Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 556 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Sprawy kociątka ciąg dalszy

wtorek, 31 lipca 2012 15:13

Sumienie nie dawało mi spokoju. Może ktoś tęskni, na pewno martwi się, jeśli wywiesza ogłoszenia o zaginięciu kotka.  Zadzwoniłam na podany numer. Chciałam sie upewnić, że u mojego synka kotce będzie lepiej. Ale okazało sie, że koteczka wymknęła sie jakimś sposobem między nogami młodej, niedowidzącej dziewczynie. Nie rozmawiałam z nią, tylko z jej chopakiem. Sytuacja patowa. Można powiedzieć, że niedopilnowali kota, ale nie jest łatwo upilnować ciekawskiego, wszędobylskiego i maluśkiego kotka. Wiem to, bo sama dawno temu nagle "zgubiłam" kociaczka, a przecież pilnowałam drzwi jak sie dało. Odnalazłam moją zgubę 3 pietra wyżej, wciśniętą w narożnik klatki schodowej. Ta maluda wybrała drogę w dół i jakimś trafem znalazła się na dworze, bez możliwości powrotu. Moi ją znaleźli, zaopiekowali się, przylgnęli sercem (tak z resztą, jak i druga para młodych). Dla tamtych młodych ten kociak jest pewnie pierwszym kotem w życiu.  Nie zauważyli, że to koteczka (dostali ją jako kocurka), nie byli u weterynarza, nie wiem, czy są świadomi, że kot to towarzysz, członek rodziny na nierzadko 20 lat. Moim też to uświadamiam, żeby mogli odpowiedzialnie podjąć decyzję: oddać kota, czy zatrzymać. Bo chłopak na dziś powiedział tylko, że chciałby tego( nie innego) kota z powrotem (ja na to, że to nie ode mnie zależy), a na razie dziękuje za zaopiekowanie się nim. Przekazałam Moim wszystkie informacje, sami muszą podjąć decyzję. Wiem, że jeśli kotkę oddadzą, do końca życia i przy każdej okazji będą mi wypominać, że przeze mnie stracili takiego cudownego kotka (chyba, że w przyszłosci trafią na swojego, całkiem własnego najwspanialszego kotka). Nie wiem, jak ja bym postapiła w ich sytuacji. Dobrego rozwiązania po prostu nie widzę.

P.s Jasna!  Masz rację! Nie oddajemy.

Młodzi zdecydowali się na pozostawienie kotki u mojego syna. Widocznie faktycznie jeszcze muszą dojrzeć do posiadania kota. Moi przeszczęśliwi.:-) O mnie nie wspominając:-].


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kociątko

poniedziałek, 30 lipca 2012 22:08

Mój syn zaadoptował w piątek kota. A właściwie kotkę. Wyciągnął kociaka spod kraty przy piwnicznym (zamkniętym) oknie. Koteczka grzeczna, czysta, załatwia się w piasek. I nie boi sie ludzi. Tyle słyszałam przez telefon. A dziś ją zobaczyłam. Nigdy jeszcze nie widziałam takiego chudego kotka, a widziałam kilka pokoleń kotów, karmionych przez mamy kotki dłużej niż miesiąc, ba czasem dłużej niż 3 miesiące (aż znaleźli sie dobrzy ludzie, którzy kotki wzięli). Pyszczek kociatka, to prawie same wielkie oczy. No i kociątko jest czarne, jak wszystkie nasze koty w rodzinie (i żebyśmy chociaż sami mieli wybór, czarne były nam pisane i nie było wyboru). Dziś byliśmy z kotkiem u weterynarza, czyste, zdrowe, a że chude? Ponoć wcale nie najchudsze, jakie weterynarz widział. Kupiłam koci wyprawkę: kuwetę, miski, piasek i jedzenie weterynaryjne na początek, żeby kicia trochę przybrała (za wszystko około stówki). A potem wracając widzimy w klatce schodowej anons "zaginął 6-tygodniowy kotek, czarny". I numer telefonu. Syn stwierdził, że on tego nie widzi. Bo jak można było tak "odchudzić" kota. Gdy wyciągał kotka w piątek i pytał, czy ktoś coś o tym kotku wie, to ponoć jakieś dzieci miętoliły jakiegoś kotka i nosiły go po osiedlu. No cóż. Małe dzieci nie są najlepszymi opiekunami małych kotków. Jeśli nawet to kot tych dzieci, to nie bardzo go pilnowały , jeśli wpadł pod kratę. I na pewno z moim synem kot ma szansę wyrosnąć na piekna kotkę, czy w ogóle przezyć. Ja czuję, że to nie jest tak do końca w porządku, że może należałoby zadzwonić, dopytać się, czy byli u weterynarza (wątpię, to przecież kłopot i koszty), jakieś dziecko może tęskni. Ale jak długo ten kotek 6-tygodniowy mógł być z dzieckiem? Maksimum 2 tygodnie, a i to uważam jest nadużyciem wobec kociątka, które jeszcze jest oseskiem i spokojnie mogłoby pobyć z mamą. Ale przecież nic o koci nie wiem. Może mamie się coś stało, może kotka znaleziono maluśkiego, może ... A poza tym jest zwykle o wiele wiecej małych kotków niż chętnych do ich przygarnięcia.

Teraz koteczka rozczula. Ale patrząc na nią nie myślę: jaka słodka, tylko: jaka kruchutka, jaka chudziutka, biedniutka. Trzeba ją odchować. I wyrośnie na piekną kotkę. Na pewno.

 

 


Kociątko tylko trochę większe od długopisu. I jeszcze nie ma imienia.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

O dolce contento

wtorek, 17 lipca 2012 12:20

"Słodkie zadowolenie", tak się czułam biorąc udział, po raz pierwszy, we wspólnym śpiewaniu, w pierwszym moim publicznym występie z moim (już tak) chórem. Śpiewalismy podczas mszy w przepięknym barokowym kościele w Sierakowie (woj. Wielkopolskie, pow. Międzychód).

Widok z chóru, na którym śpiewaliśmy.

Występ był podsumowaniem dwudniowych warsztatów chóralnych. Dwa dni intensywnego śpiewania, z krótkimi przerwami na regenerację. Coś wspaniałego!(to śpiewanie). A wieczorem ognisko i oprócz kiełbasek, przekąsek, superkarkówki i napojów (niskowyskokowych) znów śpiewanie, samorzutne i spontaniczne. Ta grupa po prostu kocha śpiewać. Dwa i pól dnia, a czuje się , jakbym odpoczywała tydzień. I jeszcze w "pięknych okolicznosciach przyrody".

Sierakowska plaża (znany ośrodek wypoczynkowy Pojezierza Międzychodzko-Sierakowskiego) nad jeziorem Jaroszewskim.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wiejski ogródek

środa, 11 lipca 2012 12:55

To widok z okna w kuchni na mój ogródek kwiatowy. Kwiatki dopiero sie rozkręcają. Jak zakwitną dalie, turki , jeżówka, kalla i róże (raz jeszcze) to dopiero będzie widok.  W niedalekiej przyszłości klombik będzie obramowany jakimś "krawężnikiem". Tak bym chciała, żeby nabrał bardziej "miejskiego" wyglądu, żeby był  rabatą"czystą i oczywistą". Ale nie potrafię być bardziej stanowcza. Nie umiem wyrywać samosiejek kwiatów. Sieją sie wśród niewysokich jeszcze krzaków róż nagietki, rudbekie, ostróżki (maki już przekwitły), a mnie żal je wyrywać, bo lubię wszystkie kwiaty. Posadziłam jednoroczne kwiaty, ale teraz widzę, że posadziłam bez ładu i składu, tam gdzie było miejsce i gdzie nie przeszkadzały różom. Bo róże bardzo lubię, ale nie jestem skłonna płacić co roku za krzaki bajońskich sum. A róże są kapryśne i wymagające, wrażliwe. Takie zimy, jak ostatnia, mroźne i bezśnieżne (w naszym rejonie) sieją zniszczenie wśród  róż. Z moich 10 krzaków ostały sie 3, w tym jedna pnąca, od południowej strony, przy domu. Kupiłam więc młode krzaczki róż parkowych, nawet nie znając ich koloru. Sprawiają mi  niespodzianki, gdy po kolei zakwitają we wszystkich różanych kolorach (a w tej chwili kwitnie , a właściwie przekwita tylko jedna).  Mam więc taki ogródek leniwego ogrodnika . I cieszy moje oczy od samego rana. Niech jest, jak jest. Grzech narzekać.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Warunki atmosferyczne

niedziela, 08 lipca 2012 18:28

 Dziekuję wszystkim za życzliwe słowa i życzenia dla Rodziców. Dopiero dziś mogłam je przeczytać. Nie miałam internetu od wtorku. Oczywiście z powodu burz. I chociaż przeszły nad moim domem tylko dwie burze przez ten tydzień (a padało co noc), to ta pierwsza, dość  niespodziewana, o trzeciej nad ranem we wtorek, spowodowała sporo wymiernych szkód w sprzęcie komputerowym. Wiem, że nasze szkody, to pikuś wobec zniszczeń upraw i budynków w innych rejonach Polski, jednak też powstały. Tak rzadko miewamy burze, że zupełnie zignorowaliśmy zapowiedzi kataklizmów. A co głosi automatyczna informacja telefoniczna największej (i najstarszej) sieci telefoni przewodowej  w Polsce? Na samym początku przypomina, że w czasie "niekorzystnych warunków atmosferycznych" należy odłączyć zasilanie i przewody antenowe. Właśnie. Bo ponoć nawet jeśli burza trwa gdzieś daleko, to może piorun walnąć w jakąś antenę, przekaźnik, a kablem to przepięcie poleci do naszego sprzętu i uszkodzi go. Tak się stało u nas właśnie. Jak to się mówi cała sieć "dostała". Oficjalnie  informowano , że Neostrada nie działa i przepraszają. Nie jestem na szczęście nałogowcem, nie chorowałam z powodu braku netu. Było mi tylo troszkę żal, że nie mam kontaktu z blogowymi znajomymi. No i mam szczęście, że synek jest akurat specjalistą od telekomunikacji . Kupił nowy router z modemem (co by to nie znaczyło), wszystko podłączył, skonfigurował (ni w ząb sie na tym nie znam) i mamy internet. A jeden komputer, ten stacjonarny siadł, na razie poczekamy z naprawą, bo trzeba kupić nową płytę główną, a to już poważniejsze koszty. Ciekawe, czy okres burz mamy już za sobą? I czy nauczymy się wyciągać wtyczkę antenowa z gniazdka w ścianie na noc. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy jakaś burza nas zaskoczy?

 

Miejmy nadzieję, że zobaczmy jeszcze takie tęcze, jak ta podwójna z maja tego roku.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 667  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513667

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl