Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Południowy Śląsk

czwartek, 14 września 2017 0:45

 

Pojechałam, bo jeszcze nigdy tam nie byłam. Ja wiem, że nie było mnie jeszcze w co najmniej połowie albo 2/3 polskich miast  i nigdy może nie będzie. Ale mam póki co ochotę sprawdzać, jakie są te nieznane mi jeszcze miejsca. "Gdzie mnie nie ma, pójdę tam" - była kiedyś taka ładna piosenka ("Chciałbym umieć być jak wiatr'"). Mam okazję, to jadę.

I jadę przez Polskę, i  ja, jak te dzieci drogą, co nadziwić się nie mogą, jaki piękny świat.  Ja też. Naprawdę! 

Tym razem dotarłam do Wodzisławia Ślaskiego. Kojarzył mi się mętnie z jakimś przemysłem spożywczym, ale zupełnie nie umiałam go sobie umieścić na mapie Polski. No, tak, bo nigdy jeszcze nie byłam w tamtych stronach, w okolicach Rybnika, Jastrzębia Zdroju, Raciborza, w pobliżu czeskiej Ostravy.

Wodzisław Śląski, to ładne, prawie 50- tysięczne powiatowe miasto z 760-letnią historią. Wiecie już, że lubię stare miasta, z zabytkami i rynkami. Wodzisław ma i historię, i zabytki, i bardzo ładny duży Rynek.

 

20170913_112327.jpg

Tu widać wieżę kościoła WNMP.

 W Wodzisławiu byłam krótko, ale nocowałam w mieście, więc miasto "zaliczyłam". Pospacerowałam po wąskich uliczkach najstarszej części miasta, zabytkowy jest właśnie średniowieczny układ urbanistyczny miasta, z rynkiem i kamienicami z XVIII i XIX wieku. Najstarszym budynkiem (zabytkiem) miasta jest gotycki kościół  p.w. Św. Trójcy, obecnie ewangelicki. Widać go z Rynku. Także najbardziej okazały kościół Wniebowzięcia NMP widoczny jest w panoramie Rynku. To "tylko" neogotyk z początku XX wieku. 

 20170913_113241.jpg

Tu widać fragment Rynku z widokiem na kościół Św. Trójcy.

 

Z Wodzisławia pojechałam do Raciborza. Miałam kiedyś studentkę z Raciborza, lokalną patriotkę, której opowieści o rodzinnym mieście zapadły mi w pamięć. Chciałam odwiedzić to miasto. Nie powiem, że się rozczarowałam. Zbyt mało miałam czasu, żeby dokładniej rozejrzeć się po mieście. Zahaczyłam tylko o Rynek i okoliczne ulice. W porównaniu z Wodzisławiem ten rynek wypada mizernie. Ale też działania wojenne zniszczyły starą zabudowę miasta.A miasto liczy sobie już 800 lat!  Niby Rynek jest, są ogródki restauracyjno - piwne, ale domy otaczające plac są współczesne, z lat 60-tych 70-tych XX w. I nawet bez architektonicznego "retuszu"

Piękna jest kolumna w Rynku.To tzw. Kolumna Maryjna z XVIII wieku. Przypomina trochę czeskie "morowe" kolumny.

20170913_130158.jpg

 Widać tu kościół Św. Jakuba, gotycki z XIII wieku.

Racibórz jest jedną z dwóch, obok Opola historycznych stolic Górnego Śląska, siedzibą książąt opolsko-raciborskich.  I zachowało się tu sporo zabytków, ale ja widziałam tylko 2 kościoły przy Rynku i z daleka "perłę baroku śląskiego" - kaplicę zamkową Tomasza Kantuaryjskiego z XIII wieku.

Humor poprawiła mi uliczka deptak, z pięknymi klombami kwiatowymi, na której było kilka cukierni:) W jednej z nich zjadłam ciacho i popiłam wyjątkowo smaczną kawą. To też jeden z moich  sposobów "zaliczania" miasta. Jeśli w jakiejś miejscowości nie ma rynku, zabytków, ani miłej cukierni, to miasto "wypada" z mojej pamięci. Nie warto o nim pamiętać (to tak Goeteborg  się "nie popisał" ).

A w Raciborzu widziałam jeszcze zielone planty nad Odrą, mostki, ławeczki, przyjemne. 

Wracając do domu zatrzymaliśmy się na obiad w małej miejscowości pod Jarocinem - Witaszyce (niegdyś duża cukrownia). Przy drodze 11 znajduje się piękny  klasycystyczny pałac, obecnie hotel i restauracja. Musiałam utrwalić na zdjęciu i we wpisie to miejsce, bo tu jest elegancko, czysto i podają naprawdę smaczne jedzenie :)

 

20170912_160854.jpg

. W Pałacu jest też Muzeum Napoleońskie :) 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dwie Środy

czwartek, 03 sierpnia 2017 19:43

Są w Polsce  dwie Środy, dwa miasta, które od dana chciałam porównać : Środa Śląska i Środa Wielkopolska. Środę Wielkopolską znałam ze słyszenia  od dzieciństwa, byłam tam kilka razy w młodszych latach. Ostatnio bywam tam często, mieszkam "po sąsiedzku", to "moja" Środa, mam do niej tylko kilkanaście kilometrów. Nie powiem, że znam ją dobrze. Wcale nie, przejeżdżam przez nią jadąc na południe Polski, zatrzymuję się na poczcie, wpadam do sklepu fabrycznego firmy mleczarskiej "Jana" (skromny, w moim Kostrzynie mamy okazały market firmowy "Jany"). Dopiero całkiem niedawno dotarłam na średzki Rynek, sympatyczne miejsce. Obie Środy - Środa Wielkopolska i Środa Śląska zawdzięczają swoją nazwę jarmarkom, które w średniowieczu odbywały się w środy właśnie. Bo oba miasta mają bogatą przeszłość. Oba były miastami już w XIII wieku. I oba zostały lokowane na prawie średzkim (które to prawo, odmiana prawa magdeburskiego, zastosowano po raz pierwszy w Środzie Śląskiej) I to chyba koniec podobieństw. Chociaż nie - oba są miastami powiatowymi :) Środa Wielkopolska, jak nazwa wskazuje, leży w województwie Wielkopolskim, a Środa Śląska w województwie Dolnośląskim. Moja Środa jest średniej wielkości  miastem powiatowym, liczy przeszło 22 tys. mieszkańców, a Środa Śląska jest zaledwie miasteczkiem - o przeszło połowę mniejszym (ok .9 tys. mieszkańców). Bogata przeszłość obu miast pozostawiła o wiele mniej śladów w moje Środzie. Zachowało się tu niewiele zabytków (niestety). Najstarszy i najokazalszy, to kolegiata farna p.w Wniebowzięcia NMP, późnogotycka z XV w.

 

     

 20170613_162003[1].jpg

 

Pozostałe atrakcje turystyczne - Stary Rynek i kamienice na Rynku, to okres znacznie późniejszy.

 

20170613_161756[1].jpg

 

To najstarsza kamieniczka na Rynku - Domek Senatorski z XVIIIw. Pozostałe kamienice są XIX i XX wieczne. Ale takich rzeźb, rodem z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" nie widziałam nigdzie indziej :)

 

20170613_161905[1].jpg

To są spore figury, co najmniej 3- metrowe, robią wrażenie :)

I jeszcze zwrócił moją uwagę skromny pomnik zasłużonego dla Wielkopolski społecznika i spółdzielcy -księdza Augustyna Szamarzewskiego, założyciela Banku Spółdzielczego w Środzie Wielkopolskiej w XIX wieku.

 

20170613_161553[1].jpg

 

Czyste, zadbane, typowe wielkopolskie miasteczko (jak ja je wszystkie kocham).

 

Środa Śląska jest polskim miastem dopiero (już) ponad 70 lat. Mimo sporych zniszczeń wojennych cenne budowle zabytkowe świadczą do dziś o historycznej świetności miasta. Jest tu kilka świątyń gotyckich (miasto leży na szlaku pielgrzymek Św. Jakuba), jest zabytkowy Ratusz na prostokątnym, wydłużonym rynku (który, bodajże nie nazywa sie rynkiem, ale dokładnie nie pamiętam).

 

1493283015128.jpg

 

Dolnośląskimi zabytkowymi miasteczkami nikt się specjalnie po wojnie nie przejmował. Uprzątnięto gruzy i załatano puste miejsca w stylu "Gomułki" lub "Gierka". Świadectwo minionych czasów, w zabytkowej tkance miasta takie "kwiatki do kożucha", ale ludzie mieli gdzie mieszkać (stąd tuż przy zabytkach osiedla z lat 70 tych i domy-plomby z tych czasów przy rynku). .

 

1493283933509.jpg

Tu widać część placu od strony Ratusza, z dzwonnicą (XIIIw) i kościołem Św. Andrzeja (XIV-XVIw).

O Środzie Śląskiej stało się głośno, gdy przeszło 30 lat temu   znaleziono Skarb Średzki. Znalezisko archeologiczne z okresu średniowiecza, monety i ozdoby złote, srebrne, z kamieniami szlachetnymi. Prawdziwy skarb, nie tylko o wartości historycznej, ale wielkiej wartości materialnej. Dużą część skarbu(ponoć większą) rozkradziono, zapewne przetopiono, a później to, czego nie upłynniono Muzeum Narodowe odkupywało od osób prywatnych.Teraz część zbiorów znajduje się we Wrocławiu (w Muzeum Narodowym) a część w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej. Niestety, na muzeum nie miałam czasu. Pobieżnie tylko obejrzałam miasteczko. 

Przeczytałam, że są tu obronne mury miejskie z XIII wieku, ale ich nie widziałam. Zobaczyłam jeszcze dawny kościół szpitalny pod wezwanie NMP.(XIV w.)

1493293766162.jpg

Spodobała mi się ta Środa :) Środy są warte zobaczenia!

Bardzo lubię takie niewielkie, zabytkowe miasteczka. Każdy gospodarz terenu dba o estetykę, o turystów. Bardzo nam Polska wypięknia. A ja będę cały czas propagować hasło "piękna nasza Polska cała" :) 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Solanki i czas dla siebie

sobota, 20 maja 2017 0:47

 Wybrałam się sama (no, w końcu się zdecydowałam być samodzielna) na krótki wypad rekreacyjny do Inowrocławia. Znałam miasto wcześniej, byłam tu naście lat temu w sanatorium  i wiedziałam czego się spodziewać. W każdym razie wydawało mi się, że wiem. A jednak te naście lat w istotny sposób zmieniło miasto i uzdrowisko. Bo Inowrocław, miasto przeszło 70-tysięczne ma prawie w centrum uzdrowisko - zwane Solankami. I głównie z myślą o spacerach  po parku zdrojowym wybrałam Inowrocław. No i z wygody, bo to nieco tylko ponad godzina drogi ode mnie ze wsi. 

Jakoś nie umiałam sobie poszukać noclegu blisko Solanek. Chciałam mieć trochę luksusu i wybrałam Apartamenty Platinum w samym środku miasta, jednak okazało się, że dość daleko od Solanek. Te apartamenty, to było coś zupełnie innego niż we Wrocławiu. W pięknie odnowionej przedwojennej kamienicy pokój był zachwycający, bardzo elegancki, w tonacjach bieli i szarości. A piętro wyżej do dyspozycji gości wielka kuchnia z jadalnią. Była też  sauna, ale to nie dla mnie. I nie czułam się stale pod nadzorem kamer i ochroniarzy. Niczego takiego nie było, tylko życzliwe i pomocne dziewczyny z recepcji.

 

20170517_102754[1].jpg

 

To właśnie te apartamenty.

Inowrocław zaskoczył mnie mile swoją troska o turystów (i kuracjuszy). W hotelu dostałam plan miasta i informator o mieście z dziesięciu najciekawszymi miejscami do zobaczenia. Skorzystałam skwapliwie.  

 

20170516_165057[1].jpg

 

Przede wszystkim tężnie. Powstały w 2001 roku, znałam je i chciałam sobie znów  trochę powdychać powietrza przesyconego solą. Niestety, miałam pecha - tężnie są w remoncie, czyli są suche, żadna solanka się nie rozpyla. Trudno, jedna atrakcja mniej. 

20170516_165202[1].jpg

 

To charakterystyczne wieże - wejście główne do tężni. W jednej z wież jest wejście na koronę tężni, można je obejść dookoła i z wysokości 9 metrów podziwiać park i okolicę.

20170517_113847[1].jpg

 

Paw - zegar słoneczny - na wejściu do Parku Solankowego.

 

20170516_163645[1].jpg

 

Dekoracji z żywych kwiatów było mniej, niż przed laty, ale ten dywan z bratków spodobał mi się.

 

20170516_164447[1].jpg

 

Inowrocławski Park Solankowy ma 85 hektarów i prawie 150 lat.

 

20170516_164726[1].jpg

 

W parku jest wiele ładnych miejsc:)

 

Kolejną atrakcją , oddaną do użytku w 2013 roku, jest pijalnia wód "Inowrocławianka", gdzie w dużej sali - kawiarni można wypić mineralna wodę "Inowrocławiankę" oraz wodę leczniczą "Jadwiga" (szklanka - jednorazowy kubeczek - kosztuje 2 zł!! , zdzierstwo!).

W budynku pijalni jest też mała palmiarnia z oczkiem wodnym, w którym pływają piękne czerwone złote(?) rybki oraz "Chata Kujawska" - izba regionalna,  w miejscu byłego budynku mieszkalnego.

20170516_171004[1].jpg 

Kuchnia, jak u mojej babci :)

 

Swego czasu obiecałam sobie nie wyjeżdżać nigdzie bez kostiumu kąpielowego. Nigdy nie wiadomo, czy nie będzie okazji z niego skorzystać. No tak, ale tym razem nie jechałam do sanatorium  i nie spodziewałam się żadnych atrakcji wodnych. A okazuje się, że w 2013 roku otwarto Inowrocławską Termę - basen z solankowa wodą termalną, tuż przy parku zdrojowym. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności skorzystania z tej kolejnej atrakcji miasta. Ale musiałam sobie kupić kostium kąpielowy (co nie było żadnym problemem, w centrum co drugi sklep sprzedaje bieliznę).

20170517_135220[1].jpg

 

Terma jest niewielka, ale bardzo sympatyczna - z rozsuwanym dachem, mogłam sie opalać leżąc w basenie :) Miała też różne wodne bicze i wirówki.

A ja skorzystałam z kolejnej reklamowanej atrakcji Inowrocławia - z gabinetu odnowy czyli SPA. Tych eleganckich SPA jest tutaj wyjątkowo dużo.  

Żeby wykorzystać do maksimum atrakcje turystyczne poszłam zobaczyć wystawę solnictwa. To stała ekspozycja mieszcząca się w gmachu Teatru Miejskiego. Inowrocław od czasów prehistorycznych miał tradycje warzenia soli. Solanka wypływała tu z ziemi i uzyskiwano na tym terenie sól. Od XIX wieku istniała pod miastem kopalnia soli. Niestety kopalnia powodowała szkody górnicze, domy się  zapadały  i w latach osiemdziesiątych kopalnię zamknięto, a wyrobiska zalano betonem. Pozostała pamięć o soli i solanka, wydobywana w niedalekim sąsiedztwie.20170517_102736[1].jpg 

Tu mieści się wystawa solnictwa.

 

Inowrocławski Rynek nie zachwyca (poznanianki), ale widać starania, żeby był jak najładniejszy . Na środku stoi bardzo ciekawa i ładna fontanna, a na dłuższych bokach Rynku są letnie ogródki kawiarniane.

20170516_192400[1].jpg.

 

Co mnie niezwykle zadziwiło i zaskoczyło, to pustka przedwieczorna w centrum.

20170516_193236[1].jpg

 

To deptak, centralna ulica miasta Św.Jadwigi o godzinie 19.15 we wtorek, widok od strony Rynku. Wszyscy śpią? ;)

 

I jeszcze ciekawostka na Rynku. 

20170516_193057[1].jpg

 

Zwróćcie uwagę na napis na tej mozaice przy Rynku. Mam nadzieję, że nikt nie zechce tego "dekomunizować', Byłoby szkoda.

Ogólnie świetnie spędziłam czas, pogoda byłą piękna, a jeszcze zaszalałam i kupiłam sobie bluzkę i sukienkę na lato. A co tam, raz się żyje :)   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zielona Zielona Góra

piątek, 28 kwietnia 2017 16:41

Hobby to nasza przyjemność, zgadzacie się? Hobby sa tak różne, jak rózni są ludzie. Oczywiście, można się dziwić, po co, na co ten, czy ów zbiera krawaty, kalendarzyki, chodzi na fitness, do filharmonii , hoduje tulipany, czy skleja modele statków z kartonu. Hobby, to pasja i przyjemność, najważniejsze, że daje hobbyście zadowolenie i tylko jemu znane niewymierne korzyści. Ja zwiedzam: co się da, gdzie się da i kiedy się da. Lubię tak spędzać czas, to moje hobby.

Wczoraj byłam w Zielonej Górze (jako osoba towarzysząca). To miasto "za Odrą", znane starszemu pokoleniu z Festiwali Piosenki Radzieckiej (obecnie ponoć jest też jakiś festiwal pieśni rosyjskich?), kibicom żużla znane z tradycji żużlowych, enologom znane z tradycji winiarskich regionu. Byłam w Zielonej Górze   pierwszy (i jedyny do wczoraj) raz przeszło 40 lat temu. Byłam krótko, tylko jeden dzień. Tym razem tez był to krótki pobyt. Miałam okazję pochodzić jedynie po starej, zabytkowej części miasta (zabytkowa, to też termin dyskusyjny - miasto nękały przez wieki wielkie pożary, które rujnowały zabytkową tkankę, ostatni wielki pożar miał miejsce w 1948 roku!, zabytków tu jak na lekarstwo, domy z lat 20-tych XXw, to już stare domy). 

Podobno (nie ma dokumentów pisemnych) Zielona Góra otrzymała prawa miejskie "zaraz po Kożuchowie" (to z kronik Historycznych) w XIV wieku, zasiedlali ja wtedy rzemieślnicy z Flandrii i krain niemieckich. Wtedy wchodziła w skład Księstwa Głogowskiego, ale już od XVI wieku wpływy niemieckie był tak silne, że trudno mówić o polskości tych ziem. Mimo, że Zielona Góra jest (wraz z Gorzowem) stolicą województwa Lubuskiego - nigdy nie należała ani historycznie, ani geograficznie do Ziemi Lubuskiej, tylko do Dolnego Śląska. Ale cóż, z potrzeby powojennej polityki już od siedemdziesięciu lat jest przypisana do Ziemi Lubuskiej. Zielona Góra liczy niecałe 140 tysięcy mieszkańców (138 890).  A stara część ze Starym Rynkiem i okolicznymi ulicami sprawia wrażenie miasta znacznie mniejszego i , no cóż, prowincjonalnego. Na takie wrażenie, nie bardzo entuzjastyczne, na pewno miała wpływ także pogoda, wredna ostatnio bardzo (bo wredna pogoda miała wpływ na mój nastrój). Po południu nad miastem zawisła ciemna deszczowa chmura i zrobiło sie nieprzyjemnie chłodno i ciemno.

Widać, że miasto stara się zrobić dobre wrażenie na turystach, kilka ulic spacerowych - deptaków z kwietnikami i latarniami, domy odnowione, odmalowane, kilka cukierni, jakaś kawiarnia. Ale ogólnie wrażenie średnie. A jeszcze ci drepczący po Rynku ludzie miejscowi w strojach niedbałych (nie żebracy, raczej "piwosze") nie dodają uroku. Są w mieście skwery z wiosennymi krzewami radujące oko. Ale to za mało, żeby w moim prywatnym rankingu miast Zielona Góra zasługiwała na miano miasta "do kolejnych odwiedzin". Byłam, zobaczyłam i wystarczy. Zawsze staram się pokazać zwiedzane miasto z najlepszej strony, bo zawsze można znaleźć ładne, ciekawe miejsca. Jestem pewna, że zieleń, która wybuchnie w maju przyda zielonemu (już) miastu uroku :)

 

20170427_141551[1].jpg

Ulica Kupiecka - jeden z deptaków w pobliżu Rynku.

 

20170427_144744[1].jpg

 

Tu panorama Starego Rynku z Ratuszem (hełm ucięło, proszę o wybaczenie) i kościołem Matki Boskiej Częstochowskiej, poewangelickim, z XVIIIw, w tle.

 

20170427_143426[1].jpg 

Tu ładnie widać halową bryłę tego szachulcowego kościoła (poniemieckiego) i fragmenty murów miejskich.

 

20170427_144447[1].jpg

   

A tu kwitnące rajskie jabłuszka na skwerze, na Placu Pocztowym, niedaleko Rynku.

 

20170427_155018[1].jpg

 

Tu wiosenna zieleń na Placu Słowiańskim - tawuła wczesna i wiśnia piłkowana (ta japońska).

20170427_155112[1].jpg 

I jeszcze jedna z moich ulubionych wiśni japońskich. Widziałam ich w Zielonej Górze sporo. Stanowczo ich za mało w naszych miastach (w Szkocji stanowią wielka wiosenną ozdobę ulic).


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

Ferie w gór(k)ach

piątek, 03 lutego 2017 23:41

Pojechaliśmy na ferie z wnukami do Jarnołtówka. Jarnołtówek leży kilka kilometrów od czeskiej granicy. Po czeskiej stronie leżą całkiem spore góry – pasmo Jeseników. Po polskiej stronie znalazła się „resztka” tych gór. U nas zwą się one Górami Opawskimi, a najwyższy szczyt, graniczny, to Biskupia Kopa 889 m n.p.m. Już kiedyś, w czerwcu 2013 roku pisałam na blogu o Jarnołtówku. Wtedy byłam tam pierwszy raz latem. Teraz znów jest zima, jak 20 lat temu, gdy pierwszy raz zawitaliśmy w progi gościnnego domu wczasowego „Ziemowit”. Był to jedyny z domów wczasowych FWP  w górach (i jeden z dwóch w ogóle), w którym był kryty basen – w latach dziewięćdziesiątych to była rzadkość. Potem bywaliśmy tu z najmłodszym synem jeszcze wiele razy w czasie ferii zimowych. FWP – to Fundusz Wczasów Pracowniczych (to dla młodzieży). Ta nazwa nadal funkcjonuje w nazwie ośrodka, chociaż nie ma już czegoś takiego, jak skierowania na wczasy, czy w ogóle wczasy pracownicze. Nadal jednak istnieje FWP Spółka z o.o. i posiada swoje obiekty. "Ziemowit"  to oficjalnie Ośrodek Wczasowo –Rehabilitacyjny.

DSCN2412.JPG

To dobra nazwa, bo hotel ani pensjonat to to nie jest. Oczywiście, przez te 20 lat dużo się zmieniło, na lepsze. Ale cóż, pokoje nadal są niewielkie, wręcz mniejsze, kosztem większej i bardziej eleganckiej łazienki. Wszystko wprost tchnie epoką minioną. A jedna z wind mnie wręcz rozczuliła. Ma na pewno ze 30 lat i wygląda dokładnie, jak winda w moim bloku, przed modernizacją (której dokonano właśnie po 30 -tu latach użytkowania). Posiłki tak, jak były bardzo smaczne, tak są nadal. Tylko pory posiłków są mocno „wczasowe”. Powiedziałabym, że wręcz szpitalne. Jakby czas się zatrzymał: obiad o 13.00 – serwowany i kolacja o 17.30, też serwowana. Jedynie śniadanie przyspieszyło wraz z nowymi czasy: szwedzki stół  od 8.30 -10.00. No i dobrze. Wykupiliśmy pełne wyżywienie i nie żałowaliśmy. Nadal mi ślinka cieknie, jak wspomnę wspaniały krupnik, czy pierogi ruskie albo kartacze z mięsem na kolację, nie wspominając o słodkich bułkach drożdżowych, pieczonych na miejscu (złamałam się i odstąpiłam od diety bezcukrowej). Jestem „rozpsuta” hotelami 4* i standard „Ziemowita” nieco mnie rozczarował (bo ceny tu na co najmniej 3*), ale ośrodek jest cudownie położony na stoku Biskupiej Kopy, w 1/3 odległości od szczytu, z dala od wsi, tuż przy lesie  - Parku Krajobrazowym Gór Opawskich. Zima nam się trafiła piękna. Przyszła wraz z naszym przyjazdem. Spadło dużo śniegu, wszystko zasypało na biało.

DSCN2408.JPG

Chodziliśmy na spacery do lasu. Dzieciaki szalały na sankach na pobliskich górkach (razem z dziadkiem).

 

20170202_153948[1].jpg

 

 

DSCN2405.JPG

 

To widok z naszego okna po śnieżnej nocy.

Potem Mali dalej szaleli w pokoju zabaw (zjeżdżalnia do skrzyni wypełnionej kolorowymi kulkami, drabinki i sznurkowe mostki, no i rówieśnicy). Po obiedzie szliśmy na basen, a po kolacji był ping-pong z dziadkiem. Ja też miałam swoją przyjemność. Poszłam na masaż pleców z peelingiem (bo tu jest SPA) . Za uczciwe pół godziny jedynie 40 zł! A jaki relaks :)

Zrobiliśmy też wycieczkę do Czech. Trzy kilometry  od granicy polsko-czeskiej leży małe zabytkowe miasteczko Zlate Hory, gdzie od średniowiecza pozyskiwano złoto, najpierw z okolicznych potoków, a potem z kopalni. Jeszcze do 1994 roku istniała tu kopalnia złota. Nasze wnuki nie były jeszcze za granicą, więc bardzo im się spodobał taki „wyjazd zagraniczny”. Chociaż trwał zaledwie 3 godziny zdążyliśmy zwiedzić ciekawe muzeum, wstąpić do sklepu i zobaczyć tam towary inne niż w Polsce, w zupełnie innych cenach, bo i w innej walucie (ale i tak płaciliśmy kartą). Wstąpiliśmy też na kawę i ciepłą czekoladę (jakże by inaczej). A muzeum otwarło swoje podwoje po przerwie zimowej dopiero 1 lutego. My byliśmy tam 2 lutego, ale i tak byliśmy pierwszymi gośćmi w tym roku. I mieliśmy wstęp gratis.

 037.jpg

To jest to piękne muzeum, budynek dawnej poczty.

A z kolei w restauracji pani kelnerka, najpierw nieco najeżona, „roztopiona” naszymi uśmiechami i dziecięcymi zachwytami nad wspaniałą czekoladą wręczyła chłopcom pamiątkowe medale „Zlatohorskie” z herbem miasta i nazwą „Restaurace u Radnice” czyli Restauracja przy ratuszu, restauracja nie byle jaką, bo wyróżnioną za świetną kuchnię. Ja lubię Czechy i Czechów i nigdy nie spotkałam się z żadną niechęcią, wręcz przeciwnie. A może, jak się do kogoś podchodzi z życzliwością, to ten ktoś ją odwzajemnia? Ja tak mam:). W obie strony :)

DSCN2416.JPG

 

 Tu - pięknie odnowiony ratusz czyli radnice. 

 

DSCN2419.JPG

I jeszcze kościół w Zlatych Horach.

 

Dzieci zadowolone, że były w Czechach i ogólnie szczęśliwe, że zakosztowały trochę zimy w zimowe ferie (co wcale często się nam w Wielkopolsce nie zdarza). Chłopcy mieli wielu rówieśników do zabawy i towarzystwa, więc i dziadkowie mieli trochę czasu na lektury.  Dla mnie i Mojego to był też przyjemny czas, odpoczęłam trochę od garnków(bo gotowanie bawi wtedy, kiedy nie jest codziennym musem i obowiązkiem), łyknęliśmy  trochę świeżego górskiego powietrza i mieliśmy okazję na co dzień poobserwować naszych wnuków i pobyć z nimi na luzie :)

 Szybko minął ten czas. Trochę za szybko...


Podziel się
oceń
9
1142

komentarze (32) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 617  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl