Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 192 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Profesor

sobota, 07 grudnia 2013 18:17

 

Uroczystość miała się rozpocząć o godzinie 17.00 w pięknej Auli Collegium Rungego poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. I zapewne rozpoczęłaby sie według planu, gdyby nie pogoda. Huragan Ksawery, który zdemolował Europę Północną narobił szkód także w Wielkopolsce. Po gwałtownej wichurze, która pozbawiła prądu 80% podpoznańskich gospodarstw domowych, zaczęła się śnieżyca, która całkowicie sparaliżowała ruch w Poznaniu. Wszystkie większe ulice w mieście "stanęły". Auta stały w kilometrowych korkach bez możliwości manewru. My pokonywaliśmy ok.7 km przez zaledwie 1,5 godziny. Głównemu bohaterowi wieczoru dojechanie 8km taksówką na uroczystość zajęło prawie 3 godziny! A uroczystość zorganizował Wydział Rolnictwa i Bioinżynierii oraz Katedra Chemii Rolnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu: " z okazji 90 rocznicy urodzin Prof.dr.hab. Marcelego Andrzejewskiego, wieloletniego pracownika i byłego dyrektora Instytutu Chemii Rolnej i Gleboznawstwa oraz dziekana Wydziału Rolnego AR w Poznaniu".

Spóźniliśmy się, ale okazało się, że Jubilat jeszcze nie dotarł. Spóźniali się goście, spóźniał się katering, a śnieg nadal sypał , wiatr wiał. Zmieniono kolejność programu uroczystości, odbył się wykład , w końcu ciągle czekając na Jubilata poproszono gości na poczęstunek (katering dotarł po dwóch godzinach -4km). W trakcie bankietu Jubilat dotarł i po chwili uroczystość zaczęła się "od początku".  Były życzenia od  rektora, od dziekanów.  Przedstawiono  drogę życiową i zawodową Profesora: urodził się w podpoznańskiej wsi Żabikowo (która stała się po wojnie dzielnicą Lubonia) w rodzinie robotniczej. Naukę w Gimnazjum Bergera przerwała wojna i wywóz na roboty przymusowe do Niemiec (6 lat). Maturę zrobił w 47r. w Liceum Spółdzielczym, a w 48r. rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego (tak się wtedy nazywał obecny UAM). Studia dwustopniowe, jak dziś, ukończył jako inżynier w 52roku, jako magister w 53r.(kończąc już Wyższą Szkołę Rolniczą, która wyodrębniła się z UP, jako samodzielna uczelnia). Od 54 roku zaczął pracę naukową na ówczesnej WSR i pracował na niej do przejścia na emeryturę w 94 roku. Zajmował się naukowo nawożeniem organicznym, ma w zwyczaju mówić, że jest specjalistą "od gnoju". Człowiek do tej pory nie wymyślił lepszego "pokarmu" dla gleby, jak obornik - naturalny nawóz ze ściółki słomianej i krowich (koniecznie) odchodów ("poluję" co roku na traktor z obornikiem, wywożący tenże z "naszych" wsiowych obór na pole obok nas, żeby kupić ze dwie taczki tego "złota" do mojego ogrodu, wszystko o wiele bujniej rośnie, podsypane, okopane tym naturalnym nawozem).  W podziękowaniu za życzenia Jubilat stwierdził, że zupełnym przypadkiem zajął się taką dziedziną nauki, zawsze chciał być hodowcą, wprowadzać nowe odmiany roślin, ale miejsce asystenta zaproponowano mu w Zakładzie Chemii Rolnej i ta dziedzina zafascynowała go, procesy biochemiczne w glebie zaciekawiły i tak już zostało na całe życie. Nauka była przygodą jego życia i był szczęśliwy mogąc się w niej realizować. A wszyscy zebrani na sali znają Profesora i wiedzą, że ma rozległe zainteresowania: od "gnoju" poprzez pasję hodowlaną: nowe odmiany pszenicy durum, nowe odmiany fasoli, nowe  odmiany tulipanów,  realizowanych praktycznie na ukochanym ogrodzie , także poprzez  języki obce, podróże i geografię po historię starożytną, którą się fascynuje. Po prostu człowiek renesansu. A do tego dobry człowiek, ciepły, serdeczny, uczciwy sprawiedliwy, z dużym poczuciem humoru. Najukochańszy, mój autorytet, mój idol, mój Tatuś.

IMG_0558.JPG

Z JM Rektorem UP, profesorem Skrzypczakiem, niegdyś też taty studentem.

IMG_0551.JPG

Nie mogłam sobie odmówić zdjęcia stołu bankietowego. Bardzo był apetyczny:)


Podziel się
oceń
3
9

komentarze (10) | dodaj komentarz

Z przymrużeniem oka

piątek, 15 listopada 2013 13:41

Byłam w kinie, byłam na filmie (a przecież kiedyś, w czasach młodości nie dla wszystkim było to to samo). Mój wnuś miał imieniny i w ramach prezentu wybraliśmy sie do miasta. Dla dziecka mieszkającego na odległym osiedlu wielkiego miasta wycieczka do centrum  to prawdziwa wyprawa. A że uruchomiono kolejną nitkę szybkiego tramwaju, to sprawdziliśmy, jak wygląda ta nowa trasa. Faktycznie - szybki tramwaj (zwany Pestką, od skrótu PST-Poznański Szybki Tramwaj). Wybieraliśmy film, oczywiście animowany, dla dzieci, bo wnuś jest jeszcze młodszym "szkolniakiem" (Rosjanie mają takie adekwatne określenia "szkolnik", na dzieci w wieku szkolnym, jest to określenie raczej wieku dziecka, z zasady młodszego, niż zaznaczenie, że się uczy; przez wiele lat dzieci w określonym wieku na pewno chodziły do szkoły, w obecnych czasach, w Rosji nie jest to takie pewne). Wybór filmów był mizerny - trzy. Potem okazało się, że "Turbo", o podrasowanym ślimaku, startującym w wyścigach, grają tylko przedpołudniami. Zostały dwa do wyboru: Klopsiki kontratakują i Kumba. Już głupszych tytułów nie było?

Po konsultacji z komputerem (recenzje, opinie) wybraliśmy pierwszy film. Także dlatego, że to był tzw. sequel, czyli kontynuacja, drugi z kolei film z cyklu. A ten pierwszy wnuś widział. Przed seansem poszliśmy jeszcze na ciastko (i moją kawkę) do kawiarni. Do kina wzięliśmy tylko wodę mineralną. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że na seansie będziemy tylko my we dwoje, wnuś i ja. Dawniej nie do pomyślenia, teraz ponoć zagrają nawet dla jednego widza. Obawiałam się, że wynudzę się  na tym filmie, ale czego nie robi sie dla wnuka. Widać jednak mam w sobie nadal dużo z dziecka (dzidzia-piernik?), bo całkiem sympatycznie spędziłam te 1,5 godziny. Tematem filmu jest historia wynalazcy i wynalazku, który zamienił produkty spożywcze w w żywe twory, które na Wyspie stworzyły swój własny świat i żyją, jak w raju (przepiękne kolory i fantazyjne kształty np. ożywionych hamburgerów, z "młodymi"). Jest oczywiście intryga, przebiegły cynik chce wykorzystać idealizm młodego wynalazcy , podbić wyspę i zarobić na "żywej" żywności. Jest walka o prawo do życia dla każdego. Wszystko oczywiście dobrze sie kończy, dobro i przyjaźń zwyciężają. Film nie moralizuje zanadto, jest sporo humoru, animacja nieudziwniona (SONY), sympatyczna muzyka. Podobało się nam.  A po filmie poszliśmy jeszcze na małe danko obiadowe do KFC (bez coca-coli) i pełni wrażeń (wnuś) wróciliśmy do rodziców. A tam już na solenizanta czekał piękny tort upieczony przez mamę i tato z życzeniami i kolejnym prezentem. Dla mojego wnusia wspaniały dzień. Dla jego rodziców także. Uff - usłyszałam -  dawno nie miałam tak spokojnego dnia (i podziękowania). A nie ma co dziękować. Gdyby nie ta odległość z radością wychodziłabym z wnusiem częściej. Już jesteśmy umówieni na kolejną wycieczkę, tym razem po naszym Starym Mieście. Będzie fajnie nam obojgu, wiem.      


Podziel się
oceń
0
7

komentarze (12) | dodaj komentarz

piątek, 23 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  3 062 879  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3062879

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl