Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Menu

niedziela, 23 lipca 2017 18:28

"Ku pamięci", gdy będę się zastanawiać, co podać moim domowym (i nie tylko) gościom. Postawiłam na stół, zastanawiając się, czy starczy i kombinując, jak się nie narobić. Oczywiście bez przygotowania raczej nie da się ugościć  dziewięciorga osób. Nie cudowałam, bo wiem, że rodzinka lubi zjeść to, co serwowałam zwykle w domu, a co w innym wydaniu smakuje inaczej. Na obiad miało być 6 osób, było 9. Starczyło, ale na styk i znów mi wypominali, że ja tak zawsze, z niedomiarem. Głodomory nienasycone ;)

Była zupa pomidorowa (na pytanie, jaką zupę zrobić jest czasem kilka odpowiedzi, ale wiem, że wszyscy chętnie zjedzą moją pomidorówkę). Na drugie były polędwiczki wieprzowe pieczona i gulasz wołowy, z dużą ilością sosu. I była moja ogródkowa fasolka szparagowa, dla dopchania postawiłam też ogórki konserwowe i oliwki zielone.  Był też mój kompot z naszych brzoskwiń zeszłorocznych. Były też nasze (tatusia) wspaniałe ziemniaczki (w ilości na 6 osób). Obiad był dość późno i goście nie napchali się do pełna, więc podwieczorek był prawie zaraz po obiedzie. 

Upiekłam tak zwaną ciemną babkę w formie z kominkiem. Ale cóż, z formy wyszła nieco "poobijana". Trudno, cukiernik by jej nie sprzedał, ale moi goście jedli ze smakiem, bo bardzo smaczna się udała. Mój kupił tort śmietanowy z jagodami, tato przyniósł truskawki, ubiłam śmietankę, podałam lody. Podwieczorek wszystkich zadowolił.

Byłam taka objedzona, że wyobrażałam sobie, że inni też i na kolację nikt nie będzie miał ochoty. O naiwności! Pograli trochę w kometkę, poszli na spacerek, pogadali w końcu, a najmłodsi pobiegali . I gdy podałam o wpół do ósmej kolację - zniknęła cała. A podałam na ciepło danie niby leczo (z naszą dużą cukinią, naszą cebulą i naszymi paprykami, pomidorami z puszki, kiełbasą śląską i ogródkową zieleniną). Na ciepło były też frankfurterki. A na zimno sałatka z kupnych pomidorów, papryki, oliwek, z naszymi ogórkami, zieleniną i sosem winegret, talerz wędlin (szynka, salami, sucha pieczona) i sery, i dwa rodzaje chleba, do oporu. Jak to mówiła moja mama - "mają spust". No i dobrze, może się u rodziców najedli?

A ja bez emocji przyjęłam wiadomość, że gość, który (która) miała u nas pobyć trochę, ma inne plany.  Już przywykłam (do tych odmów).

Ale we wtorek ciąg dalszy gości - będę z wnukami (i może z tatą). I fajnie . Jest lato, są wakacje, czas dla wnuków. Od tego jestem babcią. I dobrze mi z tym (ha,ha, i dobrze mi tak!).

  


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (11) | dodaj komentarz

Goście, goście :)

środa, 19 lipca 2017 14:02

 

 Latem na wsi nie można się nudzić, nawet jeśli mieszka się "w środku niczego", jak mi się często wydaje. Jest ogród i jest cisza i spokój (kiedy nic się nie dzieje). Rodzina, przyjaciele, znajomi odwiedzają nas na naszej wsi. A ja cieszę się i staram się być najlepszą panią domu i gospodynią. Lubię gości, lubię, gdy coś się dzieje. Ale czasu mam dla siebie niewiele, dla internetu i blogów jeszcze mniej... Więc proszę wybaczyć mi brak odwiedzin . Poprawię się ;) jak tylko znajdę czas wrócę tu i poodwiedzam wszystkich znajomych :) 

A na razie - wspaniałego lata wszystkim życzę !

 

20170719_135606[1].jpg

 

Obiecane morelki: jeszcze parę dni i będą do zerwania, na razie cieszą oczy :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

W moich ogrodach

sobota, 15 lipca 2017 0:29

Mój ogród, to trawa, a właściwie regularnie koszona łąka i trochę drzew owocowych, trochę krzewów ozdobnych, ściana winorośli i trochę kwiatów (ciągle za mało, jak dla mnie), no i grzęda warzywna. Rękawów sobie nie wyrywam, ale jest co robić. Już środek lata i zbieram pomału plony. Truskawki obrodziły u mnie całkiem ładnie (rosną sobie gdzie chcą i rozrastają się pod winogronami, a ja im pozwalam), najedliśmy się, parę woreczków zamroziłam, jeszcze do dziś znajduję po parę sztuk codziennie, niebywałe. Czereśnie  już mi się skończyły, mam dość wczesne (koniec czerwca, jedno większe drzewo i początek lipca drugie, małe). Nie zmarzły na kwiciu, a w każdym razie nie bardzo. W czasie, gdy dojrzewały pierwsze byłam akurat we Włoszech. Mój przetrzymał je dla mnie na drzewie (uwielbiam czereśnie), pod moskitierą "przeciwszpakową". Okazało się, że one są ciemnowiśniowe, prawie czarne . A przez parę lat byłam pewna, że ma  tylko czerwone, jasnoczerwone owoce. Chyba byłam tak łakoma, że nigdy nie dałam im porządnie dojrzeć ;) W tym roku nie było ich tak dużo, jak w zeszłym, a poza tym, dla mnie jest ich zawsze za mało.

Potem przyszły porzeczki. nadal mogę je podskubywać, czarne, białe i czerwone. Z tym, że czerwone są na ogrodzie mojego taty. To drugi ogród, który mam, powiedzmy, pod opieką. Tatuś nadal sadzi i sieje, ale nie ma już siły walczyć z chwastami, a także większość zbiorów pozostawia mnie.U taty jest dużo porzeczek, dojrzewa też już agrest (mam jeden krzak, na "nóżce", zaczyna dojrzewać).

Teraz zbieram jabłka, słodkie, kolorowe, bardzo smaczne wczesne jabłka. Kupiliśmy drzewko w szkółce i trafiliśmy idealnie.   

DSCN2806.JPG

 

Jeszcze z tydzień, dwa i dojrzeją mi morele. Drzewko jest niewielkie, a rodzi już drugi rok, jak szalone. W zeszłym roku miało przeszło 60 owoców, w tym roku będzie owoców jeszcze więcej :) Jak dojrzeją na drzewie, to się pochwalę .

 

Na grządce warzywnej zbieram piękną cebulę, zaczyna się fasolka szparagowa, ogórki , dojrzewa papryka, mam też troszkę marchwi, seler, por i oczywiście pietruszkę (wszystkiego mikro, ale mam co do zupy wrzucić)  I lubię mieć swoje.:)

 

Z kwiatami mam  problem. Chciałam mieć bylinową rabatę, żeby nie narobić się za wiele, a mieć co roku kwiaty. Ale nie zainteresowałam się  szkółkami bylin, nie kupiłam (na razie) kwiatów, które mi się podobają i które cieszyłyby moje oczy cały sezon. Mam, dość przypadkowe kwiaty, które wyhodowałam z nasion albo kupiłam za grosze, mało wymagające i silnie rosnące. Prym wiodą słoneczniczki, które wyhodowałam z nasion chyba z 15 lat temu  na ogrodzie rodziców. Wzięłam stamtąd dużo sadzonek, a na tamtym ogrodzie one nadal bujnie się rozrastają i sieją. I kwitną . U mnie też, kwitną od początku lata do jesieni.

 

DSCN2798.JPG

Mam też jeżówkę - Echinacea, z nasion (zaczyna kwitnąć) i margaretki, te białe złocienie(już przekwitły), są też żółte rumianki (ale mało), są orliki (już przekwitły) i gajlardie, czyli dzianwy, a także wdzięczna tojeść  kropkowana. Jest jeszcze firletka (kwiecista , a miałam chalcedońską, ale zmarniała).

DSCN2797.JPG

Tu gajlardie, z tyłu firletka - ciemnoróżowa, a te niebieskie kwiatki, to ostróżeczka polna, sieje sie sama, chwast, ale nie wyrywam kwitnących chwastów.

I jest jeszcze trzykrotka (Tradescantia) i irysy, i wiosenne byliny z drobnymi kwiatkami. Ale jedne przekwitają, inne jeszcze nie kwitną, mało tych kwiatów, a jak są, to prawie wszystkie żółte. Ech, już nie marudzę. Po prostu, żeby mi kwitło muszę (no, niby nie muszę) co roku wysadzać bulwy dalii (sentyment, z działki rodziców), karpy kanny (od szwagierki, pięknie kwitną), cebule gladioli, geltonii i ismen (to od taty, od lat, nie mam serca zmarnować, a jak  nie wsadzę, to się zmarnują) (są też tulipany, których nie mam siły wykopywać nawet co dwa lata).  Mam też lilie, których nie wysadzam i kwitną właśnie, już trzeci rok.  

 

20170708_185523[1].jpg

 

Mam też róże, ale akurat nie kwitną prawie, po tygodniu deszczy kwiaty się skończyły (na razie).

Na taty ogrodzie jest dziko. To przede wszystkim warzywnik. Kwiaty hodowała mama. Teraz rosną tylko te, które same chcą rosnąć.

 

20170709_121341[1].jpg

 

To przy ścieżce do domu na daczy. Dziko, ale malowniczo, prawda?

Czekam na gladiole, dalie, kanny, geltonie  (już zaczynają kwitnąć), będzie barwniej (u mnie).  

A na spacerze po łące natknęłam się na takie  "zioło", najpewniej odmiany "ruderalis", dzikie, mizerne, najwyżej 1,5 metrowej wysokości. Ale dreszczyk emocji był. Pachnie , jak zioło , ale cóż, to tylko zielsko ;) (cannabis sativa L.).

20170713_122047[1].jpg


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zakończenie - Florencja i Werona

piątek, 07 lipca 2017 19:20

Florencja, wiadomo, stolica Toskanii, największe miasto regionu i jeden wielki zabytek w tysiącach odsłon. Toskania, to historyczne centrum włoskiej państwowości. Państwo włoskie jest bardzo młode, liczy sobie nieco ponad 150 lat (zjednoczenie włoskich księstw - 1861r). Mieszkańcy Florencji szczycą się tym, że to właśnie tu mówi się naprawdę po włosku. Tu narodził się włoski język literacki, tu tworzyli twórcy tego języka Dante, Petrarka,  Boccaccio.  Dialekt toskański (florencki) stał się podstawą normatywnego języka włoskiego. Florencja jest stara, zabytkowa, bogata, niebywała, jest zatłoczona, droga, ciasna ale czy piękna? Piękne są w niej osobne budowle, niektóre ulice, rzeka Arno po deszczu, ze starymi mostami, bulwar nadrzeczny... Pokazano nam wnętrza dwóch kościołów: Santa Croce i Duomo, czyli katedry Santa Maria del Fiore. Ten pierwszy kościół jest ważny dla florentyńczyków, są tu epitafia sławnych mieszkańców tego miasta: Galileusza, Machiawellego, Dantego - doczekał się tablicy pamiątkowej dopiero w czasach najnowszych. Twórca języka włoskiego zmarł na wygnaniu i jego grób znajduje się w Rawennie (a florentyńczykom wstyd). W tym kościele znajduje sie też tablica i nagrobek polskiego kompozytora Michała Kleofasa Ogińskiego, twórcy poloneza "Pożegnanie Ojczyzny". Żył on i działał we Florencji 38 lat i tu zmarł.

W Kościele Santa Croce (Świętego Krzyża) są przy ołtarzu głównym freski Giotta, podobno genialnego i bardzo pracowitego malarza, prekursora odrodzenia w malarstwie.

DSCN2769.JPG

 

To wnętrze tego wielkiego kościoła, wydaje się być puste, a sufit jest prosty, drewniany, takie sufity, bez łuków i z drewna, bardzo wysokie widzieliśmy we wszystkich zwiedzanych kościołach.

 

DSCN2779.JPG

 

To katedra -Duomo ,Santa Maria del Fiore. Żeby ją zobaczyć w środku czekaliśmy w długiej kolejce, akurat w deszczu (nadal było ok. +30) dość długo. Na tyle długo, żeby po wejściu do środka stwierdzić, że zupełnie nie warto było. Kolejna ogromna "stodoła", nawet bez fresków, bez nagrobków, pusta w środku. W pamięci utkwiły mi tylko ogromne szare kamienne kolumny i brak jakiegokolwiek miejsca do siedzenia i tłum turystów w środku. Natomiast z zewnątrz to bardzo piękna budowla. Widziałam ją pierwszy raz 40 lat temu, gdy autobus rejsowy PKS do Rzymu zrobił godzinny postój we Florencji, parkując właśnie obok katedry. Wtedy tłum był jakby mniejszy, a katedra bielsza ;) Katedrę budowano prawie 3 stulecia. Główna bryła i fasada, to gotyk (budowano sto lat), potem na 140 lat przerwano prace i dopiero po tym czasie zwieńczono Katedrę kopułą, którą widąć u mnie tylko troszkę. Ta kopuła, bardzo duża, o niezwykłej, jak na tamte czasy konstrukcji, jest dziełem wybitnego miejscowego architekta Filippa Brunelleschiego, prekursora stylu renesansowego.

 Byliśmy teraz także na Piazza della Signoria. Plac jest dość ciasny, trudno objąć obiektywem najsławniejszy budynek placu - ratusz, czyli Palazzo Vecchio (Stary). Przed ratuszem rzeźby Michała Anioła - Dawid i Herkules (kopie z epoki), a także fontanna z posągiem Neptuna (akurat w remoncie). 

 

DSCN2773.JPG

 

Dawid taki sobie, ma za dużą głowę. 

Mnie spodobał się nieco mniejszy Perseusz, dłuta rzeźbiarza i złotnika Benvenuto Celliniego, pod arkadami obok ratusza.

 

DSCN2771.JPG

 

Potem poszliśmy nad rzekę Arno zobaczyć most złotników czyli Ponte Vecchio (stary most). Gdyby nie otwarte na rzekę arkady mostu mozna by przejść mostem i nawet tego nie zauważyć. To jest ulica, zabudowana domkami i sklepami. Bardzo stary most (XIVw.) bardzo nietypowy.

DSCN2783.JPG

 

Pięknie wygląda dopiero z daleka :) 

W krótkim czasie wolnym zdążyłam znaleźć kilka wolnych od tłumów uliczek  i wypić latte ( cappuccino ma zdecydowanie za małą pojemność, za mało płynu) i zjeść prawdziwe włoskie tiramisu' (koniecznie z akcentem na ostatnią sylabę).

Czuję wielki niedosyt Florencji. Nie widziałam tylu miejscowych "hitów"... W tłumie i biegu nie poczułam atmosfery miast. A raczej to, co odczuwałam, to nie było zbyt pozytywne. Co chwilę spoglądałam na zegarek, żeby nie spóźnić się na zbiórkę, bo... niby co? Bo "nie wypada, jak się jest z grupą". Jako była pilotka wiem to, ale nie znoszę ograniczeń zewnętrznych (jedyne, to te, które sama sobie narzucam).

Z Florencji ledwo zdążyliśmy  na kolację na 20.00 (serwowaną, z talerzem "pasty" czyli makaronu z jakimś cienkim sosem i drugim daniem - mięsem (sztuka mięs) wielkości dwóch średnio cienkich plasterków wędliny i kupką czegoś, co nie było ani frytkami, ani smażonymi ziemniakami, czymś pośrednim, nieapetycznym. No cóż, 3 dni takiej kolacji na pewno nie przekonało turystów z grupy, że włoska kuchnia jest bogata i niezwykle smaczna. Tak to jest z "masówką". A przecież jedzenie, smaczne, miejscowe, to istotna część wiedzy o danym kraju . Dla biur turystycznych liczy się tylko "zaliczanie" kolejnych miejsc na mapie. To nie dla mnie. 

Już w drodze do Polski zatrzymaliśmy się na parę godzin w Weronie (na 3?)(potem nocowaliśmy pod Weroną). Tym razem nasza pilotka zaprowadziła nas z parkingu do Starego Miasta.Po drodze szliśmy kilkaset metrów wzdłuż średniowiecznych murów miejskich.

DSCN2786.JPG

 

Przechodziliśmy też obok cennej rzymskiej Arena di Verona, amfiteatru z I w.n.e., jednego z najlepiej zachowanych we Włoszech. Każdego lata odbywają się tam spektakle operowe.20170629_121426.jpg  

 

I dostaliśmy tam 2.5 godziny czasu wolnego. Wreszcie mogłam "się urwać", uciec od grupy i robić, co chcę. Nie poszłam z tłumem, czyli grupą pod balkon Juli, tylko "zagubiłam się" w wąskich uliczkach, gdzie domy mogłyby pamiętać  ową Julię, gdyby kiedykolwiek istniała. Zobaczyłam ten symboliczny balkon później sama. Sama? Z tłumem Japończyków? Chińczyków? (mnóstwo ich) i innych ciekawskich. Balkon, jak balkon, podwóreczko małe, zabazgrane ściany, ubrudzone gumą do żucia, na którą ludziska przyklejają do ścian swoje miłosne życzenia. Na balkonie jakaś podstarzała Julia - turystka. Zniesmaczyłam się, zdjęcia nie zrobiłam i postanowiłam poszukać swojego balkonu wymyślonej Julii. A było w czym wybierać.

20170629_140627.jpg

 

Czyż nie piękny gotycki balkon? 

Domy z okresu gotyku sąsiadowały z domami z epoki renesansu, wszystko czyste, odnowione, widać, że miasto niebiedne i jego mieszkańcy takoż.

 

20170629_140700.jpg

 

Po sąsiedzku kamienica renesansowa z balkonem.:) A na ulicy pusto, żadnych turystów ani miejscowych, tuż obok Rynku.

 Że Werona "od zawsze" było bogatym miastem, świadczą o tym te zachowane do dziś okazałe zabytkowe kamienice i ulice z marmurowymi nie tylko chodnikami, ale i jezdniami (kostka granitowa też była).

 

DSCN2790.JPG

W Weronie przysiadłam przy ulicznym stoliku jednej z niezliczonych kawiarni i pijąc wolno latte przyglądałam się niezbyt licznym przechodniom (latte, to nie jest ponoć włoski pomysł, tylko amerykańskich Włochów, "przeflancowany" do Włoch i Europy).

Rynek w Weronie jest długim prostokątnym placem, na którym i dziś stoją kramy z towarami dla turystów. Przy rynku oczywiście Ratusz, ale w innym stylu niż w Toskanii, choć ratusz równie wiekowy.

 

DSCN2789.JPG

 

Werona jest elegancka, poza najstarszą częścią miasta ulice są szerokie, pełne zieleni, zielono jest też nad szeroką po deszczach górską rzeką Adygą.

 

20170629_130543.jpg

 

Jak widzicie, na chwilę się zachmurzyło. Ale ogólnie było przyjemnie, upał nie powalał ;)  Werona bardzo mi się spodobała. Piękne miasto  i jeszcze niezadeptane przez turystów . No i ten luz chodzenia swoimi ścieżkami, był mi potrzebny.   

Na koniec dla miłośników gór - rzut oka na Alpy nad Innsbruckiem.

 

20170630_120017.jpg

 

I to już koniec wycieczki :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Volterra - dalsze zwiedzanie cz.2

środa, 05 lipca 2017 23:47

Z San Gimignano wróciliśmy do hotelu, około 90 km. A Volterra była tak blisko! Dzieli ją od San Gimignano niecałe 30 km. Ale dzieli, bardziej dosłownie także wysokość. Volterra leży prawie 500 metrów wyżej. Pojechaliśmy tam następnego dnia (kolejne 80 km), pokonując niezliczone zakręty, wspinając się serpentynami na szczyt wzniesienia. To położenie w dawnych czasach zapewniało miastu bezpieczeństwo. W czasach nowożytnych stało się hamulcem rozwoju - trudno było do miasta dotrzeć. Volterra - z dźwięcznym podwójnym r - miasto liczące kilka tysiącleci! Było to jedno z większych miast etruskich, potem rzymianie władali nim kilka stuleci. W średniowieczu rozwijało się prężnie. Ze względu na etruskie pochodzenie miasto określa się mianem Tajemniczej Piękności. Volterra od wieków, aż do dziś słynie z alabastru. Wydobywa się go w okolicy, w wąwozach otaczających miasto. W Volterra  w Szkole Sztuk Pięknych jest jedyny we Włoszech wydział  rzeźby w alabastrze. A jest to trudna sztuka, bo alabaster, rodzaj kredy, jest kruchy i trudny do obróbki.

DSCN2765.JPG

 

Plakat przedstawiający obróbkę alabastru.

 

Stara część miasta, to wąskie uliczki, małe placyki, średniowieczne kościoły, ratusz w sercu miasta na Piazza dei Priori - podobno na tym ratuszu wzorowali sie budowniczowie ratusza we Florencji.

DSCN2764.JPG

 

 

DSCN2763.JPG

 

A w tym budynku, naprzeciw ratusza, mieści się policja.

 

W wąskich uliczkach nie było tłumów, miasto na wysokim wzgórzu pełne było wiatru, więc i oddychać było czym, upał nie dusił, tak jak wcześniej. Wzrok przyciągały sklepy z wyrobami z alabastru. 

 

20170628_110244_resized.jpg

 

Też kupiłam sobie alabastrowy drobiazg, jeszcze nie miałam nic  z alabastru ;)

 

DSCN2795.JPG

 

Puzderko na drobiazgi np.pierścionki :)

 

Najcenniejszym zabytkiem w Volterra są ruiny miejskie z czasów rzymskich.

 

DSCN2759.JPG

 

A mnie podobały się ciche zaułki  

20170628_110447_resized.jpg

 

Szkoda, że nie było już czasu na kawę. Ale i tak to miasto pozostanie w mojej pamięci miłym wspomnieniem.

I miało być (i było) o Florencji, ale mi "wcięło". Będę odtwarzać jutro.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 624  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940624

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl