Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 876 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Stare Zoo

poniedziałek, 25 maja 2015 0:53

 

Poznański Ogród Zoologiczny powstał w 1874 roku. To bardzo szacowna instytucja. W stulecie istnienia otwarto w Poznaniu Nowe Zoo, w zielonym rejonie miasta, nieopodal terenów rekreacyjnych nad Maltą (to sztuczne jezioro tuż obok  historycznego centrum miasta). Stopniowo przenoszono zwierzęta ze Starego Zoo do Nowego. Starego Zoo nie można było zamknąć i zlikwidować, bo zostało wpisane do rejestru zabytków . Stare Zoo, to od kilku lat park miejski i jak do wszystkich parków miejskich wstęp do niego jest bezpłatny. Są tu piękne, stare drzewa, a także zabytkowe pawilony, w których jeszcze w XXI wieku przebywały zwierzęta (np. stara słonica, dla której przenosiny do Nowego Zoo byłyby stresem , zagrażającym życiu).

DSCN0814.JPGZabytkowa słoniarnia i wybieg słonicy, dziś można się tu przejechać na kucyku.

Teraz w Starym Zoo zorganizowano Małe Zoo. Są wybiegi z owcami, kozami, osłami, kucami. Są też lamy i małpy. Te ostatnie w zabytkowym pawilonie ze sporym wybiegiem. Są też egzotyczne ptaki: czarne łabędzie,pawie, strusie nandu, papugi i mniej egzotyczne: kurki zielononóżki, perliczki.

DSCN0806.JPG

 

Widziałam te ślicznoty w ich naturalnym środowisku, w zeszłym roku w Perth, w Australii.

 

DSCN0812.JPG

 A to zabytkowa woliera z pawiami.

Jest też pawilon gadów  i ryb(za opłatą). Na terenie Starego Zoo są place zabaw dla dzieci i trenażery dla dorosłych. To bezpłatnie. Ale jeśli przyjdzie się tu z dziećmi, to trzeba się trzymać za kieszeń. Standardowe 5 zł za karuzelę, za miniquada, za park linowy (jedno przejście, a któremu dziecku wystarczy jeden raz?), lody, gofry, soczki, wody. A niech mają moje wnusie.

DSCN0823.JPG

 Na żyrafie mój młodszy Pusio.

 

Mieliśmy dziś świetny dzień. Chodziłam z wnusiami po znanych mi od dziecka alejkach, patrzyłam z nostalgią na "nowe życie" dawnego Zoo, wspominałam, jakie zwierzęta były na  obecnym wybiegu osłów (tam były dawniej wielbłądy). Przyglądałam się nieomal ze zgrozą starym klatkom dla niedźwiedzi - istne lochy więzienne, dobrze, że niedźwiedzie przeniesiono do Nowego Zoo w pierwszej kolejności.

DSCN0815.JPG

Teraz w dawnych niedźwiedzich klatkach są ekspozycje środowisk przyrodniczych.

Dla mnie taki spacer, to powrót do przeszłości. I jeszcze ten spiżowy wilk , z wygłaskanymi przez pokolenia dzieci  uszami, na którego obowiązkowo musi siąść każdy maluch (i ja siadałam, i moi synowie, a teraz moi wnukowie).

DSCN0817.JPG

 

Jest też spiżowy koń, ale wdrapanie się na niego mogłoby grozić wypadkiem: jest wielki, nie dla dzieci. Ale stoi nadal i przypomina dzieciństwo. 

DSCN0818.JPG

 

 Dawne czasy (moje młode lata) przypomina też stary przystanek autobusowo tramwajowy. Sprzed Zoo, co niedzielę startują stare (socjalistyczne) tramwaje i autobusy, zabierające pasażerów w podróż w czasie. DSCN0821.JPG

Czy ktoś pamięta takie przystanki?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zupa ratunkowa z gwoździa bez gwoździa

wtorek, 19 maja 2015 15:58

 

Nie lubię myśleć o obiedzie na zapas. Nie lubię celebrowania gotowania obiadu. Ma być szybko , żeby nie tracić czasu na "robotę głupiego". Czyli na coś tak nietrwałego, jak potrawy, dania itp. Robię obiad codziennie, dwudaniowy. I lubię zjeść smacznie, więc gotuję też smacznie. Nie lubię pieczonych, duszonych mięs, to dla mnie "nudne" mięso i wchodzi między zęby, brr. Ja mogłabym mięso jeść od święta, ale Mój jest mięsożerny, bez mięska jest smutny, bez zupki też. Mięs pieczonych nie lubię, ale mają niewątpliwą zaletę. Jak już je usmażę, uduszę, to mam mięso obiadowe co najmniej na 3 dni (i spokojnie mogę go nie jeść). Dziś miałam właśnie resztkę niedzielnej pieczeni z szynki. Super , połowa obiadu z głowy. Ale jaką tu zupę zrobić, kiedy nie ma włoszczyzny (poza zieloną pietruszką w dużych ilościach, z grządki)? Nie ma też mięsa pod zupę, brak przecieru pomidorowego. W zamrażarce  znalazłam zamrożone pory, pozostałe po mieszance warzywnej. Nie lubię porów w dużych ilościach w jarzynówce, a nie żałowano ich do tych  mieszanek jarzynowych. Przydały się. Garść porów, tak z 6 pokrojonych całych gałązek pietruszki, jedna młoda cebula (bez szczypiora), jeden średni ziemniak i jedno ziarno ziela angielskiego. No i woda, na oko, jak na zupę dla dwóch osób. Aha, dodałam jeszcze 5 plasterków kiełbasy wieprzowo -cielęcej (tak ją nazwali), podwędzanej. Wszystko to ugotowałam do miękkości, zmiksowałam, dodałam łyżeczkę masła, łyżkę (na oko) śmietanki 12% , delikatnie posoliłam , dodałam groszki ptysiowe. I zupa gotowa w niecałe pół godziny. Czekam na wasze pomysły na szybkie zupy "z niczego", takie zupy ratunkowe. 

 

DSCN0798.JPG

 Talerzyk malutki, stąd groszki takie wielkie sie wydają. Zupka jest lekko zielona.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Trochę muzyki

środa, 13 maja 2015 19:12

Leżę sobie i nie tylko śpiewać nie mogę. nawet mówić nie mogłam do popołudnia. "Coś" mi weszło w gardło i w nos. Zapewne jakiś wirus. Tak nie znoszę chorować. Na szczęście (a może nie) nie mam wysokiej gorączki i mam apetyt (co prawda nie mam węchu, ale podstawowe 4 smaki czuję). Dziś "choruję", czyli lenię się w łóżku. Chcę być zdrowa! Za tydzień w sobotę mamy konkurs we Wrocławiu, fajnie byłoby zaśpiewać, szczególnie, że program znam na pamięć i mamy ten program dobrze wyćwiczony.  I możemy śpiewać na luzie, nie zależy nam na laurach, chcemy tylko zdobywać doświadczenie i uczyć sie od lepszych.

Na początku maja śpiewaliśmy koncert w Katedrze w Gnieźnie. O Gnieźnie i samej katedrze    pisałam swego czasu tutaj (24 sierpnia 2012). Były też zdjęcia. Tym razem nie mam zdjęć, tylko nagranie. Taka refleksja.: Katedra Gnieźnieńska jest jednym z najcenniejszych polskich kościołów, gotycka, na romańskich fundamentach, ze srebrnym ołtarzem- relikwiarzem Świętego Wojciecha i zabytkiem klasy światowej - spiżowymi, romańskimi  Drzwiami Gnieźnieńskim (opłata za oglądanie). Wydaje się dużą budowlą, z nawą główną i wieńcem kaplic w nawach bocznych. A jednak porównując ją z Katedrą Poznańską (w której też kiedyś śpiewałam) ta katedra ma mało miejsca dla wiernych, nie liczyłam, ale nie więcej niż 15 rzędów ławek, z tego środkowy rząd (jak w dużym samolocie) dla hierarchów albo specjalnych gości, sami zobaczycie. To przez ten wielki ołtarz- relikwiarz, który zajmuje 1/3 głównej nawy. I wtedy reszta wydaje sie ciasna (patrząc od ołtarza). Nagranie głosu jest bez zarzutu, natomiast wizja - no cóż...W końcu chodzi o muzykę przede wszystkim. Miłego słuchania! :)     

 
 
 
Cantate Domino Carl Jenkins
 

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Gdy w Ogrodzie Botanicznym...

niedziela, 10 maja 2015 16:57

Pogoda taka sobie, bez słońca, ale nie padało. Po 'spełnieniu ;obowiązku obywatelskiego" w miejscu zameldowania, postanowiłam , jak co roku, w porze kwitnienia bzów odwiedzić Ogród Botaniczny. W naszym uniwersyteckim Ogrodzie Botanicznym jest wiele najróżniejszych odmian bzów, we wszystkich kolorach (poza żółciami i brązami) i o różnej wielkości kiściach i kwiatach. I wszystkie pachną oszałamiająco, a każda odmiana nico inaczej (sprawdziłam). W ogrodzie powinny też już kwitnąć rododendrony, dla mnie atrakcja, bo sama nie mam ich w ogrodzie. Podeszliśmy z Moim pod bramę wejściową, tam jakiś tłumek niewielki, kilku policjantów, radiowóz PP. Co jest grane? Wchodzimy pewnie do parku, a tu cywilny ochroniarz pyta nas, czy mamy zaproszenia? Jakie zaproszenia? Co się tutaj dzieje? "Dziś ogród zamknięty dla publiczności z okazji rocznicy powstania państwa Izrael". Jak nie jestem rasistką, tak zaraz się nią stałam. Bardzo brzydko sobie pomyślałam, bardzo rasistowsko o tych wszystkich, którzy bzy będą mogli zobaczyć, a których te bzy absolutnie nie obchodzą. W sumie ma "Izraelitach" się skrupiło (jak mówiła moja mama), a zła byłabym na każdego uprzywilejowanego, który by mi akurat dziś ogród Botaniczny zamknął przed nosem.   

Nie pozostało mi nic innego, jak popatrzeć łaskawym okiem na moje, co roku te same, historyczne już (jeszcze z ogrodu mojej babci) bzy. No, pachną, jak bzy, oszałamiająco:) Nie maja tych fantastycznych kolorów, co te wyselekcjonowane, nazwane odmiany, ale są moje i dostępne na co dzień, przez cały (zawsze zbyt krótki) sezon kwitnienia.

Ja akurat lubię, co mam.

DSCN0784.JPG

 

DSCN0782.JPG

 

DSCN0786.JPG

 

DSCN0790.JPG

 

I jeszcze moje skromne  pachnące ślicznotki: konwalie.DSCN0776.JPG

Szybko przemijające piękno.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Moje okolice rowerowo

poniedziałek, 04 maja 2015 14:23

Ruch, to nie jest to, co lubię najbardziej. Ruszam się z rozsądku, bo wiem, że ruch, to zdrowie. A w każdym razie dałam się przekonać, że to prawda. Patrząc na moją kotkę widzę, że mam bardzo kocią naturę: długie okresy "spoczynkowe" (wiecie, że koty potrzebują co najmniej 16 godzin snu na dobę) i krótkie zrywy aktywności. I tak mi pasuje. Jeździć na rowerze mogę, chyba nawet lubię, byle nie za szybko i po płaskim (to samo z pieszymi wycieczkami).  Z tą jazdą rowerem jest podobnie jak ze zmywaniem : "mogę", czyli pojadę i pozmywam, nawet to lubię, tylko, żeby mnie nie wykorzystywano, nie przypominano, że "przecież lubisz, więc wskakuj na rower, albo stój nad zlewem i zmywaj". Nie, aż taką pasjonatką tych czynności nie jestem. Ale pogoda była piękna, wiosenna, no i święto. Chciałam odmiany. W moich okolicach jest sporo ciekawych przyrodniczo i historycznie miejsc. Ja myślę, że każdy mieszka w ciekawej okolicy, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ja lubię wiedzieć i widzieć. No, bo jak można nie znać najbliższego sąsiedztwa. O Gułtowach już kiedyś pisałam, jest tam ładny pałac (pałace i dwory, to wielkopolska "specjalność) Bnińskich. Ostatnia właścicielka przekazała pałac w spadku Uniwersytetowi A. Mickiewicza (czyli "mojemu"uniwersytetowi). Byliśmy tam rowerami w zeszłym roku. Wczoraj chciałam zobaczyć pałac w Siedlcu. Za wysokim płotem, z chartami biegającymi po zabytkowym parku mieszkają sobie prywatni właściciele w barokowo-klasycystycznym pałacu. Szkoda, że to piękno takie niedostępne szerzej.

Zdjęcie0046.jpg

  Zdjęcie przez kratę bramy;(   

 

 Jechaliśmy sobie przez mój najpiękniejszy płaski kraj, przez znane ze słyszenia wioseczki : Sokolniki Drzązgowskie i Sokolniki Klonowskie (Dżązgowo i Klony poznałam już wcześniej), pustymi asfaltowymi drogami w szpalerze przekwitających krzewów tarniny i bitymi drogami, kasztanową brukowana aleją i polnymi ścieżkami. Cisza, spokój, słońce, sielskie krajobrazy. Kuropatwa śmignęła nam z oziminy, w stogu siana widziałam lisią rodzinę (małe liski rozkoszne). A wszędzie miodny zapach i piękny widok kwitnącego rzepaku. Moje miejsce na Ziemi.

Zdjęcie0043.jpg

Szkoda, że jeszcze nie można zapachów przesłać netem;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  2 921 504  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2921504

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl