Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Trochę ciepełka

niedziela, 28 września 2008 0:19

  Im zimniej na dworze, tym przyjemniejsze wspomnienia sycylijskich upałów.
Na pierwszym zdjęciu widok na dolinę w pobliżu naszego ośrodka. A na drugim zdjęciu widok z Góry Pielgrzyma na zatokę i plażę Marbello, to jeszcze Palermo. Na Monte Pellegrino (onej górze) jest sanktuarium świętej Rozalii, patronki Palermo, a na szczycie góry jest jej statua, widoczna z daleka, witająca przybywających do Palermo od strony morza.
 A teraz zmiana tematu. Zrobiłam dziś dwa jabłeczniki. Jeden dla synka na imieniny - w domu, drugi dla drugiego synka i synowej z okazji Drewnianych Godów (5 rocznica ślubu). ten jabłecznik piekłam na wsi. Potem jedliśmy go rodzinnie i wszyscy chwalili jego smak. No, faktycznie był smaczny, ale czy ten drugi, ktory został w domu nie był równie smaczny?
Po powrocie do domu spróbowałam drugiego. Jakby twardszy. I wtedy przypomniałam sobie dość istotną zmianę w przepisie. W domu użyłam do wypieku margaryny, tak jest w przepisie, a na wsi  dobrego (tzw. prawdziwego) masła, bo nie miałam margaryny. I jak tu nie wierzyć przysłowiom. Rosjanie powiadają: kaszy masłem nie popsujesz. I placka takoż, jak widać. A żeby wam ślinka nie ciekła podaję przepis, całkiem łatwy, a ciekawy:
  250g margaryny (lub masła)
   3 szklanki mąki
   4 żółtka  (białka zostawić na pianę)
   1 mały cukier waniliowy
   1 łyżeczka proszku do pieczenia - to wszystko posiekać i wyrobić (ja to miącham rękami)
  Wykleić połową ciasta blachę , najlepiej okrągłą tortową (ok.27cm)
  Teraz pokroić w małą kostkę ok. 4 sporych jabłek (ja miałam antonówki), rozłożyć na ciasto. Białka ubić, do ubitych dodać 1 szklanke cukru i jeszcze troche ubijać. Wyłożyć tę pianę na jabłka. Resztę ciasta zetrzeć na tarce  na tę pianę. Piec w 180 stopniach ok godziny, aż ciasto sie na wierzchu nieco zrumieni. Smacznego.0:-)
P.s. Mój racjonalny małżonek zapytał mnie , dlaczego nie upiekłam od razu dwóch blach placków. Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że wtedy miałabym więcej pracy, a mniej zabawy.;-)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

No, spróbuję

wtorek, 23 września 2008 21:01

Czy tu na blogu coś kombinowali? Jakieś nowe oznaczenia na wielkość czcionki, krój liter? Nic nie wiem. Jestem zaskakiwana. Tak jak z opłatą za internet, przez Netię. Nagle po wakacjach mam płacić za abonament dwa razy tyle co w sierpniu. Bez żadnego powiadomienia, bez pytania o zgodę. Ja tego nie pojmuję, to jest wyłudzenie.

 Ale ja nie o tym chciałam. Nie umiem kompensować zdjęć i przez to tak mi niesporo idzie wklejenie ich na blogu. Dziś spróbuję z tym co mam na pulpicie.

 Udało się. To fragment światyni Junony(raczej Hery, ale tu nazywaja ją "Junona") w Dolinie Świątyń w Agrigento, z V w.p.n.e. Upał był wtedy wściekły, nie było nastroju do kontemplowania historii, ale pamiątkę mam.

Wspomnę jeszcze, że w końcu coś sobie złamałam. No, tak, bo przeżyłam już większość życia bez żadnego złamania. Huknęłam się nogą w narożnik walizki, jak wracaliśmy z Włoch.  Bolało dość solidnie. Ale czy to pierwszy raz o coś sie zahaczyłam? Tylko, że mały palec spuchł, śródstopie sine i chodzić trudno, bo boli, cały tydzień. No to poszłam zrobić zdjęcie (żeby być dobrze poinformowaną). Okazało się, że złamałam "paliczek bliższy palca V lewej stopy" jak napisała pani radiolog. No i tyle. Tego i tak się nie leczy. Może dotrę jutro do chirurga, może coś mi doradzi, może powie, kiedy przestanę kulawić? A może nie. Pożyjemy, zobaczymy - jak mówią bracia Słowianie. Dobranoc.papa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zaczynam

wtorek, 16 września 2008 13:25

 

 Piszę z pracy (nikt nie przyszedł na dyżur), więc jeszcze bez zdjęć. Dziś dowiedziałam się, że szwagierka właśnie pojechała odpocząć na Kanary. Najpierw małe ukłucie zazdrości, a potem refleksja, że chyba będzie mieć gorąco, czyli nie ma czego zazdrościć. Zaczęłam się zastanawiać co dla mnie oznacza wypoczynek. Bo ja na razie nie czuje się wypoczęta, czuję się śpiąca i nie do końca usatysfakcjonowana.  jakoś wszystkiego było albo za mało, albo za dużo. Za mało czasu, swobody (druga para), za dużo ciepła, za długi powrót. Takie niedogodności. Mnie własciwie nie należy słuchać, bo ostatnio jestem mega-malkontentką, ogólnie nic mnie nie cieszy, no, ale sama muszę się z tym uporać. A wracając do ideału wypoczynku, to mam parę opcji. Podoba mi się poznawanie nowych miejsc, jesli jest to zagranica, to poznaję nowe krajobrazy, roślinność, nowe zapachy i smaki. Lubię też pooglądać tamtejsze sklepy, poznać gusta tamtejszych klientów. Czasem lubię coś kupić, coś, czego u nas nie znajdę. Więc na Sycylii chłonęłam nowe widoki, cudowne kwitnące krzewy , gaje oliwne, zagajniki piniowe, owocujące opuncje, cudowne lazurowe i ciepłe morze (Tyreńskie) i te zabytki, do których udało się nam dotrzeć (o tych miejscach napiszę oddzielnie). Jedzenie mielismy we własnym zakresie, więc miałam okazję poznać sklepy spożywcze i warzywniaki. Robiłam obiadokolacjew stylu włoskim, z miejscowych produktów zapiekanki z bakłażanami, cukinią, pomidorami i mozarellą, makarony z "alio et olio" czyli czosnkiem i oliwą (dostalismy te produkty w pakiecie powitalnym), z parmezanem, z sosem śmietanowym, oczywiście zrobilam pizzę, zajadałam się melonami i winogronami i zapijałam to świetną cafelatte. Jest to o wiele smaczniejsze na włoski sposób niz to co podają u nas. Tam wlewa się zwykłe mleko (bardziej lub mniej ciepłe, jak sie zdarzy) do szklanki i do tego wlewa się włoski naparstek espresso. Samego espresso nie odważyłam się spróbować, bo wolę kawę cienką, o smaku cukierka kawowego. I takie było właśnie caffelatte. Smaczne jedzenie to jedna z moich ulubionych przyjemności. Niestety, jak łatwo się domyślić, po urlopie jestem szersza niż przed. Mam to w nosie.

 Nie trafiłam natomiast do żadnego centrum handlowego, nic sobie dla siebie nie kupiłam. I tego mi brakuje i tego mi żal.

Nie miałam też czasu na czytanie, a czytanie to dla mnie nieodzowna część wypoczynku. także nie wysypiałam się. W nocy było duszno i gryzły małe, ciche komary. Dopiero rano twarz i ręce były w czerwonych kropkach. Jak można się domyślić sen jest ważną częścia mojego wypoczynku. Nie muszę natomiast mieć koniecznie wody, żeby wypocząć. Co z tego, że lubię popływać, kiedy publiczne pokazywanie ud jest dla mnie potwornym stresem. Nic na to nie poradzę, czuję się obnażona i jest mi z tym niewygodnie. Oczywiście kąpałam się w morzu, było cudownie ciepłe i okropnie słone, chodziłam na basen, parę kroków od naszej siedziby, basen też był super- krystalicznie czysta woda, duży i prawie bezludny. Ale nie pojechałam tylu tysięcy kilometrów, żeby siedzieć nad wodą. Nie znoszę się opalać, unikam słońca, a ono właśnie cały czas paliło.

 Na dziś tyle. Następnym razem dodam kilka zdjęć.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Uff!

poniedziałek, 15 września 2008 19:22
  I to podwójne "uff". Dopiero dziś dotarłam do mojego komputera, a wczoraj o północy do Polski. Jak wszystko sobie na nowo poukładam, rozpakuję się, zgram zdjecia, to napiszę tu coś większego. Na bieżąco - wiem, że mój organizm żle znosi upały, a na Sycylii upały akurat były i to wyjątkowe, jak na tę porę (natomiast już po tej stronie Alp - ekstremalnie zimno, jak na początek września). Piękne morze, bujna, piękna roślinność i spalone słońcem surowe, wysokie góry. Wcale nie taki raj na ziemi. Ciekawe przeżycie, sporo wrażeń . W codziennym kontakcie z drugą parą, z którą pojechaliśmy i mieszkaliśmy, dowiedziałam się też czegoś nowego o sobie. Po trochu bedę opisywać swoje wrażenia. Dziś napiszę jeszcze, że zwiedziłam najważniejsze zabytki Palermo, byliśmy w Agrigento i Cefalu, codziennie pływałam i zajadałam się melonami. Oczywiście było fajnie, ale teraz muszę dojść do siebie (he,he - odpocząć po wakacjach).

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wyjazd

poniedziałek, 01 września 2008 12:45
 W czwartek skoro świt jadę na Sycylię. I zamiast czekać z ekscytacją, to ja jestem w solidnym stresie. Pobyt jak pobyt, powinno być miło i ciepło . Ale jazda? jawi mi się jako koszmar. Jedziemy ze znajomymi ich autem. Właściciel auta jest nauczycielem, więc bedzie oszczędzał czas i pieniadze. Pewnie po drodze do Rzymu nie będzie noclegu (spod Rzymu mamy prom z noclegiem). Chyba kręgosłup mi zesztywnieje, a mam pokrzywiony. I nadal nie wiem jak wyglada plan podróży i trasa. Nastrój mam taki "zdepnięty". Spać nie mogę po nocach i nic nie cieszy. A jutro jeszcze dyżur w pracy. Nie mam już do tego serca. No, już nie marudzę. Za godzinę idę na kawkę do sąsiadeczki. Tam sobie wspólnie ponarzekamy, ale wiem, ze wrócę w o wiele lepszym nastroju. Nie pocieszajcie, ja wiem, że na wyjeździe będzie fajnie, no, ale muszę dojechać (i wrócić też). To na razie.:-)papa
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 461  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363461

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl