Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dalekie podróże? To może nad Bajkał?

środa, 18 stycznia 2017 0:10

Czytałam w poczcie reklamy dalekich podróży. I aż mi się płakać zachciało. Żeby tak mieć dość pieniędzy, żeby tak mieć chętną drugą osobę do towarzystwa, żeby tak nie mieć innych obowiązków...to świat stoi otworem. O czym nie zamarzysz - płacisz, jedziesz, masz.  A w mojej młodości? Jechało się, gdzie "puszczali". Akurat mój najstarszy synek miał wczoraj urodziny. I przypomniałam sobie daleką podróż, związaną z synkiem, jak najbardziej ;) Już po studiach, już z Moim wybraliśmy się na wycieczkę z Almaturem, tanim biurem studenckim, na najdalszą wycieczkę do dość taniego i łatwo wtedy osiągalnego ZSRR. Kraj ogromny, wycieczek sporo, więc korzystałam przez całe studia, ale dalej niż za Kaukaz , czyli do Azji nie dotarłam. Nadarzyła się okazja, więc pojechaliśmy dalej. Startowaliśmy na wschodni kraniec Federacji Rosyjskiej z Moskwy. Najpierw cały dzień, czy dwa intensywnie zwiedzaliśmy stolicę (wtedy byłam w Moskwie po raz piąty), a pod wieczór wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Irkucka. Lot trwał przeszło 7 godzin. Ale jak tu spać, kiedy inni uczestnicy wycieczki chodzą po samolocie, śpiewają, hałasują. W Irkucku wylądowaliśmy rano i po szybkim odświeżeniu w hotelu zabrano nas na zwiedzanie miasta. Jakoś kiepsko się czułam w tym Irkucku. Niewyspana, bez apetytu i wszystkie zapachy wydawały mi się nieznośne, a najbardziej mój dezodorant, nie mogłam go znieść, przyprawiał mnie o mdłości. No i stale chciało mi się siku. Był na wycieczce młody ginekolog z żoną, jak się żonie skarżyłam na samopoczucie, rzucił - "w ciąży jesteś ". Czyżby? O, to by nie było źle. Dwa lata po ślubie już mi się marzyło zostać mamą. W Irkucku czułam się na tyle źle, że nie pojechałam z grupą na wycieczkę statkiem po Angarze, tylko zostałam w hotelu. Jeszcze mój Miły doprawił mnie przynosząc na rozgrzewkę nie zwykłą herbatę, tylko jakiś "grog" z rumem czy innym świństwem. Nigdy nie pijałam nic mocniejszego niż wino, to i tego grogu nie chciałam, ale niemal mnie przymusił. No i zwróciłam wszystko, co mogłam. "No, to chyba faktycznie będziemy mieć dzidziusia" - nie przejął się Mój. I to był jedyny raz, kiedy wymiotowałam w ciąży (w następnych ciążach nie wymiotowałam wcale). Ale nad Bajkał to już pojechałam. W końcu przejechać tyle tysięcy kilometrów i przeleżeć je w hotelu, to się nie godzi. Irkuck leży całkiem blisko tego ogromnego jeziora, ale pamiętam, że droga nad Bajkał była (dla mnie) straszna. Autobus przedpotopowy, śmierdzący spalinami ropy, droga pełna dziur i wertepów, bałam się, że mi moje dzieciątko "wytrząsną". Dojechaliśmy do miejscowości Listwianka, zaraz przy miejscu, gdzie Angara wypływa z Bajkału (bo do Bajkału wpływa kilkanaście rzek, ale wypływa tylko ta jedna - Angara) . A tam mgła, ponoć rzecz normalna w końcu maja, kiedy dopiero zaczyna się tam przedwiośnie. Zwiedziliśmy ciekawe muzeum przyrodnicze poświęcone Bajkałowi, jego florze i faunie. Сибирское море - священный Байкал, syberyjskie morze, święty Bajkał, tak od wieków mówią o nim Rosjanie.  Czy wiecie, że woda w Bajkale, w najcieplejszym miejscu, w najcieplejszym okresie (początek sierpnia) ma mniej niż + 10 st.C? To najgłębsze jezioro na Ziemi  (1620 m w najgłębszym miejscu) i największy zbiornik słodkiej wody na Ziemi. Położone w rowie tektonicznym ma 636 km długości, ale tylko 79 km szerokości. Woda w Bajkale jest niezwykle czysta i przejrzysta. Gdy jezioro zamarznie (a w północnej części zamarza na 8 miesięcy) lód jest tak przejrzysty, że widać w głąb jeziora na 40 m! Ostatnio koleżanka przesłała mi takie zdjęcie na FB, gdzie dziecko z rozpostartymi rękami "unosi się w powietrzu". A ono po prostu leżało na lodzie Bajkału, tak przejrzystym, że wydawało się, że to zdjęcie z samolotu (a dziecko "spada" swobodnie). Od razu przyznam się, że Bajkału prawie nie widziałam. Brzeg jest stromy i wysoki. Ręki w Bajkale nie zanurzyłam, bo do wody było daleko. Wodę widziałam, ale żadnej panoramy, bo widoczność ograniczała mgła. Ale byłam nad Bajkałem! Nich ktoś spróbuje zaprzeczyć ;) I byłam na Dalekim Wschodzie (zupełnie europejskim, rosyjskim wręcz, ale jednak w Azji). Zdjęć nie mam, tylko przezrocza, wtedy były w modzie, dawały złudzenie trójwymiarowości i to w kolorze (papierowe zdjęcia były albo czarno-białe, albo w dość kiepskiej jakości ORWO-kolorze). Mam natomiast pamiątkę z tamtych miejsc - mapę turystyczną, a jakże. Z niej także zaczerpnęłam informacje o Bajkale.

DSCN2386.JPG                


Podziel się
oceń
5
383

komentarze (17) | dodaj komentarz

Tajemnice rodzinne

sobota, 14 stycznia 2017 22:37

 Jack Nicholson, już jako dorosły człowiek, dowiedział się, że osoba, którą uważał za swoją mamę, to jego babcia, a najstarsza z czterech sióstr, to jego faktyczna rodzicielka. Życie dostarcza tematów scenarzystom filmowym. 

W mojej rodzinie także uznano, że pewne fakty z historii rodziny mojej mamy muszą pozostać w ukryciu. Moja mama straciła ojca w czasie wojny (zginął w Auschwitz, bo mając ojca rodowitego Niemca śmiał czuć się Polakiem, a to dzięki Matce - Polce). Babcia została z sama z dwiema nastoletnimi dziewczynkami. Babunia była moją ukochaną Chrzestną, a dodatkowo byłam jej jedyną wnuczką (miała jeszcze dwóch wnuków). Czasami w dzieciństwie mojej mamie "wymknęło się", że ona wie, jaki ciężkie jest życie sieroty, a ja nie zdaję sobie sprawy, jak to jest stracić matkę w dzieciństwie. Nie zgadzało mi się to, przecież babcia żyła! No i jeszcze rodzina. Kim są Iksińscy i ci różni dalsi krewni, kuzynowie w czwartym pokoleniu? Przecież babcia z domu była Nowak? Mając 15 lat miałam już pewność, że z jakiegoś powodu mama coś przede mną ukrywa. Jest tajemnica!  W małym  wielkopolskim miasteczku, w którym mieszkała babcia prawie wszyscy byli z sobą jakoś spokrewnieni, takie "dziesiąte wody po kisielu" . Bawiłam się z rówieśnikami , takimi kuzynami w 6 pokoleniu, a ich babcia była rówieśnicą i dobrą znajomą mojej babci. Oglądaliśmy zdjęcia z przedwojennych lat (u mojej babci mało było takich zdjęć, bo w wojnę rodzina była wysiedlona do Generalnej Guberni). A tu "ciocia - babcia" pokazuje mi zdjęcia z pogrzebu Basi, siostry mojej mamy, o której nigdy nie słyszałam. Zmarła mając 7 lat przed urodzeniem się mojej mamy. Miała gruźlicę kości, spadła z huśtawki i umarła (moja mama miała huśtawkową fobię, panikowała zawsze, gdy chciałam się pohuśtać). Czemu ja nic o tej zmarłej siostrze nie wiedziałam. Gdy "ciocia-babcia" zorientowała się, że nie znam historii rodzinnej - "zasznurował" usta, nic mi nie wyjaśniła. Podpytywałam mamę, ale wyraźnie widziałam, że kręci i nie chce mi nic powiedzieć. Tajemniczy był też grób na miejscowym cmentarzu, gdzie leżeli liczni członkowie rodziny, m.in moja prababcia. Zapalałyśmy zawsze znicz na bezimiennym, tajemniczym grobie. Kto jest tu pochowany? - Znajoma. Mając 18 lat natknęłam się w szafce z dokumentami na mamy pamiętnik. Zaczęła go pisać tuż przed poznaniem taty (też ciekawa historia). Byłam w domu sama po szkole, aż do powrotu rodziców z pracy, miałam sporo czasu na odkrywanie tajemnic ;) Może to niepięknie czytać czyjś pamiętnik, ale bardzo byłam ciekawa (ciekawska) romansowej historii moich rodziców.  (żadnych pikantnych szczegółów tam nie było). Przecież nie istniały wtedy blogi ;) I tam mama wyraźnie napisała, że jej mama zmarła, gdy ona miała 11 lat, wcześniej długie lata chorując na gruźlicę. I wyjaśniło się, że moja babunia, to macocha mojej mamy, która zaledwie 1,5 roku była żoną mojego dziadka i została sama z dorastającymi mało znanymi dziewczynkami. Nie miała łatwo też. Ja zachowałam nowo poznaną tajemnicę dla siebie. Jeśli nie miałam jej znać, to udawałam, że nie znam. Nie wiem, czego się moja mama obawiała? I czy umówiły się z babcią? Czy sadziły obie, że przestanę kochać moją ukochaną babunię? To była moja jedyna babunia, matki mojej mamy nie znałam. Później, po śmierci babci (miałam 26 lat), kiedy wyciągnęłam mamę na długą i szczerą rozmowę, okazało się, że są zaledwie dwa zdjęcia mojej pierwszej babci, choć pozostała na zawsze w pamięci mojej mamy.. Nadal nie rozumiem po co była ta tajemnica. Mama twierdziła, że nie chciała robić mamie (czyli macosze) przykrości (co miałoby być tą przykrością nie wiem do dziś). A teraz na owym tajemniczym grobie z dzieciństwa są dwa napisy: spoczywają w nim obie moje babcie.


Podziel się
oceń
4
511

komentarze (11) | dodaj komentarz

Ten dzień

poniedziałek, 29 sierpnia 2016 11:01

Dokładnie dwa lata temu, to był piątek, dostałam telefon o 6 40. Ze szpitala. I serce stanęło mi na parę chwil. I zostałam sierotą... Taki nasz los, rodzić się i umierać. Ale dlaczego tak boli i nie przestaje? Smutny dzień...


Podziel się
oceń
0
50

komentarze (5) | dodaj komentarz

Czas miniony

poniedziałek, 18 kwietnia 2016 19:10

 Moja mamusia urodziła się 18 kwietnia 1927 roku. Gdyby żyła obchodziłaby 89 urodziny. Niestety już drugi rok nie ma jej z nami. Mama nie przywiązywała wielkiej wagi do urodzin, była z tego pokolenia, dla którego imieniny były ważniejsze (ale co to za imieniny w Wigilię?). Kiedyś nawet zapomniałam o mamy urodzinach. Bardzo się kajając składałam jej najserdeczniejsze życzenia na drugi dzień. Mama twierdziła, że też o urodzinach zapomniała. Ale czy na pewno? Tego nie wie nikt.

To moja pierwsza wielka strata. Mama jest stale obecna w moich myślach, gdy gotuję, piekę - pamiętam, to mamy przepis, mamy potrawa, zakładam pierścionek - mamy pierścionek,  ubieram się - ten sweterek, ten szal , te rękawiczki od mamy. Albumy, poradniki - od mamy. Powiadają, że najlepsza mama to ta, która uczy swoje dzieci, jak żyć bez mamy. Moja mamusia dobrze wypełniła swoje zadanie - daję radę, choć smutek nie mija.   

DSCN1716.JPG


Podziel się
oceń
3
2

komentarze (6) | dodaj komentarz

Sylwester w Budapeszcie przed laty

sobota, 09 stycznia 2016 19:56

Trwa karnawał, a ja wspomnę, jak spędziłam niecodziennego Sylwestra w Budapeszcie A.D.1967/68 roku. To był mój trzeci wyjazd zagraniczny. Pojechaliśmy z rodzicami na Święta i Nowy Rok do Budapesztu, do znajomych moich rodziców, tych, których poznaliśmy w pociągu jadącym do Zagrzebia , 3,5 roku wcześniej. 

Nasi Węgrzy mieszkali w samym centru miasta, tuż przy słynnej Vaci Utca, uliczce luksusowych sklepów i restauracji. Mieli elegancką garsonierę: jeden wielki pokój z oknem na ulicę, na całą szerokość pokoju, wnękę kuchenną i sporą łazienkę. Byli bezdzietni. My w trzy osoby też się zmieściliśmy – rozkładane tapczany i dmuchany materac. Ale w centrum i u przyjaciół. W Sylwestra przyszli do naszych Węgrów ich znajomi z córką w moim wieku – Ildiko, żebym nie umarła z nudów, gdy dorośli będą biesiadować. Rzeczywiście, koleżanka, to był dobry pomysł. Z Ildiko porozumiewałyśmy się kulawym rosyjskim, bo obie miałyśmy go w szkole i obie nie bardzo starałyśmy się go nauczyć ;). Nie pamiętam, czy Ildiko też szła na jakąś swoją imprezę, czy goście wszyscy wyszli wcześniej. Wiem tylko, że po noworocznym toaście wyszliśmy w towarzystwie naszych Węgrów na ulice, na spacer. A na ulicach tłumy! Ludzie w wizytowych strojach, w maskach karnawałowych, w śmiesznych czapeczkach, z gwizdkami, trąbkami, z kieliszkami i pełnymi butelkami wina chodzili środkiem głównych ulic, pozdrawiali się wzajemnie, składali sobie życzenia noworoczne, ściskali się, zupełnie obcy sobie ludzie! To było niesamowite, to było fantastyczne!! Żadnych ponurych pijaków, żadnych rozbitych butelek – ogólna radość i życzliwość. To było wspaniałe powitanie Nowego Roku, niezwykłe miłe przeżycie.

Z Ildiko pisałyśmy najpierw po rosyjsku, potem po niemiecku wiele lat, spotkaliśmy się jeszcze z nią i jej mężem (i z moim wtedy jeszcze chłopcem) parę razy w Budapeszcie. Potem były to tylko kartki na Święta. Kontakt urwał się z 5 lat temu. Nie wiem, czy Ildiko jest jeszcze wśród nas. Nasi Węgrzy też odeszli, najpierw Laslo, w połowie lat osiemdziesiątych (72 lata) później Ince pisała krótkie kartki, potem przestała pisać, rodziców korespondencja wróciła z adnotacją (po węgiersku i po francusku: adresat zmarł). Tak, Budapeszt, to już czas miniony. Byłam tam 5 razy, ale ostatni raz - w 85 roku! Może czas odświeżyć wspomnienia, Budapeszt (w tych moich wspomnieniach) to takie piękne miasto!

P.S.

To ostatni wyjazd, który musiałam wydobyć z pamięci. Od końca ósmej klasy pisałam dzienniki - pamiętniki i mogę każdej chwili porównać wspomnienia z faktami zapisanymi w pamiętniku :)

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 939 912  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2939912

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl