Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Niespodzianka

piątek, 29 czerwca 2007 23:15
              Hej, hej!!
  Nowina! I muszę sie z Wami podzielić !
 Jadę na wycieczkę do KOPENHAGI!!
 Już w środę!!
 A najlepsze jest to, że jadę za darmo  i jeszcze super jest to, ze jadę z moim Chłopcem i dzięki niemu. Mój Chłopiec, co prawda nie bardzo umie być biznesmenem (ale się uczy, jest coraz lepszy), ale jest "utytulowany" i działa w różnych stowarzyszeniach. I teraz zaproszono go na seminarium do Kopenhagi. I jak spytał czy może z małżonką, to powiedziano, że spoko, może. Ja będe na takiej wycieczce już drugi raz. Znów zobaczę Ystad i Malmo, i przejadę najdłuzszym mostem w Europie, i zobaczę znów piękna stolicę Danii. Ale teraz z moim Miłym. Będę mu pokazywać co sama  juz znam. Ha!! To się nazywa nieoczekiwany usmiech losu.
  Ale do tego czasu muszę wyprawić synkowi imieniny, rodzicom rocznicę ślubu 59!!(wyobraźcie sobie, że zapomniałam, w ferworze składania tych papierów do technikum, strasznie mi było wstyd, jak sobie nazajutrz przypomniałam), wyprawienie synka na obóz strzelecki. Uff. I pewnie jeszcze jakies spotkanie z australijska szwagierką. Noo. A po powrocie z wojaży zdam sprawozdanie.
 A przed wyjazdem na pewno jeszcze tu wpadnę i powiem co słychać na bieżąco. Jutro znów na działkę. Pa,pa, wszystkim. Miłego weekendu!!
(*-*)
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zmiana zachowań

środa, 27 czerwca 2007 22:43
 Tytuł nieadekwatny, ale jakiś musi być.
 Dostałam dziś mail od studentki (cos do niedawna nie do pomyslenia). Musi zaliczac i zdawać zaległosci. To juz druga studentka, która ze mną "koresponduje". Ta pierwsza mnie zaskoczyła, ale  bardzo się biła o swoje, usprawiedliwiała swoje nieobecnosci i umawiała sie na zdawanie, grzecznie zawsze pytając, czy może.Rozbawiała mnie swoją naiwnością. Ta dzisiejsza panna  niewiele umie, według mnie  pomyliła kierunek studiów,  (trzeci rok powtarza to samo bez widocznego efektu). I jeszcze dziś pisze do mnie z pewną pretensją,  że nie zastała mnie na uczelni. A ja nie rozumiem, dlaczego niby miałam być? Młodym pewnie się wydaje, że wszyscy mają być na ich usługi, że oni nie muszą sprawdzać planów naszych dyżurów, dzwonić do sekretariatu, dowiedzieć sie o dyżur. Wygodniej napisać do prowadzącego. No, nie przepadamy za sobą. Dwa lata temu nie dałam dziewczynie zaliczenia, bo po roku nauki nic nie umiała. W zeszłym roku, szczęśliwie (zapewne) dla niej robiła jeszcze raz I rok (z Rosjanką), nie specjalnie poprawiła, w tym roku , od stycznia ponoć ma dodatkowe lekcje, coś drgnęło, ale pierwszy semestr niezaliczony. Rozumiem, że ma sporo pracy, rozumiem, że jest młoda i ma małe doświadczenie, ale mimo wszystko powinna była zadać sobie trud napisania grzeczniejszego listu. Taki całkowity brak dyplomacji, brak wyczucia. Ja jestem "dobra dusza", tolerancyjna, jeśli będzie umieć nic jej nie grozi. Ale czy to tak trudno sie do czegoś przyczepić.
;-)Wiem, że nie wszyscy mnie muszą lubić, ale czy muszą mi pisemnie przypominać, że mnie nie lubią? W każdym razie ja tak to odebrałam.
  Ale nie płaczę z tego powodu. Głupie dziewczę, jak widać nie tylko językowo. Bywa, i na studiach.
 A ja już zdrowieję i wszystkim zdrowia życzę.
:-)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

To chyba - gardło

wtorek, 26 czerwca 2007 17:52
Tak czuję, że to jakiś wirus w gardle usadowiony. Własnie mam klopoty z przełykaniem. czyli choróbsko sie wykluwa. Nie lubię tego zjadliwego fioletowoniebieskiego i dlatego dziś nim piszę:-\. dawniej , jak się było chorym to się leżało. a może mnie pamięć zawodzi? (Proszę wybaczyć te literki i kolory, samo sie przełączyło, jak wstawiłam emotikon, a ja nie zauważyłam, bo przecież muszę gapić sie na klawiaturę, zeby cos napisać). A wracając do chorowania. Tak dawno nie musiałam leżeć w łóżku, że już zapomniałam o takiej możliwości chorowania. Ale może jutro sobie pochoruję w łóżku, nic mnie nie goni, a mimo, że nie mam temperatury czuję się chora. Już Kochanowski wiedział, że "nic nad zdrowie" i to jest aktualne do dziś.
 A pogoda daje popis. Co chwilę fale deszczu i słońca. A moje dziecko pojechało na Krzesiny obejrzeć popisy lotnicze amerykańskich asów lotniczych. Czy wiecie, że w 12 osobowym zespole są 4 kobiety? Niesamowite.  Ciekawe czy mają czas na rodzinę  i zdrowie na dzieci.  Ale te kobiety są dla mnie jak matematyka, niby piękna dziedzina wiedzy, dla mnie absolutnie niedostępna. Jest to z mojej strony zdziwienie niepomierne, połączone z podziwem i przestrachem jednocześnie: że też są na świecie i takie kobiety, że potrafią robić świetnie " męską" pracę i że sprawia im to satysfakcję. Taka jestem zeszłowieczna. Ale to świetnie, że jak kobieta chce i lubi, to może robić to co chce i lubi. No, dość tych dywagacji. Idę czytać (po rosyjsku)- czyli robić to co chcę i lubię. Pa,pa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Słaba

poniedziałek, 25 czerwca 2007 17:37
No i co mi dolega? Nic konkretnego, ale czuję się chora. Bez życia, bez energii, i ciagle chce się spać. A ciśnienie wysokie i skacze. Wieczorem nie mogę zasnąć. Ze strachu. Lepiej, żeby tego nie czytano, a ja muszę to z siebie wyrzucić. Bo takie samopoczucie jest beznadziejne. I nie bardzo mam możliwość, żeby co chwilę spać. Skąd to dziwne zmęczenie?
Dziś byłam z Witusiem "w piasku". Piaskownica w pełnym słońcu i ławki dla opiekunów też. Mały miał na głowie czapkę, ale po godzinie widziałam, że jest przegrzany. Ja też myślałam, że tam padnę. I jeszcze poczułam się taka bezradna. Nie miałam ze sobą telefonu, ani wózka. Gdyby Witek upierał się przy pozostaniu w piasku, to nie zdołałabym go z tego piasku wyciągnąć .On waży już 15 kg. Na całe szczęście moje zabiegi dyplomatyczne odniosły skutek i wyszliśmy spokojnie i zgodnie , do mojego domu, do dziadka. W domku Wituś był bardzo grzeczny i leżąc na kanapie czytaliśmy sobie książeczki, aż do przyjścia mamusi. Synowa oddaje pracę magisterską i nie chciała ciągać małego na uczelnię. I słusznie.
I czyżby Wituś wyciągał ze mnie siły? A wczoraj? Dlaczego tak krzyczałam na mojego A., dlaczego mnie tak okropnie potrafił wyprowadzić z równowagi? Nie wiem, nie rozumiem.
I nic mi się nie chce, żadnych planów, jakby nie miało być jutra, ani dalszych dni. A jutro muszę iść na dyżur. Jeszcze 3 wtorki i mam wakacje, do poczatku września.
Na razie nie siedzę na działce, bo Marek załatwia wyjazd na obóz strzelecki. Załatwia, to dużo powiedziane. On chciałby jechać, a termin składania wniosków uplywa jutro. A do poradni sportowej jest zapisany na pojutrze. On też nie wie na co się zdecydować. Bo jak pojedzie na obóz, to nie zobaczy już cioci z Australii , a jak nie pojedzie na obóz, to nie zobaczy kolegi z Holandii, z którym w zeszłym roku świetnie sobie konwersował (kolega 40 lat, ale wydaje sie być o normalnych skłonnościach, he,he).
Mobilizuję sie jak mogę, ale nadal czuję się muchą w smole.
A. już wczoraj zaczął snuć marzenia. We wrześniu pojedziemy w góry, zarobimy i pojedziemy na tydzień w nasze Gorce. Pewnie. Marzę o tym od dwóch lat. Jeśli w zeszłym roku nie padłam na Słowacji, to i po Gorcach pochodzę sobie powolutku. Może nie na Turbacz "bez" Kudłoń, ale z Knurowskiej - czemu nie. Jeśli, jeśli... a powspominać i pomarzyć można.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nudy

piątek, 22 czerwca 2007 18:07
Na razie nie jadę na działkę. Czekamy na syna, który wraca z Niemiec. Bedzie nocą. Ma nam zabrać lodówkę na wieś, swoim vanem.
Cały dzień było szaro i niewyraźnie, a teraz zaczęło nawet słońce świecić. I już mnie "wyrywa" w plener.
A wczoraj żegnaliśmy naszych dwoje kolegów, którzy odchodzili na emeryturę. Było niezwykle elegancko i sympatycznie. Stół bogato zastawiony sałatkami i garmażerką. Był też szampan (igristoje, w koncu jesteśmy rusycystami). Były kwiaty, upominki, zdjęcia, uśmiechy i serdeczne słowa. Ciekawe, czy bedzie miał kto mnie żegnać za te parę lat. i tak mi się pomyślało przy okazji, ze już 30 lat pracuję, 24 lata w tym samym miejscu i nie mam zadnej bliskiej koleżanki w pracy, nie spotykam sie prywatnie z żadną z nich i niewiele wiem o ich życiu i sprawach. Fakt, nie było okazji. Każde z nas pracowało w innym miejscu, w różnych porach. Nie było okazji do integracji. Ale może ja też jakaś "felerna" jestem, że nie spotkałam bratniej duszy. Bo spotkać bratnią duszę to wielki dar od losu.
A ja jestem indywidualistką i tylko czasami potrzebuję " do człowieka". A teraz znikam na jakiś czas. We wtorek na pewno sie pokażę. Pa,pa wszystkim.
papa
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 545 893  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2545893

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl