Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Znów po Polsce

środa, 26 czerwca 2013 22:49

Znów wybrałam  się na wycieczkę. Tym razem na północ, do Połczyna. Pogodę trafiłam fatalną, deszczową i chłodną. Ale zmieniać terminu już nie można było. Ozdobą Połczyna - Zdroju jest piękny i rozległy park zdrojowy, powstały już w połowie XIX wieku. Połczyn-Zdrój, to przede wszystkim uzdrowisko (kilka sanatoriów, borowiny, zdrowe powietrze), a także małe, przytulne miasteczko, które pięknieje z roku na rok (byłam tam 2 lata temu i widzę kolejne zmiany na lepsze). Co robić w taką deszczową pogodę? Mimo wszystko wybrałam sie na spacer po parku. A tu słyszę jakąś głośną muzykę. W parku wokół, obowiązkowej w uzdrowiskach, muszli koncertowej wyrósł amfiteatr, zadaszony,i stamtąd dochodziła muzyka.Wstęp był wolny, każdy mógł nie tylko posłuchać  koncertu (słyszał go kto chciał i też kto nie chciał, nagłośnienie było solidne) ale też obejrzeć. Więc czemu nie?  Okazało się, że występuje Stachursky! Ha, ha. To zupełnie nie "moja bajka", zupełnie nie znam jego piosenek (chyba tylko "Typa niepokornego"). Stachursky bardzo zgrabnie i sympatycznie prowadził koncert i pomijając rodzaj piosenek śpiewał dźwięcznie, czysto, pełnym głosem bez playback'u. Do tego leciały teledyski na telebimie. Dla mnie egzotyka, bo ja żadnych teledysków nie oglądam, a muzyki rozrywkowej słucham  zupełnie okazyjnie (i całkiem innej).

Czas szybko minął, a ja będę wspominać zupełnie niezaplanowany koncert "nie mojego" piosenkarza z sympatią. I oby wszyscy śpiewający publicznie byli tak muzykalni , mieli (choćby) taki głos i tak szanowali i doceniali publiczność, jak Stachursky. Marnuje się gość w tym repertuarze, ale widocznie tak lubi.

 Dziś od rana poszliśmy z Moim na kolejny spacer w deszczu, tym razem mieliśmy cały wielki park dla siebie. Ani żywego ducha. Świetne uczucie. Ja tak lubię. Szkoda tylko, że deszcz się rozhulał i przestało być przyjemnie.

IMG_0257.JPG

Wracając do domu koniecznie chciałam odwiedzić Borne-Sulinowo. Byłam tam pierwszy raz 2 lata temu. Wtedy była piękna pogoda, można było zwiedzać. Dziś pojechałam tam tylko dla rosyjskiego sklepu, chyba jedynego takiego w Polsce. Jako rusycystka mam sentyment także do rosyjskich smaków. A w sklepie można kupić nie tylko "tuszonkę" i ikrę z bakłażanów, ale też chałwę słonecznikową (specyficzny smak, a do tego syn jest uczulony na sezam) i rosyjskie cukierki, może nie lepsze niż nasze, ale inne i przypominające mi młode lata(no i mają takie piękne "papierki" i fantazyjne nazwy)

IMG_0264.JPG

Na zdjęciu "Krasnyj mak", "Miszka (czyli miś) kosołapyj", "Alonka", "Jesienny walc"(trufla).

Więc zajechaliśmy do Bornego-Sulinowa, deszcz padał nieustannie, kupiłam chałwę, cukierki i kwas. I weszliśmy jeszcze do "Sasza-Kafe", prawdziwie rosyjskiej restauracji ,gdzie zjedliśmy pielmieni (pierożki z mięsem, pycha) i wypiliśmy  czaj z warieniem, czyli herbatę z konfiturą, prawdziwie rosyjską. Do tego porozmawiałam sobie po rosyjsku z właścicielami , też cenne. 

IMG_0261.JPG 

 

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Lato

sobota, 22 czerwca 2013 1:08

Nadal chyba nie umiem wstawiać zdjęć. "Chyba", bo coś próbowałam wstawić "z dysku", ale czy sie udało, to sie okaże.

Dziękuję Wam za komentarze. Nie odwiedzałam dawno znajomych blogów, obiecuję nadrobić o w spokojniejszym czasie. Ostatnio dużo jeżdżę po Polsce, jako osoba towarzysząca (mężowi). Byliśmy w ciągu miesiąca w Krakowie, potem w Pszczynie i Olkuszu, a w środę wróciliśmy z Katowic. Trafiliśmy tam w środek tropików, ale co zrobić, pogody sie nie wybiera (tylko ja nie znoszę upałów, czyli znoszę je fizycznie źle). A w przyszłym tygodniu jedziemy na chwilę do Połczyna. A tam jest ładnie. Wszędzie jest ładnie, nawet Katowice w tym upalnym słońcu były sympatyczne. Absolutnie zgadzam się ze słowami piosenki "piękna nasza Polska cała".

 A u mnie w ogrodzie też sporo pracy. Przy upale nie mogę posadzić rozsady kwiatków, bo mi zwiędną zaraz, ale codziennie muszę zerwać dojrzewające "w oczach" truskawki, a wieczorem podlewać te moje  zasiewy, żeby bujnie rosły.

 No i stale chodzę na chór, bez letniej przerwy (przerwy to sobie robię sama).

Na prośbę Notarii spróbuję przypomnieć sobie koncert, na którym byłam 4.06. w naszej poznańskiej Filharmonii. Był to koncert męskiego sekstetu z Wielkiej Brytanii King's Singers. Znałam ich nagrania z You Tube. Nasza pani dyrygent przesyłała nam, chórzystom, ciekawe wykonania różnych ładnych utworów. King's Singers edukowali nas też chóralnie. W krótkich wywiadach każdy z wykonawców przedstawiał jakiś aspekt pracy z utworem: jak prawidłowo brać oddech, jak uczyć sie tekstu, jak zapamiętywać  setki melodii itd. Bardzo ciekawie dla innego chórzysty. Panowie byli sympatyczni, a utwory, które wykonywali - najrozmaitsze. Gdy nadarzyła sie okazja posłuchania ich na żywo skorzystałam skwapliwie z niej. To był niezwykły koncert. Może też dlatego, że siedziałam prawie nad wykonawcami, w pierwszym rzędzie pierwszego balkonu, na miejscu numer 4, a balkon zaczyna się już nad sceną.  Basy i barytona widziałam an face,  tenora z profilu, a "soprany", czyli kontratenory od tyłu, mogłam nieledwie zagladać im w nuty (bo mieli je rozstawione, na wszelki wypadek). W pierwszej części koncertu artyści śpiewali pieśni renesansowe i barokowe, powiedzmy, zachodnioeuropejskie (hiszpańskie, włoskie, francuskie, niemieckie, angielskie). Śpiewali z taką lekkością, z taką radością, że widać było, że śpiewanie jest nie tylko ich pracą, jest też ich hobby. W drugiej części śpiewali  muzykę współczesną, ambitne utwory tzw. muzyki poważnej, technicznie trudne, pełne dysonansów, istne popisy techniczne, ale do mnie nie przemawiające, a także utwory rozrywkowe (m.in Nat King Cool) , (wiem, że mają w repertuarze także Beatlesów, tego nie śpiewali) i amerykańskie, powiedzmy, pieśni biesiadne, melodyjne i nastrojowe. zaśpiewali dwa bisy, bo publiczność nie chciała ich wypuścić z zachwytu. Po koncercie, w hallu wyszli do ludzi, podpisywali swoje płyty i w końcu zmieszali się z publicznością i rozmawiali z każdym, kto chciał porozmawiać. Bardzo sympatyczni, no i niebywale muzykalni i profesjonalni. I jak wspomniałam technicznie perfekcyjni. Często łapałam sie na myśli, że szczęśliwie nie musze tego śpiewać, co oni właśnie wykonywali, bo tak to było trudne. Zdając sobie sprawę z    biegłości wykonawców tym bardziej ich podziwiam. Bo poza techniczną sprawnością potrafili mnie też wzruszyć. I bardzo często wywołać uśmiech szczęścia. Siedząc tak blisko wykonawców miałam okazję  zetknąć się z nimi wzrokiem, gdy po koncercie kłaniali się i wychodzili patrząc też na balkon. Odczułam to jak osobiste spotkanie :) Do zapamiętania na dłużej. Linka do You Tube nie potrafię wstawić. Ale gdy wpiszecie King's Singers, to pojawi sie wiele pozycji. Zachęcam do posłuchania!

IMG_0249.JPG

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jak się tu publikuje?

czwartek, 06 czerwca 2013 18:06

Próbuję. Napisałam jeden nowy wpis w tym nowym systemie i gdzieś mi poniosło w kosmos. Nadusiłam "publikuj", ale nigdzie wpisu nie widzę. Jak ja nie znoszę, gdy ktoś na siłę każe mi sie na stare lata uczyć czegoś nowego. Są ludzie, którzy co pól roku meblują na nowo swoje pokoje, są ludzie, którzy muszą stale coś zmieniać, kombinować, ja tego nie rozumiem. Jestem konserwatystką, nie zmieniam męża na nowszy model, lubię swoje stare meble, ubrania, przyzwyczajenia.Przywiązuje się i każda zmiana mnie rozstraja. Może przekonam sie do nowego blogu, a może nie. Potrzebuje czasu.  


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Już czerwiec

niedziela, 02 czerwca 2013 19:20

Ogród pochłania teraz lwią część mojego czasu. Kopię (ile sił starczy), sieję, sadzę i liczę na efekty w pełni lata i jesienią. Wszystko wokół się zmienia, kwiaty rozkwitają, przekwitają, prawie co dnia zmieniają się ogrodowe widoki. A za parę dni zaczną się u mnie truskawki (na Dzień Dziecka już zjadłam dwie tuskawki z ogrodu taty, to wieloletnia tradycja, truskawki dla "dzieci" w ich święto). Parę migawek wczesnoczerwcowych:

 

Irysy mam tylko  takie, wszystkie jednakowe, ale mam ich dużo w róznych miejscach i cieszą oko.

 

       

  Akacje mocno ucierpiały na urodzie w wyniku ciągłych deszczów, ale zapach mają bodaj intensywniejszy. Szkoda, że nie mogę go wam przesłać  internetowo. Jest upajający. :-)


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 545 891  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2545891

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl