Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 550 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Dwie Drogi"- śpiewająco w teatrze :)

sobota, 27 maja 2017 23:48

Święto, doprawdy - byłam w teatrze! A zostałam do tego prawie przymuszona ;) Na pytanie dzieci, co chcę na Gwiazdkę, powiedziałam, że nic materialnego mi nie potrzeba. No to dostałam prezent duchowy - 2 karnety do naszego Teatru Nowego, ważne pól roku. W sumie nie pociaga mnie teatr, nie czuję potrzeby bezpośredniego kontaktu z aktorem (z resztą do kina też chodzę zupełnie sporadycznie i żeby się rozerwać, dramaty, tragedie nie interesują mnie, nie znoszę płakać publicznie, a tak reaguję często, więc nie).  Mój jest racjonalny do bólu mąż od razu stwierdził, że mam sobie iść do teatru z koleżanką albo sam dwa razy. To już mi się całkiem odechciało. Przejrzałam repertuar i  nic mnie nie zachęciło aż do kwietnia. Od kwietnia są "Dwie drogi" - recital pieśni i ballad rosyjskich w wykonaniu Andrzeja Lajborka, poznańskiego aktora mojego pokolenia. Rosyjskich pieśni, ballad, romansów i piosenek mogę słuchać zawsze, łaskawie nawet po polsku. I Mój też. Więc zamieniłam karnety na bilety i wczoraj poszliśmy na ów spektakl, który odbywał  się na Trzeciej Scenie (oprócz Sceny Głównej jest jeszcze Scena Nova). Sala jest niewielka, nie ma proscenium,nie ma podwyższonej sceny, nic nie oddziela aktora od widza. Poprzednim razem bardzo mi ten brakcałę owało tego pewnego dystansu, czułam się skrępowana zbyt bliską obecnością aktorów. Tym razem samotny aktor z gitarą pasował w tym miejscu idealnie. Pan Lajborek śpiewał, akompaniując sobie na gitarze -  1,5 godziny, przerywając śpiewanie jedynie krótkimi opowiastkami o autorach wykonywanych utworów i o ich środowisku.. A były to utwory nieśmiertelnego Włodzimierza Wysockiego, Bułata Okudżawy i kilku innych autorów, których nie znałam (choć akurat ich piosenki tak), a także kilka piosenek odesskich, do których zaśpiewania aktor zaprosił widownię. Dowiedziałam się, że Wysocki napisał około 2 tysięcy piosenek (raczej nie sposób znać je wszystkie), a Okudżawa ok 800. Aktor sam przetłumaczył większość wykonywanych utworów, zaledwie dwa z kilkunastu  zaśpiewał po rosyjsku ("Modlitwę "Okudżawy), bo stwierdził, że żadne ze znanych tłumaczeń nie oddaje ducha tej pieśni, a nie chciał jej przeinaczyć swoim tłumaczeniem). Te piosenki były popisami piosenki aktorskiej, świetnie zaśpiewane, odegrane. No i widzowie wciągnięci do wspólnego śpiewania i klaskania tez się dobrze bawili. Nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegła małego "ale". No cóż, u mnie pan Lajborek musiałby zaliczać piosenki po rosyjsku jeszcze raz.Bo można je zaśpiewać z bardziej rosyjską wymową. Ale to moje skrzywienie zawodowe i czepiam się ;) Ogólnie Mój skomplementował występ - wyszło lepiej niż się spodziewał. Ho,ho, duży sukces. Miło spędziłam wieczór. Ale mimo wszystko teatr, to nie moje klimaty.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Solanki i czas dla siebie

sobota, 20 maja 2017 0:47

 Wybrałam się sama (no, w końcu się zdecydowałam być samodzielna) na krótki wypad rekreacyjny do Inowrocławia. Znałam miasto wcześniej, byłam tu naście lat temu w sanatorium  i wiedziałam czego się spodziewać. W każdym razie wydawało mi się, że wiem. A jednak te naście lat w istotny sposób zmieniło miasto i uzdrowisko. Bo Inowrocław, miasto przeszło 70-tysięczne ma prawie w centrum uzdrowisko - zwane Solankami. I głównie z myślą o spacerach  po parku zdrojowym wybrałam Inowrocław. No i z wygody, bo to nieco tylko ponad godzina drogi ode mnie ze wsi. 

Jakoś nie umiałam sobie poszukać noclegu blisko Solanek. Chciałam mieć trochę luksusu i wybrałam Apartamenty Platinum w samym środku miasta, jednak okazało się, że dość daleko od Solanek. Te apartamenty, to było coś zupełnie innego niż we Wrocławiu. W pięknie odnowionej przedwojennej kamienicy pokój był zachwycający, bardzo elegancki, w tonacjach bieli i szarości. A piętro wyżej do dyspozycji gości wielka kuchnia z jadalnią. Była też  sauna, ale to nie dla mnie. I nie czułam się stale pod nadzorem kamer i ochroniarzy. Niczego takiego nie było, tylko życzliwe i pomocne dziewczyny z recepcji.

 

20170517_102754[1].jpg

 

To właśnie te apartamenty.

Inowrocław zaskoczył mnie mile swoją troska o turystów (i kuracjuszy). W hotelu dostałam plan miasta i informator o mieście z dziesięciu najciekawszymi miejscami do zobaczenia. Skorzystałam skwapliwie.  

 

20170516_165057[1].jpg

 

Przede wszystkim tężnie. Powstały w 2001 roku, znałam je i chciałam sobie znów  trochę powdychać powietrza przesyconego solą. Niestety, miałam pecha - tężnie są w remoncie, czyli są suche, żadna solanka się nie rozpyla. Trudno, jedna atrakcja mniej. 

20170516_165202[1].jpg

 

To charakterystyczne wieże - wejście główne do tężni. W jednej z wież jest wejście na koronę tężni, można je obejść dookoła i z wysokości 9 metrów podziwiać park i okolicę.

20170517_113847[1].jpg

 

Paw - zegar słoneczny - na wejściu do Parku Solankowego.

 

20170516_163645[1].jpg

 

Dekoracji z żywych kwiatów było mniej, niż przed laty, ale ten dywan z bratków spodobał mi się.

 

20170516_164447[1].jpg

 

Inowrocławski Park Solankowy ma 85 hektarów i prawie 150 lat.

 

20170516_164726[1].jpg

 

W parku jest wiele ładnych miejsc:)

 

Kolejną atrakcją , oddaną do użytku w 2013 roku, jest pijalnia wód "Inowrocławianka", gdzie w dużej sali - kawiarni można wypić mineralna wodę "Inowrocławiankę" oraz wodę leczniczą "Jadwiga" (szklanka - jednorazowy kubeczek - kosztuje 2 zł!! , zdzierstwo!).

W budynku pijalni jest też mała palmiarnia z oczkiem wodnym, w którym pływają piękne czerwone złote(?) rybki oraz "Chata Kujawska" - izba regionalna,  w miejscu byłego budynku mieszkalnego.

20170516_171004[1].jpg 

Kuchnia, jak u mojej babci :)

 

Swego czasu obiecałam sobie nie wyjeżdżać nigdzie bez kostiumu kąpielowego. Nigdy nie wiadomo, czy nie będzie okazji z niego skorzystać. No tak, ale tym razem nie jechałam do sanatorium  i nie spodziewałam się żadnych atrakcji wodnych. A okazuje się, że w 2013 roku otwarto Inowrocławską Termę - basen z solankowa wodą termalną, tuż przy parku zdrojowym. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności skorzystania z tej kolejnej atrakcji miasta. Ale musiałam sobie kupić kostium kąpielowy (co nie było żadnym problemem, w centrum co drugi sklep sprzedaje bieliznę).

20170517_135220[1].jpg

 

Terma jest niewielka, ale bardzo sympatyczna - z rozsuwanym dachem, mogłam sie opalać leżąc w basenie :) Miała też różne wodne bicze i wirówki.

A ja skorzystałam z kolejnej reklamowanej atrakcji Inowrocławia - z gabinetu odnowy czyli SPA. Tych eleganckich SPA jest tutaj wyjątkowo dużo.  

Żeby wykorzystać do maksimum atrakcje turystyczne poszłam zobaczyć wystawę solnictwa. To stała ekspozycja mieszcząca się w gmachu Teatru Miejskiego. Inowrocław od czasów prehistorycznych miał tradycje warzenia soli. Solanka wypływała tu z ziemi i uzyskiwano na tym terenie sól. Od XIX wieku istniała pod miastem kopalnia soli. Niestety kopalnia powodowała szkody górnicze, domy się  zapadały  i w latach osiemdziesiątych kopalnię zamknięto, a wyrobiska zalano betonem. Pozostała pamięć o soli i solanka, wydobywana w niedalekim sąsiedztwie.20170517_102736[1].jpg 

Tu mieści się wystawa solnictwa.

 

Inowrocławski Rynek nie zachwyca (poznanianki), ale widać starania, żeby był jak najładniejszy . Na środku stoi bardzo ciekawa i ładna fontanna, a na dłuższych bokach Rynku są letnie ogródki kawiarniane.

20170516_192400[1].jpg.

 

Co mnie niezwykle zadziwiło i zaskoczyło, to pustka przedwieczorna w centrum.

20170516_193236[1].jpg

 

To deptak, centralna ulica miasta Św.Jadwigi o godzinie 19.15 we wtorek, widok od strony Rynku. Wszyscy śpią? ;)

 

I jeszcze ciekawostka na Rynku. 

20170516_193057[1].jpg

 

Zwróćcie uwagę na napis na tej mozaice przy Rynku. Mam nadzieję, że nikt nie zechce tego "dekomunizować', Byłoby szkoda.

Ogólnie świetnie spędziłam czas, pogoda byłą piękna, a jeszcze zaszalałam i kupiłam sobie bluzkę i sukienkę na lato. A co tam, raz się żyje :)   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Pozdrowienia z krainy kwitnącego rzepaku

poniedziałek, 15 maja 2017 13:15

Bardzo późno w tym roku kwitnie w pełni rzepak. Ale jest! bujny, jak zawsze i pachnie miodnie, jak co roku. A my, otoczeni rzepakowymi polami, możemy się cieszyć  tą intensywną żółcią, najbardziej słoneczną z żółci, i tym zapachem (w większym stężeniu nieco duszącym i nie dla wszystkich przyjemnym). Cieszę zmysły rzepakiem, póki kwitnie :)

I żałuję, że mogę wam przesłać tylko obraz. 

 

20170514_161443[1].jpg

 

Zapowiadała sie burza, ale "rozmyła się". Nie spadła ani kropla deszczu. Szkoda. Musiałam sama podlać moje roślinki w ogrodzie. 

 

20170515_161949[1].jpg

 

Rzepak po horyzont. I ciągle nie pada.

 

A u mnie bez rozkwita (ale jest go mniej niż w zeszłym roku).

20170515_162359[1].jpg

P.s. 

Teraz na 3 dni znikam leniuchować, odwiedzę wszystkich po powrocie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Apartament?

niedziela, 07 maja 2017 1:11

Dużo jeżdżę, jak wiecie. Często nocuję różnych miejscach noclegowych. Nie mówię "w hotelach", bo właśnie nie zawsze to są ostatnio hotele. Wybieram na stronach z obiektami noclegowymi takie oferty, które wydają mi się optymalne jeśli chodzi o położenie, standard, cenę - jak najwyższy standard za najniższą cenę ;) Z dobrym dojazdem, z parkingiem, ze śniadaniem (bo jeżdżąc do pracy musi mieć trochę komfortu). Ostatnio na tych stronach z noclegami pojawiło się mnóstwo apartamentów. Do tej pory dwa razy nocowałam  w apartamentach w hotelu: osobna sypialnia, salon dzienny, ciąg kuchenny albo osobna kuchnia, raz nawet dwie łazienki. Nie przejęłam się więc nazwą "apartamenty"  we Wrocławiu i zamówiłam nocleg. Okazało się, że jest to kilkupiętrowy blok z paroma wejściami, z labiryntem klatek schodowych, wind i korytarzy, z trzypoziomowym garażem podziemnym, z ogrodzonym terenem przed blokiem, zabezpieczonym szlabanem, otwieranym  pilotem. Istna twierdza. W tym wielkim, rozgałęzionym bloczysku kilka lub kilkanaście "apartamentów" pewna firma udostępnia klientom na noclegi. Inne pomieszczenia są wykupione lub wydzierżawione na mieszkania. Nasz "apartament" to był jeden pokój , niezbyt duży, z ciągiem kuchennym ze zlewozmywakiem, małą płytą elektryczną i z czajnikiem elektrycznym i ekspresem do kawy na kapsułki. I była też łazienka, jak w hotelu, tyle że z pralką. To wszystko byłoby dość normalne, hotelowe. Co dla mnie normalne nie było, to te wszelkie zabezpieczenia. Czułam się z jednej strony, jak osoba zagrożona, którą trzeba przed czymś "zabezpieczać", izolować, z drugiej strony, jak ktoś niechciany, potencjalnie niebezpieczny, którego trzeba stale kontrolować. Wszędzie kamery, w windzie, na korytarzach, na dole przy wyjściu "ochrona" siedząca przy monitorach. Do wszystkich drzwi kody, klucze magnetyczne, hasła. Żeby wjechać na teren przed blokiem, a potem na dno garażu (3 pietra wgłąb ziemi - klaustrofobicznie), żeby z garażu przejść do windy, żeby wejść do budynku. No istna paranoja!  I na co to, po co? Żeby zatrudnić armię ludzi do obsługi budynku? Żeby stworzyć pozory zagrożenia?  Źle się czułam pod takim nadzorem. Na mojej wsi nie zatrudniam firmy ochroniarskiej do ochrony posesji. Mam sąsiadów. Przez wiele lat nawet płotu nie miałam (ale sąsiedzkie pieski za często korzystały z mojego ogrodu), teraz płot jest symboliczny. Nie twierdzę, że nie ma złodziei i złych ludzi. Ale dobrowolnie otaczać się płotami, kratami, zamkami, to zamykanie siebie w więzieniu, w więzieniu własnej mentalności. Chciałam kupić parę noclegów w pewnym kurorcie, żeby sobie odetchnąć od codzienności. Już, już prawie sie skusiłam na dość atrakcyjną ofertę noclegu w apartamencie. Ale przypomniałam sobie te wszystkie korowody z forsowaniem dziesiątków zabezpieczeń, żeby dotrzeć do pokoju. I zrezygnowałam. A co ja mam się denerwować przy każdym wyjściu i wejściu. Niech te młodsze bojaźliwe pokolenia korzystają z apartamentów. Ja już pozostanę przy noclegach w hotelach. 

A wy jak zapatrujecie się na strzeżone osiedla, agencje ochrony, kamery i jakie tam jeszcze są zabezpieczenia?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Miejsce na Ziemi

poniedziałek, 01 maja 2017 23:02

Nazywa się niepokojąco - Gorzkie Pole. Przez przeszło 30 lat spędzałam tam długie," akademickie" wakacje (jeszcze dłuższe niż szkolne) z moimi dziećmi i moimi rodzicami, na daczy. Przeprowadzałam się na prawie 3 miesiące z bloku do domu w ogrodzie. Mój miał znacznie mniej urlopu, więc dojeżdżał do pracy z działki (jak mówiliśmy). Chociaż ta "działka" ma przeszło 1100 m kw. powierzchni. I "altana" jest murowanym piętrowym domem. Bardzo tęskniłam za domem w ogrodzie. Ówczesne warunki sprawiły, że nie zbudowaliśmy domu po sąsiedzku, tylko 20 km dalej. Moje wnuki także spędzały miesiąc wakacji z pradziadkami (ale już bez nas, dziadków). Po śmierci mojej mamy dacza opustoszała. Mój tato co prawda spędza każdą wolną chwilę na ogrodzie, ale dom traktuje faktycznie, jak większą altanę, nie dba o wnętrze. Ja też odkąd mam swój dom i ogród znacznie rzadziej bywam na Gorzkim Polu. A przecież tamten ogród, tamte okolice, to było moje ukochane miejsce na Ziemi. Mam do niego wielki sentyment. Tam jest zaraz blisko las i rzeczka, piękne okolice na spacery.

Dziś pojechaliśmy tam rodzinnie na majówkę :) Żeby zrobić frajdę wnukom zorganizowaliśmy grillowanie. Wszędzie zapachniało grillem i ja też zatęskniłam za takimi daniami. Bo my, czyli nasza rodzinka, skrajnie rzadko "robimy grilla". Stanie przy palenisku i przewracanie, pilnowanie mięsa nikogo nie bawi. Szykowanie trwa długo, a jedzeni raz dwa i znika ;)

Ja przygotowałam mięso (marynowałam przez noc w marynacie własnej roboty), dzieci przywiozły też trochę i kiełbasy, była wyżerka :)

Ale przed grillem poszliśmy na spacer nad bród. To takie magiczne miejsce na małej rzeczce Głównej, w lesie liściastym. Przed trzydziestu laty był tu faktycznie bród, auto mogło przejechać i można było rzeczkę przejść wbród zamoczywszy jedynie stopy. Szłam tam z moimi małymi synkami, żeby się mogli popluskać w płytkiej wodzie. Teraz bród zniknął, jest tam rozlewisko, a jeszcze wiosenne wody są dość szybkie i jest ich sporo. Ale nadal jest tam magicznie, pięknie. Sami zobaczcie:)

 

20170501_130448[1].jpg

 Droga do brodu.

 

20170501_130107[1].jpg

 

Boczne ścieżki.

 

20170501_131058[1].jpg

 

Rzeczka Główna

 

20170501_130728[1].jpg

 

Zawilce niepozorne, ale też cieszą oczy :)

 

20170501_130743[1].jpg

 

Te czerwone, to kokoryczka.

 

20170501_131047[1].jpg

 

To ciągle miejsce bliskie memu sercu. Zawsze tu znajdę ciszę i spokój. Nadal moje miejsce na Ziemi :)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  2 440 391  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2440391

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl