Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

To tyle na razie

poniedziałek, 13 czerwca 2016 11:41

Wszystko już było, robię sobie wakacje od bloga. Jak odpocznę - może wrócę. A może nie. Lato przed nami. Wszystkim - miłego wypoczynku!! 


Podziel się
oceń
0
10

komentarze (9) | dodaj komentarz

Super koncert super chóru :)

sobota, 04 czerwca 2016 19:01

Przedsięwzięcie było poważne. Na scenie Teatru Narodowego w Warszawie zaśpiewało 9 chórów lekarskich, każdy osobno i wszyscy razem - wspólnie ok 160 osób. Do tego jeszcze orkiestra  - była nas siła! I śpiewało się w takiej silnej grupie wspaniale! Wszystkie połączone chóry z orkiestrą zaśpiewały "Glorię", ostatnią część "Magnificat" angielskiego współczesnego kompozytora Johna Ruttera. (może pojawi się nasze nagranie na YouTube, na razie są tylko starsze nagrania całości). 

Zakwaterowano nas wszystkich w Centrum Kongresowym w Falentach. Znalazły się tam na tyle duże sale, że mogliśmy zrobić próbę wspólną wszystkich chórów z orkiestrą.

Na drugi dzień, w czwartek 2 czerwca od rana pojechaliśmy do Teatru Narodowego, żeby przygotować się do wieczornego koncertu. Pierwszy raz byłam nie tylko w Teatrze Narodowym, pierwszy raz miałam okazję obejrzeć z bliska "wnętrzności" teatru. To co widzi widz - scenę, widownię, szatnie, korytarze, foie, to  chyba mniejsza część, niż ta przed widzem ukryta. Tam było za sceną pięć pięter! różnych garderób aktorskich (widziałam na drzwiach nazwiska Anny Seniuk i Jerzego Radziwiłłowicza), sal prób, pracowni krawieckich (tę widziałam) i na pewno innych, które w tym dniu były chyba nieczynne, był bufet dla aktorów, salka na mały odpoczynek tuż przy scenie i duża sala rekreacyjna na 5 piętrze, gdzie wszystkie chórzystki mogły się przebrać do koncertu. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie kulisy, konkretnie prawa kulisa, wielka, jak boisko do koszykówki i takaż wysoka (albo wyższa). W tej kulisie siedział inspicjent, pan Krzysztof i pilnie wypełniał polecenia reżysera naszego koncertu dr Jarosława Waneckiego, przewodniczącego Komisji Kultury Naczelnej Izby Lekarskiej. W kulisie stały dwie platformy z trzema stopniami każda (takie podesty), na każdym stopniu mogło stanąć do 28 chórzystów. Platformy były dwie (stopni razem 6). Staliśmy na platformach ustawieni do śpiewania, a ona za naciśnięciem guzika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wjeżdżała na scenę! A potem jeszcze ta tylna platforma podjeżdżała prawie pół metra w górę! Całe szczęście - ja stałam na pierwszym stopniu pierwszej platformy, miałam blisko do podłogi (w razie czego). Ten wjazd na scenę - to było coś! Oczywiście kurtyna w tym czasie była opuszczona. Musieliśmy być prawie stale do dyspozycji reżysera, kilkakrotnie ćwiczyliśmy wchodzenie i schodzenie z platform, także "próbowaliśmy" akustykę sali śpiewając nasze indywidualne utwory i fragmenty wspólnego utworu z orkiestrą.

Wszystko udało się znakomicie. Lekarze polonijni,  dla których śpiewaliśmy  w części artystycznej ich VII Kongresu byli zadowoleni z naszych występów. Jestem przekonana, że podobał im się nasz występ, że nie spodziewali się takiej mocy i zaangażowania ze strony swoich śpiewających polskich kolegów. Na koniec nagrodzili nas owacją na stojąco. Dwa razy powtarzaliśmy nasz bis "Floreat Res Medica" - hymn lekarzy, stworzony przez małżeństwo Woy-Wojciechowskich. Sam autor hymnu przyszedł do nas na scenę i pogratulował występu. Ten dzień był długi, pracowity i co tu kryć, męczący. A to jeszcze nie był koniec. O 22.45 dotarliśmy do Falent na bankiet. Smaczne jedzenie w dużej obfitości, ale o tej porze, to już nawet jeść się nie chce. Dostaliśmy w teatralnym bufecie zestaw obiadowy o trzeciej, potem o szóstej wyskoczyłam na kawkę z ciasteczkiem na pobliskie Krakowskie Przedmieście, a już potem żywiłam się emocjami ;)  Na bankiet nasz chór wpadł doprawdy na chwilę. Ja nawet się nie przebrałam, zostałam w stroju służbowym - naszym chóralnym. Ledwo zdążyliśmy  dziubnąć coś z suto zastawionego bufetu, a już trzeba było jechać z powrotem do domu. O północy nasz autokar wracał do Poznania. I tak ten bogaty we wrażenia  czas zakończył się dla mnie o 4.30. W końcu mogłam się położyć i odpocząć. Ale co przeżyłam, to moje:) I wspominać będę długo:)

Dla wszystkich miłych odwiedzających moje róże - w najlepszym rozkwicie:)

DSCN1772.JPG

 

DSCN1774.JPG

 

DSCN1770.JPG

 

DSCN1775.JPG


Podziel się
oceń
2
18

komentarze (7) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 614  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940614

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl