Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 552 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zielona Zielona Góra

piątek, 28 kwietnia 2017 16:41

Hobby to nasza przyjemność, zgadzacie się? Hobby sa tak różne, jak rózni są ludzie. Oczywiście, można się dziwić, po co, na co ten, czy ów zbiera krawaty, kalendarzyki, chodzi na fitness, do filharmonii , hoduje tulipany, czy skleja modele statków z kartonu. Hobby, to pasja i przyjemność, najważniejsze, że daje hobbyście zadowolenie i tylko jemu znane niewymierne korzyści. Ja zwiedzam: co się da, gdzie się da i kiedy się da. Lubię tak spędzać czas, to moje hobby.

Wczoraj byłam w Zielonej Górze (jako osoba towarzysząca). To miasto "za Odrą", znane starszemu pokoleniu z Festiwali Piosenki Radzieckiej (obecnie ponoć jest też jakiś festiwal pieśni rosyjskich?), kibicom żużla znane z tradycji żużlowych, enologom znane z tradycji winiarskich regionu. Byłam w Zielonej Górze   pierwszy (i jedyny do wczoraj) raz przeszło 40 lat temu. Byłam krótko, tylko jeden dzień. Tym razem tez był to krótki pobyt. Miałam okazję pochodzić jedynie po starej, zabytkowej części miasta (zabytkowa, to też termin dyskusyjny - miasto nękały przez wieki wielkie pożary, które rujnowały zabytkową tkankę, ostatni wielki pożar miał miejsce w 1948 roku!, zabytków tu jak na lekarstwo, domy z lat 20-tych XXw, to już stare domy). 

Podobno (nie ma dokumentów pisemnych) Zielona Góra otrzymała prawa miejskie "zaraz po Kożuchowie" (to z kronik Historycznych) w XIV wieku, zasiedlali ja wtedy rzemieślnicy z Flandrii i krain niemieckich. Wtedy wchodziła w skład Księstwa Głogowskiego, ale już od XVI wieku wpływy niemieckie był tak silne, że trudno mówić o polskości tych ziem. Mimo, że Zielona Góra jest (wraz z Gorzowem) stolicą województwa Lubuskiego - nigdy nie należała ani historycznie, ani geograficznie do Ziemi Lubuskiej, tylko do Dolnego Śląska. Ale cóż, z potrzeby powojennej polityki już od siedemdziesięciu lat jest przypisana do Ziemi Lubuskiej. Zielona Góra liczy niecałe 140 tysięcy mieszkańców (138 890).  A stara część ze Starym Rynkiem i okolicznymi ulicami sprawia wrażenie miasta znacznie mniejszego i , no cóż, prowincjonalnego. Na takie wrażenie, nie bardzo entuzjastyczne, na pewno miała wpływ także pogoda, wredna ostatnio bardzo (bo wredna pogoda miała wpływ na mój nastrój). Po południu nad miastem zawisła ciemna deszczowa chmura i zrobiło sie nieprzyjemnie chłodno i ciemno.

Widać, że miasto stara się zrobić dobre wrażenie na turystach, kilka ulic spacerowych - deptaków z kwietnikami i latarniami, domy odnowione, odmalowane, kilka cukierni, jakaś kawiarnia. Ale ogólnie wrażenie średnie. A jeszcze ci drepczący po Rynku ludzie miejscowi w strojach niedbałych (nie żebracy, raczej "piwosze") nie dodają uroku. Są w mieście skwery z wiosennymi krzewami radujące oko. Ale to za mało, żeby w moim prywatnym rankingu miast Zielona Góra zasługiwała na miano miasta "do kolejnych odwiedzin". Byłam, zobaczyłam i wystarczy. Zawsze staram się pokazać zwiedzane miasto z najlepszej strony, bo zawsze można znaleźć ładne, ciekawe miejsca. Jestem pewna, że zieleń, która wybuchnie w maju przyda zielonemu (już) miastu uroku :)

 

20170427_141551[1].jpg

Ulica Kupiecka - jeden z deptaków w pobliżu Rynku.

 

20170427_144744[1].jpg

 

Tu panorama Starego Rynku z Ratuszem (hełm ucięło, proszę o wybaczenie) i kościołem Matki Boskiej Częstochowskiej, poewangelickim, z XVIIIw, w tle.

 

20170427_143426[1].jpg 

Tu ładnie widać halową bryłę tego szachulcowego kościoła (poniemieckiego) i fragmenty murów miejskich.

 

20170427_144447[1].jpg

   

A tu kwitnące rajskie jabłuszka na skwerze, na Placu Pocztowym, niedaleko Rynku.

 

20170427_155018[1].jpg

 

Tu wiosenna zieleń na Placu Słowiańskim - tawuła wczesna i wiśnia piłkowana (ta japońska).

20170427_155112[1].jpg 

I jeszcze jedna z moich ulubionych wiśni japońskich. Widziałam ich w Zielonej Górze sporo. Stanowczo ich za mało w naszych miastach (w Szkocji stanowią wielka wiosenną ozdobę ulic).


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

Kociara

sobota, 22 kwietnia 2017 14:51

Wiecie już, że uwielbiam koty. Mam jedną koteczkę, drugiego kota w życiu. Ale koty uwielbiam od dzieciństwa. Na wakacjach na wsi zawsze znalazły się jakieś małe kotki, którymi mogłam się "opiekować" (pamiętam, że jednego podrośniętego kociaka kąpałam w strumyku, bo miał pchły, czy to przeżył, nie wiem, wyjechałam). Zachwycam się kocią gracją, elegancją ruchów, pięknem oczu, miękkością futerka, ich niezależnością i poczuciem wolności. Czy ci, co kotów nie lubią nie widzą tego, nie cenią tych przymiotów? Ja lubię patrzeć na wszystkie koty, te dzikie wielkie - lwy, tygrysy, lamparty , gepardy - ta sama gracja ruchów, co w tych małych, domowych. A w domowych ta sama waleczność, co w tych wielkich. Miło pomyśleć, że mam w domu potomka dzikiego zwierza, który przytula się do mnie i szuka mojego towarzystw

 Podziwiam wszystkie koty, traktuję je jak cuda natury, one chyba to wyczuwają. Gdy spotykam gdzieś kota (wiem zaraz , czy to kotka czy kocur), oczywiście, próbuję go "zaczepiać". Zazwyczaj koty są ostrożne i nie życzą sobie kontaktu z obcym (lub w ogóle) człowiekiem. Ale próbuję, zachęcam, przywołuję i najczęściej koty się zbliżają. Gdy mam przyzwolenie (ocieranie się o nogi), to głaszczę te pieszczochy.

Przez przeszło 30 lat, spędzanych latem na ogrodzie rodziców wypieściłam duże stado kotów, które starałam się dać do "adopcji". Działkowa kotka rodziła u nas swoje dzieci (najczęściej w naszej drewutni), a potem ja i moi synkowie rozpieszczali kocięta. Rosły pokolenia najłagodniejszych kotów, jakie przyszło mi znać. Gdy po wielu latach nasza działkowa zachorowała, to przy okazji operacji ratującej zdrowie także ją wysterylizowałam. Była z nami jeszcze 3 lata (zimą opiekował sie nią i karmił pan sąsiad). Kotka zostawiła syna (którego nie pozwolił wziąć synowi do domu Mój). Ten kocur, o cudownym charakterze, przyprowadził nam do miski 4 kociaki (może swoje, ale nie na pewno, no i kto był ich matką i co się z nią stało?). Te kociaki były już dość duże i raczej dzikie, nieznające człowieka: 3 koteczki i jeden kocurek. Jedna kotka nigdy nie pozwoliła się dotknąć, pozostałe trzy oswoiłam. Jedna z tych oswojonych kotek została potem mamą mojej koteczki. A kocurek (z tej trójki) był jedynym (poza jej mamą) kotem, któremu moja kotka pozwoliła się do siebie zbliżyć i wymienić uprzejmości - powąchać się wzajemnie i polizać (z czystej sympatii, bo oba koty wykastrowane, wysterylizowane). Moją koteczkę wziął do domu mój drugi syn,w listopadzie, chorą, ledwie żywą, za moją aprobatą, ale bez pytania o zgodę Mojego. Do dziś nie wybaczył kotce(15 lat), że zjawiła się nieproszona (przez niego). Znosi ją, nakarmi, gdy mnie nie ma, ale nie dotyka ( futerko mojej kotki jest niezwykłe miękkie). Kotka też się mu nie podchlebia - grzecznie obchodzą się bokiem.

20170402_092353[1].jpg

 

Z tej działkowej rodziny  wypieszczonych łagodnych kotów pochodzi Kicia, obecnie kotka drugiego sąsiada. Koteczka, prawdopodobnie wykocona na jakiejś działce przed latem, w lecie  wypieszczona przez działkowiczów i pozostawiona na jesień własnemu losowi. A to kotka, która potrzebuje kontaktu z człowiekiem, jak pies. Ufna i przyjacielska, i wiecznie głodna. Poznałam koteczkę, gdy jeszcze nie miała domu i gdy chodziła "po ludziach" szukając jedzenia i kontaktu. Wzięłabym ją od razu, tak "przytulnego" kota nie znałam do tej pory. Ale cóż, miałam już moją koteczkę, zazdrosną bardzo o każdego innego kota i "drącą koty" z Kicią (lato nasza Szmatka spędzała z nami na ogrodzie rodziców). Kicią zaopiekował się nasz sąsiad, zachwycony jej łagodnym charakterem i ufnością. Wczoraj pojechałam na ogród taty, pomóc w wiosennych siewach i sadzeniach. I spotkałam Kicię. Gdy mnie zobaczyła, to zupełnie, jak pies, przybiegła pędem do mnie, z postawionym jak maszt ogonkiem :) Chciałam jej zrobić piękny portret, ale gdzie tam. Cały czas robiła ósemki wokół moich nóg, domagając się pieszczot, a gdy, wydawało się, wypieściłam ją dość i odstawiłam na odległość zdjęcia, to nie zdążyłam pstryknąć - już była przy mnie. I skąd taka sympatia do mnie? Wprost rozbrajająca. Mogłabym sobie pomyśleć: ach, ona lubi mnie wyjątkowo, gdybym jej nie znała. To koteczka o wyjątkowo "psim" charakterze. To taka powsinoga, chodzi po różnych ogrodach, gdzie kiedyś ją dokarmiano (teraz sąsiad bardzo prosi o niedokarmianie, bo kicia jest już prawie szersza, jak dłuższa) i się do wszystkich łasi. I wszyscy ją pieszczą, bo to taki niezwykle miły kotek :) Naprawdę :)

20170421_135930[1].jpg    

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

To i owo

środa, 19 kwietnia 2017 13:53

Święta minęły szybko, w miłej rodzinno-przyjacielskiej atmosferze. Ostatnie mazurki przed "pożarciem" sfotografowałam. udały się wyśmienicie (mam na myśli polewę czekoladową z bakaliami, bo była w sam raz; nie za twarda i nie lejąca się, a to trudno utrafić w punkt, spód miodownikowy zawsze wychodzi i nie jest nigdy suchy).

 

DSCN2579.JPG

 

Został mi jeszcze taki większy z polewą cytrynową i bakaliami (bez dodatku mleka, dla synka, ale okazało się, że on już może mleko) i resztki mazurka orzechowego. Natomiast z wędlin mogłabym urządzić drugie śniadanie wielkanocne dla kilkunastu osób. Więc zamroziłam pasztety (wcześniej niemrożone), szynki niepokrojone, kiełbasy niegotowane. A krojone resztki wędlin zagospodarowuję w zupach i zapiekankach. Nie lubię tak. Lubię świeże. Ale nie zmarnuję żywności zdatnej do jedzenia. Obecnie młodzi, jak wiem, nie mają żadnych skrupułów przed wyrzucaniem do śmieci produktów, które im się znudziły, bo opakowania były zbyt duże (a produkty długoterminowe, więc jeszcze zdatne do spożycia). No cóż, rodzice nie nauczyli szanowania jedzenia. I nie tylko jedzenia, ubrania i inne sprzęty też wyrzucą do kubła, zamiast ekologicznie oddać do powtórnego przerobu. To ta rozpasana konsumpcja. Nadmiar towarów wszelkich, czasy nadmiaru przedmiotów.

To może teraz o innych wartościach. Przed samymi Świętami mój wnuś miał urodziny. To już były ferie, więc zapisałam wnusia na całodzienne warsztaty "Małego Inżyniera" pod hasłem "Magiczne Jajko". Dzieci bawiąc się świetnie sprawdzały możliwości fizyczne i chemiczne jajek, zanurzały w różnych roztworach, gotowały na kwadratowo i ponoć wiele innych ciekawych rzeczy, których siedmiolatek nie umiał nazwać, ale "było fajnie". Drugi wnuś, żeby nie czuł się pominięty (a już za duży na eksperymenty) został przeze mnie zabrany na spacer po mieście (naszym rodzinnym). Odrobina historii, kultury, dydaktyki nigdy nie zaszkodzi. Okazało się, że muzea wnuk zna ("babciu, tylko nie muzea, bo ostatnio tato wziął nas do miasta i zwiedzaliśmy wszystkie muzea w mieście, chyba 6 jednego dnia, strasznie byliśmy zmęczeni").  Poszliśmy na Cytadelę. To największy  park Poznania (ok.100 ha), założony na terenie dawnego fortu Winiary -centralnego fortu umocnień twierdzy - Festung Posen, zwanego przez poznaniaków Cytadelą ( z włoskiego, to twierdza w środku miasta, mająca na celu obronę mieszkańców). To Prusacy  zbudowali system umocnień , fortów wokół miasta. Twierdza Posen wraz z systemem fortów uchodziła za największą twierdzę ówczesnej Europy, rozbudowywaną przez cały XIXw i na początku XXwieku. W 1945 roku, 23 lutego Cytadela została zdobyta przez Armię Czerwoną przy współudziale poznańskich ochotników. Większość zabudowań uległa zniszczeniu podczas zdobywania twierdzy. W 1963 roku zaczęto zakładać na terenie dawnej Cytadeli park. Mieszczą się tu także cmentarze - miejsca pamięci - poległych  w szturmie żołnierzy radzieckich i poznańczyków, którzy wtedy tam zginęli, a także cmentarz żołnierzy brytyjskich poległych na terenie Wielkopolski. Jest także aleja poznaniaków zabitych w Wypadkach Poznańskich - Czerwcu 56 roku. Na terenie Parku Cytadela są dwa muzea - Muzeum Uzbrojenia i Muzeum Armii Poznań. O tym wszystkim rozmawiałam z wnukiem. Jest też na Cytadeli wiele rzeźb i pomników. Do bardziej niezwykłych należy grupa żeliwnych rzeźb, cały bezgłowy tłum. Z okazji 750-lecia lokacji miasta, w 2003 roku Magdalena Abakanowicz ustawiła na rozległym trawniku grupę 112 rzeźb - maszerujących bezgłowych postaci z żeliwa, zatytułowaną "Nierozpoznani". Dokładnie sobie obejrzeliśmy tę rzeźbę (pomnik?). To figury nieco wyższe od przeciętnego człowieka. Można między nimi spacerować, oglądać z każdej strony z bliska. Są dość niesamowite. Wnuk nieufnie przyglądał się tym tworom. Byliśmy zupełnie sami na ogromnej łące. Tylko my i te bezgłowe postacie. Ja oczywiście zachwalałam rzeźby, mówiłam o obcowaniu ze sztuką, że to niezwykła okazja na tak bliski kontakt ze sztuką wybitnego artysty. Wnuk sceptycznie popatrywał na rdzawe odlewy i w końcu zapytał: czy te rzeźby ci się babciu podobają tylko dlatego, że są autorstwa znanej rzeźbiarki? Czy gdyby to zrobił ktoś nieznany, to też byś była taka przejęta. I zaczęłam się zastanawiać. O sens sztuki.O moje własne odczucia. Czy ktoś nieznany wymyśliwszy coś takiego zostałby zauważony, czy miałby szansę  zrealizować swój pomysł, zaistnieć? Czy wszystkie pomysły uznanej artystki są genialne? Co jest wspaniałego i gdzie ten artyzm w tych Nierozpoznanych? Dlaczego te rzeźby są sztuką wysoką? Ja się nie znam na sztuce. Nie rozumiem sensu tych kroczących, bez ładu i składu, golemów. Podziwiałam raczej pracę śremskich odlewników, którzy wykonali te 112 odlewów. Figury są raczej straszne niż piękne, ale "to Abakanowicz - podziwiajcie!" Czy tak? Co o tym sadzicie?   

20170413_131059[1].jpg

 

20170413_131118[1].jpg

 

20170413_131552[1].jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Święta tuż

środa, 12 kwietnia 2017 14:17

 

DSCN2565.JPG

Ledwo uporałam się ze sprzątaniem po malowaniu, a już robota goni. Święta tuż, przygotowania w toku. Próbuję podchodzić do prac kuchennych na luzie, co mogłam zamrozić - zrobiłam wcześniej, teraz spiętrzy się trochę działań, które trzeba zrobić na ostatnią chwilę. Nie szaleję, nie piekę mięs, ani kilku ciast, nie robię kilku sałatek, ani nie kupuję kilogramów wędlin. Wydaje mi się, że mam już to, co trzeba, a potem przypominam sobie o jeszcze czymś (koniecznie muszę kupić trochę białej kiełbasy dla syna, ja mogę w ogóle kiełbas nie jeść, nie przepadam).Dziś piekę pasztet z tzw. czerwonych mięs, ten z królika mam już zrobiony, zamrożony. Dziś też chcę zrobić polewy na mazurki, mam kilka spodów, ale polew będzie taka sama na wszystkie. Nic więcej nie piekę, synowe przyniosą ciasta (jakie? niespodzianka). A syn zrobi sos tatarski i jakąś sałatkę. Ja zrobię w sobotę Wielkanocną pierzynkę. W piątek przygotuję paschę z gotowanego mleka.No i zrobię baranki z masła. A jutro ugotuję wędzoną szynkę z moimi dodatkami. Jutro też spędzam dzień z wnukami, Mały kończy 7 lat !

Przyroda nas w ostatnie dni nie rozpieszcza. Zimno. Ale i tak wiosna jest wcześniejsza, niż rok temu. Sprawdziłam na zdjęciach; w zeszłym roku czereśnie kwitły dopiero 20 czerwca. W tym roku kwitną od 10 kwietnia. I podobnie przyspieszone są brzoskwinie i mirabelki, które zaczynają już przekwitać (po przydrożach kwitnie tarnina, ciekawe, czy doczekam się owoców, bo już kilka lat z rzędu marnie owocuje, a lubię dżem do mięs).Na moim małym klombie przed tarasem kwitną żonkile (ciekawe, czy dotrwają do niedzieli) i tulipany (hiacynty definitywnie już przekwitły). Po ich przekwitnięciu wysadzam w tym miejscu kanny i dalie, żeby mieć całe lato jakieś kwiaty "na oku". Pada deszcz, przyda się, ale żeby tak ciut cieplej się zrobiło...

 

DSCN2566.JPG

 

 Życzę Wam wszystkim pięknych, rodzinnych ciepłych i serdecznych Świąt! Wesołego Alleluja!!

 

DSCN2568.JPG


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wiosna

sobota, 01 kwietnia 2017 23:45

 

 

       ...A wiosna przyszłą pieszo

        Już kwiatki za nią spieszą

        Już trawy przed nią rosną

        I szumią - Witaj wiosno!        (Jan Brzechwa)

 

20170401_170539[1].jpg

 

 

20170402_095735[1].jpg

To cebulice w modrym kolorze.

 

20170402_095802[1].jpg

I u nas na wsi rozkwitły forsycje (tu chłodniej niż w miastach).

 

20170402_092254[1].jpg

 Wiosenny widok z okna sypialni (kwitnie morelka).

Miła wiosno trwaj !

P.s. 

U mnie malowanie, więc znikam na chwilę.

 


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 440 395  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2440395

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl