pomysł obiadu poza domem. Szepnęłam słówko synowi, który uznał pomysł za ciekawy i zaprosił rodzinkę na obiad.  W Kostrzynie i okolicach mamy kilka naprawdę świetnych restauracji. I nie chodzi tylko o smaczne jedzenie, w końcu też potrafię, jak trzeba i mi się chce. Mnie podoba sie zjeść w pięknym wnętrzu i lubię być obsługiwana (wreszcie role się odwracają). W niedzielę (wczoraj) wybraliśmy się do Gułtów, 8 km od domu. Wieś Gułtowy, w gminie Kostrzyn Wielkopolski, to jedno z tych tysięcy miejsc w Polsce, które nie jest tylko punktem na mapie, jakąś tam, banalną miejscowością. Jest to wieś z 700-letnią tradycją , z ciekawymi zabytkami i ciekawymi inicjatywami kulturalnymi (Schola Cantorum Gultoviensis). Takich nieznanych, a ciekawych miejsc jest sporo, w każdej okolicy.

 I właśnie w Gułtowach znajduje się Zespół Pałacowo - Parkowy z pięknym pałacem Bnińskich, własność poznańskiego Uniwersytetu A.Mickiewicza.  W piwnicach pałacu znajduje się restauracja "Monidło" (teraz żałuję, że nie zrobiłam zdjęć potraw, były doprawdy małymi dziełami sztuki, jak sie okazało w trakcie konsumcji, także sztuki kulinarnej).

Jeśli macie ochotę, poczytajcie o pałacu:

Gułtowy

palace.amu.edu.pl/index.php/gultowy

Z cała pewnością przyjedziemy tutaj w "zielonych" porach roku, bo rozległy park pałacowy wart jest zobaczenia.

W Gułtowach znajduje sie także zabytkowy kościół pod wezwaniem Św. Kazimierza, z 1738 roku, jednonawowy, szachulcowy, kryty gontem, z rokokowym wyposażeniem.

Zdjęcie zrobiłam już o zmierzchu, ale wierzcie, to piękny, świeżo odnowiony kościółek.

P.s. Jeśli nie mogę uprawiać globalmakro turystyki, to poznaję bliską okolicę (turystyka w wersji mini). I wszystkim to polecam.


Podziel się
oceń
29
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mimo wszystko

piątek, 08 lutego 2013 21:04

No i nie jadę na konkurs chórów do Gdańska. Powód? Banalny:ostra infekcja górnych dróg oddechowych. Ano. A miało być tak pięknie. Przez 4 miesiące ćwiczenie materiału, w końcu umiem go już na pamięć, nie ucieknie, jeszcze się przyda. 

 Do Gdańska nie jadę , ale mój chór będzie tam śpiewał. Może ktoś z was odwiedzi w ten weekend Gdańsk? Koncerty chórów, biorących udział w konkursie odbędą się w wielu gdańskich kościołach. Mimo, że mnie tam nie będzie serdecznie zapraszam wszystkich, bedących "w okolicy" na koncerty!

Dołączam program imprezy.

 

http://gdanskfestival.pl/GDANSKS/indexpl.html


Podziel się
oceń
30
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 434  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363434

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl