Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Emerytka

czwartek, 28 maja 2009 16:52
No to jestem emerytką, he,he. Dostałam właśnie legitymację emerycką. Namówiły mnie moje koleżanki - rówieśnice, które spokojnie pracują, nawet nie myślą skończyć, a emerytkami są od ukończenia 55lat. Swoją drogą trzeba mieć dużą głowę, żeby zrozumieć, dlaczego zostaje się emerytką, mimo, że nadal się pracuje, tak jak do tej pory. Moja głowa mała. Nie pojmuję dlaczego już teraz dostałam legitymację emerycką. Ale mam ją i mogę jeździć naszymi środkami MPK (ponoć najdroższymi w Polsce) za pół ceny. Mała rzecz, a cieszy. Prosiłam, żeby mi emerytury jeszcze nie wypłacali. Bo mogłabym dostawać i emeryturę i pensję (kolejna jakaś paranoja). A gdyby się okazało, że przekroczyłam jakieś tam limity wysokości pensji, to kazaliby mi oddać (a zorientowaliby się pewnie wtedy, kiedy nie miałabym z czego oddawać). No, zobaczymy. Już słyszałam, że samo napisanie we wniosku, ze rezygnuję na razie z wypłaty emerytury, to jeszcze za mało. Ponoć trzeba specjalne oświadczenie napisać i w ZUSie zostawić. A ja ZUSu na oczy nie widziałam. Taki jestem szczęśliwy człowiek, że załatwianie emerytury zajęło mi nie więcej niż godzinę i to w moim zakładzie pracy. Taki luksus, pani, która zajmuje się wnioskami o emerytury wypełniła ze mna wniosek i przesłała do ZUSu. I ZUS pięknie mi wszystko przesłał pocztą. I wysokość tej emerytury na dziś (bo po zakończeniu pracy będzie trochę więcej) też mnie nie zdołowała (ja nie jestem wymagająca). Jest nieźle. Wesołe jest życie pracującej emerytki. Miłego weekendu!! Ja już za dwie godziny go zacznę.:-)(a teraz na ostatnie zajęcia, hej).
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zadowolenie

poniedziałek, 25 maja 2009 11:49
Co ja na to poradzę, że nie jestem systematyczna? Nie jestem i już nie będę. Kocham "akcyjność". Mobilizuję się na potrzeby chwili. Na wsi jestem też nie stale. Nie mogę sobie podziubać przy roślinkach, kiedy mnie najdzie ochota, tylko wtedy, kiedy tam jestem. W końcu uporządkowałam trochę mój warzywnik, wypieliłam chwasty w truskawkach, posiałam ogórki, fasolę, buraki. Lepiej późno, niż wcale. Stale myślałam przy tym, że jak tatuś przyjedzie, to nie będzie musiał brać "dziabki" i robić za mnie porządków. Tatuś nigdy słowem mnie nie skrytykuje, tylko wyrywa chwasty i dogląda, coś przytnie, coś nawiezie, coś opryska przeciw szkodnikom. Ziemia nie może leżeć odłogiem. Taki taty zawodowy mus. Narobiłam się na tym moim niedużym poletku, trochę mężowi marudziłam, że słaba, że siły już nie te. A pod wieczór przyjechałi rodzice. Tatuś, jak zwykle poszedł na "inspekcję". Pochodził, pooglądał (ja też uwielbiam sprawdzać jak wszystko rośnie) i wrócił uśmiechniety, zadowolony: "podoba mi sie twój warzywnik". Jaka ja się poczułam doceniona! Jakbym znów miała kilka lat, kiedy tato był dla mnie najwyższym autorytetem. Nadal jest autorytetem. Jakie to ważne dla dziecka (jak widać , w każdym wieku) być pochwalonym, docenionym przez rodzica. Muszę częściej o tym pamiętać w stosunku do moich dzieci. Uznanie sprawia, że zapominamy o zmęczeniu, myślimy o sobie z sympatią i chce nam się dalej działać. W każdym razie ja tak mam.:-)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Przyroda

środa, 20 maja 2009 22:49
Mogłabym w taki dzień jak dziś, słoneczny i ciepły, siedzieć cały dzień na dworze, w ogrodzie i patrzeć jak mi wszystko rośnie. Oprócz patrzenia musiałam jeszcze podlewać, bo susza okropna (gdzie te zapowiadane burze), no, to musiałam (przyznam się, że A. mi solidnie pomógł), potem obcięłam przekwitłe bzy i inne kwiaty. Zachwyciłam się rozkwitającymi akacjami, ach, jak miodnie pachną i jak uroczo wyglądają, nacieszyłam oczy irysami, dopiero drugi rok mi kwitną. Za moment zakwitną mi maki, te polne, samosiewki, których bronię przed skoszeniem niczym lwica. I czuję się zmarnowana (zaczęłam dzień zajęciami o ósmej). A tu w domu, po przyjeździe ze wsi wita mnie swąd spalonego jedzenia. Okazało się, że panowie dziś nie mieli głowy do gotowania. Co postawili na ogniu, to przypalili. Znalazłam przypaloną pieczeń (zostawiłam w stanie "do dosmażenia"), przypalone ziemniaki i resztki po przypalonych zapiekankach. I jeszcze syna bardzo głodnego.Więc jako ta matka-Polka sprzątnęłam kuchnię i dałam synowi kolację (ale chyba tylko dlatego, że akurat chciałam). I już tylko chcę spać. Po pracowitym dniu  - dobranoc wszystkim @)-->-->--.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Naciąganie

poniedziałek, 18 maja 2009 13:22
Powinnam już dawno założyć, że nie ma nic za darmo. Ale tak miło jest wierzyć w dobre wróżki i szczęśliwe trafy. Zwykle wszelkie zaproszenia na prezentacje (z poczęstunkiem i upominkiem, a jakże) wrzucam do kosza, a za telefoniczne nagabywanie spokojnie dziękuję. Czasem organizatorzy chwytają się metod " salomonowych". Aby zachęcić uczestnika do udziału w prezentacji przysyłają mu połowę prezentu: jedną rękawiczkę, jeden klapek (laczek), jeden kolczyk. Żeby to choć warte było wyjścia z domu! Tylko kolczyki były sympatyczne, ale ja szczęśliwie nie mam dziurek. No, a ostatnio podeszli mnie. "Losowo" zadzwonili do mnie z propozycją serii pięciu darmowych masaży w nowo otwartym punkcie usług. Mam tylko odebrać zaproszenie i posłuchać małej instrukcji. Akurat była u mnie koleżanka, więc nie miałam czasu wypytać dokładnie o jakie masaże chodzi. Poszłam na drugi dzień zapoznać się z ofertą. W  biurze (nie był to żaden przybytek nawet paramedyczny) - nieprzebrany tłum kobiet czekających na prelekcję. Widzę logo znanej marki lamp naświetlających, w witrynkach owe lampy. Pytam, czy to o te lampy chodzi? Tak. No, to dziękuję, nie jestem zainteresowana, mam taką lampę (no, nie ja, tylko moja mama, ale jest w rodzinie). I tylko sobie pomyślałam: o jakim masażu ta kobieta plotła przez telefon? Tam się nawet nikogo nie dotyka, statyczne nudne siedzenie. I już zobaczyłam oczami wyobraźni, jak roztaczają przed tymi emerytkami wizję cudotwórczych walorów owej lampy, jak naciągają na kupno (na raty, proszę bardzo), jak wmawiają w schorowane osoby, że bez tej lampy ich kondycja nigdy się nie poprawi (no, bo niby dlaczego moja mama dała sie namowic na lampę?). Brr. Dość, koniec. Nie dam się zmanipulować. Żadnych mercedesów za sms-a, żadnych super nagród, żadnych prezentacji, ani sprzedaży bezpośredniej. Jak będę czegoś potrzebowała, to pójdę do sklepu i kupię. Te stare reguły znam, nowych nie muszę akceptować. Mam taki wybór. I jeszcze z psychologii społecznej: ponoć jak ludziom da się jakiś upominek, to oni czują się zobowiązani  "odwdzięczyć", czyli np. coś kupić. Ja wiem, że to chwyt marketingowy, więc nie czuję się zobowiazana. I jeszcze ponoć ludzie nie cenią  czegoś, co dostają za darmo (no cóż, są różni ludzie). Więc niektóre firmy "sprzedają" bonusy za "symboliczną" złotówkę czy nawet jeden grosz. Grosz pomijam, bo grosz wkłada sie nawet do prezentów rodzinnych (kiedyś do chusteczek, do ostrych przedmiotów), ale jak chcą mi coś "dawać" za złotówkę, to dziękuję, łaski nie robią: albo coś dają, albo niech to się nie nazywa prezent. Ale i tak nie biorę żadnych nieplanowanych gadżetów( jedyny wyjatek robię dla kosmetyków). I doskonale wiem, ze nic za darmo, za wszelkie reklamówki zapłacę wyższą cenę w konkretnym produkcie. A co za darmo? Może uśmiech, może życzliwość? Ot taka naiwna byłam i będę. I dobrze mi z tym.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Goszczenie

wtorek, 12 maja 2009 23:33
Jeśli ktoś lubi gości i ma szerokie grono znajomych, to ich wszystkich razem zaprasza. Czy tak? Robi się wtedy taki raut w stylu amerykańskim. W naszych polskich warunkach "szerokie grono" w nienajwiększych metrażach to ok. 30 osób. Można usiąść, lub choćby przysiąść(żeby kręgosłup nie bolał), jest solidne jedzenie (picie takoż) i dobra muzyka. Rozmowy są panelowe, to z tym, to z tamtym. Czasem tańce, ale trudno niektórych chłopów w "słusznym" wieku namówić na trochę ruchu. Z gospodarzami trudno porozmawiać, bo trudno ich zlokalizować.
 Albo inna opcja "goszczenia". Zaprasza się same panie. Też w dużych ilościach. Z zasiadaniem przy suto zastawionym stole. Jeśli pań jest zbyt dużo (powyżej ośmiu powiedzmy), to znów są rozmowy w małych grupach, zwłaszcza jak nie wszystkie panie się znają. I tu z gospodynią też trudno pogadać, bo przepada w kuchni, zajęta serwowaniem dań.
 Znajoma dała hasło, żebym zorganizowała imprezę na "dużo" osób. Ja na to "a skąd ja wezmę tyle ludzi". A potem zaczęłam myśleć. To wcale nie jest sprawa ilości. Podliczyłam znajomych i jest to całkiem spore grono tylko... To są różni ludzie , którzy często wzajemnie się nie znają lub nie czują się najlepiej w towarzystwie niektórych innych osób. Mam zwyczaj prosić znajomych na spotkania kameralne po dwie , najwyżej trzy pary  albo parę osób bez pary. Wtedy można wspólnie sobie porozmawiać, wyjść na spacer, a jak jest chęć to i potańczyć. Nie mogę wszystkich moich znajomych "spędzić" razem na jedną imprezę, bo chcę, żeby wszyscy moi goście i ja też, dobrze się u mnie czuli. Czy ilość gości na imprezie świadczy o jakimś większym prestiżu, o jakimś lepszym statusie? "Patrzcie, ilu mam znajomych, jaki jestem fajny"? Pokazują na amerykańskich filmach takie party, gdzie goście przewalają się przez dom i ani gospodarz ich nie zna, ani oni nie wiedzą kto jest gospodarzem. Nie pójdę tym śladem. Zostanę przy swoim.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 339  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288339

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl