Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rezerwat archeologiczny

poniedziałek, 31 sierpnia 2015 18:47

Wybraliśmy się z wnukami na zakończenie wakacji na wycieczkę edukacyjną do Biskupina.

 Biskupin - chyba najsławniejszy rezerwat archeologiczny w Polsce. A może z mojej wielkopolskiej perspektywy nie widzę innych rezerwatów tego typu? Kiedyś, dawno temu, w lata 30-tych XX wieku poznański archeolog Józef Kostrzewski rozpoczął badania na półwyspie nad Jeziorem Biskupińskim, w pobliżu miasteczka Gąsawa na Pałukach (Kujawsko -Pomorskie), za północno -wschodnią  granicą Wielkopolski,  osady z czasów przedsłowiańskich z VIII wieku przed naszą erą, należącej do kultury łużyckiej. Jako uczennica podstawówki miałam jeszcze możliwość zobaczyć wystające z dna jeziora szczątki oryginalnych umocnień i domostw z tamtych prehistorycznych czasów. W 1974 roku zakończono badania archeologiczne i podniesiono poziom wód jeziora, aby zachować dla potomności ślady tej odległej cywilizacji.Teraz w Biskupinie są  jedynie rekonstrukcje, można by powiedzieć - dekoracje. Ale jak inaczej przybliżyć szerokiej publiczności wiedzę o pradawnych czasach i ludziach żyjących na tej ziemi? W czasach mojej podstawówki zrobiono rekonstrukcję bramy obronnej i dwóch chat. W jednej z chat eksponowano znaleziska archeologiczne. W tej chwili, chat jest  więcej niż 10, tworzą ulicę, jedną z kilkunastu hipotetycznych, a brama wjazdowa i drewniana palisada chylą się ze "starości", mając mniej niż 60 lat. 

 

DSCN1357.JPG

 

W większości chat są ekspozycje, aranżacje dawnych wnętrz.DSCN1360.JPG 

DSCN1361.JPG

 

Już w XXI wieku zbudowano muzeum i eksponowane w nim są znaleziska archeologiczne z terenu wykopalisk. A że ludzie przez wieki szukali schronienia na wyspach na jeziorach, to po osadzie łużyckiej na tym terenie zjawili się prawie 1000 lat później Prasłowianie. Ślady ich osadnictwa także są pokazywane w muzeum.  Zbudowano również replikę osady prasłowiańskiej, gdzie w czasie wakacji funkcjonuje tzw. "żywa wioska" - rekonstruktorzy pokazują, jak w dawnych czasach funkcjonowali ludzie: są bartnicy, tkacze, cieśle, garncarze, jest bard ze starymi instrumentami  (oczywiście, wszyscy chcą coś zarobić, oferują na sprzedaż swoje wyroby).

Osada prasłówiańska

Były jeszcze zwierzęta domowe. Chciałoby sie powiedzieć: szczęśliwe zwierzaki. Owieczki, niewielkie i czarne przebiegały sporym stadem przez wielką łąkę, towarzyszyły im 4 okazałe kozły ( pań-kóz nie widziałam), po terenie całego rezerwatu kicały sobie nieskrępowane króliki, masci takiej zajęczej. A koniki, niewielkie, myszate nadstawiały łby do głaskania i też biegały sobie luzem po łące i po alejach (bo ten rezerwat położony jest w takim lasku - zagajniku). Ciekawe, czy te wielkie woły na łące też nie były uwiązane?

Miło spędzony dzień. I mimo tego, że miałam takie poczucie pewnego braku autentyczności, chodzenia w dekoracjach, to dowiedziałam się sporo o życiu  naszych protoplastów. A w końcu o tę wiedzę chodzi. I o ten miło spędzony czas:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Alpejskie miasta

środa, 26 sierpnia 2015 23:33

Po drodze do Polski zatrzymaliśmy się w pięknym Bolzano, które ma też swoją niemieckojęzyczną nazwę Bozen. Miasto leży we włoskich Alpach w krainie zwanej z niemiecka Górnym Tyrolem, a z włoska Górną Adygą. Po drodze mijaliśmy dostojne Dolomity:

 

DSCN1300.JPG

 

W Bolzano byliśmy przed wieczorem, stąd brak słońca, ale nadal było bardzo gorąco. Piękne Stare Miasto, wąskie uliczki, solidne mieszczańskie kamienice z XVIII/ XIX ww.

P8130164.JPG

 

P8130167.JPG

 

P8130171.JPG

 

Duomo czyli Katedra z XIII wieku na Piazza Walther (i Walther Platz). I góry widoczne od wschodu i od zachodu. Miasto leży w dolinie rzeki Isarco (Eisack)), między górami. Miasto jest niezbyt duże (nieco powyżej 100 tys. mieszkańców), ale ciekawe i takie "przytulne" .

  Następny przystanek na naszej drodze - Innsbruck, to stolica austriackiego Tyrol. Leży na wysokości przeszło 500 m n.p.m., otoczone ze wszystkich stron Alpami, jak w gnieździe. To też miasto 120 -tysięczne, ale starówka jest rozleglejsza, większa i samo miasto wydaje się większe od Bolzano. Innsbruck powstały w XIII, ma wiele pięknych miejsc. A Alpy, widoczne z każdego miejsca w mieście, dodają Innsbruckowi niezwykłego uroku.

DSCN1306.JPG

Reprezentacyjna Aleja cesarzowej Marii Teresy , to serce miasta.

 

 

 P8140201.JPG

Wieża ratuszowa.

 

P8140200.JPG

Jeden z pięknych budynków na starówce.

 

P8140213.JPG 

Nad rzeką Inn, płynącą przez środek miasta. Tutaj widok z mostu na lewo.

P8140212.JPG

A tu z tego samego mostu na prawo, to nadal w centrum miasta , nie do wiary, prawda?

Wypiliśmy smaczną kawę i zjedliśmy tradycyjnego Apfelstrudel, czyli ciasto z  jabłkami, a potem zjedliśmy smażonego śledzia na rybnym jarmarku i z nowymi siłami ruszyliśmy do domu (dokąd dojechaliśmy) po 10 godzinach:(.  Ale obrazy z wyjazdu będą w mojej pamięci i mogę je sobie "przewijać" w głowie, ile zechcę :).

 

  A z bieżących spraw: obrodziły mi mirabelki, nie żółte, tylko czerwone i zrobiłam z nich dżem. Przeczytałam  przed chwilą przepis na taki dżem w internecie. Wszystko ślicznie, tylko pani od razu zakłada "2kg owoców bez pestek". Mądrala. Mirabelka, to nie wiśnia, tak prosto nie daje się drylować. A może daje (bo ja nawet nie sprawdziłam) ? Zrobiłam swoim sposobem, w tym roku już się skończyły. Za rok mogę wypróbować.

A oto efekt mojej pracy: z ok.4 kg owoców.DSCN1370.JPG 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Niespodziewana Toskania :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015 23:11

Dla jednodniowego, przemiłego, spotkania z przyjaciółmi przejechaliśmy 1,5 tys. kilometrów w jedną i tyleż samo w drugą stronę. A po drodze odwiedziliśmy jeszcze  drugich znajomych i zwiedziliśmy kilka miast. Było pięknie, serdecznie, odświętnie, wakacyjnie.

  W Toskanii znalazłam noclegi w samotnym borgo (folwark, posiadłość) w pobliżu miasteczka Radda w Chianti. Przez chwilę poczułam się panią na tych włościach. Piękne położenie, piękne Castello, park  i  niezwykłe widoki.

Okolice Sieny

Okolice Sieny

 

DSCN1222.JPG

Rejon Chianti, to nie są łagodne, falujące wzgórza, to spore góry i doliny, porośnięte w większości lasami i ,oczywiście, winnicami i gajami oliwnymi. Ale tu powyżej krajobraz, jak w Beskidach, nie przymierzając.  

 

DSCN1209.JPG

Nocowaliśmy w tym pięknym domu z czasów renesansu, na parterze, z widokiem na park.

 

Salonik w Castello  

Tu sobie piliśmy kawkę i czytaliśmy. Naprzeciw pianina jest bardzo stary kominek.

 

DSCN1261.JPG 

Piękna sypialnia :)

 

DSCN1275.JPG

A to wizytówka castello, korytarz witający gości. Wszystkie meble, to autentyki  i antyki. Niesamowite wrażenie obcowania z Historią.

Może w zimowe wieczory wrócę tu jeszcze wspomnieniami. Teraz kilka migawek z atrakcyjnych turystycznie miejsc. Muszę się przyznać, że przy 36 stopniowym upale (to w cieniu, w słońcu wolę nie wiedzieć ile było!) kompletnie opuściła mnie ambicja i porzucił głód wiedzy. Z poczucia obowiązku pojechaliśmy do Sieny, bo blisko i "trzeba zobaczyć". No, fakt, piękne, stare miasto. A wąskie uliczki ciągną się kilometrami. Zlana potem, jak po saunie, dotarłam na słynne Campo - plac przed ratuszem. Gwar, tłok. Plac przygotowano na coroczną, tradycyjną gonitwę - wyścig konny wokół Campo - palio, najsłynniejszy wyścig konny we Włoszech, który odbywa się 16 sierpnia.  Wysypano całą "koronę" placu piaskiem z gliną i mocno ubito, przykrywając całkowicie bruk (żeby w czasie wyścigu konie sobie nóg nie połamały). Plac ma kształt muszli (tak mówią) i w pełnym słońcu kojarzył mi się z rozgrzaną patelnią.

DSCN1239.JPG

 

Przy Campo stoi gotycki Pałac Gminy - Palazzo Publico, z najwyższą włoską wieżą dzwonniczą (102 m), bardzo charakterystyczną - znakiem rozpoznawczym Sieny.

 

DSCN1233.JPG

 

I jeszcze jeden cud Sieny: katedra - Duomo pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Portal zapiera dech w piersi swoim doskonałym pięknem. Wnętrze też jest ponoć zachwycające, ale chybabym umarła w kilometrowej kolejce do kasy w pełnym słońcu, zrezygnowaliśmy. Może kiedyś wrócimy? DSCN1246.JPG

 

Upał i tłumy ludzi skutecznie zniechęcały do zwiedzania. Ale jechać tyle kilometrów, żeby popijać winko, kawkę i pluskać się w basenie? Trochę szkoda. Chociaż muszę przyznać, że takie błogie nicnierobienie jest  atrakcyjne :) 

Byliśmy więc jeszcze w Castellinie (in Chianti):DSCN1226.JPG

 

I w Radda in Chianti, do której teoretycznie mieliśmy całkiem blisko, jakieś 8 km, najpierw stromo z góry, potem stromo pod górę. Leżała naprzeciw naszego Castelvecchi, na przeciwległym stoku. 

DSCN1266.JPG

 

Malutkie miasteczko na szczycie wzgórza, otoczone murami.

DSCN1259.JPG

Piazzetta (czyli placyk, centrum miasta) w Radda in Chianti.

Byliśmy też w San Gimignano, był blisko i w przewodniku napisano "nie przegap". Znów nieprzebrany tłum w wąskich, średniowiecznych uliczkach i upał, odbierający mi chęć do życia, o zwiedzaniu nie wspominając. Przebiegliśmy prawie przez miasteczko, robiąc japońskim zwyczajem zdjęcia wież, głównej atrakcji miasta. Średniowieczne miasteczko, otoczone murem ma w swym wnętrzu osiem wysokich wież, najwyższa ma 54 m wysokości. Nie wiadomo, czemu miały służyć, robią duże wrażenie.

DSCN1280.JPG 

Ale trudno je sfotografować z większej odległości, jadąc do miasta co chwilę wzgórza lub wysoka zieleń zasłania   ten niezwykły widok. DSCN1285.JPG

Wąskie uliczki, nieprzebrany sierpniowy tłum i wieże - oto San Gimignano.

 

A potem już był przystanek w Tyrolu, włoskim (Górna Adyga) i austriackim.  Ale o tym następnym razem (wkrótce). 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Ach, Oslo...:)

środa, 05 sierpnia 2015 20:07

"Chodziło" to Oslo za mną od kiedy zobaczyłam Kopenhagę i Sztokholm, czyli od paru lat. Ale słyszałam różne opinie, raczej ostudzające (" Oslo to najwyżej przystanek w zwiedzaniu Norwegii, co tam można robić"). Ostatnio w internecie był wysyp reklam o tanich lotach, najtańsze były właśnie do Oslo. Trzeba sprawdzić, trzeba łapać okazję. Przecież słyszałam, że Norwegia jest droga, więc tanie bilety, to jakaś okazja. Ale wiecie, ta okazja jest dla tych, którzy mają "metę" w Norwegii w postaci rodziny, znajomych, bo tania opcja "w obie strony" obejmuje często okres dłuższy niż 1 tydzień, norweskie ceny za noclegi (i za wszystko inne)  by mnie zrujnowały.  Znalazłam loty "tam i z powrotem" od 30.07 do 2.08. za 150 zł na osobę. Nocleg na 3 noce w Oslo, w hostelu należącym do sieci Schronisk Młodzieżowych,to, bagatela 900 zł. Ale nie żałuję ani złotówki. Było świetnie! Ale, ale, jak w przypadku Sztokholmu, także i tym razem dojazd z lotniska Rygge, oddalonego od Oslo o 66 km, do centrum kosztował nieco drożej niż lot z Polski do Norwegii.Ale tak, jak w Szwecji, nie było żadnego problemu z dojazdem do centrum Oslo. Autobus lotniskowy czekał, a cena biletu w internecie była taka sama, jak cena biletu kupowanego u kierowy autobusu (np. kartą bankomatową).

  A samo Oslo? Prognozowano  deszcz i 100% zachmurzenia. Nic się nie sprawdziło. Owszem, drugiego dnia, w piątek kropiło, gdy wyszliśmy z metra, ale gdy po pewnym czasie wychodziliśmy z muzeum świeciło piękne słońce i tak aż do końca pobytu, z przyjazną ludziom temperaturą +23 stopni.Chmur trochę było, czasem na chwilkę zasłoniły słońce, ale to zapewne lokalny koloryt, chmury też były ciekawe. Jak całe miasto. Norwegia jest droga, ale nie wiedziałam dokładnie, co to znaczy, dopóki tej drożyzny nie odczułam osobiście. Dla przeciętnego Polaka, co tam, dla przeciętnego polskiego emeryta Norwegia, w moim przypadku Oslo, jest wręcz "śmiesznie" droga (piwo w kawiarni - 108 NOK, 1 NOK = 0.45 zł, 0,5 l wody - min.20 NOK). Oczywiście czytałam, że Oslo jest najdroższą stolicą Europy, że serwują tu najdroższą kawę, ale , myślałam sobie, wszystko jest względne. No i jest. Przecież, jak się jedzie za granicę, to nie po to, żeby oszczędzić, tylko żeby wydać;) I zobaczyć, przeżyć, wchłonąć atmosferę miejsca, popatrzeć na ludzi. Ten cudowny skandynawski luz w Oslo jest jeszcze bardziej odczuwalny niż w Sztokholmie.  Tutaj każdy człowiek jest cenny, każdego się szanuje. A każdego turystę traktuje się, jak miłego gościa  i służy uprzejmą pomocą, poczynając od hostessy na dworcu Sentral, która najpierw spokojnie wytłumaczyła nam, jak się w automacie kupuje bilet sieciowy, a potem nam go wystukała, poprzez uczynną obsługę  recepcji w hostelu, po sympatycznych policjantów konnych na głównej ulicy Oslo - Karl Johans gate ( wszyscy mówią:Karl Johan).

DSCN1171.JPG

Karl Johan ze wzniesienia, na którym stoi Zamek Królewski.   

 

DSCN1174.JPG

 A to Karl Johan  środkowa, zwieńczona Pałacem na wzniesieniu. 

Przy tej ulicy, niezbyt długiej (ponoć można ja przejść niespiesznie w 20 minut) znajdują się budynki ważne dla Norwegów: Parlament - Storting, Uniwersytet, ze stuletnia tradycją, Teatr Narodowy (Ibsen!), nieco z boku, Katedra  i Pałac Królewski , zamykający ulicę.

DSCN1061.JPG

 

Teatr Narodowy i ciekawa fontanna, jak paw (wieczorem zwłaszcza, podświetlana)

 

3 i pół dnia, to za krótko, żeby zobaczyć chociażby najważniejsze atrakcje stolicy Norwegii i nie paść z wyczerpania.

 

My z Moim już nie najsilniejsi, dawkowaliśmy sobie zwiedzanie, przyjeżdżając w ciągu dnia do hostelu na chwilę odpoczynku. W hostelu robiłam szybki, zdrowy obiad (żadnych puszek) z produktów przywiezionych z Polski , krótki odpoczynek, kawka oferowana przez hostel i dalsze zwiedzanie.

DSCN1155.JPG

 

Hostel pięknie położony w zielonej okolicy, z widokiem na Oslofjord, do centrum metrem 10 minut  i to w obie strony, bo to stacja przy linii okrężnej. A do metra ze 3 minuty? W hostelu mieliśmy pokój dwuosobowy z normalnymi (nie piętrowymi) łóżkami i łazienką. I śniadaniem w cenie (fantastyczne 3 rodzaje śledzi, bardzo lubię).

Jeśli ktoś nie chce tracić fortuny na bilety wstępu, to w Oslo może bardzo dużo zobaczyć bezpłatnie ( w Sztokholmie było to trudne). Na przykład można bezpłatnie zwiedzić ogromny Ratusz (nie zdążyliśmy):  

DSCN1091.JPG

 

Można też pójść do Parku Vigelanda i podziwiać rzeźby tego artysty. W parku , który rzeźbiarz sam zaprojektował i urządził znajduje się ok 200 rzeźb jego autorstwa, wykutych w granicie, odlanych z brązu i żelaza. Gustav Vigeland (!869-1943), to tytan pracy, kucie w granicie, to trudno sobie nawet wyobrazić. Wszystkie rzeźby przedstawiają ludzi, wszyscy są nadzy, wszyscy są sobie równi. 

 

DSCN1068.JPG

 

To główna aleja parku.DSCN1079.JPG 

To wszystko wykute w granicie!

 

DSCN1082.JPG

 Rodzinka :)DSCN1072.JPG

 

A tu rzeźby z brązu. W parku jest sporo różnych fontann i dużo klombów kwiatowych . Park, jak muzeum pod gołym niebem:)

 

 

Można też pójść do Opery. Nie na spektakl (nawet nie chcę myśleć ile kosztuje bilet), ale podziwiać nowoczesna bryłę  i obejrzeć lobby, otwarte cała dobę (to skandynawskie zaufanie do ludzi).

DSCN1149.JPG

 

Opera, stojąca nad brzegiem Oslofjordu , wygląda, jak statek, całą biała, wyłożona białym marmurem.

O innych ciekawych miejscach w Oslo - niedługo:) CDN. 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 340  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288340

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl