Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W skrócie

czwartek, 31 maja 2007 19:52
 W telegraficznym skrócie:
-skończyłam zajecia,
- jadę jutro na wieś i wracam może w poniedziałek (uwielbiam być w poniedziałek na daczy, tak cicho i spokojnie)
- mamy gościa w sobotę po południu na wsi (byłego pana prezesa mojego A., z małżonką, której nie znam), bedę "szaleć" kulinarnie,
-byłam u fryzjerki ("mojej"), zrobiłam sie ciemniejsza i "młodsza",
- chciałam tu trochę pofilozofować, ale przeciaż nie dają mi spokoju przy komputerze i już się do internetu kolejka ustawia.
Może we wtorek na dyżurze w pracy będę miała wolną chwilkę.
Wszystkim - miłego weekendu.
@)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Koniec szkoły

wtorek, 29 maja 2007 16:21
Nowy tydzień, czas tak prędko mija.Auto nadal nie zrobione, "moze jutro". No, może. Jutro moje dziecko  ma bal absolwentów (gimnazjalnych). Chłopak, to się nie przejmuje. Od września ma już garnitur, przydaje się ostatnio bardzo. Mój synek lubi styl "elegancki". Do szkoły chodził w marynarkach i koszulach (dobrze, ze nie upierał się przy krawacie). I koledzy to zaakceptowali. Jak trzeba było reprezentowac klasę, to synek był tym "reprezentacyjnym". Więc bal to formalność. Ale po co potem musza chodzic jeszcze do szkoły? Żeby mieli zajęcie? Żeby w domu nie przeszkadzali? Bo przecież te ostatnie dni w szkole to jest najgorszy przykład dla młodych. Jakieś działania pozorne, ciągłe odwołania lekcji, jakieś bylejakie zastępstwa. Coś tu jest nie tak. Nikomu już się nie chce uczyć, a stopnie do 2 06. mają być i tak wystawione. Jak mi syn powie, że nie idzie do szkoły, bo nie ma po co, to bardzo muszę się mobilizować wewnętrznie, żeby go namówić na pójście. Bo w głębi duszy przyznaję mu rację (i on to czuje). A to takie nie pedagogiczne. Wiem.
 Będę dziś robić mufiny czekoladowe, bo potrzebuję zjeść coś smacznego. A jeszcze zaszaleję, kupię awokado i krewetki (pomidory i ogórka mam) i zrobię sobie i małżonkowi sałatkę "amoroso". A co. Raz się żyje.
;-)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Za chwile nowy tydzień

poniedziałek, 28 maja 2007 0:24
 Ci moi synkowie nie za bardzo mnie chyba "poważają"( nie twierdzę, że "ważą lekce", ale blisko). Na Dzień Matki jeden dorosły synek dał mi skarpetki i oczywiście życzenia z uściskami (kwiatów "z zasady " nie daje, bo kwiaty cięte, to martwe kwiaty i nic to, że ja kwiaty uwielbiam), drugi synuś przyszedł, uściskał, złożył życzenia, nic nie dał, jeszcze wziął, bo ma na utrzymaniu rodzinę, a jest przed wypłatą. Trzeci synek dał czekoladę, którą dostał od babci ( bo wie, że należy coś dać, a był na działce i nic innego tam dla mnie nie miał),  o piwonii, którą miał mi dać- zapomniał, babcia musiała mu przypomnieć (bo przyjechałam w południe na działkę, a synek był tam już z dziadkami). A po powrocie do domu dostałam od synka jeszcze płyte Grechuty, którą zdobył z gazety nieczytanej w naszym domu. Gazeta nieistotna, ważne intencje i to, że dla mnie tę płyte już od pewnego czasy na szafce "melinował".
 Mojej mamuni upiekłam babeczkę w kształcie serca i dałam zdjęcia prawnuczka i wnuków z naszych wspólnych imprez , bo w dobie aparatów cyfrowych mama nie może sie doprosić zdjęć na papierze, czyli w tradycyjnej formie (w końcu nie każdy może sobie odtwarzać pliki na komputerze). Kwiatów nie dałam, bo usłyszałabym niechybnie, że pieniędzy nie mamy, kwiaty rosną w ogródku, a ja tracę niepotrzebnie pieniądze (czasem ton jest łagodnie strofujący, a czasem zaboli). U teściowej też byliśmy razem w piątek ( mnie moja synowa życzeń nie składała, nie omieszkała jednak zadzwonić do mnie w Dniu Teściowej z życzeniami). Synowa jest miła, wydaje sie być życzliwa, ale jeszcze nie usłyszałam od niej słowa "mama" (może nie dość sie wsłuchiwałam?) Może dojrzeje do tego z czasem. Ma syna, zapewne też będzie teściową. Od czasu gdy ja zostałam teściową o wiele lepiej rozumię moja teściową. Widzę jak w lustrze , że ja zachowuję się tak jak kiedyś moja teściowa, a moja Ewa tak, jak niegdyś ja.
 Jeszcze słówko o pogodzie. Mieliśmy ostatnio trzy ulewy, strumienie wody z nieba. I fajnie, bo te burzowe ulewy były w nocy albo wieczorem, jak dziś, a w dzień słońce i upał, klimat jak śródziemnomorski (gdzie co noc padał deszcz, a w dzien były upały). I też wszystko zaczęło rosnąć , dosłownie w oczach, z dnia na dzień. Ale ponoć dosyc tego dobrego i mamy szykować cieplejsze odzienie, bo ma być znaczne ochłodzenie. Można być sceptykiem, a mimo to wierzyc w prognozy pogody. Ja niedowierzam, ale termometr zaokienny i barometr domowy zawsze warto mieć.
 I tak oto dotrwaliśmy do poniedziałku. Miłego tygodnia wam życzę.
:-)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Przedświątecznie

sobota, 26 maja 2007 0:06
Ach, ten samochód nas zrujnuje. Gruchot, stale sie psuje, ale na razie musi nam służyć, na innego nas nie stać.
 A teraz cudowna burza za oknem i jeszcze cudowniejszy deszcz.
:-]
 Dziś o 21.00 poszłam do sklepu, żeby się ochłodzić, bo w bloku było duszno nie do wytrzymania. A na dworze- to samo. Powietrze gęste i gorące - stało. Nie bylo czym oddychać. Teraz mogę stać na balkonie i się chłodzić rześkim wilgotnym powietrzem.
 Mam nadzieję, ze jutro bedzie słońce i miła temperatura, bo muszę pociagiem dostać się na działkę.
 Pobędę tam z rodzicami i jednym synkiem, a po południu mam nadzieję , zjawią się moi dwaj kochani mąż i syn. Trzeci kochany już dziś na gg składał mi życzenia, a jutro od rana wpadnie, żebym mogła go uściskać.
 A burzę lubię. To demonstracja siły przyrody. Moc i piękno. I te wspaniałe zygzaki na niebie. Zwłaszcza nocą. Ja strasznie lubie różne wzory na niebie. Uwielbiam tęczę i fajerwerki. Na urodziny i imieniny małżonek zawsze kupuje mi wybuchowy zestawik, żeby wieczorem zrobić mi pokaz ogni sztucznych. Dobranoc wszystkim i miłego odpoczynku. Wracam w niedzielę wieczór.
(*-*)
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nie ma tego zlego...

czwartek, 24 maja 2007 20:36
Wczoraj, na przerwie, kolega P. niesmiało zdradził, ze małżonka jedzie na delegacje i czy nie poszłabym z nim na kawę. Ja zawsze bardzo chetnie daję sie zaprosić na kawę (zwykle z ciasteczkiem albo lodami;-)). UUmówilismy sie na telefon pod wieczór. Po południu zaczęłam się pieknić, włosy myć,a tu w trakcie suszenia telefon, szybki i nerwowy: "biedna, nieszczęśliwa" żonka spóźniła się na pociąg, pojedzie jutro, on przeprasza. Wiadomo, nie pójdzie, bo "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Bo on też ma swoją tajemnicę. I, o dziwo, wcale nie bylo mi żal. Wręcz przeciwnie. Zrobilo mi się tak swobodnie i lekko, bo mogłam spokojnie i z radością pójść z moim A. do Ogrodu Botanicznego, na co mnie już od mojego przyjścia z pracy namawiał. Ślicznie było. Najwyżej P. ma nudny wieczór, ale to już nie moja sprawa. Każdy jest kowalem swego losu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 587  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940587

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl