Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Idzie jesień

środa, 13 sierpnia 2014 19:57

DSCN0221.JPG

Kolory już jesienne.

I mirabelki (u mnie takie fioletowe) spadają, dojrzewają brzoskwinie i dynie (chociaż te akurat mogą leżeć na ziemi i dojrzewać do września), zaczynają sie też wcześniejsze węgierki. 

DSCN0219.JPG

Sierpniowy kosz owoców i warzyw, dynia z tych ozdobnych, niewielkich, ale też smaczna (już zrobiłam zupę). Agresty ostatnie zamroziłam, z mirabelek zrobiłam kompoty. A pomidory gryzie już zaraza ziemniaczana, z tych jeszcze zdrowych robię zupy i sosy na bieżąco. W koszyku jest plon jednego przedpołudniowego spaceru wokół ogrodu. To mnie cieszy. I spacer, i te moje rośliny. Mam chyba w genach , odziedziczoną po tacie, potrzebę uprawiania ziemi, ja akurat w skali mini, ale jednak. Nie wyobrażam sobie mieć ziemię do uprawy i nic z nią nie robić. W końcu zgodziłam się na dom na wsi (a męczennicą z pewnością nie jestem). Plony są dwuosobowe +. I oto chodzi, żeby było na teraz, pod ręką, i żeby była radość

DSCN0225.JPG

Dziś pochmurno, jesiennie, zza śliwki mój ogród i dom wyglądają tajemniczo;).  

.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Koleje nasze powszednie

piątek, 08 sierpnia 2014 20:20

Moim codziennym środkiem lokomocji jest samochód. Bez auta skazana byłabym na "areszt domowy", a co najmniej na duży wysiłek, związany z dojazdem do cywilizacji rowerem. Pociąg nie jest mi całkiem obcy, bo często podjeżdżam autem na stację PKP, żeby dojechać do Miasta pociągiem (szczególnie, gdy muszę załatwić coś w centru, gdzie znalezienie wolnego miejsca parkingowego graniczy z cudem i jeszcze sporo kosztuje). Ale...moja jazda pociągiem do Miasta trwa 20 minut i odbywam ją w luksusowych warunkach, w klimatyzowanych, nowiutkich wagonach Kolei Wielkopolskich. Czyli zupełnie zapomniałam co to znaczy PKP. Wczoraj wybrałam się z wnukiem na wycieczkę do Torunia, pociągiem (wnuś ma chorobę lokomocyjną, auto nie ma klimatyzacji, no i gdzie ja bym szukała w Toruniu parkingu?) . Wyjechaliśmy o dość rześkiej jeszcze porze z małej stacyjki pociągiem Regio, osobowym ślimakiem. Mieliśmy jechać 2,5 godziny . Zakładałam optymistycznie, że wszystko przebiegnie, jak w rozkładzie. Zaopatrzyliśmy się w płyny, kanapki, książki i muzyczkę. Jednak mieliśmy pecha: W Trzemesznie pociąg stanął i stał, i stał, bez żadnej informacji dla pasażerów około pół godziny. Mój wnuczek (9 lat) był bardzo dzielny, ale w końcu zaczął się niecierpliwić i martwić, że nie zdążymy na zarezerwowany seans w Planetarium. Dowiedziałam się od współpodróżnej, że kogoś trzeba było ciągać na policję, wraz z konduktorem i motorniczym i stąd ten przestój. No, jak widać, zdarza się coś nieprzewidzianego. Wkrótce ruszyliśmy i motorniczy starał sie nadrobić zgubiony czas pędząc do Inowrocławia ile się dało. Za Inowrocławiem pociąg musiał wyhamować, bo okazało się, że są roboty kolejowe i jest czynny tylko jeden tor (w obie strony). W Gniewkowie byliśmy już tak spóźnieni, że musieliśmy czekać na dwa pociągi jadące od Torunia "naszym" torem. Kolejne kilkanaście minut czekania i coraz goręcej na dworze i w wagonie. Dziecko zaczęło mi ziewać i dyszeć jak rybka. Na szczęście z Gniewkowa do Torunia, to już żabi skok. Przyjechaliśmy spóźnieni 40 minut. Całę szczęście, że seans w Planetarium zamówiłam ze sporym zapasem. Została nam jeszcze godzina i spokojnie zdążyliśmy.

 Powrót do domu, na południowy zachód w godzinach popołudniowych, to we wczorajszym upale była sauna. Słońce zaglądało do okna, bo akurat przedziały były po słonecznej stronie (pociąg TLK, późny Gierek), a jeszcze dodatkowo słonce odbijało sie w lustrze i odbite też solidnie grzało. W przedziale rodzina wielopokoleniowa: maluchy, rodzice i dziadkowie. Babcia cały czas "tłumaczyła świat"  uroczemu niemowlakowi, jeszcze niememu i uspokajała zazdrosną jego siostrę ok. 4lat.

     Ten  babciny mentorski monolog plus dojmujący upał były ciężkie do zniesienia, mój wnuś musiał kilka razy zrobić sobie spacer korytarzem, także do WC. Tym razem nie narzekał na brak wody. A nie było jej w pociągu Regio. Wysiedliśmy z pospiesznego TLK z ulgą. Po kilku minutach regeneracji na sympatycznym dworcu w Gnieżnie wsiedliśmy do pociągu Kolei Wielkopolskich. Ach, co za ulga: klimatyzacja, informacje na ekranach i z głośników. Wnuś znów poszedł zwiedzić przybytek toaletowy i wrócił zachwycony: ciepła woda biały papier toaletowy, automatyczne spłukiwanie, no Europa po prostu. Czyli w skali regionu można, gdy są pieniądze ("wojewódzkie" czy jakiekolwiek inne) może być funkcjonalnie, wygodnie i nawet ładnie. Można się cieszyć, że jest lepiej (choćby na wybranych odcinkach). I nie wieszajmy psów na ubogiej kolei. W końcu płacimy naprawdę niewielkie pieniądze za bilety. Za 4 bilety (tam i z powrotem, tzw. rodzinne) za ok.240 km(> i <) zapłaciłam 70 zł. A atrakcje, bezcenne.   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 325  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288325

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl