Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jadę!

niedziela, 16 lutego 2014 17:49

Już tylko niecałe 48 godzin dzieli mnie od lotu "w nieznane". Podróż zacznie się  już o dziewiątej rano, musimy dojechać do Warszawy, skąd lecimy do Kuala Lumpur, przez Amsterdam.

 Już jestem spakowana do dużej walizy, teraz tylko jeszcze waliza  małżonka (którą będzie pakować sam) i trzeba przygotować bagaż podręczny, jakiś prowiant, lekturę  na drogę. I jakąś walerianę albo persen przed wyjściem z domu, żeby w miarę spokojnie doczekać lotu.

 Żegnam sie z wami na miesiąc. Zostawiam w domu mojego netbooka, a jakimś dziwacznym trafem tylko z niego mogę wejść na mój blog. Może odezwę się we własnych komentarzach. Wpadnijcie do mnie czasem i do zobaczenia po 18 marca:)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Integracja i pączki

niedziela, 09 lutego 2014 22:50

 

Koleżanka poradziła mi, żebym spróbowała zintegrować się z mieszkańcami wsi poprzez wiejski sklep. Pomyślałam wtedy :"akurat". W tym sklepiku, do którego zachodziłam z rzadka,  jest taka sklepowa w stylu Lindy z "Psów" :"nie chce mi sie z tobą gadać". Ja jestem towarzysko-gadatliwa, a  wiadomo, że w wiejskim sklepie chciałam sie czegoś o wsi dowiedzieć. Ale gdzie tam. Dowiedziałam sie tylko, ze sklepowa jest nietutejsza, dojeżdża. Bardzo oszczędna w słowach i uśmiechach. Nie to, żeby była nieuprzejma, ona po prostu jest obojętna, zupełnie jej nie obchodzi, czy coś kupię, czy nie. Ona tam jest, bo musi, ale ma wszystko i wszystkich gdzieś. I te ceny! Narzut taki, jakby jakiś niebotyczny czynsz za lokal płacili. A to kanciapa na swojej ziemi właściciela sklepu. Okropnie już pazerny. Przestałam tam chodzić. Wolałam wsiąść w auto i podjechać 4km dalej, do miasteczka, gdzie szefowa przerobiła  ze mną cały "kwestionariusz osobowy" (sama też sporo opowiada o sobie i rodzinie) i gdzie można płacić kartą. W naszej wsi są dwa sklepy spożywcze, ten drugi zaledwie jakieś 50 metrów od pierwszego, tego felernego, po drugiej stronie szosy. ode mnie ok. 800 metrów (liczyłam krokami chodząc z kijami). Ale z lenistwa, z przyzwyczajenia zwykle wstępowałam do tego pierwszego po drodze. Ten drugi, to dawny sklep GS, duży, z resztkami działu przemysłowego. Dowiedziałam się, że właściciel, mieszkający w naszej wsi, ma jeszcze kilka takich sklepów w pobliskich wioskach. I gdy tam wcześniej trafiałam, miło rozmawiałam z panią sprzedawczynią, która tez nie była z naszej wsi, więc o wsi niczego nowego się nie dowiadywałam.   

 Dziś pogoda wprost wyciągała z domu. Słońce świeciło i grzało przez szybę. A że na wsiach sklepy są otwarte codziennie od 6 do 22, to postanowiłam zrobić sobie spacer i przy okazji kupić drożdże, bo postanowiłam zrobić pączki. Wnuk do mnie przyjechał i mamy karnawał, to pączki będą, jak znalazł  Okazało się, że słonko świeci i nawet grzeje, faktycznie, ale wiatr wieje jeszcze całkiem niemiły. Do sklepu szłam pod wiatr (i tak sobie myślałam, że w tych tropikach pewnie jeszcze zatęsknię za tym chłodnym wiatrem). W sklepie, tym dalszym, nowa pani sprzedawczyni. Nie wiem, czy mnie znała. Może ona mnie tak, ja jej nie. Była bardzo sympatyczna. Kupiłam jeszcze parę zapomnianych wcześniej drobiazgów, a gdy wspomniałam, że będę robić pączki pani zupełnie spontanicznie zaoferowała mi przepis na proste pączki, który właśnie wczoraj wypróbowała: " robi się szybciutko, są bardzo łatwe do zrobienia i tanie, zapiszę pani!". Obsłużyła jeszcze szybko dwie osoby i zapisała mi składniki. Pomyślałam sobie, czemu nie, mogę wypróbować coś nowego. I zrobiłam. Nie patrzyłam na zegarek, ale faktycznie te pączki robiły się same, razem ze smażeniem zajęło mi to najwyżej godzinę. Pączusie wyszły ładne, okrągłe i bardzo smaczne. W sklepie pani nie miała powideł, ale namówiła mnie na marmoladę, dość zwartą, dobrze się ją nakładało na ciasto, nic nie wyciekało, łatwo zlepiało pączki.

 

IMG_0622.JPG

 Może komuś przyjdzie ochota na te łatwe pączki? 

Oto przepis: 1kg mąki

4 całe jajka

5 łyżek cukru

10 dag drożdży (+1 łyżka cukru do rozczynu)

2 szklanki ciepłego mleka (może być trochę mniej)

125 ml płynnego tłuszczu (roztopiona margaryna, masło, albo olej) (ja dałam olej)

skórka otarta z 1 cytryny i sok z 1 cytryny

 

Jaja ubić z cukrem na ciepło, dodać do mąki,  plus rozczyn, mleko, tłuszcz i sok z cytryny i skórkę. Wszystko wymieszać, wyrobić, chwilę wygarować. Ciasto było dość luźne. Nabierałam łyżką częściami ciasto na posypaną mąką stolnicę, wałkować się nie dało, z takich rozciągniętych kawałków wycinałam szklanką krążki, kładłam marmoladę i formowałam pączki. Zrobiłam z połowy porcji 17 pączków. Smażyłam je na smalcu.  Ciekawe, czy jutro też będą jeszcze tak smaczne, jak dziś (zostawiłam tylko 5 sztuk, te pozostałe, których nie zjedliśmy wydałam rodzince). Smacznego. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Moja podróż marzeń

sobota, 01 lutego 2014 19:57

Kiedyś były takie popularne na blogach "zapytania" i odpowiedzi. Np. "czego o mnie jeszcze nie wiecie". Czy faktycznie nie pochwaliłam sie już kiedyś, że jestem dyplomowanym organizatorem turystyki? A także pilotką wycieczek? Co prawda od 20 lat jestem organizatorką i pilotką jedynie wycieczek dla rodziny, ale nawet tego nie każdy by sie podjął. Moją ideą było realizowanie wyjazdów możliwie najmniejszym kosztem. Bo fundusze zwykle były ograniczone, a chęci zobaczenia świata przeciwnie, ogromne, niczym nieograniczone. Jako dziecko byłam z rodzicami u ich przyjaciół w Jugosławii, w NRD, na Węgrzech.  Za socjalistycznych czasów  korzystałam z tanich wyjazdów studenckich do "demoludów" (kto jeszcze pamięta, co to).   Odpoczywałam nad bułgarskim i rumuńskim Morzem Czarnym, zwiedzałam ZSRR, dotarłam nawet nad Bajkał. A w podróż poślubną pojechaliśmy do Włoch (tym razem za działalność w kole naukowym mąż dostał promesę dewizową na kupno 100$). Zorganizowałam tamten wyjazd, wtedy jeszcze bez pomocy internetu (jeszcze sie nie narodził), z kilkoma pomocnymi adresami w notesie, z opłaconym biletem w jedną stronę. Byliśmy młodzi i odważni, wszystko udało się świetnie. A potem na prawie 10 lat zamknięto zwykłym obywatelom granice, nawet najbliższe, a gdy je w końcu na oścież otwarto, to ja zagrzebałam sie ponownie w pieluszki i organizowałam przede wszystkim wyjazdy na daczę i rzadziej w Polskę.  A w tym czasie moja szwagierka zaczęła mieszkać w Australii. Wtedy przeszło 20 lat temu wyjazd do Australii nie wydawał mi się możliwy. Bo po pierwsze, jako osoba rodzinna, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pojechać tam bez moich dzieci (a z dziećmi nie było mnie stać). Po drugie, to nie była moja siostra tylko szwagierka, więc mąż czyli brat powinien chcieć siostrę odwiedzić, a bratu nie zależało. A potem już było coraz więcej innych potrzeb i wyjazd na antypody został odsunięty na lepsze czasy. Mimo to, zorganizowałam mojemu Pierworodnemu, w nagrodę za wspaniałe wyniki w nauce, wyjazd do cioci. Na jeden bilet lotniczy wtedy było nas stać. Zobaczył kawałek świata, to zawsze procentuje.  A teraz w końcu ja też zobaczę tamte egzotyczne rejony. mam szansę spełnić jedno z marzeń.  Zorganizowałam wyjazd do Indonezji, a szwagierka namówiła nas na odwiedzenie "przy okazji " Australii, więc jedziemy i do Australii. Jeszcze musiałam zmotywować Mojego, żeby też zechciał pojechać, z podobnym entuzjazmem, co ja.  Bałam się, że nie dam rady poszukać w internecie biletów, noclegów, informacji. Że jestem zbytnią ignorantką, za starą na naukę. Ale okazuje się, że jeśli zadamy wyszukiwarce odpowiednie "pytanie", to znajdzie wszystko dla nas. My mamy tylko wiedzieć, czego chcemy. Szczęśliwie kupiłam sobie dokładny przewodnik po Indonezji (pół godziny szperania po półkach w Empiku) i książkę o Bali. Teraz układam w głowie trasy zwiedzania i planuję pobyt. Jedziemy za niedługi czas. Jeszcze nie zaczęłam sie pakować, jeszcze cały czas siedzę i "nie dzieje się nic", ale powoli zaczyna mnie ogarniać "gorączka podróżna" (Reisefieber). Przestanę siedzieć , zacznę biegać, kupować, szykować, pakować. Nawet przyszła przyjemność jest związana ze stresem. Wszystko przede mną. Odezwę się tuż przed  podróżą, a potem , oczywiście, zdam relację z wyprawy.  


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 939 890  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
2425262728  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2939890

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl