Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O wczorajszym i o przyjemniejszym

czwartek, 31 marca 2011 19:02

No i dostałam dziś "2 w 1" z ZUSu, czyli dwa wyliczenia jednym listem. Dużo pisaniny, przeliczeń, cyferek. No, po prostu żal tej energii. Ktoś zajmował się moją skromną osobą  (i moją skromną emeryturą 3 razy). Doprawdy nadmiar fatygi dla tych paru groszy. Ale widać, tak trzeba. Nie tracę nadziei na "godziwą starość".

 A z całkiem innej beczki: zrobiłam porządek w części moich błyskotek. Mam ich zdecydowanie za dużo. Chyba mogłabym codzinnie mieć na sobie inną ozdobę przez cały rok. Tylko po co i dla kogo? Gdy chodziłam do pracy, to właściwie nie zdarzało mi się, żeby nie mieć na sobie łańcuszka z wisiorkiem, korali albo broszki. No i pierścionka nad obrączką, zawsze tego samego od lat. Pierścionek przepadł. Zniknął, wsiął. Nie ma. I nie ten jeden. Jakaś plaga: w jednym roku znknęły 3 moje złote pierścionki, małe i skromne, ale sentymentalne. Zawsze leżały na półce pod lustrem, nad umywalką. Może potrącone, zmiecione przez kogoś potoczyły sie pod wannę? W końcu tabuny ludzi przewalały sie przez nasze mieszkanie podczas naszej bytności na wsi (mój syn  jest bardzo towarzyski). Nie mam kogo podejrzewać, bo nawet nie wiem, kogo, ale jakieś ziarno nieufnosci we mnie tkwi. W końcu złote pierścionki, nawet cieniutkie, nie utleniaja się samoczynnie. Wczoraj wspomniałam znajomej, która lubi kolczyki, że mnie one nie kuszą, bo nie mam dziurek, ale broszki najróżniejsze (byle ciekawe) są przeze mnie zawsze pożądane. Bo uwielbiam broszki. Dziś zrobiłam z nimi porządek, "odkurzyłam" niektóre, przypomniałam sobie ich historie. Te broszki to kawałek mojego życia. Znalazłam tu, w mieście 40 sztuk do wpięcia. Na wsi też mam jeszcze kilka. Wszystkie lubię, ale niektóre z nich darzę szczególnym sentymentem.

Niektóre są malutkie, inne całkiem spore. Wiekszość z nich dostałam w prezencie, tylko niektóre kupiłam sama.

To moja pierwsza "dorosła" broszka. Dostałam ją od rodziców w II klasie liceum. Bardzo ją ciągle lubię. Tę broszkę dostałam od moich synków, gdy mieli jeden 12, a drugi 10 lat.

 A to broszka kupiona w Bułgarii, dawno temu, na studiach. Identyczną broszkę miała nasza polonistka  w liceum, którą podziwiałam za styl bycia. Bardzo chciałam mieć taką broszkę. I gdy wypatrzyłam taką samą , natychmiast z radością kupiłam.

 Wiem, że nie trzeba przywiązywać sie do przedmiotów, ale przecież w przedmiotach tkwi kawałek naszego życia, nasza historia. Nasz ślad.

 

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Mowa-trawa

środa, 30 marca 2011 19:48

Dostałam "korespondencję" z ZUS. W sprawie waloryzacji. O.k.- to jakiś standart. I urzędnicza nowomowa, nie łapię sensu w słowach, których pojedyncze znaczenie niby rozumiem. DLACZEGO JA NIC NIE ROZUMIEM??? Dlaczego to niby wyjaśnienie musi być takie zapętlone, żeby osoba nie mająca do czynienia z takim żargonem niczego nie zrozumiała? Oto standartowy tekst przesyłany zapewne wszystkim emerytom:" PO DOKONANIU OBLICZENIA PODATKU PRZEZ ORGAN RENTOWY ZA ROK PODATKOWY 2010 ODZIAŁ ZUS PRZEKAZUJE NADPŁATĘ PODATKU UDOKUMENTOWANĄ W PRZESŁANYM PANU (I) ORAZ WŁASCIWEMU URZĘDOWI SKARBOWEMU DOKUMENCIE PIT -40A - WRAZ ZE ŚWIADCZENIEM WYPŁACONYM W MARCU 2011R."

Kiedy dokonano obliczenia podatku, co to jest organ rentowy, gdzie przekazano nadpłatę, bo ja jej nie dostałam, "wraz ze świadczeniem" - czyli uwzgledniając to świadczenie, czy jak??? Czy koniecznie trzeba tak pieprzyć? Czy muszą mnie ci z ZUSu zawsze denerwować? Bo mam wrażenie, że ciągle czegoś ode mnie chcą, chociaż wszystkie papiery, które miałam złożyć, złożyłam. No i na początku marca przekazałam dodatkowe dokumenty o dochodach za rok2010, na podstawie, których czekam na wyższą emeryturę. Jak ten zakład ubezpieczeń ma dobrze funkcjonować, jeśli osoba od waloryzacji nic nie wie o moich dokumentach o dochodach.  Czyli tym tematem zajmuje sie kolejna osoba. Traci sie czas i energię na obliczanie zrewaloryzowanej emerytury, żeby za chwilę znów obliczyć moją emeryturę na nowo, bo zmienia się podstawa obliczeń. Mam wrażenie, że moimi wszystkimi sprawami w ZUSie nie zajmuje się kilka osób?  Czemu nie jedna? Czyżby mieli za dużo urzędników? Pewnie znów  się osobiście pofatyguję po wyjaśnienia do kobiety udzielającej informacji w mojej sprawie (teraz udzielają informacji po pobraniu numerka do odpowiedniego "specjalisty" z zakresu, a mężczyzny tam nie widziałam, ale może jakiś też jest). Zawsze omijałam urzędy, biurokrację i takiego rodzaju pracę szerokim łukiem. nadziwić się nie mogłam, że ktoś może lubić takiego rodzaju pracę ,nadal wydaje mi się, że taką pracę wykonuje się za jakąś karę. Ale w tej chwili karę mam ja, bo zamiast spokojnie czekać na swoje pieniadze na koncie, zastanawiam się, czego oni ode mnie chcą, czy mam się jakoś do tego pisma ustosunkować, czy schować do szuflady i czekać na ciąg dalszy? A może powinnam się domagać odpowiedzi na złożone po 1 marca papiery? Ciekawe gdzie uczą takiej mowy-trawy urzędniczej? Pewnie przyjdzie mi na stare lata zapoznać się z nią bliżej, żeby móc w podobnym stylu w przyszłości odpowiadać na takie pisma. Niestety.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nieśmiałej wiosny kilka portretów

niedziela, 27 marca 2011 19:58

Dorodne krokusy hodowlane.

Inne odmiany.

A to delikatny, prawdziwy szafran spiski czyli krokus tatrzańsk, u taty w ogrodzie.

A to kwitnący dereń jadalny, jeden z najwczesniej kwitnacych wiosna krzewów. Ma jasnowiśniowe owoce, robię dereniówkę, nalewkę na tych owocach. U taty jest dereń z krwistoczerwonymi owocami, "aż strach" je jeść;-). Są także derenie ogrodowe, o pięknej czerwonej korze i liściach przebarwiających się na wiśniowo, kwitną biało, w czerwcu i mają czarne, okrągłe, niejadalne owoce.

 Jeszcze pokażę w jakim stadium były wczoraj tulipany (rosną szybko mimo nocnych przymrozków). A potem, w kwietniu pokażę kwitnące.

I więcej wiosny nie mam na zdjęciach. No, szczypiorek już ładnie rośnie i zieleni się zeszłoroczna pietruszka, więc można mieć swoje zielone do zup i chleba. Ale akurat pietruszkę i szczypiorek każdy może mieć na parapecie, jeśli tylko lubi. A ja nadal czekam na ciepłą wiosnę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Nieśmiała wiosna

sobota, 26 marca 2011 20:37

Patrząc na te nieśmiałe początki można pomarzyć o prawdziwej ciepłej, rozkwitłej kwiatami wiośnie. Ale w naszym klimacie musimy uzbroić się w cierpliwość. Nie ma cudów, trzeba czekać cierpliwie do kwietnia. Ale ma być coraz cieplej. Na razie posadziłam cebulę dymkę i zasiałam rzodkiewki, pietruszkę i marchew. Na razie tyle. Ale wegetacja ruszyła, a sezon ogródkowy się rozpoczął.

Niestety, tu na wsi i dziś nie moge wstawić zdjęć (ponoć sieć obciążona) wstawię jutro z przewodowego internetu w mieście).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Po wypadzie

środa, 23 marca 2011 20:17

Pojechałam do synka do Gorzowa. Gorzów Wielkopolski, miasto nad Wartą, jak większość polskich miast, coraz ładniejszy, coraz bardziej zadbany. Ostatnio przygladałam sie miastu 3 lata temu. Od tego czasu zauważyłam, że domy wokół katedry, zbudowane w latach siedemdziesiątych w stylu "aby ino coś stało", koszmarne bloki - kostki, w tej chwili są po "liftingu" elewacji. Wystylizowane szczyty dachów, balkony a'la stare, okna dobrane do stylu balkonów i ładne kolory. Już tak nie rażą brzydotą i niestosownością w tym historycznym miejscu, gdzie cała Starówka została zniszczona pod koniec wojny, a ostała się cudem gotycka ogromna katedra. Co prawda zdobiący ją hełm z całkiem innej epoki zupełnie tam nie pasuje, ale przez to każdy widząc ten kościół wie, że to katedra w Gorzowie, a nie na przykład kościół w Gdańsku

To Katedra w Gorzowie Wielkopolskim.

Wszystkich gorzowian przepraszam, ale najbardziej zaciekawił mnie w ich mieście kot mojego syna. Gorzowianin-kot, jak najbardziej. Syn nazwał go Nieznośnik, ale ja zupełnie nie rozumiem dlaczego. Łagodny, ufny, wesoły młody kot. Może wszystko zależy od podejścia? Ja uwielbiam koty i wszystkie koty są mi miłe i są dla mnie śliczne. Ten kotek od zaraz wyczuł we mnie sprzymierzeńca i wielbicielkę, z wzajemnością. Uważam, że się zaprzyjaźniliśmy.

Czy nie uroczy?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 418  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363418

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl