Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dynie

wtorek, 30 lipca 2013 23:22

Że dynie - banie rosną na polskich wsiach od lat wiedzą wszyscy. Doczytałam się, że dynia dotarła do Europy dopiero w XIX wieku, ale była też ponoć znana w starożytnym Egipcie (obecnie uprawiane dynie pochodzą z Ameryki Północnej i Środkowej). Od paru lat robię austriacką zupę dyniową, którą lubią wszyscy moich krewni (a wnusie  "uwielbiają",jak mi dziś powiedzieli). Kiedyś , gdy mój "las" był młody i  niski wyrosła mi jedna dynia. To było już sporo lat temu. Potem jakoś nigdy nie zadbałam o nasiona i sadzonki, dynie albo dostawałam, albo kupowałam. W zeszłym roku miałam tych dyń dwie. Jedna miała ze 3kg, a druga kupiona z pola "od chłopa" chyba z 8 kg! Zupy dyniowe cieszyły sie dużym wzięciem wśród naszych gości. Z zamrożonych porcji jedliśmy zupy chyba do marca. I zgromadziłam też okazała kolekcję dyniowych pestek. Szczególnie ta mniejsza dynia, o ciemnopomarańczowej skórce i takimże miąższu miała piękne, duże i wypukłe pestki.  Pogryzaliśmy przez pół zimy. I postanowiłam w tym roku mieć własne dynie. Pomysł wyszedł od Mojego, który też przepada za zupa dyniową. Mieliśmy prawie na środku działki taką sporą stertę ziemi, do podsypania pod drogę do garażu. W zeszłym roku zarosła lebiodą, bylica i ostem. W tym roku też nie przyda sie jeszcze pod drogę, więc Mój uformował z tej sterty spory podwyższony zagon, na dynie (i kukurydze cukrową, bo lubimy sobie ugotować). Zagon był według mnie duży, więc wysiałam kilka-naście nasion dyni, tych większych i innych, także dyni ozdobnej, malutkiej. Wysiałam juz w kwietniu, jak tylko wiosna sie zrobiła.Wykiełkowały chyba wszystkie. Sadzonki malutkie były, zagon spory, a ja bez wyobraźni. Wysadziłam na zagonie większość sadzonek (miały po 2 listki). Zapomniałam, że to potwory! I posadziłam na początku maja, bo nie dbałam o "zimnych ogrodników" i zimna Zośkę, po których to dopiero sadzi się w Polsce ciepłolubne, zamorskie rośliny.  Przymrozków nie było, wręcz odwrotnie, około 20 maja mieliśmy upały. Jak te dynie zaczęły rosnąć, to duzy zagon zrobił sie za mały. Wyrosły tak bujnie i obficie, że od przybytku może mnie zacząć głowa boleć, a raczej ręce. Jak sobie pomyślę, że te kilogramy będę musiała obrać i pokroić w kostkę, to trochę się boję Ale wiem, że "dobrzy ludzie" pomogą. Dynie cały czas rosną. Czubki wzrostu już wszystkim uszczknęłam, teraz owoce powiększają  z dnia na dzień swoją masę. Dziś są już znacznie większe, niż na zdjęciach sprzed niedzieli. Ale mam tylko tamte zdjęcia, na razie. A tu ów zagonek.

 

.IMG_0286.JPG

 

I jeszcze dynie z bliższej odległości.

 

IMG_0288.JPG

 

A ta poniżej jeszcze urośnie.

IMG_0325.JPG

 

Dziś jedną z dyń, na prośbę wnuków, przerobiłam na zupę dyniową. Ale o tym w kolejnym wpisie.

 

P.s. Odpowiadam na temat śledzi w occie. Smażę je w mące, wkładam do glinianego naczynia, zalewam zalewą octową i na drugi dzień można je już jeść. Nie wiem, jak długo można je w tej zalewie trzymać (w lodówce), ale dłużej jak tydzień nie uchowały się nigdy, wcześniej zostały zjedzone.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Upał

piątek, 26 lipca 2013 20:29

Upał zdominował moje działania. Nie cierpię wysokich temperatur, jakieś problemy z regulacją temperatury, moja odwieczna niechęć, niezgoda, na pocenie się, mój hedonizm wreszcie, żeby zawsze było miło i przyjemnie. To sprawia, że podczas upałów mam obniżony nastrój, jestem naburmuszona, obrażona na przyrodę, że robi mi wbrew. I "omijam" tak zwane ciepłe kraje w lecie. 

 Całe szczęście, że nie musiałam dziś wychodzić, jeździć i czegoś załatwiać. Tylko rano (ok dziesiątej było jeszcze całkiem miło na rowerze) musiałam kupić sól. Przy okazji zrobiłam inne zakupy, żeby oszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności jutro. A sól była konieczna do smażenia rybek. Mój domowy wędkarz złowił wczoraj 55 rybek (fantastyczne srebrne karasie) i dziś 2/3 z nich usmażyłam i włożyłam w ocet. Te pozostałe zjemy jutro "na świeżo" usmażone na śniadanie. A dziś przy okazji tego smażenia zadymiłam pół chaty, drugie pół miało zamknięte drzwi. Potem wietrzyłam, w każdym razie wymieniałam powietrze. Zrobiło sie w domu prawie 26 stopni. Niby nie tragedia, ale wolę, jak jest chłodniej. Po ugotowaniu dość szybkiej zupy jarzynowej na obiad (z młodych, własnych, warzyw zebranych dziś dosłownie w pocie czoła i nie tylko czoła) postanowiłam trochę ochłodzić dom. Zamknęłam żaluzje i okna  w największy skwar, i starałam się  nie biegać za dużo na dwór. Pomogło, temperatura w dużym pokoju spadła do 24,8 stopnia. Po obiedzie zrobiłam sobie kawę mrożoną i poczytałam sobie w chłodnej sypialni (od wschodu). Moi domowi byli zajęci kładzeniem izolacji w garażu. Potem najstarszy pojechał do panny, nawet nie miał czasu zjeść wspólnego podwieczorku. Więc my z Moim zjedliśmy sobie lody, wypiliśmy kieliszek białego wina i tak odświętowaliśmy te  niby moje (ale tak nie do końca) imieniny.

 A gości będę mieć jutro. Uf, ponoć ma być jeszcze cieplej!!!

P.s. Już kiedyś pisałam, że w podstawówce obchodziłam Imieniny w grudniu, żeby móc koleżanki prosić do siebie (mama znalazła ponoć w jakimś kalendarzu imieniny Hanny 15.XII, ja nigdy nie potwierdziłam). Dopiero po studiach zmieniłam datę obchodzenia imienin na lipiec(bow lipcu składano mi życzenia), 1,5 tygodnia po urodzinach. O tych imieninach pamiętają (lub nie) nowi znajomi, a starzy pytają z wątpliwością, czy ja aby teraz mam imieniny? Sama też mam wątpliwości, Synkowie też, dziś na przykład zapomnieli. Jutro , jutro będą pamiętać.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Trudne (utrudnione) blogowanie i nie tylko

poniedziałek, 15 lipca 2013 23:18

Najpierw o dziwactwach nowego systemu blogowego. Nie wiem, dlaczego mogę dokonać nowego wpisu tylko i wyłącznie z mojego netbooka, dlaczego jak loguję się, a raczej usiłuję się zalogować z innego komputera, wpisując to, co mam "zapamiętane" na moim netbooku, to pojawia sie informacja: nie ma takiej strony. No i faktycznie, zapamiętało mi mój adres poczty wp., a nie adres bloga, ale tak wchodzę tu na "nowy wpis". I pewnie powinnam sie cieszyć, że mogę coś napisać, bo  wiele koleżanek ma problem ze swoimi blogami i nie może nic napisać. Ale DLACZEGO??? Tak być nie powinno!

Dlatego też, między innymi, bywam na tej stronie rzadko. Inna sprawa, to wakacje od bloga, pewna potrzebna mi przerwa. Odeszła mi ochota na dzielenie się prywatnością z wszystkimi. Jakoś tak. No i jestem w miejszych i większych rozjazdach. W końcu jest lato.

Właśnie wróciłam z weekendowych warsztatów chóralnych. Śpiewanie przez prawie cały dzień, a właściwie 2 dni, to ciężka praca. Na koniec tej harówki mieliśmy profesjonalne nagrywanie płyty. Na razie mamy nagrane 6 utworów. Może będzie więcej. No i na koniec dnia chóralnego mieliśmy ogniska z kiełbaskami, karkówką z ogniska, bigosem, sałatkami i plackami, no i z trunkami. A jako, że towarzystwo jest kulturalne, to nikt trunków (wszelakich) nie nadużył , a każdy miał świetny nastrój i było wesoło, sympatycznie i głośno. Moje gardło wytrzymało te wszystkie "katusze" i szybko się regeneruje, szczególnie, że mówię teraz mało i cicho (mąż pracuje, a z kotka rozumiemy się bez słów).  Warsztaty odbywały sie w Zaniemyślu, niewielkim, zadbanym miasteczku niedaleko Kórnika, sławnym dzięki osobie hrabiego Edwarda Raczyńskiego, który był patriotą i mecenasem. Co prawda popełnił samobójstwo (przeszło półtora wieku temu) na swojej wyspie, nazwanej jego imieniem, na miejscowym jeziorze (Raczyńskim), ale w imię zasług został pochowany w tutejszym kościele. Zaniemyśl to miejscowość wypoczynkowa, ale obecnie jezioro jest w kiepskim stanie (czystości), chyba nie można sie w nim kąpać (ja bym do tej mętnej wody nie weszła). Ale bodaj za tydzień na owym jeziorze odbędą się tradycyjne już pokazy bitew "morskich", będzie atrakcja dla turystów.

A jutro odwiedzę Inowrocław na chwilę, wstąpię do tężni i wypiję kawę w ulubionej parkowej kawiarni, bez względu na pogodę. I to są wakacje.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 492  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363492

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl