Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kierunek : Sztokholm

czwartek, 25 czerwca 2015 23:53

 

Skandynawia kusi mnie stale i pociąga. Może dlatego, że kojarzy mi się z letnim miłym chłodem (bo już wiem, że tropiki nie dla mnie), może dlatego, że naczytałam się skandynawskich kryminałów, a lubię znać „tło” czytanych książek. A może po prostu Szwecja jest blisko i łatwo dostępna? Lubię ją odwiedzać. Wcześniej promami, teraz samolotem.

 

DSCN0974.JPG

Tym razem wybrałam stolicę Szwecji, królewski Sztokholm,liczące przeszło 800 tys. mieszkańców miasto „na wodzie”. Poszłam na "łatwiznę". Wykupiłam pakiet weekendowy : lot i hotel. Nie musiałam wiele szukać i kombinować, skorzystałam (skwapliwie) z okazji, zapłaciłam i ... No, tak, to jednak nie wszystko. Pakiet był okazyjny, więc lecieliśmy tanimi liniami lotniczymi. Tanie linie lotnicze lądują na lotnisku Skavsta ok. 120 km od Sztokholmu (główne lotnisko Sztokholmu i Szwecji - Arlanda, jest oddalone od miasta 44 km).  Jak tu dostać się z lotniska do miasta? Niby prosto: wsiada sie w autobus lotniskowy i po 80 minutach jest się w centrum Sztokholmu. Ale to kosztuje. To paradoks, ale lot z Gdańska na Skavsta trwa jedną godzinę, a jazda z lotniska do Sztokholmu 1 godzinę i 20 minut (opcja bezpośrednia), no i bilet lotniczy jest znacznie tańszy od tego autobusowego. Ten bilet na transfer lotniskowy kupiłam przez internet.

 Dwie sprawy zdołowały mnie na samym wstępie: pogoda i ceny. Rozumiem, że na pogodę nikt nie ma wpływu, trzeba być cierpliwym i pokornym.

DSCN0938.JPG

Ratusz w deszczu.

 

Natomiast ceny doskwierają zapewne tylko takim polskim szaraczkom, jak ja. Z grubym portfelem (lub ze szwedzką pensją, zapewne) można bezproblemowo zwiedzać Szwecję (i resztę świata).

 Ciągle nie chcę się dać przekonać, że wyjazdy, to stałe wydawanie kasy. I po co ja wyjeżdżam z domu? Każdy wyjazd przekonuj mnie, że wszędzie pięknie , ciekawie, ale najlepiej w domu. I najtaniej. I nie mogę się nadziwić, dlaczego nas jeszcze nie zalała fala turystów z ( szeroko pojętego) Zachodu. Przecież u nas, w porównaniu z tym Zachodem, wszystko jest za półdarmo (być może w mojej okolicy, bo w Warszawie cena kawy w centrum przebija nawet szwedzką drożyznę!).

A Sztokholm przywitał nas deszczem. I ten deszcz, na zmianę z mżawką i ulewą towarzyszył nam przez cały dzień, noc i pół następnego dnia, czyli przez połowę pobytu. Miałam darmowe długotrwałe nawilżanie twarzy, bo kaptur kurtki przeciwdeszczowej nie zasłaniał mi twarzy (a parasola nie wzięliśmy).

DSCN0941.JPG

 

Wielki Rynek - Stortorget, na staromiejskiej wyspie Gamla Stan jest całkiem niewielki.

Przy deszczowej pogodzie powinno się zwiedzać muzea. Ale nie tym razem. Uznałam muzealne ceny za zaporowe i nie skorzystałam. Przykładowo zwiedzanie pałacu królewskiego: wnętrz, skarbca i muzeum antyków kosztuje 160 koron ( czyli ok 80 zł) na osobę (zniżki dla seniorów od 65 roku życia, ale niewielkie). Najtańsze  bilety do zabytkowych kościołów to koszt 20 złotych. Dla mnie drogo. Z tymi zniżkami dla seniorów, to ciekawa sprawa. Trzeba mieć odwagę zapytać o zniżkę. Takim sposobem kupiliśmy bilet sieciowy 72-godzinny na wszystkie środki transportu miejskiego i podmiejskiego aglomeracji sztokholmskiej za połowę ceny. Na pytanie o zniżkę dla osób po 60-tce  okazało się, że owszem, jest taka zniżka. Dzięki temu biletowi objeździliśmy Sztokholm metrem wzdłuż i wszerz, byliśmy pociągiem w miasteczku Sodertelje (nadal padało) i autobusem w Sigtunie, pierwszej stolicy państwa, reklamującej się hasłem " tutaj się wszystko zaczęło w 980 roku".

DSCN0943.JPG

Kościół przy Rynku w Sodertelje.

 

DSCN0944.JPG

To Ratusz w Sigtunie, podobno najmniejszy w Szwecji :)DSCN0951.JPG

Urocza uliczka w Sigtunie, q przy niej eleganckie sklepy w małych domkach.

 

Byłam już raz w Sztokholmie, widziałam Ratusz, w którym urządzane są przyjęcia dla Noblistów, na 1000 osób, byłam  też w muzeum statku "Vasa". Bardzo chciałam teraz zobaczyć Skansen, ten prawdziwy, pierwszy. W niedzielę pogoda była wspaniała i Skansen okazał się cudownym miejscem.

DSCN1010.JPG

Prawdziwie sielsko.

 

DSCN0993.JPG

Warsztat garncarza.

 

Wszystkie zabytkowe warsztaty były czynne. Można było podziwiać pracę szklarzy w zabytkowej manufakturze,  garncarza przy kole garncarskim, spróbować wypieków z tradycyjnej wiejskiej piekarni (cudne bułeczki z cynamonem prosto z pieca), zobaczyć starą prasę drukarską, dawną fabrykę (ruszające się skórzane i gumowe pasy transmisyjne, poruszające dawne urządzenia). Mogłam podziwiać prządki i hafciarki, snycerza i serowara. Widziałam stare obejścia z pięknymi ogródkami i zwierzęta gospodarskie w wiejskich zagrodach (w tym małe kózki, owieczki, cielęta, gęsi, kury), czas przeszły ożył.

DSCN1016.JPG

A jeszcze na głównym placu Skansenu odbywały się wspólne tradycyjne tańce z okazji najkrótszego dnia roku.

Przypadał on właśnie w tę niedzielę (oficjalnie Midsommar , największe święto ludowe Szwedzi obchodzą w pierwszy weekend następujący po 21 czerwca, czyli świętować będą 3 dni, od najbliższego piątku). Wspólny taniec: wszyscy kroczą żwawo w koło w takt muzyki ludowej, trzymając się za ręce, powtarzając polecenia wodzireja : kłaniają się, obracają , klaszczą w dłonie. Każdy może zatańczyć, pozdrowić nieznanych sobie ludzi, uśmiechnąć się do nich. Ten luz, ten spokój, ten brak nerwowości, zorganizowanie, powszechna życzliwość są odprężające i takie pociągające

.Metro w Sztokholmie uchodzi za drugie najpiękniejsze metro na świecie (po moskiewskim). Chyba trochę w tym przesady, ale znalazłam niezwykłe stacje wykute głęboko pod ziemią w granitowej skale.

DSCN0960.JPG

 

 I jeszcze jedna:

DSCN0963.JPG

 

A jednak...Tylu żebraków na każdym kroku, co w Sztokholmie nie spotkałam już dawno. I oczywiście nie są to etniczni obywatele (to nie rasizm przeze mnie przemawia, to stwierdzenie faktów). Dlaczego zdrowy, na oko, mężczyzna w sile wieku, typ "wschodnioazjatycki" wysiaduje zupełnie bezczynnie całymi dniami przed stacją metra na peryferiach "po prośbie"? Widocznie może. A słynne służby socjalne? Pozwalają ludziom tak spędzać czas, jak tym ludziom odpowiada? Nikt nie zwraca uwagi na tych "proszących". Wydają się być przezroczyści, a jednak mnie zakłócali wrażenie państwa dobrobytu.

Sztokholm , „pływające miasto” według określenia Selmy Lagerlof, niebywałe miasto pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jest pięknie

niedziela, 14 czerwca 2015 20:30

Taka pogoda bardzo mi sie podoba. I nawet piątkowa burza, a raczej kilka fal burzy , mi się podobało. Wreszcie ziemia i rośliny dostały sporą porcję wody i nie muszę podlewać. Temperatura, jak dla mnie, idealna :25-26 stopni w cieniu, w słońcu oczywiście goręcej, ale niewiele wychodzę na słońce, lubię latem cień. Wszystko rośnie, kwitnie, jest zielono i jest kolorowo. Jest pięknie.

 A zaczął się ten przyjemny czas niezbyt atrakcyjnie, przeprawą promową do Świnoujścia. Czekaliśmy na wejście na prom 2,5 godziny! Wyrazy współczucia dla tych, co muszą częściej do Świnoujścia na wyspie Uznam. I wyrazy uznania dla ich cierpliwości.To mówiąc kolokwialnie "paranoja". W aucie się zgrzałam, z auta wybiegłam bez żakietu i potem w mieście Świnoujściu mi było chłodno (momentami), bo wiał zimny, północny wiatr. Nad morze nie poszłam, nie lubię marznąć. A Świnoujście jest całkiem niezłą wizytówką Polski, dla tych tabunów Niemców, którzy się tam kręcą. Sklepy wszystkich bardziej znanych firm (czytaj: sieciówki), sporo cukierni, kawiarni, punktów gastronomicznych. Ceny - no cóż, dla Niemców nadal śmiesznie niskie, dla nas, autochtonów drogo. Ale wszędzie  miło dla oka.

DSCN0900.JPG

 

Plac Wolności - reprezentacyjne centrum.

 

DSCN0902.JPG

 

A to taki bardziej morski widok: prom do Szwecji, ujście Dźwiny.

 

Do Polski kontynentalnej wracaliśmy przez Niemcy, żeby uniknąć kolejnego stania w niekończącej się kolejce do promu. A na wschodnim krańcu Niemiec (wyspa Usedom i lewy brzeg Odry), cisza i spokój, jakby wszystkich stamtąd wymiotło. Ale też czyściutko, schludnie. U nich "porządek musi być", u nas "jak kto chce".

Nocowałam w Strzelcach Krajeńskich. Taki kaprys. Małe  miasteczko (10 tys. mieszkańców) w województwie lubuskim, z długą historią (lokowane w XIII wieku), zabytkowe. Zabytkowy jest już sam układ miejski Starego Miasta. Te ulice wewnątrz murów miejskich, a mury miejskie zachowały się prawie w całości, otaczają średniowieczne miasto, maja długość przeszło 1600 m.DSCN0936.JPG

 

Zachowały się baszty w murach miejskich i 2 bramy.

 

DSCN0904.JPG

 

Tu Baszta Więzienna i Nowa Brama.DSCN0906.JPG 

Kościół Mariacki, fara z XV wieku, nieopodal Rynku, który niestety ucierpiał w czasie wojny i nie jest "fotogeniczny".

 

Potem byłam nad jeziorem (Mój łowił ryby) i w nadjeziornym lesie. Jagód mało i jeszcze niedojrzałe, tak jak i leśne poziomki. Ale cisza i wytchnienie, żywego ducha , poza moim w łodzi na jeziorze.

DSCN0917.JPG

 

Akurat zaszło słońce, ale i tak piękne jezioro Tuczno koło Międzychodu (już Wielkopolska).

 A potem wróciłam do domu i zajęłam się moim ogrodem. Jak gospodarskim okiem na niego patrzę, to wszystko lepiej rośnie;)  A jak patrzę "okiem " aparatu, to i lepiej wygląda :).

 

DSCN0927.JPG

 

Moja wersja "małego białego domku". Róża pnąca kwitnie mi właśnie pod oknem sypialni.

DSCN0924.JPG

 

I lipa też kwitnie już (trzeba by zmienić nazwy miesięcy).

 

DSCN0921.JPG

 

A tak z bliska:DSCN0922.JPG

 

Zakwitł też jaśminowiec (ale od jakiegoś czasu nie pachnie??).DSCN0926.JPG

 

I jeszcze cieszy oko grządka z bylinami, tu orliki posadzone w zeszłym roku.

DSCN0928.JPG

Dziko, ale tak lubię.

A po spacerze z wnukami w pole  wróciłam z polną wiązanką, miłą mojemu sercu.

DSCN0930.JPG

 

No i jest mi pięknie, czerwiec w tym roku jest piękny.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Poczdam pierwszy raz

niedziela, 07 czerwca 2015 13:31

Prawie za każdym pobytem w Berlinie (czyli co najmniej 10 razy) obiecywałam sobie, że odwiedzę Poczdam. Kiedyś odwiedzę. I jakoś nie było okazji, nie było woli. A przecież Poczdam leżał w NRD, więc był "zawsze" dostępny. Moi rodzice byli tam na wycieczce i mama była zachwycona. Mój syn jeździł ze szkołą oglądać parki Poczdamu parę razy.. Też chciałam. No i w końcu się wybrałam, z przyjaciółką, przy okazji długiego pobytu w Berlinie.

Poczdam, to stolica kraju związkowego Brandenburgii. Liczy prawie 160 tys. mieszkańców. Słynie ze swoich pałaców i parków. No i graniczy z Berlinem. Z centrum stolicy Niemiec na dworzec Poczdam Główny jedzie się 20 minut S-bahną. Chciałam zobaczyć główną atrakcję Poczdamu - park i Pałac Sanssouci (co znaczy po francusku "pozbawiony trosk"), założone w XVIII wieku przez króla pruskiego  Fryderyka II Wilhelma . W 1990 roku ten zespół pałacowo-parkowy został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Droga do parku prowadzi przez pół miasta (2,5 km). Po drodze mija się piękne budowle z XVIII wieku:

 DSCN0865[1].JPG

Kościół św. Mikołaja

 

DSCN0864[1].JPG

 

Budynek w którym obecnie znajduje się Muzeum Filmu. W Poczdamie, w dzielnicy Babelsberg  znajduje się najstarsza na świecie wytwórnia filmowa.

 

DSCN0868[1].JPG

 

Takie piękne, spokojne ulice prowadzą do parku Sanssouci.

I wreszcie park. I duże rozczarowanie. Spodziewałam się czegoś na kształt co najmniej Wilanowa albo jakiegoś parku w stylu angielskim (albo i jednego, i drugiego), a tu bardziej, jak w przeciętnym parku miejskim, niedoinwestowanym i bez gospodarza. Drzewa, owszem, pomnikowe, zapewne pamiętające Fryderyka Wilhelma, ale trawa wysoka na pół metra albo krótka spalona słońcem, żadnych kwiatów, pojedyncze rododendrony, wyszukiwane w krajobrazie. Mizeria. Także główny widok na pałac,zielone tarasy i jedną (jedyną) fontannę pośrodku centralnej sadzawki. Nie imponuje. początkowo sądziłam, że zieleń tarasów, to róże, które jeszcze nie zakwitły, ale okazało się, że pruski zmysł praktyczny wygrał z bezpożytecznym pięknem róż. Na południowym stoku, tarasowo posadzono setki krzewów winorośli, a miedzy nimi drzewka figowe (zamykane szklanymi drzwiami, jak w pionowym inspekcie). Ciekawe, czy te figi dają owoce? No, przyznaję, oryginalne, ale to tylko zieleń.

DSCN0873[1].JPG 

Pałac jest płaską, długą parterową budowlą. Na zwiedzanie wnętrza, z pewnością pięknego,nie miałam już siły po tym 3km marszu z dworcaDSCN0878[1].JPG

 

A tak wygląda centralna fontanna z góry:DSCN0877[1].JPG

 

Na pobliskim stawku widziałam czaplę (w pobliżu jest rozlewisko rzeki Haweli i kilka jezior) oraz kaczki mandarynki, niezwykle kolorowe, i wszędobylskie kaczki krzyżówki.

 Znalazłam w rozległym parku Pawilon Chiński, który poprawił mi nastrój i zdanie o kompleksie pałacowo - parkowym Sanssouci.  

DSCN0869[1].JPG A wam, jak się podoba?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Berlin raz jeszcze

piątek, 05 czerwca 2015 0:10

  Znów odwiedziłam Berlin. Tym razem pojechałam tam z licealną przyjaciółką, która, chociaż zwiedziła pół świata, w Berlinie jeszcze nie była. Miała jeden cel główny: zobaczyć ołtarz pergamoński w muzeum Pergamon, na Wyspie Muzeów. Wyspa ta (Museuminsel), na Szprewie, przepływającej przez centrum Berlina, od 1999 roku wpisana jest na światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się tu 5 muzeów: Pergamon, Stare Muzeum, Nowe Muzeum, Stara Galeria Narodowa i Muzeum im. Bodego (Bode-Museum). W każdym z nich są "perełki" czy wręcz "perły" fundamentalne, które koniecznie trzeba zobaczyć. Na zasadzie: Pergamon zobaczony - Berlin zaliczony. Otóż tym razem - niezaliczony. Ołtarza w muzeum nie można zobaczyć, gdyż jest w konserwacji i będzie tak konserwowany do 2019 roku, razem z całym muzeum.  Moja przyjaciółka postanowiła dożyć do tego czasu. Ja byłam w "Pergamonie" 2 razy, w czasach, gdy oprócz zabytków najdawniejszych: sumeryjskich, asyryjskich, babilońskich (Droga Procesyjna), hetyckich oraz Ołtarza z miasta Pergamon w Azji Mniejszej, były tam także zbiory rzeźb antycznych, teraz prezentowane w odbudowanym Starym Muzeum. Czyli Pergamon zaliczyłam. W Nowym Muzeum eksponowana jest głowa Nefretete  lub Nefertiti (nazywana w muzeum Nafretete), żona skazanego na zapomnienie faraona Echnatona. W muzeach zdjęć nie robiłam, bo nie wolno z lampą błyskową, a ja nie umiem wyłączać (mam automatyczne włączanie i tak mi pasuje). I ogólnie darowałabym sobie te muzea, ale czego się nie robi dla towarzystwa.

DSCN0825[1].JPG

Na zdjęciu Stara Galeria. Widzicie gęstą kolejkę do wejścia? Też tak stałyśmy, całą godzinę, żeby wejść na wystawę ImEx, czyli Impresjoniści x Ekspresjoniści. Dialog obrazów i malarzy. Impresjoniści najsławniejsi, to malarze francuscy. Nawet laik słyszał te nazwiska: Eduard Manet, Claude Monet, Auguste Renoir, czy Edgar Degas. u Przyjemnie było znów zobaczyc ich dzieła.  Ale czy znacie niemieckich ekspresjonistów? Max Liberman, Lovis Corinth, Max Slevogt? Poza pierwszym nazwiskiem o innych, kilkunastu pozostałych nigdy wcześniej nie słyszałam.  I też szału nie ma. Ekspresjonizm nie przypadł mi do gustu. 

Muzea tym razem były najważniejsze, uchodziłam nogi, zrobiłam kilometry po tych salach i korytarzach. Ukulturalniłam się na dłuższy czas.

A poza tym? Solidny Berlin, z dobrą kawą na każdym kroku, z dziesiątkami dźwigów i placów budowy. Wspaniały transport miejski, szybkie U-bahny (czyli metro) i S-bahny (czyli naziemna kolej miejska i podmiejska), niezliczone linie autobusowe i tramwajowe. Poruszanie się po Berlinie, to wręcz przyjemność.

Byłam pierwszy raz na kopule Reichstagu (czyli Parlamentu). Jest wysoka i przeszklona, widać z niej cały Berlin. To nieprawda, że gdy spojrzy sie w dół, widać Salę Obrad i obradujących posłów. Nie widać. Ale żeby dostać się na tę kopułę, czyli do gmachu parlamentu, którą zwiedza sie bezpłatnie, trzeba odstać w długiej kolejce, żeby zostawić swoje dane (skan dowodu). Potem przechodzi się przez bramki, jak na lotnisku. Znów stałyśmy prawie 2 godziny, bo nie załatwiłam wejścia przez internet (a tak tez można). Ale warto było.

DSCN0836[1].JPG 

Wewnątrz kopuły.

 

DSCN0840[1].JPG

 

Na dachu Reichstagu.

 

Oczywiście osoba będąca pierwszy raz w Berlinie musi zobaczyć Bramę Brandenburską, symbol scalonego Berlina, dawniej dzielącą to miasto.DSCN0834[1].JPG

 

Ruch tu i gwar, a kiedyś zasieki i żołnierze z karabinami, pamiętam tamte czasy od NRD-owskiej strony.

DSCN0845[1].JPG

 

Tu widok z łodzi spacerowej na najstarszy kościół Berlina , św. Mikołaja i najstarszą dzielnicę, mocno zniszczoną w czasie wyzwalania Berlina (1945r).DSCN0846[1].JPG

 

A to Nowa Synagoga (nowa to ona była pod koniec XIX wieku, gdy powstała). Odbudowana w XXI wieku jest teraz Centrum Judaizmu. Jej koronkowa złota kopuła widoczna jest z daleka, lśni w słońcu.

 

DSCN0854[1].JPG

 

Pojechałyśmy też do Spandau, dalekiej zachodniej dzielnicy. Ta renesansowa Cytadela jest ponoć największą cytadelą z tamtych czasów w Europie (tak ją zachwalają). Pięknie położona nad rzeką Szprewą, wokół dziki park.

DSCN0856[1].JPG

 

Jeden z korytarzy wewnątrz gmaszyska.

 

DSCN0883[1].JPG

 

A to kościół - pomnik, "trwała ruina", pamiątka wojny, na poczatku (a może końcu) ulicy - symbolu dawnego Berlina Zachodniego Kurfirstendamm. 

DSCN0885[1].JPG

 

I jeszcze nowoczesne budownictwo na Potsdamer Platz. AAkurat padał deszcz i te wieżowce nie poprawiały nastroju.

Byłyśmy też w Poczdamie, ale o tym napiszę oddzielnie. 

A Berlin ma jeszcze wiele miejsc, które chętnie zobaczę w kolejnych wyjazdach. Bo przecież będą kolejne. W końcu Berlin leży przecież po sąsiedzku.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 351  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288351

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl