Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 193 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kassa

poniedziałek, 15 stycznia 2018 23:43

31 marca platforma bloog.pl przestanie istnieć. Zaczęłam robić remanenty w moich wpisach. Znalazłam taki sprzed 10 lat. Wtedy go ukryłam. Teraz publikuję. Świadectwo czasów. Ale poglądów nie zmieniłam. I tu powtarzam, to co kiedyś.

 

"Pieniądze to nie wszystko"- taki slogan. Ale jest to też maksyma moich rodziców, w takim przekonaniu zostałam wychowana. Pieniędzy nigdy nie było dużo. Zapewne, gdy byłam dzieckiem to nawet nie było ich dość. Ale nigdy mi to szczególnie nie przeszkadzało. Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo. No, ale z takim "niematerialistycznym" podejściem do życia nie nauczyłam się "robić pieniędzy". I niespecjalnie dbałam o nie. "Pieniądze" - i pogardliwe wydęcie warg. Były inne czasy. Praca była, mieszkanie było i nikt z głodu by nie umarł. Teraz wcale nie chcę narzekać, że nie umiem dorobić (no ale nie umiem). A męża też znalazłam sercem, a nie rozumem i moja "pokrewna dusza" ma dokładnie taki sam stosunek do pieniędzy, jak ja (na naszą biedę, czyli ubogość obecnie). Ale naprawdę - obyśmy tylko zdrowi byli i blisko siebie, tyle mi wystarczy.

Ja o zderzeniu z innym podejściem do życia. Niby wiem, że są ludzie, którzy świetnie umieją pomnażać pieniądze. Ale albo nie znam ich osobiście, albo traktują ten fakt, bycia bogatym, jako sprawę prywatną, wręcz intymną, o której się nie mówi. I nagle  spotykam pod swoim dachem kobietkę, dla której "robienie pieniędzy" jest ambicją życiową (mąż zaprosił znajomego z żoną, której nie znaliśmy). Zawodowo zajmuje się szkoleniem ludzi w robieniu dobrego wrażenia na przyszłych pracodawcach, szkoli innych jak mają się korzystnie "sprzedać". Mówię jej, że moja praca daje mi satysfakcję, a ona stwierdza ze smutkiem: no tak, ale jest mało płatna. No, ba. Ale mnie to akurat nie boli (ale jej tego nie powiedziałam). A ona zaczęła życzliwie mi doradzać, jak i gdzie mogłabym spróbować dorobić. Takie ma podejście do życia: przede wszystkim muszą być pieniądze. A w każdym razie ja odniosłam takie wrażenie. Pewnie! Taka osoba nie będzie tracić bezproduktywnie czasu na blogu, tylko w tym czasie zarobi trochę grosza na wygodniejsze i przyjemniejsze życie. Tylko chyba ta praca musiałaby być jej życiem, bo tak ciągle pracując i dorabiając nie ma za dużo czasu na inne przyjemności i "życie". A ja jak ci szewcy, co to wędrowali przez głęboki las : nie mam pieniędzy, ale mam czas. I wszystko byłoby O.K. gdybym była sama z A., bez zobowiązań. Ale , kurcze, uświadomiony brak pieniędzy zabolał mnie, gdy w rozmowie z ową panią o dzieciach ona zaczęła mnie namawiać i przekonywać, że mojemu synkowi (który jest dyslektykiem) bardzo by się przydały treningi koncentracji w szkole Wojakowskich. Taak, pomyślałam sobie, rodzice powinni spróbować wszystkiego, żeby pomóc dziecku, tylko za co? W tej chwili nie stać nas na taki wydatek. Ale kto wie, może kiedyś? Ja mam ten luksus, że mogę pracować dla przyjemności. A Mój musi brać taką pracę, która pozwoli utrzymać rodzinę.
Jeszcze mój dyżurny przykład, że nie wszystko można kupić. Mój najstarszy syn świetnie zarabia. I ma hobby: modelarstwo redukcyjne, każdą wolną chwilę "dziubie" swoje modele, robi to już od 20 lat (czyli od dziecka). Jest w tym świetny (a modeli do sklejania uzbierał przez lata tyle, że gdyby nagle został bez forsy, miałby roboty jeszcze na długie lata). Przyjemności dopracowywania modeli, tworzenia ich nie kupi za żadne pieniądze. Bo nie o efekt końcowy w efekcie chodzi, ale o tę przyjemność z działania. I tak jest z każdą prawdziwą pasją. Mając taką pasję z czystym sumieniem można sobie powiedzieć: pieniądze to nie wszystko.
@)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Dawnych wspomnień czar...

piątek, 01 grudnia 2017 13:16

Dawno temu, parę dni przed ukończeniem ósmej klasy dziewczę postanowiło pisać dzienniczek - pamiętniczek. Młode było, naiwne i głupiutkie(ale w normie wiekowej). Zaczęło tak:

"Jaka jestem? No, cóż...Wydaje mi się, że jestem w miarę ładna, w miarę zgrabne, niegłupia, inteligentna, niezbyt skora do nauki, mimo wszystko lubię dużo wiedzieć. Potrafię być złośliwa (dla złośliwych), wesoła i smutna bez większego powodu. Sądzę, że jestem samokrytyczne i dlatego stwierdzam, że lubię się chwalić, popisywać. Właściwie jestem materialistką (ale nie skąpiradłem czy "chytrusem"), po prostu nie lubię wydawać zbyt dużo pieniędzy. Moja pasja, to wycieczki zagraniczne (byłam już w 4 krajach - NRD, Czechosłowacji, Jugosławii i na Węgrzech, a latem jadę do ZSRR).

Właściwie to lubię życie, ale czasem jest mi bardzo smutno. No, więc co właściwie chciałabym posiadać? Chciałabym wszystko to czego nie mam, nie znam, nie umiem, ale najbardziej to chciałabym zdobyć prawdziwego przyjaciela.

A teraz o tym, że mam brązowe oczy "ocienione długimi czarnymi rzęsami" i warkocz długi, poniżej pasa. Kolor włosów brąz. Włosy zapuszczam od urodzenia i jeszcze nigdy nie ścinałam ich, ale już nie chcą dłuższe rosnąć."

 

 

A ja znalazłam wczoraj na strychu karton "wspomnień", tych dzienniczków - pamiętniczków, listów, telegramów ślubnych, wspomnień, które chowało się wtedy na "stare lata". No i doczekałam się tych "starych lat", chyba. Na długie zimowe wieczory lektura w sam raz. Rzuciłam się na pierwszy zeszyt pamiętników. I ... tam jestem ja, teraz na pewno mądrzejsza o przeżyte lata, zdobyte doświadczenia. Ale charakter i konstrukcja psychiczna się nie zmieniły. Moim zdaniem możemy odbyć różne kursy rozwoju osobistego, stworzyć "nowego" siebie, ale swojej istoty nie zmienimy. 

A u mnie? Wszystko, jak chciałam, tamto piętnastoletnie dziewczę jest mi bliskie. I tylko czas tak niepostrzeżenie przeleciał. Ale taka jest kolej rzeczy :)   

 

 DSCN2877.JPG

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Dalekie podróże? To może nad Bajkał?

środa, 18 stycznia 2017 0:10

Czytałam w poczcie reklamy dalekich podróży. I aż mi się płakać zachciało. Żeby tak mieć dość pieniędzy, żeby tak mieć chętną drugą osobę do towarzystwa, żeby tak nie mieć innych obowiązków...to świat stoi otworem. O czym nie zamarzysz - płacisz, jedziesz, masz.  A w mojej młodości? Jechało się, gdzie "puszczali". Akurat mój najstarszy synek miał wczoraj urodziny. I przypomniałam sobie daleką podróż, związaną z synkiem, jak najbardziej ;) Już po studiach, już z Moim wybraliśmy się na wycieczkę z Almaturem, tanim biurem studenckim, na najdalszą wycieczkę do dość taniego i łatwo wtedy osiągalnego ZSRR. Kraj ogromny, wycieczek sporo, więc korzystałam przez całe studia, ale dalej niż za Kaukaz , czyli do Azji nie dotarłam. Nadarzyła się okazja, więc pojechaliśmy dalej. Startowaliśmy na wschodni kraniec Federacji Rosyjskiej z Moskwy. Najpierw cały dzień, czy dwa intensywnie zwiedzaliśmy stolicę (wtedy byłam w Moskwie po raz piąty), a pod wieczór wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Irkucka. Lot trwał przeszło 7 godzin. Ale jak tu spać, kiedy inni uczestnicy wycieczki chodzą po samolocie, śpiewają, hałasują. W Irkucku wylądowaliśmy rano i po szybkim odświeżeniu w hotelu zabrano nas na zwiedzanie miasta. Jakoś kiepsko się czułam w tym Irkucku. Niewyspana, bez apetytu i wszystkie zapachy wydawały mi się nieznośne, a najbardziej mój dezodorant, nie mogłam go znieść, przyprawiał mnie o mdłości. No i stale chciało mi się siku. Był na wycieczce młody ginekolog z żoną, jak się żonie skarżyłam na samopoczucie, rzucił - "w ciąży jesteś ". Czyżby? O, to by nie było źle. Dwa lata po ślubie już mi się marzyło zostać mamą. W Irkucku czułam się na tyle źle, że nie pojechałam z grupą na wycieczkę statkiem po Angarze, tylko zostałam w hotelu. Jeszcze mój Miły doprawił mnie przynosząc na rozgrzewkę nie zwykłą herbatę, tylko jakiś "grog" z rumem czy innym świństwem. Nigdy nie pijałam nic mocniejszego niż wino, to i tego grogu nie chciałam, ale niemal mnie przymusił. No i zwróciłam wszystko, co mogłam. "No, to chyba faktycznie będziemy mieć dzidziusia" - nie przejął się Mój. I to był jedyny raz, kiedy wymiotowałam w ciąży (w następnych ciążach nie wymiotowałam wcale). Ale nad Bajkał to już pojechałam. W końcu przejechać tyle tysięcy kilometrów i przeleżeć je w hotelu, to się nie godzi. Irkuck leży całkiem blisko tego ogromnego jeziora, ale pamiętam, że droga nad Bajkał była (dla mnie) straszna. Autobus przedpotopowy, śmierdzący spalinami ropy, droga pełna dziur i wertepów, bałam się, że mi moje dzieciątko "wytrząsną". Dojechaliśmy do miejscowości Listwianka, zaraz przy miejscu, gdzie Angara wypływa z Bajkału (bo do Bajkału wpływa kilkanaście rzek, ale wypływa tylko ta jedna - Angara) . A tam mgła, ponoć rzecz normalna w końcu maja, kiedy dopiero zaczyna się tam przedwiośnie. Zwiedziliśmy ciekawe muzeum przyrodnicze poświęcone Bajkałowi, jego florze i faunie. Сибирское море - священный Байкал, syberyjskie morze, święty Bajkał, tak od wieków mówią o nim Rosjanie.  Czy wiecie, że woda w Bajkale, w najcieplejszym miejscu, w najcieplejszym okresie (początek sierpnia) ma mniej niż + 10 st.C? To najgłębsze jezioro na Ziemi  (1620 m w najgłębszym miejscu) i największy zbiornik słodkiej wody na Ziemi. Położone w rowie tektonicznym ma 636 km długości, ale tylko 79 km szerokości. Woda w Bajkale jest niezwykle czysta i przejrzysta. Gdy jezioro zamarznie (a w północnej części zamarza na 8 miesięcy) lód jest tak przejrzysty, że widać w głąb jeziora na 40 m! Ostatnio koleżanka przesłała mi takie zdjęcie na FB, gdzie dziecko z rozpostartymi rękami "unosi się w powietrzu". A ono po prostu leżało na lodzie Bajkału, tak przejrzystym, że wydawało się, że to zdjęcie z samolotu (a dziecko "spada" swobodnie). Od razu przyznam się, że Bajkału prawie nie widziałam. Brzeg jest stromy i wysoki. Ręki w Bajkale nie zanurzyłam, bo do wody było daleko. Wodę widziałam, ale żadnej panoramy, bo widoczność ograniczała mgła. Ale byłam nad Bajkałem! Nich ktoś spróbuje zaprzeczyć ;) I byłam na Dalekim Wschodzie (zupełnie europejskim, rosyjskim wręcz, ale jednak w Azji). Zdjęć nie mam, tylko przezrocza, wtedy były w modzie, dawały złudzenie trójwymiarowości i to w kolorze (papierowe zdjęcia były albo czarno-białe, albo w dość kiepskiej jakości ORWO-kolorze). Mam natomiast pamiątkę z tamtych miejsc - mapę turystyczną, a jakże. Z niej także zaczerpnęłam informacje o Bajkale.

DSCN2386.JPG                


Podziel się
oceń
5
383

komentarze (17) | dodaj komentarz

Tajemnice rodzinne

sobota, 14 stycznia 2017 22:37

 Jack Nicholson, już jako dorosły człowiek, dowiedział się, że osoba, którą uważał za swoją mamę, to jego babcia, a najstarsza z czterech sióstr, to jego faktyczna rodzicielka. Życie dostarcza tematów scenarzystom filmowym. 

W mojej rodzinie także uznano, że pewne fakty z historii rodziny mojej mamy muszą pozostać w ukryciu. Moja mama straciła ojca w czasie wojny (zginął w Auschwitz, bo mając ojca rodowitego Niemca śmiał czuć się Polakiem, a to dzięki Matce - Polce). Babcia została z sama z dwiema nastoletnimi dziewczynkami. Babunia była moją ukochaną Chrzestną, a dodatkowo byłam jej jedyną wnuczką (miała jeszcze dwóch wnuków). Czasami w dzieciństwie mojej mamie "wymknęło się", że ona wie, jaki ciężkie jest życie sieroty, a ja nie zdaję sobie sprawy, jak to jest stracić matkę w dzieciństwie. Nie zgadzało mi się to, przecież babcia żyła! No i jeszcze rodzina. Kim są Iksińscy i ci różni dalsi krewni, kuzynowie w czwartym pokoleniu? Przecież babcia z domu była Nowak? Mając 15 lat miałam już pewność, że z jakiegoś powodu mama coś przede mną ukrywa. Jest tajemnica!  W małym  wielkopolskim miasteczku, w którym mieszkała babcia prawie wszyscy byli z sobą jakoś spokrewnieni, takie "dziesiąte wody po kisielu" . Bawiłam się z rówieśnikami , takimi kuzynami w 6 pokoleniu, a ich babcia była rówieśnicą i dobrą znajomą mojej babci. Oglądaliśmy zdjęcia z przedwojennych lat (u mojej babci mało było takich zdjęć, bo w wojnę rodzina była wysiedlona do Generalnej Guberni). A tu "ciocia - babcia" pokazuje mi zdjęcia z pogrzebu Basi, siostry mojej mamy, o której nigdy nie słyszałam. Zmarła mając 7 lat przed urodzeniem się mojej mamy. Miała gruźlicę kości, spadła z huśtawki i umarła (moja mama miała huśtawkową fobię, panikowała zawsze, gdy chciałam się pohuśtać). Czemu ja nic o tej zmarłej siostrze nie wiedziałam. Gdy "ciocia-babcia" zorientowała się, że nie znam historii rodzinnej - "zasznurował" usta, nic mi nie wyjaśniła. Podpytywałam mamę, ale wyraźnie widziałam, że kręci i nie chce mi nic powiedzieć. Tajemniczy był też grób na miejscowym cmentarzu, gdzie leżeli liczni członkowie rodziny, m.in moja prababcia. Zapalałyśmy zawsze znicz na bezimiennym, tajemniczym grobie. Kto jest tu pochowany? - Znajoma. Mając 18 lat natknęłam się w szafce z dokumentami na mamy pamiętnik. Zaczęła go pisać tuż przed poznaniem taty (też ciekawa historia). Byłam w domu sama po szkole, aż do powrotu rodziców z pracy, miałam sporo czasu na odkrywanie tajemnic ;) Może to niepięknie czytać czyjś pamiętnik, ale bardzo byłam ciekawa (ciekawska) romansowej historii moich rodziców.  (żadnych pikantnych szczegółów tam nie było). Przecież nie istniały wtedy blogi ;) I tam mama wyraźnie napisała, że jej mama zmarła, gdy ona miała 11 lat, wcześniej długie lata chorując na gruźlicę. I wyjaśniło się, że moja babunia, to macocha mojej mamy, która zaledwie 1,5 roku była żoną mojego dziadka i została sama z dorastającymi mało znanymi dziewczynkami. Nie miała łatwo też. Ja zachowałam nowo poznaną tajemnicę dla siebie. Jeśli nie miałam jej znać, to udawałam, że nie znam. Nie wiem, czego się moja mama obawiała? I czy umówiły się z babcią? Czy sadziły obie, że przestanę kochać moją ukochaną babunię? To była moja jedyna babunia, matki mojej mamy nie znałam. Później, po śmierci babci (miałam 26 lat), kiedy wyciągnęłam mamę na długą i szczerą rozmowę, okazało się, że są zaledwie dwa zdjęcia mojej pierwszej babci, choć pozostała na zawsze w pamięci mojej mamy.. Nadal nie rozumiem po co była ta tajemnica. Mama twierdziła, że nie chciała robić mamie (czyli macosze) przykrości (co miałoby być tą przykrością nie wiem do dziś). A teraz na owym tajemniczym grobie z dzieciństwa są dwa napisy: spoczywają w nim obie moje babcie.


Podziel się
oceń
4
511

komentarze (11) | dodaj komentarz

Ten dzień

poniedziałek, 29 sierpnia 2016 11:01

Dokładnie dwa lata temu, to był piątek, dostałam telefon o 6 40. Ze szpitala. I serce stanęło mi na parę chwil. I zostałam sierotą... Taki nasz los, rodzić się i umierać. Ale dlaczego tak boli i nie przestaje? Smutny dzień...


Podziel się
oceń
0
50

komentarze (5) | dodaj komentarz

piątek, 23 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  3 062 765  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3062765

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl