Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 556 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jesienny ogród

poniedziałek, 17 września 2012 21:39

 

 

 

 

 

Jesień na Gorzkim Polu, w ogrodzie moich rodziców. Zdjęcia robił mój syn, związany uczuciowo z tym miejscem.  Dla mnie i miejsce i zdjęcia są magiczne.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Memento mori

środa, 12 listopada 2008 23:06
Jesienny czas, czas przedzimowy , czas refleksji i zadumy. Współcześni ludzie nie myślą o śmierci, boją się o niej myśleć, jakby ta ignorancja mogła ich uchronić przed tym, co nieuchronne i jedynie pewne w tym życiu. Śmierć. "Wielka Dama" - jak śpiewała Anna Jantar, a ja te dwadzieścia parę lat temu nie wiedziałam o kim ona śpiewa. Olśniło mnie niedawno, gdy dojrzałam. Ze mną wszystko jest w porządku, nic mi nie dolega, tylko smutek we mnie. Jutro jadę na pogrzeb dobrego, kochanego człowieka i stąd ta dojmująca świadomość śmierci. Ludzie szukają jakiegoś pocieszenia, jakiegoś sensu. A to jest ten wieczny rytm w przyrodzie: rodzimy się, umieramy, rodzą się nowi ludzie i stale cykl się powtarza.
 A jutro niech będzie pięknie, niech promienie słoneczne pożegnają dobrego człowieka. Po godnym życiu - wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.
@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Impreza Taty

sobota, 25 października 2008 20:06
 Siedząc z gośćmi przy stole zastanawialiśmy się, która to już z kolei impreza. Przeważał pogląd, że 23-cia. Możliwe. Ja w nich wtedy nie uczestniczyłam. Tato wtedy jeszcze pracował, to były spotkania z jego współpracownikami i "uczniami". Ja zaczęłam pomagać mamie w organizacji imprez (i uczestniczyć w nich) chyba 12 lat temu. Uznałam, że należy się mamie jakaś pomoc (mama miała wtedy prawie 70 lat). Nie protestowała. Mój najmłodszy syn co roku towarzyszył nam na tych spotkaniach , nigdy nie przeszkadzał, był maskotką imprezy. W tym roku też aktywnie uczestniczył w spotkaniu. Świętowaliśmy 85 lat mojego taty. Jedzenia oczywiście, jak zawsze było za dużo. Była tradycyjna fasolka po bretońsku, którą zawsze przygotowuje tatuś i sałatka jarzynowa tradycyjna, też krojona przez tatę na milimetrowe kosteczki , była moja sałatka śledziowa, też tradycyjna (tzw. śledź w kożuszku albo pod pierzynką) i były mamy śledziki z cebulką. Po wyjściu gości okazało się, że były też dwa kilogramy parówek i kiełbasek oraz szynka i sery, o których mama zapomniała, a ja nie wiedziałam. Oczywiscie, to była moja wina, bo nie zajrzałam do lodówki. A moi synowie stwierdzili, że gdyby był wcześniej napisany jadłospis, to  byloby wiadomo, co jest przewidziane do jedzenia. Trudno. Jutro urodziny mojego Miłego, więc przyjdzie rodzina i będziemy dojadać. Najbardziej żal słodkiego. Kupiliśmy dwa torty ( krem na bazie śmietany), towarzystwo zjadło jeden, no nie wiem, czy ten drugin jutro bedzie jeszcze "zjadliwy'. Mama upiekła też 3! jabłeczniki z kruszonką (jeden niedopieczony, jak sie okazało), cały jeden został (dopieczony), goście przyniesli też smaczne ciasta swojej roboty. Zjedzono wszystkie babeczki mamy, malutkie na jednego gryza, z kremem kakowym albo kokosowym, z konfiturą i orzechami, smaczniutkie!
 Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie tatuś często robił obiad albo jakieś specjalne dania dla gości, jak wszystko doprawiał, jak bawił się gotowaniem. A mama zawsze twierdziła, że nie lubi gotować, bo musi to robić codziennie czy chce, czy nie. Zawsze obowiązkowa do bólu, kosztem swoich przyjemności. Może to wypełnianie obowiązków było (i jest) jej największą przyjemnością, ale nie potrafi tego głośno nazwać? Ja to zupełnie inna jestem. Rozumiem co to obowiazek, jak mus , to mus. Ale bardzo rzadko robię to co muszę z przymusem. Albo robię coś co trzeba, bo chcę to zrobić i mnie od tego nie odrzuca (czasem wręcz lubię, ale przecież nie przyznam się głośno,że lubię zmywać) albo nie robię wcale. Np. nie prasuję. Rodzina przywykła, jak trzeba, każdy sam sobie coś przeprasuje, większe sztuki magluję . Mogę sobie pozwolić, w końcu inni członkowie rodziny też coś moga zrobić. Może dlatego nie możemy się często z mamą zgodzić i mama uważa mnie za leniwą, bo ona lubi "sie poświecać", nie usiądzie, nie odpocznie, nie poprosi o pomoc, tylko umorduje się. Nie powie tego, ale całą swoją postawą wyraża " tak dla was pracuję, taka jestem obowiązkowa,  jestem niezastąpiona, potrzebna". Wiadomo. Zawsze się bała (wcześnie została sierotą), że jak nie bedzie przydatna, to nie będzie kochana. No i znów zwekslowałam na temat "matki-córki, niełatwe relacje". A przecież to były urodziny mojego tatusia. Ale z tatusiem moje relacje nigdy nie były trudne. Były proste i oczywiste, jak prosta milość dziecka do ojca i ojca do dziecka. Byłam i jestem zawsze akceptowana. Tak sobie myślę, że dziecko jest szczęśliwe, kiedy wie, że nie musi "zasłużyć"na miłość rodzica, że rodzic nie chce go zmieniać , nie chce realizować poprzez dziecko swoich dawnych marzeń, niezrealizowanych ambicji, akceptuje dziecko z jego wadami i zaletami, ograniczeniami i atutami. Miałam to szczęście.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  2 513 634  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2513634

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl