Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 943 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

I do roboty!

wtorek, 29 września 2009 18:59

No i mamy jesień. Wreszcie u nas padał deszcz (bo susza była okrutna). Zrobiło sie też chłodno. I dobrze. Ja właśnie kończę czas względnej wolności i zaczynam zajęcia. A na koniec lata/początek kalendarzowej jesieni byłam jeszcze w Beskidzie Śląskim. Tyle lat żyję i w tego Beskidu właściwie nie znam. Za studenckich czasów trafiłam do Międzybrodzia Bialskiego i Chatki na Rogaczu, później na tym samym obozie nocowaliśmy gdzieś w okolicach Zlatnej i poszliśmy na wycieczkę do Koniakowa. Potem jeszcze jako panna trafiłam z rodzicami do Szczyrku na jakieś 4 dni, ale pogoda była wredna, roztopy, a mnie przeciekały buty, więc siedziałam z książką w pensjonacie, z domu nie wychodziłam i nic nie widziałam. Teraz trafiłam do Ustronia, zdołałam jedynie zauważyć, że to przyjemna miejscowość i warto tam wrócić. Byłam też w Wiśle, przejazdem, ale pospacerowałam sobie po centralnym deptaku, zjadłam lody, pooddychałam atmosferą tego przytulnego miasteczka i pojechałam dalej. Byłam na Skrzycznem (1257 m.n.p.m) najwyższym szczycie Beskidu Śląskiego. Wjechałam tam wyciągiem krzesełkowym. Całe szczęście, że był podwójny i mogłam sie wczepić w ramię mojego A. Jakoś muszę sobie radzić z moją pewną obawą (żeby nie powiedzieć lękiem) wysokości. Na szczycie i trochę poniżej było mnóstwo jagód i trochę jeżyn. Objadłam się za całe lato. Zęby, język, dłonie były fioletowe do wieczora (mimo mycia), ale jak frajda. W kolejnym, ostatnim dniu naszego pobytu w Bielsku wjechaliśmy kolejką linową na Szyndzielnię, miejsce spacerowe bielszczan (czy tak sie zwą mieszkańcy Bielska?) , punkt wypadowy na Klimczok, drugą co do wysokości górę Beskidu Śląskiego. Byłam zawiedziona, bo ze szczytu nie było żadnego widoku, las zasłaniał. Tylko jadąc kolejką mieliśmy piękną panoramę Bielska-Białej, sporego, rozłożystego miasta, na kilku wzgórzach.
 Wyjazd był bardzo miłym przeżyciem towarzyskim. Poznałam osobiście jedną z Was, było to dla mnie niezwykle miłe spotkanie. I miałam wrażenie, ze znamy się już od dawna, że to jest spotkanie dobrych znajomych (i poniekąd tak przecież było). W Bielsku gościła mnie przyjaciółka z podstawówki i oczywiście nie mogłyśmy się nagadać. Bardzo miło spędziłam czas. A jutro oficjalne rozpoczęcie pracy, nowego roku akademickiego (oj,ostatniego roku pracy), a od przyszłego tygodnie regularne zajęcia. I dobrze. O przyszłości na razie nie myślę. A więc - do roboty!:-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Nadal się kręci

poniedziałek, 21 września 2009 14:06
Na polach pusto, plon zebrany, ptaki zbierają się w stada i krążą tak nad polami, zbierają się do odlotu. Koniec lata, nostalgicznie. A u mnie akurat wzmożona aktywność. Na dobre pracę zacznę dopiero za 2 tygodnie. Na razie korzystam z pięknej pogody , a także z okazji towarzyskich i odpoczywam, na ile się da. A dziś jestem pożyteczną babcią i zajmuję się w mieście chorym wnusiem. Jutro też, ale pojutrze wyjeżdżam na zaplanowany wcześniej wyjazd w Beskid Śląski. Może uda się przypomnieć dawne ścieżki studenckich wędrówek. Cieszę się na te góry. Lubię niewysokie i nietrudne góry, ale przecież góry. Na mojej nizinie-równinie jest bardzo płasko i dość monotonnie i nie pachnie tak jak w górskim świerkowym lesie. Wnusio nie wydaje się być bardzo chory, ale rozumiem, że do przedszkola iść nie powinien jeszcze. Jestem jaka jestem i nie poświęcę wyjazdu , żeby pilnowąć wnusia 2 dni przez 4 godziny (bo tyle byłoby trzeba). Moje dzieci to rozumieją i są rade, że choć trochę się wnusiem zajmę. Przecież w innej sytuacji geograficznej musieliby liczyć tylko na siebie. To ja siebie usprawiedliwiam, bo pamiętam, że moja mama poświęcała się dla moich dzieci. Może zresztą nie poświęcała się (bo to znaczy, że z czegoś rezygnowała), tylko z radością i przyjemnością zajmowała się wnukami. Ja też często dostosowuję swoje plany, żeby pomóc dzieciom, żeby mogli sobie wyjść na imprezę, albo załatwić sprawy zawodowe. Ale nie czułabym się dobrze, gdyby opieka nad wnukiem była okupiona jakimś moim sporym wyrzeczeniem. Za to nigdy dzieciom nie będę wypominać, że musiałam się zajmować wnukiem, zamiast np.sobą (jak to ma w zwyczaju moja mama). Mama ma niezwykłe poczucie obowiązku, dzisiejsze pokolenia chyba tak już nie mają. Kończę, trzeba wnusiem sie zająć. Znudziło mu sie oglądanie "Krecika" i nie ma mocnych, potrzebuje towarzystwa. To cześć, do nastepnego.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Pani Starsza

czwartek, 17 września 2009 22:22

Naprzeciw nas, na wsi, mieszka stara pani. Nie nazwę jej babcią ani starą kobietą, ani nawet staruszką. Chociaż to ostatnie określenie pasuje. No, bo kto to jest stara kobieta? Czy jest to określenie neutralne czy już epitet? Babcia, w odniesieniu do kobiety w zaawansowanym wieku to wiadomo - staruszka, która dawno przestała myśleć o sobie jako o kobiecie, taka swojska, którą wszyscy młodsi lekceważą. A nasza sąsiadka, co prawda ledwo chodzi i w moim odczuciu ledwo kontaktuje, ale jest panią. Na stare lata znalazła się na wsi, pod troskliwą opieką córki. Co jakiś czas ma elegancką fryzurę, codziennie popija kawę i wypala papierocha. Na ganku. Nic nie robi, nie musi, nie chce. Jej jedyną rozrywką jest przesiadywanie na ganku od południowej strony, patrzenie w dal (lub w głąb siebie), łapanie słonka, przysypianie. Okno mojej kuchni jest naprzeciw. I nasz ganek. Często wychodzę do ogródka, mówię głośno dzień dobry, ale nie ma odzewu. Nie słyszy, nie widzi albo ma to w nosie. Pani starsza mieszka w wielopokoleniowej rodzinie, z córką, zięciem, wnuczką, prawnukami. Ale odpłynęła. To jej nie interesuje. Jej córka skarży się, że mama nic już nie chce zrobić koło siebie, nawet ubrać się, że nie chce się ruszyć z domu, że całe życie mąż ją obsługiwał, a jak go zabrakło, to ona, córka, musi mamę obiegać. Tak sobie myślę, jakie jest idealne rozwiązanie dla starych ludzi? Nie ma, zdaje się. Ta nasza pani ma najlepszą opiekę i otoczona jest bliskimi. Została wyrwana ze swojego środowiska, ale jej znajomi też się pewnie wykruszyli. Z drugiej strony, gdyby musiała trochę o siebie zadbać, kilka lat wcześniej, to może proces demencji nie postępowałby tak szybko?  Mam rodziców i teściową w podobnym wieku. Są schorowani, wątli fizycznie, to fakt, ale duch w nich cały czas hardy, nie poddają się, cały czas są aktywni, mają swoje przyjemności, swoich znajomych. Takie geny? Zapewne. Taki charakter. Na pewno też. Ale chyba nie można starym ludziom zabierać wszystkich czynnosci, wyręczać ich we wszystkim, pozostawiać w nudzie i samotności(pokoleniowej). Wtedy już nie ma nic do roboty, nie ma po co żyć.

Oj, i kto to mówi, największy leniwiec wśród emerytów in spe, marzący o nicnierobieniu czyli wasza Wasylissa.

P.S. Muszę się pochwalić synkiem: zdał na prawo jazdy za drugim razem. Myślę, że to dobry wynik.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Już w mieście

niedziela, 13 września 2009 21:35
Zdjęć ze Sztokholmu nie mam, to znaczy mam, ale na papierze i na kliszy, bo ja w tej kwestii taka niedzisiejsza jestem i cyfrowym aparatem  właściwie nie umiem robić samodzielnie zdjęć (zawsze w asyście męża lub syna). W albumie zdjęcia już mam, ale niestety nic tu nie wkleję , sorcia.
 Impreza udała sie świetnie. Zorganizowałam spotkanie kuzynów, przede wszystkim . I fajnie: sami młodzi (11), my (całkiem niestarzy) i moi rodzice, którzy wpadli na chwilę, a zostali do wieczora. Nie zarobiłam sie na śmierć właśnie dzięki młodym i ich pomocy. Tort i lody  kupiłam, placki dostałam, wina też, na kolację zrobiłam tylko coś na podobieństwo jambalayi (syn mówi: rąbanka mięsna z warzywami) i sałatkę śledziową. garmażerkę zamówiłam "w ciemno" w najblizszej restauracji i nie zawiodłam się. Była świeżutka i smaczna. A teraz już naprawdę zakończyłam sezon letni, bo przywiozłam kotkę do miasta. Ale kotka to osobny temat i wrócę do niego niebawem.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Dużo wrażeń

czwartek, 10 września 2009 18:58
Człowiek (kobieta, czyli ja) to istota niekonsekwentna. W lecie narzekałam na brak wrażeń, na jednostajność, zbytni spokój. A teraz czuję się jakbym dokądś stale pędziła. Byłam w Sztokholmie. Świetna wycieczka! Zorganizowana profesjonalnie, wszystko na wysokim poziomie: wyżywienie (o liczeniu kalorii trzeba zapomnieć), organizacje, pilotka i przewodnik. Sympatyczne towarzystwo i jeszcze piękna, ciepła i słoneczna pogoda. Można by się przyczepić, że kabina na promie była bez okna, ale przecież tam byłam tylko w nocy, kiedy i tak jest ciemno. Sztokholm nie powalił mnie swą urodą. No, ładny, ale... za dużo dużej wody. Ogromne jezioro zlewające się z morską zatoką, wszędzie woda. Na morzu, na wielkim promie mi nie strach, ale ogólnie dużej wody nie lubię. I jeszcze nie podobały mi się sklepiki "tax free" na staromiejskim deptaku (miałam ndzieję płacić kartą płatniczą). Jakoś tak, nie planuję szybkiego powrotu do Sztokholmu ( a np. do Kopenhagi, Paryża czy Pragi jechałabym zaraz, do Krakowa zresztą też). Ale całokształt był bardzo udany i świetnie się rozerwałam. Ale w domu zaraz musiałam iść do pracy, szczęśliwie tylko na dyżur. Zaraz potem zajęłam się rodziną, a dokłaniej powinowatymi (bo to rodzina od strony męża ). Miłe dzieciaki z Australii (siostrzenica ze świeżo poślubionym małżonkiem) będą od pażdziernika mieszkać w Berlinie. A teraz my ich gościliśmy na zmianę z teściową. Jeszcze w sobotę "wydaję" imprezę na wsi na drobne 16 osób, a potem może znow zwolnię tempa (póki mogę), bo już tęsknię za spokojem i ciszą, a od października normalne zajęcia. Internetu na wsi nadal nie mam, kiepsko się staramy, ale nie ma czasu stale poganiać i wydzwaniać do tych z TePsy.
 Na imprezę nie mam nastroju się wysilać, spróbuję jak najwięcej jedzenia gotowego kupić, jakąś garmażerkę, wędliny, jarzyny i słodkie też kupię. Po co ja to zaproponowałam? Może mi kto powie? Chyba lubię być chwalona.;-)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 587  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940587

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl