Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Świebodzin

czwartek, 27 września 2012 0:44

Wczoraj byłam w Świebodzinie. Dzień był piękny, ciepły i słoneczny. I miasto wyglądało pięknie. Nawet zapomniałam o ćmiącej od rana głowie. I tak jakoś było mi przyjemnie chodzić po tych słonecznych ulicach. Panował taki miły klimat "złotojesienny". Chciałam pokazać tu, na blogu Świebodzin od najładniejszej strony. A miasto warte jest zobaczenia (jak prawie każde miejsce) i nie tylko ze względu na wielką figurę (której tym razem nie widziałam). Historycznie, to dawny gród słowiański, prawa miejskie Świebodzin uzyskał w XIVwieku. Przed wojną należał do Niemiec (Brandenburgia). Obecnie w województwie Lubuskim, liczy prawie 22tys. mieszkańców (a sprawia wrażenie o wiele większego, za sprawą dużych, solidnych przedwojennych kamienic przy głównych ulicach miasta.

 Jechałam do Świebodzina, jak do nieznanego mi miasta. Ale okazało się, że niezupełnie.  Potrzebny nam był bankomat. A ja, jako kwalifikowany przewodnik turystyczny pewnym krokiem doprowadziłam Mojego do bankomatu, który mógł sie znajdować wszędzie, bo przecież nie znałam miasta (nie wiem jakim cudem, ale znalazłam ten bankomat już za drugim zakrętem). Mój zapytał: czy ty znasz to miasto, byłaś już tutaj? I olśniło mnie. Faktycznie byłam już kiedyś w Świebodzinie. To było równo 34 lata temu. Nocowałam tam jako pilot wycieczki, z moją pierwszą grupą z Ufy. Pilotowałam ich ze Świecka do Warszawy. Wtedy tylko tam nocowaliśmy, pamietam, że wyszłam z hotelu zobaczyć miasto, przypomniałam sobie gotycki kosciół w poblizu rynku i przypomniałam sobie, że właśnie w Świebodzinie, w czasch coraz większego niedoboru, kupiłam sobie nocną koszulę, trykotową i dużą (właśnie miałam urodzić pierwsze dziecko za 4 miesiące, ciąży jeszcze nie było widać, potrzebowałam "rozwojowej" koszuli). Służyła mi wiele lat.

Gdy znalazłam się na Rynku, rozpoznałam piękny renesansowy ratusz, który już kiedyś widziałam.

 

 

Na Rynku, na ławce "przysiadł" Czesław Niemen (z bliska trochę mało podobny).

 

Gotycki kościół Św.Michała Archanioła, jest tak wciśnięty między domy, że nie sposób zrobić zdjęcie całej fasady.

Jeszcze jedna próba objęcia całości.

 

Najstarszy budynek w mieście z XVIIw., dawnej szkoły. Obecnie mieszkalny, w kiepskim stanie, a szkoda.

 

Na ulicach piękne dekoracje kwiatowe z petunii, begonii, niecierpków, pelargonii.

 

A po "pracowitym" zwiedzaniu miasta odpoczynek w bardzo sympatycznej kawiarni "Pokusa": kawa i ciacho. Jak mogłabym sie oprzeć?

 

Przy okazji oglądania wielkiej figury Chrystusa wstąpcie koniecznie do miasta, bo warto!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Ostrów - festiwalowo

poniedziałek, 24 września 2012 18:55

Ostrów Wielkopolski, miasto powiatowe w południowej Wielkopolsce (73 tys. mieszkańców) od wielu lat sprzyja działaniom kulturalnym. Choćby we wrześniu i na początku października pod skrzydłami Ostrowskiego Centrum Kultury organizowanych jest kilka konkursów, festiwali, imprez (np.festiwal Chopinowski w pobliskim Antoninie, festiwal bluesowy, a wcześniej Jesień Poetycka). I dlatego nasza pani dyrygent (jednocześnie lekarka) Justyna Chełmińska postanowiła zorganizować I Ogólnopolski Festiwal Chórów Lekarskich w Ostrowie. Wszystko świetnie zorganizowane, noclegi, wyżywienie, zajęcia, próby, koncerty i transport. Duże przedsięwzięcie (6 chórów, przeszło stu uczestników), a wrażenia  miłe i niezapomniane (należę do 20% nielekarzy, uczestników chórów lekarskich).

Taki program dostawali wszyscy goście, słuchacze koncertów (wstęp był wolny).

A chórzyści mieszkali w tym ośrodku, na przedmieściu, na próby i koncerty dowoziły nas autokary.

Mieliśmy bardzo napięty grafik: od rana wykłady, warsztaty, ćwiczenia praktyczne (np. "Sposoby wykonawcze muzyki chóralnej w róznych stylach i epokach muzycznych"). A potem próby i koncerty. A wieczorami, po koncertach spotkania integracyjne wszystkich uczestników. I znów śpiewy, i nie tylko biesiadne.

Koncertowaliśmy w Synagodze Ostrowskiej. Jak wspominają ostrowianie, remont budowli ciągnął się latami. Ale efekt jest. Budynek jest nie tylko piękny wizualnie, jeden z niewielu zabytków Ostrowa. Wewnątrz sala, która nie pełni już funkcji religijnych ma wspaniałą akustykę i jest najlepszą salą koncertową Ostrowa. Śpiewało sie tam rewelacyjnie, a myślę , że i słuchało przyjemnie (słuchałam kolegów z innych chórów, brzmieli świetnie).

Synagoga Ostrowska

Nasz ChórWIL w Synagodze (włosy mnie przysłoniły).

Program mieliśmy tak napiety, że uciekłam z próby, żeby zobaczyć choćby centrum i zrobić kilka zdjęć. Bo chociaż przejeżdżałam wiele razy przez Ostrów, to w mieście nigdy nie byłam i miasta nie znałam. A w Ostrowie, jak we wszystkich dawnych miastach, historyczne centrum to Rynek. I jeszcze ładny klasycystyczny Ratusz.

 

A jeszcze poszłam na "wagary" z części wykładu, żeby spotkać się z blogową Ulką. Znamy się już osobiście i koniecznie chciałyśmy sie spotkać znów. Oczywiscie, jak zwykle, czasu na babskie rozmowy było za mało (czy kiedykolwiek jest dość?). Bardzo miły wieczór spędziłam i dziękuję Ci Ulko jeszcze raz za gościnę:-)

A Ostrów pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci. 

A tu nasz występ w Synagodze:


http://youtu.be/_fvs4QJ1HMw


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Jesienny ogród

poniedziałek, 17 września 2012 21:39

 

 

 

 

 

Jesień na Gorzkim Polu, w ogrodzie moich rodziców. Zdjęcia robił mój syn, związany uczuciowo z tym miejscem.  Dla mnie i miejsce i zdjęcia są magiczne.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Lato z ptakami odchodzi

wtorek, 04 września 2012 12:15

Zaczęła się szkoła, to znak, że lato się kończy. Bociany już odleciały, szpaki zbierają sie w gromady, rankami i wieczorami zbijaja sie w wielkie stada i krążą nad okolicą , robiąc okropny rejwach. Okoliczne krzaki wręcz "pękają" pod wieczór od ptasich pisków i krzyków, jakby nie mogły tej ilości pomieścić. Ale tylko rano i pod wieczór. Korzystając z pieknego ciepłego dnia pojechalismy wczoraj na rowerowy spacer do "naszej" stanicy myśliwskiej, do najbliższego lasu (3km) na podwieczorek. Oczywiście produkty zabrałm ze sobą, bo w lesie cicho, pusto i żadnej cafe' nie ma. Lubię tam pojechać, bo to krótka i łatwa droga, a zawsze przyjemniej z wiatrem i słoncem na twarzy, niż podobna "przejażdżka" na rowerze stacjonarnym (co czynię dla zdrowia). W stanicy spokój, ani żywej duszy. Uderzyła nas cisza zupełna. Nie słychać było ani jednego ptaka. To duży kontrast w porównaniu z wiosną i wczesnym latem, kiedy ptaki nie tylko było słychać, ale też widać, na wszelkich okolicznych drzewach i krzewach. Teraz cisza, znak, że nadchodzą chłody.

A kawka w miłym towarzystwie, w "pięknych okolicznościach przyrody", z własnorecznie upieczonym plackiem, smakuje wybornie.:-)

Na lesnej polanie - stanica.

 

Pilnik na łonie przyrody:-).

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Ciastka popłudniowe

sobota, 01 września 2012 22:50

"Chodziły" te ciastka za mną od pewnego czasu. Robiłam porządki w szufladzie ze szpargałami i natknęłam sie na kartkę z przepisem na te ciastka. Kartkę wyrwaną z takiego codziennego kalendarza z wyrywanymi kartkami. Dali mi ten kalendarz w sklepie, w ramach jakiejś akcji "sprzątania magazynów", bo dali mi go w kwietniu (ja takich kalendarzy nie kupuję, aż tak nie dbam o upływający czas, żeby codziennie zrywać jedną kartkę).  Przepisy kulinarne, co kilka dni, były bardzo ciekawe i miałam do nich zaufanie. Redagował je Piotr Adamczewski, znający sie na dobrym jedzeniu. Kilka jego pomysłów- przepisów na stałe zagościło w mojej kuchni. A teraz przypomniałam sobie o ciastkach.  Już wczesniej miałam okazję jeść takie (lub bardzo podobne) ciastka. Przyniosła je mojej mamie jej koleżanka z pracy, pani Stasia, wtedy już dziewięćdziesięcioletnia. Sama je upiekła i stwierdziła, że to najprostsze ciastka, jakie mogą być. Powiedziała wtedy, że bierze się tyle samo tłuszczu (masłą, margaryny) , twarogu i mąki, wydusza razem, potem wycina kwadraciki, na środku każdego kładzie trochę marmolady i piecze na złoty kolor. Prościzna. Jakoś nie miałam odwagi nigdy ich upiec. Jak przeczytałam konkretny przepis, to sie odważyłam.

A przepis jest taki: 25 dag masła (margaryny), 25 dag twarogu półtłustego, 1,5 szklanki mąki. Twaróg przetrzeć lub rozdrobnić widelcem, dodać tłuszcz i mąkę, i  wyrobic ciasto. Autor podaje, żeby ciasto przetrzymać w lodówce do następnego dnia. Potrzymałam. Potem rozwałkować i wycinać kółka szklanką, na środek nakładać marmeladę i zlepiać , jak pierogi. Piec na złoty kolor, po upieczeniu posypać cukrem pudrem. Zrobiłam, jak było napisane. A oto efekt:

  Wyszły 34 ciastka, bardzo nam smakowały, teraz, wieczorem zostało 6. A żeby nie wszystkie "poszły mi w biodra", zrobiłam sobie (i Mojemu) wycieczkę do Miasteczka , do sklepu(pretekst musi być) 8km w obie strony, ale zawsze coś.

P.s Piekłam ciastka w temperaturze 180 st., z termoobiegiem, czasu nie pamiętam, "na oko", sprawdzając czy się już zrumieniły., ale nie trwało to zbyt długo, wstawiłam do już ciepłego pieca.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 450  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363450

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl