Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kawka

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 14:08

Wpadliśmy w sobotę na kawkę do rodzinki do Gostynia. 60 kilometrów, to teraz żadna odległość dla zmotoryzowanych, godzinka w jedną, godzinka w drugą i parę godzin w sympatycznym towarzystwie. A w Gostyniu festyn. Latem we wszystkich małych i dużych miejscowościach wysyp imprez kulturalno-,sportow-, kulinarno-masowych, połaczonych z prezentacją, reklamą regionu. W Gostyniu zorganizowano Biesiadę Wielko-Napoleońską w ramach obchodów Dni Powiatu Gostyńskiego. Na rekonstrukcję historyczną "porwanie Napoleona" sie spóźniliśmy. Widzieliśmy tylko grupy młodych ludzi w strojach z tamtej epoki. Na estradzie przygrywał gościom zespół w strojach bawarskich, śpiewający po polsku bawarski folklor "pod golonkę", zupełnie, jakby sie z choinki urwali (nikt stosowniejszy sie nie trafił?). Poszczególne gminy powiatu miały swoje stoiska kulinarne, z wyrobami miejscowych mistrzów masarskich lub (i) piekarskich . Może gdzieś coś dawali darmo, ale nikt nie zachęcał do konsumpcji, a też nigdzie nie było wyraźnie oznaczonej ceny. Kupiłam tylko dwa smaczne miody po okazyjnej cenie i zobaczyłam , jak spędzają sobotę ludzie w małym mieście. Nie jestem fanką festynów. Ale przyjemnie przejść się  wśród kolorowego, gwarnego tłumu, zobaczyć  co nowego dzieje się "na prowincji". A rodzinkę i Gostyń, małą ojczyznę moich przodków, zawsze z radością zobaczę.

Festyn na torze kartingowym w Gostyniu.

 '

Sposób na spędzenie sobotniego popołudnia - festyn.

Sam Napoleon reklamował gminę Poniec.

 Te miasteczka, to dla mnie nie puste nazwy, to miejsca, które znam od lat.

Gostyńska Fara, w której moi rodzice brali ślub.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Gniezno

piątek, 24 sierpnia 2012 23:25

W Gnieźnie bywam często i od lat, z racji niewielkiej odległości  od mojej obecnej wsi i od daczy rodziców. Dziś byłam kolejny raz turystycznie, pokazując kolejnym Młodym kolebkę polskiego państwa, a dokładniej polskiego chrześcijaństwa. Byliśmy w Muzeum Początków Państwa Polskiego. Główną atrakcją był pokaz filmów - instalacji, jak mówiła pani przewodnik, w 3D(dla mnie zawsze w 3W, bo "de" kojarzy mi się nieparlamentarnie). Wstyd (może) przyznać, ale pierwszy raz założyłam stosowne okularki i efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Miałam wrażenie, że gałęzie drzew musną mnie zaraz po twarzy, a przed wyciągniętym w moją stronę bitewnym, obosiecznym mieczem aż się cofnęłam, tak prawdziwy był efekt "wychodzenia z ekranu". Pokazy krótkich tematycznych filmów z prelekcją odbywały sie w salach z eksponatami, wcześniej pokazanymi lub wspomnianymi w owych filmach. Świetna lekcja historii i z pewnością nie nudna. W tych filmach wspomniano o pytaniach historyków, na które do tej pory nie uzyskano pewnych odpowiedzi: czy Gniezno było pierwszą stolicą Polski, jak przedstawiają się wcześniejsze dzieje dynastii Piastów,  gdzie dokładnie odbył się chrzest Mieszka I (w Gnieźnie, Poznaniu, na Lednicy?), jak wyglądali nasi pierwsi władcy itp.

 Pewne jest, że Gniezno od wieków pełniło ważną funkcję w życiu duchowym (kościelnym) nowego, chcrześcijańskiego państwa. Początki obecnej katedry sięgają X w. W Katedrze Gnieźnieńskiej pochowana jest żona Mieszka I Dądrówka, w 1000 roku odbył się tu słynny Zjazd Gnieźnieński, na którym cesarz niemiecki Otton III (zwany Dziwnym) ogłosił swym przyjacielem księcia Bolesława Chrobrego. A przybył do Gniezna, by pomodlić się przy grobie Świętgo Wojciecha, którego relikwie znajdują się do dziś w Katedrze. Chociaż to wcale nie jest pewne, bo Czesi uważają, że ich Święty (był Czechem) spoczywa na Hradczanach, w katedrze Św. Wita (Wacława i Wojciecha). A relikwie mogły się tam znaleźć na skutek kilku najazdów wojsk czeskich na polskie ziemie we wczesnym Średniowieczu. Faktem jest, że w gnieźnieńskiej katedrze jest piękny srebrny relikwiarz Świętego Wojciecha, obok romańskich Drzwi Gnieźnieńskich (przedstawiających sceny z życia i śmierć Św. Wojciecha) najcenniejszy zabytek (chociaż kilkanaście lat temu figura Św. Wojciecha z relikwiarza została skradziona, potem odzyskano ją, ale niekompletną, później pieczołowicie odrestaurowano i zachwyca, jak dawniej).

Gniezno, to sympatyczne spore miasto powiatowe (70tys. mieszkańców), kilkoma zabytkowymi kościołami, wieloma pięknymi, dobrze utrzymanymi kamienicami, z okresu z przed I i II wojny. Jest miastem przyjaznym turystom, ma sporo kawiarnii, restauracji, pubów, barów. Ma też taką specyfikę, że sklepy jednej branży są usytuowane obok siebie na osobnych ulicach (np. na jednej krótkiej ulicy 6 sklepy z butami, a na innej 5 sklepów z bielizną, a jeszcze gdzie indziej 3 księgarnie obok siebie), to bardzo ułatwia zakupy;-)).  

 Szkoda tylko, że pogoda się trochę popsuła i było pochmurno (deszcz nas ominął szczęśliwie). W słońcu każde miejsce wygląda ładniej. Ale Gniezno jest ładne i ciekawe o każdej porze roku. Przyjedźcie do Gniezna! 

To Katedra z dalszego planu i Wzgórze Lecha. Trochę zwichrowana fotka, ale robiłam z samochodu na zakręcie.

Katedra z bliska, od frontu.

Srebrny Relikwiarz z bocznej nawy (od frontu wejście zagrodzone sznurem, nie można blisko podejść).

A to widok od tyłu na Relikwiarz.

 

Na gnieźnieńskim Rynku nie ma ratusza. Za Rynkiem kościół i klasztor oo.franciszkanów (czynny zakon).

 

Ulica Chrobrego, główny deptak Gniezna, tu widok w stronę centrum. W drugą stronę , przez Rynek widać od tyłu Katedrę.

Sympatyczna kawiarnia i restauracja na zadaszonym patio (bardzo smaczne desery, własne ciasta i kawa w cenie, o której w dużym mieście można tylko pomarzyć).

 

Gotycka fara (z barokowa wieżą w remoncie). Widok od strony Rynku.

I na koniec fara od tyłu z bliska.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Bez prądu

wtorek, 21 sierpnia 2012 23:22

Czy wyobrażacie sobie, jak się żyje tu i teraz bez prądu?  Syn elektronik, który przejął się możliwością kosmicznej burzy elektromagnetycznej, pogrążającej Ziemię w chaosie, uczulił mnie na problem braku prądu. Wiadomo, bez prądu w dłuższej perspektywie zamiera cała gospodarka i życie domowe. A w skali lokalnej? Od wczoraj wczesnego wieczora do dziś późnego rana nie miałam prądu , razem 14 godzin (efekt gwałtownych wichur i burz).  Niedogodności były niezbyt wielkie, ale doskwierające. Nie mogłam prać, a miałam zamiar, nie mogłam wysuszyć włosów  suszarkolokówką (a bez niej mam na głowie fryz Piasta Kołodzieja), nie mogłam podnieść rolet , które opuściłam, żeby odgrodzić sie od upału, nie mogłam użyć zmywarki, a ręcznie zmywać przy świeczce też nie chciałam. No i nie mogłam wjechać na poddasze, żeby wyregulować ciepłą wodę (mamy windę na pięterko).  Nie mogłam oglądać TV, nie mogłam wejść w internet (bo mamy router, który działa na prąd z sieci) i nie mogłam sobie poczytać przed snem (przy świeczce wzrok sie psuje). Plus tej sytuacji był taki, że poszłam spać "z kurami", o 21.30.

 A dziś dalszy ciąg konsekwencji braku prądu w wydaniu ogólniejszym. Pojechałam do miasteczka. Zaskoczył mnie brak sygnalizacji świetlnej, cóż, po burzy mogła ucierpieć. Ale bankomat też nie działał. Z powodu braku prądu. A także sklepy. Wszystkie były zamknięte. A miasto rozpalone upałem wyglądało jak wymarłe. Ja w miasteczku jestem "przyjezdna". Skąd mam wiedzieć, kiedy tego prądu zabrakło? I zapewne nikt nie wiedział, kiedy prąd znów będzie. Nie było kogo spytać. Sytuacja patowa. A jeść się chce, rachunki zapłacić trzeba. Tłumaczenie się brakiem prądu nikogo nie obchodzi. Pojechałam dalej. W drodze powrotnej dowiedziałam się, że prądu nie było pół godziny, w całym miasteczku.

 Sami sobie stworzyliśmy "nadzorcę", który nas zniewala i ogranicza, dając złudne poczucie komfortu i wygody.  I nie ma odwrotu .

  Jeśli nie mogę nic zmienić, to powinnam zaakceptować, no , powinnam, ale nadal mam z tym problem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Dzieje się i to jeszcze nie koniec:)

sobota, 18 sierpnia 2012 19:57

Wczoraj i dzisiaj pilotowałam grupę chóralną z Petersburga. Języka obcego nie zapomina się tak natychmiast (szczególnie jeśli używało się go regularnie przez 40 lat). Ale jednak nieużywany "rdzewieje". Wprost jestem szczęśliwa, że mogłam prawie 2 dni mówić po-rosyjsku. Odkurzyłam sobie pamięć. Faktycznie, coraz mniej osób cokolwiek rozumie w tym języku (a przecież , to słowiański język). Ludzie mają dziwne (ograniczone) podejście do języka, którego się nie uczyli. Nie znają i znać nie chcą. . Nawet nie zadadzą sobie trudu, żeby posłuchać. Z góry zakładają, że nic nie będą rozumieć i oczywiście z takim podejściem niczego znajomego  nie słyszą. To taka wygoda "nie rozumiem, mam to gdzieś". No, ale odzywa sie we mnie neofilolog, który próbuje zrozumieć cośkolwiek w każdym języku (a przecież wiem, że nie wszystkich to interesuje). I w przypadku języków europejskich, słowiańskich, germańskich, czy opartych na łacinie udaje mi się zrozumieć coś niecoś (szczególnie na piśmie, mówię o językach, których "się nie uczyłam"). Ale pamiętam swoją frustrację w Turcji, dziki język, no pewnie , azjatycki, nie rozumiałam nic (bo "chałwa", to trochę mało, żeby twierdzić, że cos rozumiałam).

 A wracając do mojego pilotowania, to bardzo mnie cieszyło, że mogę być przydatna i że mogę pokazać innym moje rodzinne miasto, pochwalić się nim. Byłam także na koncercie tego "mojego" zespołu w Salonie Muzycznym im. Feliksa Nowowiejskiego. To nasz poznański kompozytor, twórca "Roty" (do słów Marii Konopnickiej). Koncerty "u Nowowiejskich" są niecodzienne. Goście-słuchacze siedzą w trzech pokojach - salonach (to także dom- muzeum Nowowiejskiego), w towarzystwie sędziwego syna kompozytora, który przyjmuje gości w swoim domu. Po koncercie zawsze jest poczęstunek, ciasta, kawa, soki i rozmowy z wykonawcami, z gospodarzem, wymiana spostrzeżeń i uprzejmości. Niezwykła rodzinna atmosfera. A dziewczyny z Petersburga (8 pań) zaprezentowały bardzo różnorodny repertuar: od śpiewów cerkiewnych dawnych i nowszych, przez romantyków, folklor szkocki, norweski, fiński, ukraiński i oczywiście rosyjski, po utwory Strawińskiego i całkiem lekką muzykę popularną (piękna piosenka  "Kochanie moje kochanie" czyli Gałczyńskiego "List jeńca" po polsku, oczywiście).

A dziś dalszy ciąg zwiedzania, a potem ślub naszych chórzystów: Polaka i Rosjanki w Katedrze. I oba chóry śpiewające Państwu Młodym. Pieknie.

 A jutro ciąg dalszy. Wyjazd na wieś, do rodzinnej miejscowości Pana Młodego i koncerty , a potem wspólny piknik nad jeziorem. Mam nadzieję, że humory i pogoda dopiszą. A ja jeszcze trochę pogadam sobie w moim ulubionym obcym języku:-).

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Na razie nie dzieje sie nic

środa, 15 sierpnia 2012 20:08

Nic sie nie dzieje, tylko rośliny rosną. Rosną pięknie i bujnie, bo miały wodę i słońce (ostatnio 3 dni nie padało, musiałabym  podlewać, ale jakoś nie mogę się przemóc). Zaczęły mi kwitnąć dalie, gladiole i tytonie, "śmiszne " kwiatki, których sadzonki dostałam od mamy. Lubią zachmurzenie, wtedy najładniej się otwierają, w słóncu sa zwinięte. A na grządce przed oknem kuchennym istna dżungla. A niech sobie kwitnie. Może w przyszłym roku jakoś wezmę tę zieleń w ryzy. A może nie. Gdyby mi tak kwitło na całym ogrodzie pewnie też by mi sie podobało. A tak mam to, co mam i tylko kombinuję na przyszłość, jak "sposobem" zagarnąć dla siebie jeszcze więcej powierzchni , pod kwiaty.

 

Tytonie

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 545 937  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2545937

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl