Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Święta tuż tuż

poniedziałek, 29 marca 2010 23:00
Zrobiłam sobie jadłospis na Święta. Nie jest to jakiś imponujący jadłospis. Nie jemy zbyt dużo, jako rodzina, a ja nie znoszę, kiedy jedzenie się marnuje. Nie znam wielu produktów, które można na te Święta przygotować zawczasu. U mnie to paszteciki do barszczu i pasztet  - zrobione, zamrożone. Paschę muszę robić jak najpóźniej, żeby nie skwaśniała, to samo z sernikiem, babkę piaskowa i drożdżową upiekę też w piatek, zrobię w tym roku także suflet czekoladowy z przepisu Lillan, pycha. a mazurki piecze mama. Aha, mięsa upiekę jutro albo pojutrze. Zrobię roladę schabową z żurawiną i schab z morelą. A sosy do mięs i pasztetów nie mogą też zbyt długo leżeć, muszę je zrobić chyba w piątek. a wielkanocnapierzynkę (sałatkę) to chyba w sobotę zrobię. Szynkę wedzoną muszę dopiero kupić, porzadną jakąś (w zeszłym roku była gumowata). Gotuję ją z przyprawami i na tym wywarze robię barszcz czerwony. Wędliny będą kupne. Mam już spis  produktów do kupienia. Długa lista. No i posiałam dziś w końcu rzeżuchę, bez rzeżuchy nie ma u nas Wielkanocy. No i oczywiście bez jajek też nie. Jeszcze nie kupione. Ach, roboty mam huk. Będę teraz zajęta przygotowaniami.
     Życzę wszystkim Wam, odwiedzającym mnie tutaj, wspaniałych, radosnych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych !

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Jeszcze o wodzie, a właściwie o domokrążcach

środa, 24 marca 2010 11:51
Kiedy od wczoraj odmówiłam picia wody domowej, mój małżonek "ulitował się" nade mną i zaczął mi tłumaczyć na czym polegała manipulacja pana "magika". Przede wszystkim prezenter pokazując nam  "pomiar" czystości wody nie sprecyzował jaki konkretnie parametr mierzy, jakim miernikiem i w jakich jednostkach (mając do czynienia z inżynierem z tytułem doktora trzeba być precyzyjnym), poza tym do elektrolizy użył aparatu z elektrodami z żelaza (czarnych), nie ze stali. Woda reagowała z żelazem, tworząc zwiazki chelatowe (cokolwiek by to znaczyło, ja jestem filologiem), stąd wrażenie błota w szklance. To mi powiedział Mój dziś na pociechę, żebym nie bała sie, że po wypiciu herbaty na kranówce zaraz sie ciężko rozchoruję (pijąc taką wodę chorobę mam jak w banku, według prezentera). Prezentacja, to coś czego nie cierpię i unikam. Ale tym razem chciałam być uczynna. Zgłosiła sie do mnie telefonicznie bardzo elokwentna pańcia, która spytała, czy  chciałabym w celach statystycznych poddać swoją wodę analizie . Sprawdzają z ramienia przedsiębiorstwa wodociągowego czystość wody w Poznaniu. I telefon dostali od - tu nazwisko mojej fryzjerki. I że to badanie zajmie jakieś pół godziny. No, cóż, jestem uczynna, pół godziny znajdę dla celów statystycznych. Człowiek (czyli ja) jest całe życie taki naiwny. Nie chce przyjąć do wiadomości, że wszyscy chcą go kroić, zarobić na nim. Czyli cała ta prezentacja zaczęła się od oszustwa. I dalej było podobnie. Nie chodziło o żadną statystykę, nie były to Wodociągi Miejskie, tylko jakiś prywatny geszeft z wodą w  nazwie. A tzw. analiza wody ograniczyła się do dwóch efektownych porównać fizycznych.   Wizyta "magika" przeciągnęła się do 1,5 godziny! Miałam iść na większe zakupy, ale już nie było kiedy, a poza tym tak mnie zdołował, że nie miałam na nic ochoty. Tego stresu nie mogę mu darować. Młody człowiek był niezwykle wygadany, wyuczony jak papuga, jego zachowanie było jak na mój gust , zbyt luzackie: na wejściu wyciąganie reki do powitaniana na długość"heil" (co to za zwyczaje, smarkacz pierwszy wyciąga do mnie rękę władczym gestem i ja mam się mu podporządkować, brr), potem to familiarne zwracanie sie po imieniu , niby urabianie sobie mojej przychylności, a jest właśnie na odwrót. Nonszalancja na granicy arogancji do kupy z ignorancją. Czy wiecie, jak nazywa się i gdzie się znajduje największy naturalny zbiornik wody pitnej, czyli słodkiej wody na Ziemi? Chodzi o jezioro oczywiście. Byłam tam. Mąż o nim wspomniał prezenterowi. Ten nie wiedział. To Bajkał. Jeśli nadal nie wiecie co to i gdzie, to lepiej nie czytajcie dalej, bo jak ten prezenter zapytał, o to właśnie, to spojrzałam na niego z politowaniem i uczucie to nie opuściło mnie już do końca. Trze się było uczyć, pomyślałam sobie o nim: wtedy nie musiałbyś tak chodzić od domu do domu i wciskać ludziom produktu, o którym nawet nie wiedzieli, że może im się przydać, dopóki ich o tym nie przekonałeś. Jak kolejny niepotrzebny gadżet. Albo owszem, przydatny, ale nie niezbędny. Ten prezenter dobrze robił swoją robotę, sprawnie i przekonująco, może nawet lubi swoją pracę (dla mnie i tak będzie drobnym cwaniaczkiem). Tylko ja nie nadaję się na takiego widza i nie cierpię takich "imprez". Jak już pisałam, nie umiem "robić" pieniędzy i taki nie do końca czysty, przejrzysty i uczciwy sposób zarabiania pieniędzy nie zyskał i nie zyska mojej aprobaty. Podsyłanie mi takich domokrążców uważam za, co najmniej, nietakt. Mój dom, to poniekąd moja twierdza, albo moja gawra i nie każdego chcę tu wpuścić. Dlatego komiwojażerom wszelkiej maści mówię "stop". Ale ludziska są cwane, zawsze znajdą sposób, żeby innych, mniej cwanych wykorzystać. Niech im tam. Ja jestem dumna z tego, że nie jestem cwana!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Woda!! Woda??

wtorek, 23 marca 2010 20:45
 Czy wiecie co leci z naszych kranów pod potoczną nazwą woda? Przyszedł do nas dzis taki jeden "sztukmistrz", podesłany przez dalszą znajomą i za pomocą elektrolizy w szklance wody unaocznił mnie i mojemu racjonalnemu małżonkowi, że to co zwykliśmy pijać i co leci z naszych kranów w wielkim mieście, to ciecz poza wszelką klasyfikacją czystości. To-to nie nadaje się nawet do podlewania roślin, bo można zatruć, a myć się tym strach, bo można nabawić się egzemy. Naprawdę. Był bardzo przekonujący i jego doświadczenia także. Po przeprowadzeniu elektrolizy (żadne cuda, czysta fizyka) w szklance pojawiło się jakby błoto, coś strasznego. I my to pijemy! No, co zrobić. Przecież gość nie przyszedł do nas jedynie z informacją, wiadomo, że chciał zarobić. Może i zarobi na nas (ale jeszcze nie teraz, funduszy brak). Chyba wolałam nie wiedzieć o tych "rewelacjach", które bardzo mnie wzburzyły. Tak się zbrzydziłam, że nie mogę patrzeć na kran. Poszłam zaraz i kupiłam 3 litry mineralnej wody niegazowanej (chociaż w niej też są cząstki PCV, z plastikowych butelek). Bez wody żyć się nie da. Ale używanie tej, która płynie w kranie też jest niebezpieczne dla zdrowia. Po prostu szok. Kiedy nasza woda w domach będzie mieć osobne podłączenie do wody pitnej i do wody gospodarczej? Ponoć UE dała nam na to 35 lat. No, może jeszcze ktoś z was dożyje do tych czasów. I jak tu szanować tę wodę naszą obecną?

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Drogie ząbki

piątek, 19 marca 2010 23:16
Ostatnio robiłam zdjęcie RTG zęba, a pani mówi: jeśli ma pani protezkę, to trzeba wyjąć. Jaką protezkę? Ach, pewnie chodzi o jakieś ruchome "trzecie zęby". No, tak. Nie mam. Jeszcze. Ale kto wie, jak długo? O zęby trzeba dbać. I jest to oczywistość. Ale jak tu się ustrzec problemów, których z wiekiem przybywa? Może należy ograniczać spożywanie  słodyczy? Ponoć słodycze, to największy  wróg zebów. A i dziedziczne i osobnicze skłonności czyli "uroda"zębów też są istotne. Moja mama za miesiąc skończy 84 lata. Ma takie małe marzenie, a może kaprys: umrzeć ze swoimi zębami. Ostatnio musiała usunąć jeden ząb, bo się rozchwiał za mocno. Wielka bieda (w mamy mniemaniu), to jej trzeci stracony ząb!! Stwierdziła, że chyba czas umierać, z powodu utraty (no i ma właśnie jakąś ruchomą protezkę "dla urody", do której nie może przywyknąć). Ja mam zęby w "rzadszym" stanie, ale tylko formalnie, bo tego nie widać. Ale jakim kosztem? I czy to warto? Jak sobie pomyślałam teraz, że za nowy ząb, stały i jak własny, mogłabym pojechać na przykład na wycieczkę promową do Kopenhagi albo kupić panele podłogowe na "górkę" na wieś, albo płyty na obudowę kominka, to może lepiej, żebym była szczerbata? Ale ja nie czułabym sie dobrze. Jaka może być radość , jeśli nie lubisz siebie, jeśli sie wstydzisz coś powiedzieć, bo wiesz, że nie masz zębów i to cię krępuje. Mnie krępuje. Tak, jak nie pokażę ludziom mojego bałaganu w domu (musi być porządek), tak samo nie pokażę się innym szczerbata. I póki mam na to, nie chcę też "wyjmować protezki" (protezka tez kosztuje).  No i za ten komfort psychiczny płacę. A słodkiego jeść nie przestanę, dopóki lekarz mi nie zabroni.
 A swoją drogą strasznie drogie te usługi stomatologiczne.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Braki i bonusy

poniedziałek, 15 marca 2010 11:33
Niektórzy ludzie potrafią nawet z kamienia wycisnąć pieniądze. Ta zdolność do pomnażania pieniędzy, te, powiedzmy, marketingowe uzdolnienia nie były cenione, wręcz niedoceniane w czasach "powszechnej równości podziału dóbr". Ale i wtedy, w tych socjalistycznych czasch niektóre zdolne jednostki potrafiły rozwinąć swoje firmy. Spytałam kiedyś na spotkaniu towarzyskim takiego właśnie prężnego jubilera, jak mu się udało rozkręcić z takim powodzeniem swoją firmę. Powiedział wtedy coś odkrywczego dla mnie, o czym wcześniej nie pomyślałam. Powiedział, że do pomnażania pieniędzy trzeba mieć uzdolnienia, z natury, tak jak jedni mają słuch muzyczny, inni talent plastyczny, tak są ludzie z talentem do robienia pieniędzy. Nie chciałam głośno przyznać mu racji, bo uważałam to za niesprawiedliwe (teraz wiem, że nie ma sprawdliwości w obdarzaniu ludzi talentami ). Nie chciałam głośno przyznać mu racji, bo nie chciałam przyznać przed sobą, że zawsze będę biedna, a w każdym razie nigdy nie dojdę do dużych pieniędzy. Za grosz nie mam takich uzdolnień. Ani nikt z mojej rodziny. A "najgorsze", że nie dbam o to.  Nie potrafię i nawet nigdy nie chciałam sie nauczyć  (zawsze można brak uzdolnień wesprzeć nauką i pracowitością).  Ale nie mając uzdolnień w jednej dziedzinie ma się je w innej (każdy ma swoje mocne strony).  Wczoraj widziałam  odcinek serialu "Kości" (oglądam sporadycznie). Główna bohaterka ma kłopot ze zrozumieniem intencji ludzi, w ogóle nie potrafi ich "odczytać". Nie wie, co czują, co myślą, co chcieliby usłyszeć w danym momencie. Znam takich ludzi, jak ona. Są odbierani jako nieczuli, zimni, obojętni, bez poczucia humoru,  pozbawieni uczuć. A oni po prostu nie potrafią odczytać sygnałów i na wszelki wypadek, żeby nie powiedzieć czegoś niestosownego, milczą, przybierają maskę obojetności. Żal mi ich. Bo ja "czytam" ludzkie emocje. Ale także lata pracy z ludźmi, to lata obserwacji. I tylko trochę szkoda (ale tylko trochę), że nie potrafiłam swoich uzdolnień "spieniężyć"(za to bardzo mi pomagają w pracy i życiu). Czytałam swego czasu taki poradnik amerykańskich autorów "Sztukę obserwacji czyli jak poznać prawdę o drugim człowieku". Potwierdzili tylko to, co już wiedziałam, ale potrafili to opisać i zgarnąć za to kupę szmalu. No, ale czego nie ma tego nie ma, więc się cieszę tym co jest.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 617  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl